Przeskocz do treści

Mościsko to miejscowość położona zaledwie 25 km od Wrocławia. Trafiliśmy tutaj na Małe Ranczo "Kaprysek" przy okazji imprezy organizowanej dla dzieci z okazji Andrzejek. Nazwa "Kaprysek" pochodzi od nazwy konia. Kaprysek jednak nie jest jedynym mieszkańcem Ranczo....

Biegające pieski, kotki, a także kozy były dla maluchów niesamowitą atrakcją. Ponadto, dzieci mogą tutaj zobaczyć także alpaki, króliki, papugi, szopa, konie, strusie, kaczki, kury czy osiołka. Poza tym na terenie Ranczo znajduje się plac zabaw, gokarty czy miejsce na ognisko. Przestrzeń jest duża, a każde dziecko znajdzie tutaj coś dla siebie. Na Małym Ranczo można zorganizować urodziny dla swojej pociechy, jak również skorzystać z licznych warsztatów.

Dzisiaj natomiast na Ranczo panowała atmosfera magiczna. Z okazji Andrzejek dzieci mogły sobie powróżyć (dorośli również), spotkać prawdziwą czarownicę, zrobić własną miotłę, przejechać się na kucyku czy wziąć udział w warsztatach eksperymentalnych. Jeśli ktoś zgłodniał mógł usmażyć sobie kiełbaskę na ognisku. Dzieci mogły również zjeść popcorn albo watę cukrową. A dla zmarzniętych czekała ciepła herbata i kawa. Koszt takiej imprezy to od dziecka 50 zł, a za dorosłego 20 zł. Wszystkie atrakcje były  w cenie, a dzieci miały zagwarantowaną przez 3 godziny świetną zabawę.

Cieszę się, że odkryliśmy kolejne fajne miejsce blisko Wrocławia. Ranczo istnieje od 2009 roku, ale my byliśmy tutaj po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Tym bardziej, że Kajci najbardziej spodobał się kucyk, na którym chciałaby się jeszcze raz przejechać.

PTTK Andrzejówka

Jakiś czas temu opisywałam naszą rodzinną wyprawę z Sokołowska zielonym szlakiem do PTTK Andrzejówka. Tym razem postanowiłam wybrać się z koleżankami również do schroniska PTTK Andrzejówka, ale tym razem z Wałbrzycha. Do Wałbrzycha pojechałyśmy pociągiem z Wrocławia (z Wrocławia jest bezpośrednie połączenie, pociąg odjeżdża kilka razy w ciągu dnia). Wysiadłyśmy na stacji Wałbrzych Główny i udałyśmy się w stronę wiaduktu kolejowego, spod którego prowadzą oznaczenia do PTTK Andrzejówki.

Do schroniska prowadzi zielony szlak. Cała trasa zajęła nam około 2.5 godziny tempem spacerowym. Z Wałbrzycha podążamy w stronę Kamionki, a następnie z Kamionki w stronę Rybnicy Leśnej. Mijamy po drodze kopalnię melafiru w Rybnicy Leśnej. Po dotarciu do schroniska PTTK Andrzejówka trochę się zasiedziałyśmy i zaczęło się już robić ciemno. W związku z tym poczekałyśmy na autobus, który o 18.07 wyrusza spod samego schroniska i dojeżdża do wiaduktu kolejowego w Wałbrzychu.

Informacje praktyczne:

  • trasa jest łatwa, można ją przejść z wózkiem niemowlęcym
  • trasa momentami prowadzi wzdłuż drogi, ale w sobotni dzień minęło nas zaledwie kilka samochodów
  • jest to całkiem przyjazna trasa dla rodzin z dziećmi. Nie dość, że łatwa to jeszcze po drodze można spotkać kucyki, kózki
  • W schronisku PTTK Andrzejówka należy spróbować pysznego jedzenia. Tym razem spróbowałam dyniowe curry (tylko zamiast ryżu wzięłam z kaszą). Danie było obłędne

 

2

Góra Borowa to najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich, liczący 853 m n.p.m. Szczyt zaliczany jest do Korony Sudetów i Korony Sudetów Polskich.  Góra została nazwana tak w 1949 roku, kiedy to nazwa Borowa zastąpiła niemiecką Schwarzenberg. W drugiej połowie XX wieku na szczycie stała drewniana wieża triangulacyjna. Nie wiadomo, kiedy została zdemontowana. W 2017 roku na jej miejscu postawiono stalową wieżę widokową o wysokości 15 metrów. Można z niej zobaczyć górę Ślężę, Wielką Sowę, Śnieżkę i Sky Tower we Wrocławiu. Trzeba tylko trafić na dobre warunki pogodowe.

