Przeskocz do treści

Do Bielawy wybraliśmy się przede wszystkim, aby wejść na Górę Parkową. W związku z tym, że Góra jest niewielkich rozmiarów i spacer nie zajął nam zbyt długo pojechaliśmy nad Jezioro Bielawskie. Miejsce to jest fenomenalne z kilku względów.

  • Z jednej strony mamy tutaj kąpielisko, a z drugiej piękne widoki górskie.
  • Można skorzystać z piaszczystej plaży

  • Po drugiej strony plaży jest wysepka, na którą prowadzi molo, z wiatami piknikowymi

  • Można tutaj wypożyczyć sprzęt wodny (kajaki, rowerki wodne)- wypożyczalnia znajduje się od strony plaży
  • Po drodze na wysepkę znajduje się plac zabaw oraz food tracki z jedzeniem
  • Obok jeziora znajduje się basen z wodnym placem zabaw
  • Tuż przy placu zabaw znajduje się siłownia na świeżym powietrzu

Z tego względu, że na plaży było dość tłoczno (a w dobie pandemii unikamy jednak większych skupisk ludzi), udaliśmy się na wysepkę. Bez problemu znaleźliśmy tutaj wolną wiatę grillową. Od strony wyspy znaleźć można łagodne zejścia do wody w sam raz dla rodzin z dziećmi. Co więcej, na wyspie znaleźć można zacienione miejsce, których brak jest na plaży.

Informacje praktyczne:

  • Przy kąpielisku znajduje się bezpłatny parking
  • Wstęp na plażę i wyspę jest bezpłatny
  • Trudno znaleźć tutaj zacienione miejsca. Jedynie na wysepce można schronić się w cieniu drzew lub pod wiatą. Na plaży czy na placu zabaw nie ma takich miejsc.

Jezioro Bielawskie stanowi bardzo fajne miejsce na letni wypad nad wodę. Znajduje się zaledwie 55 km od Wrocławia, a w jednym miejscu znaleźć można bardzo dużo atrakcji dla osób w każdym wieku.

Góra Parkowa w Bielawie to w zasadzie niewielkie wzniesienie (455 m n.p.m), ale warto tutaj się wybrać po pierwsze dlatego, że jest to idealna górka na spacer z małymi dziećmi. Po drugie, na szczycie znajduje się wieża widokowa skąd można podziwiać piękne widoki. A po trzecie, u podnóża góry można zrobić sobie biwak (jest miejsce na ognisko, ławy i stoły drewniane, przy których można usiąść)

Do Bielawy przyjechaliśmy dlatego, że miejsce to darzę sentymentem. Tutaj urodził się mój tato i jako dziecko przyjeżdżaliśmy tutaj często na wakacje. Jednak po raz ostatni byłam tutaj ponad 20 lat temu i od tego czasu wiele się zmieniło…

Góra Parkowa – trochę historii

Na szczycie góry można wejść na stalową wieżę widokową, która została oddana do użytku w 1925 roku. Wcześniej stały tutaj dwie wieże drewniane, które zostały zastąpione właśnie stalową konstrukcją. Wieża była kilkakrotnie remontowana. Ostatni raz w 1998 roku.

W kronikach miasta można znaleźć informację, że na szczycie góry dawniej mieściło się schronisko młodzieżowe i restauracja. Dzisiaj można tutaj tylko wejść na wieżę widokową oraz pobiwakować na łonie natury.

Góra Parkowa nazywana jest również Górą Krasnoludków. Według legendy bowiem na górze w grotach  mieszkały właśnie Krasnoludki, strzegące skarbów. Krasnoludki te stroniły od ludzi- można je było spotkać tylko raz na 100 lat w noc świętojańską. Jednak wraz z dynamicznym rozwojem Bielawy Krasnoludki wyniosły się z tego miejsca, szukając bardziej spokojnego schronienia.

Sudecki Włóczykij

Góra Parkowa jest jednym ze szczytów wchodzących w skład Sudeckiego Włóczykija. Sudecki Włóczykij to regionalna odznaka turystyki kwalifikowanej, mająca na celu zachęcanie do eksplorowania Sudetów. Aby otrzymać odznakę należy zdobyć 100 szczytów ujętych w wykazie, wybranych pod względem walorów przyrodniczych, historycznych, krajoznawczych, geologicznych i widokowych.

Informacje praktyczne

  • Samochód warto zaparkować na niewielkim parkingu u podnóża góry, tuż przy ogródkach działkowych
  • Trasę spokojnie można przejechać wózkiem niemowlęcym
  • Zwiedzanie Góry nie zajmie nam zbyt dużo czasu, więc warto połączyć wejście na Górę z innymi atrakcjami np. kąpielą w Jeziorze Bielawskim

Zaledwie 46 km od granicy polsko-litewskiej znajduje się przepiękne miasteczko Druskienniki. Słyszałam o nim kilkakrotnie, będąc więc w Augustowie (Druskienniki położone są około 100 km od Augustowa) nie mogliśmy tak nie pojechać.

Druskienniki- historia

Druskienniki to największe uzdrowisko na Litwie i jedno z większych w Europie Środkowo-Wschodniej. Już w Krzyżackich Kronikach można spotkać pierwsze wzmianki o tej miejscowości. Początkowo nazywała się Salzeniki (od niem słowa „Salz”- sól). Dzisiejsza nazwa Druskienniki pochodzi od słowa „druska”, oznaczającego również sól. I to właśnie sól przyczyniła się do rozwoju miasteczka jako uzdrowiska. W XVIII wieku bowiem Wielki Książę Litewski i Król Polski Stanisław August po utracie kopalni soli w Koronie nakazał przebadanie wszystkich solanek na terytorium Rzeczpospolitej Obojga Narodów. W wyniku przeprowadzonych analiz okazało się, że skład soli w Druskiennikach przypomina lecznicze wody mineralne w Europie i w związku z tym nadano Druskiennikom status uzdrowiska.

Do rozwoju uzdrowiska przyczynił się jednak Ignacy Fonberg, profesor chemii Uniwersytetu Wileńskiego. To właśnie Fonberg zwrócił uwagę na właściwości terapeutyczne druskiennickich źródeł. W okresie międzywojennym miejscowość jeszcze bardziej zyskała na popularności, dzięki wizytom marszałka Józefa Piłsudskiego w tym miejscu oraz działalności lekarki Eugenii Lewickiej (swoją drogą marszałek darzył ją szczerym uczuciem), która rozpowszechniła metodę leczenia słońcem i wysiłkiem fizycznym. Była to jak na owe czasy bardzo innowacyjna metoda leczenia, która przynosiła efekty i tym samym przyciągała rzesze odwiedzających. W XIX wieku zostały wytyczone w Druskiennikach alejki i obsadzono je drzewami, wytyczono plac kościelny i cerkiewny, zbudowano bulwar nad Niemnem.

XX wiek niestety nie był łaskawy dla tej miejscowości. Druskienniki nawiedziły liczne pożary, w wyniku których infrastrukturę sanatoryjną wywieziono do Rosji. Po pierwszej wojnie światowej Druskienniki znalazły się po stronie polskiej i wówczas przystąpiono do odbudowy zniszczonej miejscowości.

II wojna światowa wprowadziła znowu liczne zawirowania do historii Druskiennik, które przejęte zostały przez Niemców. Miasteczko nie zostało zniszczone, ale jego mieszkańcy zostali wypędzeni ze swoich domów i eksterminowani. Po wojnie przesiedlono z jego terytorium Polaków, a na teren Druskiennik sprowadzono z Syberii Litwinów oraz Białorusinów.

Rozpad Związku Radzieckiego przyczynił się do tego, że Druskienniki znalazły się w granicach państwa litewskiego.

Czym Druskienniki obecnie przyciągają turystów?

Druskienniki to przede wszystkim przepięknie usytuowana miejscowość nad Niemnem. Wystarczy przybyć tutaj na chwilę, aby zakochać się w tym miasteczku. Tutaj czas jakby zatrzymywał się w miejscu. Można godzinami spacerować i delektować się fascynującą przyrodą. My byliśmy w Druskiennikach w lipcu 2020. Nie wiem czy to kwestia pandemii koronawirusa czy taka jest specyfika miasteczka, ale kiedy u nas jest szczyt sezonu turystycznego, tutaj panowała względna cisza i spokój.

Druskienniki to miejscowość uzdrowiskowa. Zgodnie z prawem państwa litewskiego każdy podmiot sanatoryjny jest zobowiązany do świadczenia usług medycznych. W rezultacie w miasteczku działa 9 ośrodków sanatoryjnych, które oferują szeroki zakres usług medycznych: balneoterapię, muzykoterapię, fizykoterapię, kinezyterapię oraz psychoterapię.

Poza właściwościami leczniczymi tego miejsca Druskienniki oferują mnóstwo atrakcji dla rodzin z dziećmi i nie tylko.

Aquapark (adres: Vilniaus al. 13 – 1, LT-66119 Druskininkai)

 

Jest to największy aquapark w północno-wschodniej Europie. Już sam budynek Aquaparku przyciąga uwagę. Z lotu ptaka przypomina kształtem koniczynę. Składa się z trzech części: basenowej, strefy łaźni oraz hotelu, restauracji i spa. My korzystaliśmy ze strefy basenowej, przede wszystkim z tej przeznaczonej dla najmłodszych. Muszę przyznać byłam już w wielu Aquaparkach, ale ten zrobił na mnie gigantyczne wrażenie. Liczne zjeżdżalnie, jaskinie, plaża, palmy, małpi most a nawet sauna dla dzieci pochłonęły moje dzieci na długie godziny.

Informacje praktyczne:

  • Samochód można zaparkować na parkingu przy Aquaparku. Parking jest płatny. Za 3,5 godziny zapłaciliśmy 8 euro. Po wyjeździe z Aquaparku dostrzegliśmy jednak, że po drugiej stronie ulicy jest parking – płatny 2 euro za cały dzień. Nie mówiąc, że po opuszczeniu Aquaparku udaliśmy się w kierunku Muzeum Miejskiego w Druskiennikach i tuż przy Muzeum znaleźliśmy bezpłatny parking

  • Godziny otwarcia parku dostępne są na stronie: https://www.akvapark.lt/pl/godziny-pracy-bilety-rezerwacja/
  • Aktualne ceny znajdziesz na stronie: https://www.akvapark.lt/pl/park-wodny/bilety-i-ceny/ceny-i-rabaty/
  • Za bilety można zapłacić zarówno kartą, jak i gotówką. W zasadzie na Litwie nie ma problemu z płatnościami kartą. Jednakże zawsze warto mieć trochę gotówki, chociażby, aby kupić jakąś pamiątkę czy zjeść loda w Parku Zdrojowym. Kantory znajdują się zaraz po przekroczeniu granicy polsko- litewskiej.
  • Przy Aquaparku znajduje się restauracja, którą gorąco polecam. Jedzenie w niej było przepyszne. Dzieci zażyczyły sobie pizzę i była to prawdziwa włoska pizza, rewelacyjna. Dla Kajci wzięłam zupę azjatycką, która również była obłędna. Ceny również bardzo przystępne. Za dużą pizzę, zupę, 2 kawy latte i sok zapłaciliśmy 17 euro.
  • W Druskiennikach jest jeszcze mniejszy Aquapark przy Hotelu Grand Spa Lietuva. Ten jest mniej komercyjny. Niestety nie mieliśmy okazji z niego skorzystać, więc nie będę też o nim za wiele pisać.

Kolejka linowa (adres: Vilniaus al. 13, Druskienniki LT- 66119)

Tuż obok Aquaparku znajduje się kolejka gondolowa. Przejażdżka nią trwa 7,5 minuty w jedną stronę, ale wrażenia są niezapomniane. To właśnie z kolejki można podziwiać w dole Niemien i otaczające lasy iglaste. Kolejką można dotrzeć do Stoku Narciarskiego Snow Arena. W sezonie letnim funkcjonuje tutaj tor kartingowy i park linowy. Cennik dostępny jest na stronie: http://www.lynukelias.lt/pl/

Dom do góry nogami

Znajduje się przy głównym deptaku w Druskiennikach. Domek jest mały, ale stanowi ciekawą atrakcję dla dzieci. Hubercik był zachwycony perspektywą patrzenia na świat do góry nogami. Bilet kosztuje 3 euro dla dorosłych i 2 euro dla dzieci. Obok domku jest plac zabaw, więc podczas gdy Hubercik zwiedzał budynek, Kajcia bawiła się na placu zabaw.