Wieża widokowa na Górze Borowej

Jak dotrzeć na Górę Borową?

My rozpoczęliśmy wyprawę na Górę Borową z Jedliny Zdroju. W Jedlinie Zdroju należy udać się na ul. Ogrodową i dojechać do końca ulicy, gdzie znajduje się niewielki parking (zaznaczony jest na mapie Google).

Trekking rozpoczynamy szlakiem żółtym, który prowadzi do Przełęczy pod Borową. Z Przełęczy natomiast w stronę wieży widokowej ruszamy szlakiem czerwonym. Szlakiem czerwonym można dojść na sam szczyt, lecz jest to najtrudniejsze podejście. W miejscu, gdzie rozchodzi się ze szlakiem niebieskim zaczyna się dość strome podejście. Jest to jednak najkrótsza droga. My decydujemy się pójść szlakiem niebieskim, który następnie łączy się ze szlakiem czarnym i szlakiem czarnym dochodzimy do wieży widokowej na Borowej Górze. Droga na szczyt szlakiem niebieskim jest dłuższa, ale za to bardziej malownicza. Podążając nim można podziwiać przepiękną panoramę. Z powrotem schodzimy szlakiem czerwonym.

Informacje praktyczne:

  • trasa nie nadaje się dla wózków niemowlęcych, podejścia momentami są strome
  • wieża widokowa jest bezpłatna
  • na szczycie znajduje się jedna wiata piknikowa i kilka stanowisk piknikowych. Można nawet rozpalić ognisko w wyznaczonych do tego miejsca
  • wejście na szczyt z Jedliny Zdroju zajęło nam 1.5 godziny. Wchodziliśmy z dwójką dzieci (3 i 6 lat), powoli, z przerwami na posiłek, więc zajęło nam to nieco więcej czasu
  • będąc w Jedlinie Zdroju, po spacerze polecamy Oberżę PRL: https://www.oberza-prl.pl/, gdzie można zjeść przepyszne dania

Kobyla Góra kojarzy się przede wszystkim z Zalewem Blewązka, odwiedzanym często latem, bowiem można się w nim kąpać, a wokół Zalewu jest kilka plaż z miejscami do biwakowania. Zalew jednak przepięknie prezentuje się jesienią, a liczne ścieżki piesze i rowerowe, biegnące pośród lasów są znakomitym miejscem na aktywne spędzenie czasu.

Kobyla Góra- trochę historii

Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z XIV wieku. W 1387 roku zapisano, że właścicielem tej miejscowości jest Filip Mężyk z rodu Wieniawitów. Z roku 1422 pochodzą informacje o posiadanych przez Kobylą Górę 11 łanów ziemi, z których płacono czynsz. Wzmianki pochodzące z tego okresu świadczą o tym, że Kobyla Góra była miastem. Jednakże w XVIII wieku miejscowość utraciła prawa miejskie. W 1793 roku w wyniku rozbioru Kobyla Góra znalazła się w rękach pruskich. W tym czasie podstawą aktywności jej mieszkańców był handel, zwłaszcza po otwarciu szosy z Ostrzeszowa, przez Kobylą Górę do Sycowa i Wrocławia.

W 1879 roku niemal cała miejscowość spłonęła. W wyniku pożaru spłonęły niemal wszystkie budynki mieszkalne i gospodarcze. Jednakże udało się stosunkowo szybko odbudować Kobylą Górę. Do II połowy XIX wieku w miejscowości ogromne znaczenie pełniła społeczność żydowska. Jeszcze w latach 70. XIX wieku Żydzi stanowili 45% mieszkańców miasta.

Cmentarz żydowski

W 1920 roku na mocy traktatu wersalskiego miejscowość została włączona w skład Rzeczypospolitej Polskiej.