Po drugiej stronie domku do góry nogami znajduje się Park Zdrojowy z grającą fontanną. Zarówno Kajci, jak i Hubercikowi podobał się efekt grającej fontanny. Co więcej, obok fontanny znajduje się wodna kula, w której dzieci chlapały się przez dobre pół godziny i nie miały ochoty odchodzić z tego miejsca

Źródło piękności

Legenda mówi, że przemycie wodą ze źródełka dowolnej części ciała powoduje, że staje się ona jeszcze piękniejsza. Podczas spaceru po Druskiennikach na pewno warto tutaj zajrzeć. Nawet jeśli nie wierzymy miejscowym legendom, warto zobaczyć jego piękne usytuowanie nad Niemnem. Źródło piękności jest najbardziej słonym źródłem w całych Druskiennikach, a woda z niego znajduje zastosowanie w kąpielach mineralnych

Niebieska Cerkiew

Jest to Cerkiew Prawosławna zbudowana w XIX wieku. W związku z przybywającymi tutaj w tym okresie rzeszami kuracjuszy z Rosji, Gubernator Grodna nakazał zbudowanie świątyni wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom religijnym

Jezioro Druskonis

Będąc w Druskiennikach warto przespacerować się ścieżką wzdłuż jeziora. Ścieżka liczy około 2 km. Można tutaj wypożyczyć rowerki wodne i dopłynąć do fontanny znajdującej się na środku jeziora. Nad jeziorem znajduje się również park dmuchańców dla dzieci. Z tego względu, że wybraliśmy się do Druskiennik na jednodniową wycieczkę, ominęliśmy park szerokim łukiem, aby nie wzbudzić negatywnych emocji wśród naszych dzieci, że do niego się nie wybieramy.

Jak zwiedzać Druskienniki? Nasz plan wycieczki

Druskienniki oferują mnóstwo atrakcji. My długo zastanawialiśmy się, co chcemy zobaczyć w jeden dzień, aby nie zamęczyć dzieci i aby czerpać radość z bycia w takim pięknym miejscu. Ostatecznie nasz plan wycieczki wyglądał następująco:

  • Aquapark (przy Aquaparku zaparkowaliśmy samochód)
  • Kolejka gondolowa
  • Następnie przeparkowaliśmy samochód pod Muzeum Miejskie i przeszliśmy się wokół Jeziora Druskonis
  • Później ruszyliśmy deptakiem w stronę Parku Zdrojowego (trzeba przy Muzeum Miejskim przejść na drugą stronę ulicy). Po drodze zahaczyliśmy o Dom do góry nogami
  • W Parku Zdrojowym spędziliśmy dłuższą chwilę nie tylko ze względu na fontannę, ale także w samym środku Parku znajduje się restauracja z widokiem na Niemen z bardzo dobrą kawą i przepysznym jedzeniem. W Parku znajduje się także pijalnia wód mineralnych (muszę jednak przyznać, że smak wód nie powalił nad na kolana) oraz Źródło Piękności
  • Przy Parku Zdrojowym znajdują się również stoiska handlowe, na których można nabyć pamiątki z Litwy, a za kramikami znajduje się Niebieska Cerkiew

Druskienniki nas zachwyciły przede wszystkim ze względu na przyrodę. Czytając nad Niemnem jako nastolatkę denerwowały mnie rozwlekłe opisy przyrody. Będąc w Druskiennikach zrozumiałam, że Niemen może zachwycić, dlatego wróciłam z postanowieniem, że sięgnę po powieść Elizy Orzeszkowej ponownie, tym razem wnikliwie koncentrując się właśnie na tych opisach.

Podczas naszego ostatniego wyjazdu zarezerwowaliśmy nocleg przez booking.com. Właściciel zarezerwowanego obiektu oszukał nas. Ale najsmutniejsze w tej historii  jest to, że booking.com (firma działająca niemal na całym świecie) nie była w stanie nam pomóc. I to właśnie na niej zawiodłam się najbardziej. Ale zaczynając od początku.

Zarezerwowałam przez booking.com apartament w centrum Ostrawy w dniach 19-21.06.2020. Po dokonaniu rezerwacji właściciel skontaktował się ze mną, aby dokonać płatności przez Western Union w opcji gotówka (wówczas tego samego dnia może odebrać pieniądze w placówce Western Union). To był czwartek 18.06, więc zapytałam go, czy nie lepiej jak jutro mu zapłacimy osobiście, tym bardziej, że na stronie booking.com jest informacja, że mogę dokonać zapłaty za obiekt po przyjeździe do apartamentu. Pan jednak nie wyraził na to zgody i tutaj po raz pierwszy zapaliła mi się czerwona lampka. Zadzwoniłam na booking.com z pytaniem czy rzeczywiście muszę dokonywać płatności przez Western Union, skoro w ofercie jest informacja, że można zapłacić w obiekcie. Pani na infolinii odpowiedziała mi, że w związku z tym, że jest to oferta bezzwrotna muszę dokonać płatności przed przyjazdem i jak właściciel życzy sobie przez Western Union, to tak powinnam zrobić. Dokonałam więc przelewu zgodnie z życzeniem właściciela. Podczas jednej z rozmów telefonicznych ustaliłam również z właścicielem, że przyjedziemy 19.06 najpóźniej do godziny 21:00, tym bardziej, że jedziemy z małymi dziećmi o starszą osobą, a warunki pogodowe nie są zbyt dobre (mimo, że zgodnie z ofertą na booking.com najpóźniej należało się zameldować do 20:00). Pan wyraził na to zgodę i dzień później wyruszyliśmy do Ostrawy.

Droga przebiegała bez zakłóceń, więc wiedzieliśmy, że będziemy w Ostrawie wcześniej – około godziny 19.10-19.20. Około godziny 18.40 napisałam do właściciela smsa, że będziemy za jakieś pół godziny na miejscu- właściciel nic nie odpisał. Po wjeździe do Ostrawy zadzwoniłam do Pana właściciela, niestety nie odbierał telefonu. Po przyjeździe na miejsce, zadzwoniłam po raz drugi – znowu cisza. Jednak założyłam, że może jest zajęty i przyjedzie bliżej godziny 21:00. Jednakże dziwne było to, że cały obiekt jest zamknięty, a domofony nie działały. Obiekt sprawiał wrażenie zapuszczonego i dawno nie używanego. Zdjęcia na booking.com odbiegały od rzeczywistości. Pojechaliśmy więc do sklepu zrobić zakupy i ponownie wróciliśmy pod apartament około 20:30. Próbowałam ponownie skontaktować się z właścicielem, ale bezskutecznie. I tutaj już zaczęłam się niepokoić, że jednak zostaliśmy oszukani. Około 20.45 zadzwoniłam więc na booking.com z zapytaniem co mamy zrobić w sytuacji kiedy właściciel jest nieobecny w apartamencie i nie odbiera telefonu/nie odpowiada na smsy. Pani na infolinii odpowiedziała mi, że jedyne co może zrobić to zadzwonić do właściciela, co też uczyniła. Pan właściciel jednak od niej również nie odebrał telefonu, więc Pani poinformowała mnie, że wyśle do niego maila.

Poprosiłam ją o znalezienie nam noclegu, jednak odmówiła, ponieważ jak stwierdziła dzwonię do niej o 20.45, a najpóźniej zameldować się powinnam o 20:00, a fakt, że umawiałam się z Panem telefonicznie, że przyjedziemy maksymalnie do 21:00 jeszcze bardziej zadziałało na moją niekorzyść, ponieważ w systemie booking.com  nie ma odnotowanej takiej informacji. Moje tłumaczenia, że pomimo, że tak się umówiliśmy to przyjechaliśmy przed czasem (o 19.20) nie przekonywały Pani. Na wysłaniu maila do właściciela pomoc booking.com się zakończyła.

 Po skończonej rozmowie z infolinią booking.com, zobaczyliśmy Pana chodzącego po podwórku wokół apartamentu. Weszłam więc na podwórko i zapytałam o właściciela-pana Lukasa. Pan najpierw twierdził, że mnie nie rozumie ani po angielsku, ani po polsku (nie był to rodowity Czech, narodowości nie chcę tu sugerować, żeby nikt mnie nie posądził mnie o dyskryminację), ale jak powiedziałam mu, że jadę na policję, to nagle zrozumiał i kazał mi chwilę zaczekać. Wszedł do budynku i przez przeszklony budynek widziałam jak z kimś dość żywo dyskutuje, co chwila wskazując ręką w naszą stronę. Po kilku minutach ów Pan zszedł do nas i przekazał nam swój telefon. W telefonie jakiś mężczyzna przedstawił się jako szef Pana Lukasa  i zaoferował nocleg. Zapytał tylko na ile osób potrzebujemy apartament i czy ja już zapłaciłam Panu Lukasowi pieniądze. Poprosił grzecznie, abyśmy poczekali kilka minut i on zaraz przyjedzie. Powiem szczerze, coraz mniej mi się to wszystko podobało. Trącało to jakimiś mafijnymi klimatami.

Naradzając się z Grzesiem co robimy, nagle z budynku wybiegł Pan Lukas, który okazało się, że cały czas był w obiekcie i z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczam, że nie wyszedłby do nas, gdyby nie ten mężczyzna spotkany w podwórku, który prawdopodobnie zlitował się widząc nas z dwójką małych dzieci i poszedł wymusić na Panu Lukasie jakąś reakcję, a w sytuacji jej braku zadzwonił do kogoś trzeciego (rzekomego szefa Pana Lukasa). Właściciel, kiedy już do nas zszedł zaczął mówić trochę po czesku, trochę po polsku, trochę po angielsku, żebyśmy nie nocowali u tego tajemniczego Pana, z którym rozmawiałam przez telefon(niestety nie zrozumiałam dlaczego). Jednocześnie poinformował nas, że nie ma dla nas noclegu.  Przyznam szczerze, że tutaj już mnie poniosło i rzuciłam kilka ostrzejszych zdań oraz poinformowałam, że jadę na policję. Wtedy wyciągnął portfel i oddał nam pieniądze (dał nam nawet 20 euro więcej), po czym kilka razy uslyszałam „I am sorry”. Cóż mi było jednak po jego „I am sorry” kiedy zostaliśmy o 21:00 bez noclegu z dwójką małych dzieci i 93-letnią babcią, która rano miała mieć operację na zaćmę. Kajcia zaczęła krzyczeć ze zmęczenia, bo zazwyczaj zasypia o 19:00. Babcia się zdenerwowała tak, że jeszcze na drugi dzień miała podwyższone ciśnienie i przed zabiegiem lekarz musiał jej podać lekarstwo na zbicie ciśnienia. Zadzwoniłam więc na booking.com po raz drugi z prośbą o zarezerwowanie jakiegokolwiek noclegu już na nasz koszt (tym bardziej, że na stronie booking.com pojawiała mi się możliwość rezerwacji od dnia następnego). Po raz kolejny usłyszałam odmowę. Pani podała mi tylko nazwy kilku hoteli, gdzie mogę zadzwonić i sprawdzić czy mają jakieś wolne miejsca. Znalezienie miejsca wolnego w Ostrawie o takiej porze nie było łatwe, więc zdecydowaliśmy się przejechać na stronę polską i znaleźliśmy nocleg w Rybniku.

Na drugi dzień zadzwoniłam po raz kolejny na booking.com z zapytaniem co zamierzają zrobić z moją reklamacją i w jaki sposób zapobiec dalszemu oszukiwaniu ludzi przez tego Pana? Usłyszałam, że Pani przyjmie moją opinię i jak uzbiera się kilka negatywnych opinii booking.com rozważy zakończenie współpracy z Panem. Czyli wniosek jest taki, że Pan Lukas może dalej oszukać jeszcze kilka osób, zanim ktoś wyciągnie z tego konsekwencje. Poza tym Pani na infolinii poinformowała mnie, że Pan Lukas napisał do nich maila, że nie mógł nas przenocować, bo
„miał problemy”. Jak zapytałam o jakie problemy chodzi?, dlaczego wcześniej o tym nie poinformował?, dlaczego zareagował dopiero na informację, że idziemy na policję i jak chciał nas przejąć jego rzekomy „szef”? Pani nic nie odpowiedziała. Tak więc międzynarodowa  firma, jaką jest booking.com przyzwala na tego typu praktyki, tłumacząc, się, że nie jest w stanie zweryfikować każdego obiektu, z którym współpracują. Dlaczego tylko nie reagują na negatywne opinie ze strony klientów? Tym bardziej, że sprawdziłam przed chwilą i pojawiła się druga negatywna opinia ze strony klienta. Ale dwie negatywne opinie jak widać to jeszcze za mało, aby podjąć jakiekolwiek kroki.