Zalew Blewązka

Zalew Blewązka

W 1976 roku rozpoczęto badania hydrologiczne pod budowę zbiornika wodnego na strumyku Meresznica. Prace zakończono w 1983 roku. Budowa zbiornika miała ogromne znaczenie dla rozwoju miejscowości. Budowa w pobliżu zalewu domków wypoczynkowych przyczynił się do spopularyzowania turystyki w tym regionie.

Zalew jest usytuowany pośród Wzgórz Ostrzeszowskich. Ma długość 900 m i maksymalną szerokość 520 m. Po prawej stronie zalewu zbudowana została ścieżka edukacyjna z tablicami, informującymi o historii miejsca, atrakcjach regionu oraz roślinności.

Zalew Kobyla Góra- atrakcje

Zalew Kobyla Góra odwiedzany jest przede wszystkim latem. Przyciąga okolicznych mieszkańców i turystów czystą wodą, plażami i świeżym powietrzem. My jednak lubimy zalew jesienią, kiedy jest tutaj znacznie spokojniej. Przede wszystkim wokół zalewu prowadzi ścieżka edukacyjna. Przebiega on pośród terenów leśnych i można ją przemierzyć pieszo lub na rowerach.

Po drodze można zjeść pyszny obiad w Drewnianej Chałupie. Jest to restauracja całoroczna. W sezonie letnim najlepiej jest zrobić rezerwację, bo o miejsce trudno.

Niedaleko restauracji jest plac zabaw i miejsca biwakowe, a także bar.

Jeśli chcesz spędzić dzień w pięknych okolicznościach przyrody, na świeżym powietrzu polecamy wybrać się w okolice Zalewu Blewązka. Wysiadając z samochodu czuję się różnicę w jakości powietrza. Dlatego zamiast siedzieć w domu polecam wyprawę do Kobylej Góry- niecałe 70 km od Wrocławia możemy delektować się pięknymi widokami i naprawdę czystym powietrzem.

 

 

Myślałam, że w Polsce nie jest w stanie mnie nic zaskoczyć. I bardzo się myliłam. Odwiedziny w Kłominie sprawiły, że nie ma dnia, abym nie myślała o tym miejscu. Zastanawiam się jak można było dopuścić do takiej sytuacji...

Zaczynając jednak od początku. Kłomino jest to miejscowość położona 22 km od Borne Sulinowo. Dojazd samochodem do miejscowości jest dość trudny ze względu na kiepską nawierzchnię. W przypadku aut z niskim nadwoziem odradzam dojazd na samo miejsce. Mimo, że Kłomin jest określany jako "miasto widmo", to miastem nigdy tak naprawdę nie był, ponieważ nie uzyskał praw miejskich.

Docierając na miejsce miałam wrażenie, że przeniosłam się w inną epokę. Do tej pory taki krajobraz znany był mi tylko z filmów wojennych lub science fiction. Miejscowość składa się z kilku pustostanów i wielkich zwałów gruzów. W niektórych pustostanach mieszkają rodziny, ale w ogromnym bloku tylko 2-3 mieszkania są zamieszkałe, a reszta czeka....czeka nie wiadomo na co...Miasto niegdyś zostało przeznaczone na 25 000 ludzi, a dzisiaj ich mieszkańców można zliczyć na palcach jednej ręki.

Kłomino- trochę historii

Miejscowość została założona przez Niemców w latach 30. XX wieku. W czasie II wojny światowej znajdował się tutaj obóz dla jeńców. Po wojnie miejscowość została przejęta przez wojska radzieckie i to właśnie za czasów armii radzieckiej miejsce to przeżywało swój rozkwit. Dobudowano tu kilka budynków, w których miała zamieszkać kadra oficerska. Zbudowano także sklepy, szpital oraz kino. Z drugiej strony wówczas rozebrano część budynków poniemieckich, a cegłę z tych obiektów wykorzystano m.in. do budowy Pałacu Kultury i Nauki.