Oczywiście nie zostawiłam tego tematu w spokoju. Złożyłam skargę za pośrednictwem europejskiej platformy rozstrzygania sporów: https://ec.europa.eu/consumers/odr/main/index.cfm?event=main.home2.show&lng=PL. Jaki będzie efekt moich działań nie wiem, ale mam nadzieję, że przyczynię się do tego, aby ów Pan nie oszukał już więcej innych.

Skąd się wzięły wieże Bismarcka?

Kanclerz Otto von Bismarcka był kanclerzem Prus w latach 1862-1890. To za jego panowania została zakończona wojna z Francją, w wyniku czego powstało zjednoczone państwo niemieckie. To właśnie zwycięstwo nad Francuzami przyczyniłosie do nadania mu przydomka „żelazny kanclerz”. Wieże Bismarcka powstawały ku czci wielkiego kanclerza. Pomimo, że dla Polaków niekojarzy się zbyt dobrze (odpowiedzialny był za germanizację ziem polskich), o tyle dla swoich rodaków zrobił wiele dobrego, a wieże miały świadczyć o jego kulcie wśród narodu pruskiego. Początkowo wieże budowano z dostępnych w danym miejscu materiałów, dlatego różniły się one między sobą. Po śmierci przywódcy rozpisano konkurs na projekt takiej wieży, aby spełniały one jednakowe standardy. Zwycięzcą został Wilhelm Kreis (projekt nazwany został „Zmierzch Bogów”), który zaproponował, aby budowle składały się z kilku schodów prowadzących do czary, w których rozpalano ogień ku czci „żelaznego kanclerza”.

Na świecie takich wież powstało około 250, z czego 40 na terenie Polski. Do dziś w naszym kraju zachowało się tylko 17.

Wieża Bismarcka na Jańskiej Górze

Jedna z takich wież, a w zasadzie jej pozostałość, znajduje się na Jańskiej Górze niedaleko Sobótki. Co ciekawe, jest to najstarsza spośród wszystkich wież Bismarcka. Wieża jest zniszczona i z roku na rok popada w coraz większą ruinę, ale póki co, odzwierciedla ona charakter tego typu budowli.

My swój spacer, celem zobaczenia wieży, rozpoczęliśmy w miejscowości Piotrówek. Za pałacem w Piotrówku należy skręcić w pierwszą drogę w lewo i tam można zostawić samochód za ostatnim budynkiem. Można również podjechać drogą polną niemal pod sam szczyt, ale ze względu na przepiękne krajobrazy polecam trekking z miejscowości Piotrówek.

Spacer z Piotrówka do wieży zajmie nam około 30 minut (z małymi dziećmi nieco dłużej- około godziny). Góra liczy 252 m n.p.m i w zasadzie jest to niewielkie wzniesienie. Nazwa „góra” w tym przypadku wydaje się zbyt dużym słowem. Podejście jest naprawdę łagodne i można je przemierzyć bez żadnych trudności wózkiem niemowlęcym. Trasę tę warto pokonać nie tylko ze względu na wieżę, ale także na piękne widoki i brak ludzi. Można też tutaj pobiwakować na łonie natury. My wybraliśmy się tutaj w długi weekend czerwcowy i nie spotkaliśmy nikogo po drodze.

Pałac w Piotrówku

Przy okazji będąc w Piotrówku można zobaczyć ruiny pałacu, pochodzącego z XIX wieku. Do końca II wojny światowej jego właścicielami był ród von Richthofen.  Po wojnie został przejęty przez PGR. W 1991 roku pałac trafił z powrotem w ręce prywatne, jednak właściciel, jak widać na załączonym zdjęciu, nie ma planów inwestycyjnych względem tego obiektu, który z roku na rok niszczeje coraz bardziej. Próbując zrobić zdjęcie pałacu, z pobliskiego domu wybiegła Pani, krzycząc na mnie, że weszłam na teren prywatny. Nie była zbyt uprzejma, żeby nie powiedzieć arogancka, dlatego odniosłam wrażenie, że temat pałacu może budzić wiele emocji wśród osób mieszkających w sąsiedztwie nieruchomości. Są to jednak tylko moje domysły.

Nasze wrocławskie zoo odwiedzamy kilka razy w roku. Dzieci je uwielbiają. Każda przygoda ze zwierzętami dostarcza nowych wrażeń i wiedzy na temat zwierząt (zawsze skupiamy się na innym gatunku zwierząt i poszerzamy wiedzę w tym zakresie). W tym roku sezon zaczęliśmy trochę później ze względu na koronawirusa. W zasadzie to nasza pierwsza wizyty w tym roku. Była ona jednak o tyle ciekawa, że po raz pierwszy Kajcia okazała prawdziwą fascynację zwierzętami. W zeszłym roku była jeszcze na tyle mała, że nie wyrażała w znaczący sposób swojej radości. Podczas dzisiejszych odwiedzin zafascynowała się w szczególności "nioniem" (słoniem),"mapą" (małpą) oraz "hicio" czyli hipciem. Cały dzień opowiadała o swoich wrażeniach.

W zeszłorocznym wpisie: https://www.judytaszkudlarek.pl/wroclawski-ogrod-zoologiczny-widziany-oczami-dziecka.html opisałam więcej szczegółów dotyczących naszego wrocławskiego ogrodu zoologicznego widzianego oczami dziecka.

W tym roku wpis uaktualnię o ceny:

  • bilet normalny kosztuje 55 zł
  • bilet ulgowy 45 zł
  • dzieci do 3 roku życia wchodzą bezpłatnie.

Cena obejmuje zarówno zwiedzanie ogrodu zoologicznego, jak i afrykarium.

Bilety można kupić przed wejściem do zoo w kasie jak również drogą elektroniczną (polecam ten drugi sposób, wówczas nie trzeba stać w zbyt długiej kolejce, wystarczy tylko zeskanować bilet elektroniczny przy wejściowych bramkach)

Mimo, że ceny nie są niskie, to uważam, że warto się wybrać do naszego wrocławskiego zoo z dziećmi, ponieważ obcowanie ze zwierzętami dostarcza pociechom wiele radości. Ile razy byśmy tam nie byli zawsze nasze dzieci ten dzień wspominają jeszcze długi czas.

To jeden z najstarszych i zarazem najbardziej niezwykłych klasztorów prawosławnych na całym świecie. Miejsce to zapiera dech w piersiach nie tylko ze względu na ciekawą historię, ale także niesamowite położenie. Otoczony jest terenami półpustynnymi, gdzie nie widać żadnych śladów życia.

Jak dojechać z Tbilisi do David Garedża?

Położony jest na granicy gruzińsko-azerbejdżarskiej, około 70 km od Tbiliisi. Nie dojeżdża tam żaden transport publiczny. W hotelach/guest housach często oferowane są wycieczki do klasztoru transportem prywatnym. Ceny są zróżnicowane, często uzależnione od liczby zainteresowanych, ale zdecydowanie polecam tą opcję z tego względu, że prywatni przewoźnicy oferują przejazd pojazdami klimatyzowanymi, co ma ogromne znaczenie przy wysokich temperaturach w rejonie David Garedża.

Ponadto, codziennie z Placu Wolności w Tbilisi odjeżdża bus właśnie bezpośrednio do kompleksu klasztornego. Organizatorami tych wypraw jest Polka ze swoim gruzińskim partnerem. My właśnie skorzystaliśmy z tej opcji. Szczegółowe informacje na temat organizowanych wypraw do Dawid Garedża znajdziecie tutaj: https://www.facebook.com/pg/gareji.line/about/?ref=page_internal

David Garedża – trochę historii

Klasztor szacuje się, że został zbudowany w VI wieku. Historia tego miejsca bogata jest w liczne wydarzenia, mające wpływ na cały naród gruziński. Wśród samych Gruzinów zresztą istnieje przekonanie, że odwiedzenie świątyni jest równoznaczne z pielgrzymką do Jerozolimy, co świadczy o znaczeniu tego miejsca i jego wyjątkowości. Klasztor zawdzięcza swoje istnienie dzięki jednemu z 13 ojców asyryjskich- Davidowi Garejeli, który przedsięwziął się misji szerzenia chrześcijaństwa na tych terenach. Osiadł on w jednej z naturalnych jaskiń i założył tam klasztor.

Kompleks klasztorny David Garedża składa się z kilkunastu jaskiń i jest uznawany za arcydzieło sztuki gruzińskiej. Jaskinie służyły nie tylko do modlitw, ale mieściły się w nich piekarnia, kuźnia czy pomieszczenia dla bydła. Kompleks klasztorny ze względu na swój religijny charakter był wielokrotnie niszczony m.in. w wyniku najazdu Mongołów w XIII wieku czy ataku Persów w XVII wieku. Mimo licznych zniszczeń i najazdów nie udało się najeźdźcom położyć kres działalności klasztornej. Klasztor został zamknięty dopiero w wyniku ataku bolszewickiego w 1921 roku. W okresie istnienia Związku Radzieckiego świątynia stała się poligonem dla wojsk sowieckich walczących w Afganistanie. Jednak kiedy Gruzja odzyskała niepodległość klasztor odrodził się i stał się znowu ważnym ośrodkiem kultu religijnego.

Klasztor ma wielką wartość historyczną ze względu m.in. na przepiękne freski przestawiające sceny z życia św. Dawida, a także portrety gruzińskich władców. Niektóre z nich zachowały się w całości.

David Garedża- co warto zobaczyć?

Oprócz świątyni zachęcam do udania się na trekking dookoła monastyru. Wędrując po niewielkich wzniesieniach zobaczycie piękne tereny półpustynne, a z oddali dostrzeżecie Azerbejdżan.

David Garedża – informacje praktyczne

  • Podczas wycieczki zaopatrz się w wodę mineralną- ze względu na klimat półpustynny i konieczność chodzenia po wzniesieniach ma ona ogromne znaczenie
  • Zaopatrz się także w papier toaletowy/chusteczki- nie ma tutaj żadnej toalety
  • Najbliżej położoną wioską jest Udabno. Podczas wycieczki nasz Pan Kierowca zatrzymał się w przydrożnym barze, prowadzonym przez Polaków. Można tutaj napić się coś zimnego, ale także zjeść miejscowe przysmaki np. ser kozi z miętą (przepyszny). Produkty do baru dostarczane są przez miejscowych gospodarzy, dzięki czemu wszystko jest świeże, smaczne i zdrowe.
  • Warto przejść się po Udabno, ponieważ widok miejscowości jest niesamowity. Znajduje się tutaj mnóstwo pustostanów. Okazało się, że po odzyskaniu niepodległości władze Gruzji zachęcały Gruzinów do osiedlania się tutaj, oferując im grunty po korzystnych cenach. Okazało się jednak, że brak perspektyw pracy i trudne warunki klimatyczne nie sprzyjały zasiedlaniu. Wiele rodzin zdecydowało się opuścić ten obszar, a pozostałością po nich są właśnie puste budynki. Nasi rodacy zaadaptowali właśnie jeden z nich na cele gastronomiczne, a przydrożny bar jest punktem, gdzie zatrzymują się turyści w drodze do i z David Garedża

  • Różnorodność klimatyczna w Gruzji

Wybierając się do Gruzji należy uwzględnić różnice  w temperaturach. Byliśmy w Gruzji w czerwcu- w Batumi i Tbilisi temperatura wynosiła 23-26 st. C, w Mestii czy Kazbegi temperatura sięgała maksymalnie 12 st. C, a w okolicach monastyru Dawit Garedża dochodziła nawet do 40 st. C.

Kaukaz pokryty jest śniegiem...
A przy granicy z Azerbejdżanem żar leje się z nieba...
  • Jak dogadać się w Gruzji

Oficjalnym językiem jest gruziński. W niektórych miejscach trudno się porozumieć po angielsku. Muszę przyznać, że będąc w Gruzji bardziej przydała mi się znajomość rosyjskiego aniżeli angielskiego. Gruzini bardzo dobrze odbierają, gdy ktoś próbuje się komunikować w ich języku. Nauczenie się nawet kilku podstawowych zwrotów po gruzińsku sprawi, że będziemy jeszcze milej odbierani i traktowani

  • Waluta w Gruzji

Walutą używaną w Gruzji jest Lari (GEL)

Wymiany waluty na Lari można dokonać:

    • W bankach, które oferują dobry kurs, ale są zamknięte w weekendy, święta i wieczorami
    • W hotelach- kurs zazwyczaj jest niższy niż w bankach, ale wymiany można dokonać w każdej chwili
    • Nieoficjalne punkty wymiany walut – oferują dobre kursy, ale przestrzegano nas przed wymianą w takich punktach, ze względu na możliwość podrobienia banknotów, więc nie korzystaliśmy z tego typu usług
  • Z jakim dokumentem wjadę do Gruzji?