Armia Rosyjska stacjonowała tutaj do końca 1992 roku.  W 1993 roku miejscowość przeszła pod polską administrację i zaczął się proces upadku tego miejsca. Obecnie pozostały już tylko 4 budynki.  Co się stało z resztą obiektów? Mienie zostało rozkradzione w latach 90. XX wieku i na początku XXI wieku. A od 2008 roku za zgodą władz lokalnych ma miejsce sukcesywne wyburzanie budynków.

Na przestrzeni lat pomysłów na zagospodarowanie tego terenu nie brakowało. Planowano tu zrobić więzienie, bazy wojskowe NATO czy ośrodek deportacyjny. Niestety żadna z tych koncepcji nie została zrealizowana. Kilka lat temu pojawiła się oferta sprzedaży całej miejscowości za 2 mln zł, ale chętnych nie było.

Aż trudno uwierzyć, że w XXI wieku można spotkać na mapie Europy takie miejsce. Zastanawia mnie jak można było pozwolić na totalne zniszczenie pięknie usytuowanej miejscowości? Dlaczego władze nic z tym faktem nie zrobiły i przymykały oko na rozgrabianie Kłomina? Według lokalnej ludności uważa się, że w latach 90. XX wieku "wpompowywano" pieniądze w górnictwo, hutnictwo, w inne miejscowości z "potencjałem", a na Kłomino brakło funduszy. Natomiast jaka jest prawda może się kiedyś dowiemy. W każdym razie obecna sytuacja nie pozostawia nadziei na to, że miejscowość kiedykolwiek się odrodzi. Raczej można sądzić, że za kilka lat zniknie z powierzchni ziemi.

Krótka historia zamku

Historia zamku Drahim związana jest z zakonem Templariuszy, który na tereny dzisiejszego Starego Drawska został sprowadzony pod koniec XIII wieku. Ich zadaniem była obrona tych ziem przed agresją brandenburską. Templariusze na swoją osadę wybrali obszar tuż przy istniejącym Czaplinku, budując tutaj zamek. Po rozwiązaniu zakonu templariuszy cały majątek, na mocy decyzji papieża Klemensa V, przeszedł w zarząd zakonu joannitów. Zamek został w XIV wieku zniszczony przez Świętobora- księcia Szczecińskiego. W czasach panowania Brandenburczyków zamek był dewastowany. Mury rozebrano częściowo, z cegłę z rozbiórki wykorzystano do budowy pobliskich kościołów. Budowla popadała w ruinę do końca II wojny światowej. Dopiero wojnie objęty został ochroną konserwatorską i zaczęto prowadzić tutaj prace archeologiczne, które dostarczyły licznych informacji na temat tego miejsca.
Dziś można podziwiać tylko ruiny zamku, pięknie usytuowane nad jeziorem Drawskim. Na zamku odbywają się liczne imprezy historyczne, w tym także zloty templariuszy.

Informacje praktyczne:

  • Przy zamku znajduje się bezpłatny parking
  • Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 15 zł (mimo, że na stronie zamku jest informacja o koszcie 12 zł), dla dzieci i młodzieży uczącej się kosztuje 10 zł
  • Zamek w sezonie letnim czynny jest od 9 do 18 (mimo, że na stronie internetowej jest informacja, że zamek jest czynny od 10:00)
  • Na zamku można zobaczyć narzędzia tortur, komnatę czeskiego rycerza, studnię, stary piec, ul, żarna i...króliki (żywe króliki w klatkach)
  • Warto jednak wejść na taras widokowy, z którego rozpościerają się przepiękne widoki na jezioro Drawsko i Żerdno

  • Na przeciwko kościoła i zamku znajduje się plac zabaw z wiatami piknikowymi. Po zwiedzeniu obiektów historyczno- sakralnych udaliśmy się więc na piknik, a dzieci mogły pobawić się na placu zabaw

Góry Kamienne to pasmo w Sudetach Środkowych, usytuowane na pograniczu polsko- czeskim. Dzielą się one na: Góry Krucze, Czarny Las, Pasmo Lesistej i Góry Suche. Tym razem w niedzielny poranek postanowiłam wybrać się na wypad w kobiecym gronie, aby zdobyć Pasmo Lesistej, a przede wszystkim Dzikowiec Wielki (835 m n.p.m) i Sokółkę (800 m n.pm.m).