Jadąc do Gruzji wystarczy dowód osobisty. Ani paszport ani wiza nie są potrzebne.

  • Transport publiczny w Gruzji

Po Gruzji poruszaliśmy się tylko i wyłącznie transportem publicznym –zarówno marszrutkami, jak i pociągami. Gruzja jest dość dobrze skomunikowana i w większość najbardziej popularnych miejsc można dojechać bez problemu. Najlepiej w podróż wyruszyć wcześnie rano (od 6:00), wówczas częstotliwość kursów jest największa. Im późniejsza godzina, tym mniejsze prawdopodobieństwo przedostania się w miejsce docelowe.

Dworzec autobusowy w Kutaisi

Marszrutki zatrzymują się dosłownie wszędzie tzn. nie tylko na oficjalnych przystankach. Można poprosić kierowcę, aby zatrzymał się w danym miejscu i naprawdę nie ma z tym żadnego problemu. Liczyć się natomiast trzeba z tym, że jeśli nie ruszamy z zajezdni, to na pozostałych przystankach mogą być opóźnienia.

Czasem można utknąć też w korkach...

Wyjątkiem jest np. Uszguli, gdzie transport publiczny nie dociera. Warto w tym przypadku skorzystać z prywatnej taksówki z napędem na 4 koła, ponieważ droga do tej urokliwej wioseczki jest fatalna i szczerze mówiąc nawet nie ryzykowałabym dotarcia tam wyeksploatowanym transportem publicznym.

Również dotarcie do monastyru Dawit Garedża publicznym transportem jest niemożliwe, ale z Tbilisi można znaleźć prywatnych przewodników, którzy organizują wyjazdy w to niezwykłe miejsce.

Na stronie: http://www.railway.ge/en/traffic-general-schedule/ możecie znaleźć aktualny rozkład jazdy pociągów. Polecam połączenie z Batumi do Tbilisi. Wagony są komfortowe. My wybraliśmy przejazd nocą i wzięliśmy sobie wagon sypialny. Bardzo polecam tą opcję, dzięki czemu nie traciliśmy czasu na dojazd w ciągu dnia.

Również w obrębie miast sieć komunikacyjna jest całkiem dobrze zorganizowana. Po Batumi poruszaliśmy się autobusami, a po Tbilisi głównie metrem. Poruszając się autobusami bilety można nabyć w autobusie. Natomiast w przypadku metra można kupić na stacji metra kartę, którą doładowuje się na określoną kwotę (można ją doładować również na każdej stacji metra).

  • Bezpieczeństwo w Gruzji

Gruzja jest bardzo bezpiecznym krajem dla turystów. Wskaźniki przestępczości należą tu do najniższych w Europie. Trzeba natomiast uważać na kierowców, którzy nie przestrzegają zasad ruchu drogowego. Nie zatrzymują się na przejściach na pieszych. Wyprzedzają, nie zwalniając, używają natomiast tylko sygnału dźwiękowego. Zastanawialiśmy się nad wypożyczeniem samochodu w Gruzji, ale widząc sposób jazdy gruzińskich kierowców, nie odważyliśmy się podjąć tego wyzwania

  • Życzliwość i gościnność w Gruzji

Gruzini są narodem bardzo przyjaznym i gościnnym, a Polaków darzą szczególnym szacunkiem i uznaniem. Pamiętają bowiem wsparcie Lecha Kaczyńskiego podczas wojny w Osetii Południowej pomiędzy Gruzją a separatystami wspieranymi przez Rosję. Lech Kaczyński wówczas jako jeden z nielicznych udał się do Gruzji i nawoływał społeczność międzynarodową do przeciwstawienia się imperializmowi Rosji. Tym samym stał się w Gruzji bohaterem narodowym. Jego nazwiskiem nazwano wiele ulic czy skwerów. Kiedy na pytanie Gruzinów „skąd jesteście?” odpowiadaliśmy „z Polski” witano nas jak w rodzinie…ba… nawet rodzina współcześnie już nas tak nie wita

Imprezka w barze na bazarze w Batumi (godzina 12 w południe)
  • Targowanie w Gruzji

W wielu miejscach można się targować – w pensjonatach czy na targach, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach

  • Noclegi w Gruzji

Udając się do Gruzji nie mieliśmy zarezerwowanego żadnego noclegu. Nie było problemu z tym, aby znaleźć nocleg w dowolnym miejscu.

Hostel Elma w Kutaisi...Gorąco polecam!

  1. Aby wjechać do Albanii wystarczy tylko dowód osobisty
  2. Możliwości dotarcia do Albanii zapewne jest wiele. My zdecydowaliśmy się polecieć tanimi liniami lotniczymi na Korfu, które przy okazji chcieliśmy zwiedzić, a z Korfu, a dokładniej z Kerkyry płynęliśmy statkiem do Albanii (do Sarandy). W pobliżu portu w Kerkyrze znajduje się kilka biur podróży, które oferują rejs do Albanii. Ceny są zbliżone. My płaciliśmy za rejs w jedną stronę za osobę dorosłą 19 euro, a za Hubercika 1 euro. Większości biur traktują dzieci do czterech lat jako „infant” i płaci się 1 euro. Za bilet dla dziecka od 4 do 9 lat zapłacimy 9 euro. My kupiliśmy bilety spontanicznie bez wcześniejszej rezerwacji. Mimo, że byliśmy tam na koniec sierpnia, nie było problemu z biletami. Jedynie co to do portu warto wybrać się z rana, bo wtedy w zasadzie co pół godziny, ewentualnie godzinę odpływa prom do Albanii.
  3. W biurze celnym w porcie przechodzi się kontrolę osobistą i bagażową. Pomimo sporej ilości ludzi kontrola przebiega bardzo sprawnie. Warto jednak był przynajmniej pół godziny przed godziną odpłynięcia promu, aby na spokojnie przejść odprawę. Nas przy odprawie spotkała niemiła niespodzianka. Na wyjeździe była z nami była partnerka mojego brata z ich wspólnym dzieckiem. Przy odprawie okazało się, że nie miała przetłumaczonej na język angielski poświadczonej notarialnie zgody mojego brata na wyjazd dziecka na urlop za granicę. Urzędnicy poinformowali więc, że w związku z tym, dziecko nie może wjechać do Albanii. W pierwszej chwili ogarnął nas stres i zdenerwowanie, ale po kilku minutach stwierdziłam, że tylko spokój może nas uratować. Zaczęłam więc przekonywać urzędnika, że po pierwsze jestem siostrą ojca dziecka i, że mam z Julcią to samo nazwisko. Obsługujący nasz urzędnik naradził się ze swoim starszym kolegą i zdecydowali się wpuścić nas do Sarandy pod warunkiem, że mój brat prześle taką zgodę mailowo na adres odpowiedniego urzędu. Pomimo stresu udało się więc załatwić sprawę pomyślnie i mogliśmy ruszyć ku nowej przygodzie
  4. Wymiana pieniędzy – w Albanii walutą jest lek albański. Warto zabrać do Albanii ze sobą euro, które na lokalną walutę można wymienić w bankach lub kantorach. Niektóre punkty pobierają prowizję z tytułu wymiany. Warto też sprawdzić czy w dniu przyjazdu nie ma w Albanii jakiegoś święta. My akurat przybyliśmy do Sarandy w dniu, kiedy obchodzone było święto państwowe i wszystkie banki i kantory były zamknięte. Jedyną możliwością była więc wypłata gotówki z bankomatu
  5. Bankomaty – nie ma problemu z ich dostępnością w miasteczkach i dużych miastach. W mniejszych miejscowościach można napotkać trudności z wypłatą gotówki z bankomatów. Warto jednak upewnić się jaką prowizję zapłacimy. W wielu restauracjach i hotelach można zapłacić kartą.
  6. Wypożyczenie samochodu- przy porcie w Sarandzie znajduje się kilka wypożyczalni samochodów. Szukaliśmy takiej, która nie chciałaby w zabezpieczenie karty kredytowej. Okazało się, że nie ma z tym problemu. Wypożyczyliśmy samochód na 10 dni, zapłaciliśmy około 850 zł z ubezpieczeniem i fotelikami dla dzieci, które były wyeksploatowane i dalekie od spełnienia standardów bezpieczeństwa. Za wynajem samochodu zapłaciliśmy też bez problemu kartą kredytową.
  7. Kultura jazdy w Albanii- mieliśmy obawy przed wypożyczeniem samochodu w Albanii, ponieważ naczytaliśmy się, że Albańczycy jeżdżą poza wszelkimi standardami i zasadami ruchu drogowego. Niemniej jednak pojęliśmy się tego wyzwania, tym bardziej, że Grzesiu był instruktorem nauki jazdy przez wiele lat. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Poza dużymi miastami jeździ się całkiem przyjemnie. Na albańskich drogach „szybkiego ruchu” Albańczycy jeżdżą średnio 90 km/h, wyprzedzają w miarę bezpiecznie (szaleńcy się zdarzają, ale nie odbiega to od standardów polskich), prawdziwa przygoda zaczyna się jednak w dużych miastach. Tutaj zasady ruchu drogowego i sygnalizacja świetlna nie mają zbyt dużego znaczenia. Wymuszanie pierwszeństwa, parkowanie w niedozwolonych miejscach, skręcanie bez kierunkowskazu wydają się być tutaj normą. Dlatego trzeba zachować wzmożoną czujność i mieć oczy dookoła głowy.
  8. Noclegi- z wyprzedzeniem (kilkudniowym) zarezerwowaliśmy noclegi tylko w Sarandzie. Przypłynęliśmy do Sarandy po południu więc nie chcieliśmy tracić czasu na szukanie z dwójką dzieci hotelu. Poza tym w pozostałych punktach pobytu w Albanii szukaliśmy noclegu spontanicznie, bez wcześniejszej rezerwacji. Z wolnymi miejscami w hotelach nie było żadnego problemu, a jeszcze można było wynegocjować cenę.
  9. Bezpieczeństwo – wiele osób pytało nas czy nie boimy się jechać do Albanii z dziećmi. Szczerze mówiąc przez dziesięć dni zjechaliśmy całkiem sporą część tego kraju i nigdzie nie doświadczyliśmy sytuacji, którą można byłoby rozpatrywać w kategoriach niebezpiecznych. W ciągu dnia czuliśmy się bezpiecznie, a po zmroku ze względu na małe dzieci nigdzie nie wychodziliśmy
  10. Uprzejmość Albańczyków- Albańczycy są bardzo uprzejmi, co ma swoje dobre i złe strony. Z jednej strony, zawsze kiedy coś potrzebowaliśmy Albańczycy byli chętni do pomocy. Z drugiej strony, szczególnie panowie chcieli nam pomóc za wszelką cenę. Mężczyźni Albańscy mają trudność do przyznania się, że czegoś nie wiedzą, dlatego wskazywali nam drogę, nawet jak nie wiedzieli gdzie jest punkt, do którego podążamy. W rezultacie potrafiliśmy jeździć tam i z powrotem, bo za każdym razem wskazywano nam inny kierunek jazdy.

Często dopytujecie się, jakie miejsce mogę Wam polecić na jednodniowy wyjazd za miasto. Postanowiłam zebrać w jednym wpisie kilka propozycji z podziałem według preferencji. Dolny Śląsk obfituje w takie miejsca, dlatego w swoim wyborze skoncentrowałam się na naszych ostatnich wyjazdach, które sprawdziły się w przypadku maluchów i które są mile wspominane przez nasze pociechy.

Przyroda

Staw Piaskowy i Soczewica
Park przy opactwie Cystersów w Henrykowie
Kolorowe Jeziorka

Zwierzęta

Agroturystyka Cicho-Sza
Ruda Sułowska

 

Plac zabaw

Zielona Oliwka

Nieco powyżej poziomu morza czyli niewielkie wzniesienia przyjazne maluchom

Gromnik
Góra Ślęża

Miejsce do biwakowania

Kompleks Miłocin

 

Zielona Oliwka

Jeśli macie swoje ulubione miejsce (niekoniecznie na Dolnym Śląsku) podzielcie się również swoimi doświadczeniami. Chętnie skorzystamy z Waszych podpowiedzi. Tym bardziej, że wiosna w pełni, lato przed nami, więc też chętnie podążymy za Wami ku nowej przygodzie.