Dworzec w Boguszowie-Gorce

 

Wyprawę swoją rozpoczęłyśmy w Boguszów-Gorce. Do Boguszowa dojechałyśmy pociągiem z Wrocławia (to zaledwie 1 h 25' drogi z Wrocławia). Wsiadłyśmy o godzinie 9.30 w pociąg i około 11 dotarłyśmy na miejsce. Z dworca PKP kierujemy się w stronę ul. Kosynierów, następnie dochodzimy do ul. św. Barbary  i idziemy do końca tą ulicą, po czym wchodzimy w las. Znajdujemy zielony szlak, który prowadzi nas na Dzikowiec Wielki. Na szczycie na Dzikowcu Wielkim znajduje się drewniany podest, z którego rozpościerają się ładne widoki. Ale, żeby wejść na wieżę widokową trzeba iść do najbliższego rozwidlenia dróg i odbić w lewo około 500 metrów. Wieża widokowa nie znajduje się bowiem na samym szczycie. Zanim weszłyśmy na wieżę widokową odbiłyśmy w prawo i idąc szlakiem zielonym doszłyśmy do szczytu Sokółka, skąd można było podziwiać przepiękną panoramę.

Widoki z Sokółki
Widoki z Sokółki

Widoki z Sokółki

Tuż przy wieży widokowej znajduje się kolejka/wyciąg Ośrodka Sportowo- Rekreacyjnego. Kolejka niestety nie była czynna więc leśną drogą zeszłyśmy na dół. Na dole przy Ośrodku Sportowo-Rekreacyjnym znajduje się plac zabaw dla dzieci i punkt gastronomiczny, w którym serwują przepyszne placki ziemniaczane.

Z Ośrodka udałyśmy się na dworzec PKP Boguszów -Gorce Wschód. O 18.30 miałyśmy pociąg do Wrocławia. To był super dzień. Spędzony w miłym towarzystwie, ale bez tłumów i kolejek jak na Szczeliniec Wielki. Zdecydowanie bardziej odpowiadają mi takie miejsca zapomniane przez innych, a eksplorowane z ogromną radością. Gdzie można delektować się ciszą i spokojem. Gdzie napotkany człowiek to rzadkość i jednocześnie przyjemność.

Widoki z Sokółki
Widoki z Sokółki
Widoki z Sokółki
Wieża widokowa na Dzikowcu Wielkim (a w zasadzie obok Dzikowca)

Informacje praktyczne:

  1. Jeśli chcesz spędzić dzień bez tłumów turystów to ta trasa jest zdecydowanie dla Ciebie.
  2. Trasa nie nadaje się dla wózków dziecięcych
  3. Wieża widokowa jest bezpłatna
  4. Sokółka to jest "must be" każdego, kto znajdzie się w okolicy. Z Sokółki rozpościerają się przepiękne widoki.

2

Gorce- krótka charakterystyka 

Jan Paweł II powiedział kiedyś, że Gorce to najpiękniejsze góry świata i coś w tym jest. Mają niesamowity urok i siłę przyciągania. Kto przyjedzie tutaj raz, na pewno powróci.....
Termin "Gorce" pochodzi od "górców"- małych gór lub "gorzeć"- palić się, spłonąć. Gorce to masyw o długości około 50 km, rozciągający się pomiędzy Pasmem Podhalańskim i doliną Raby na zachodzie, doliną Dunajca na wschodzie, Beskidem Wyspowym na północy oraz Kotliną Orawsko-Nowotarską na południu.
Prawie połowa wzniesień Gorców liczy od 600 do 800 metrów n.p.m, a tylko niewiele z nich przekracza 1000 m n.p.m,  z czego najwyższymi szczytami są:
1. Turbacz (1310 m n.p.m)
2. Jaworzyna Kamienicka (1288 m n.p.m)
3. Kiczora (1282 m n.p.m)

Charakterystyczne dla Gorców są liczne polany, które powstawały od XV wieku wskutek karczowania terenów pod uprawy i wypas. Pasterze wołowscy, którzy wędrowali przez te tereny ze stadami kóz i owiec z terenów dzisiejszej Rumunii karczowali lasy, wyrabiali polany i zakładali swoje siedziby. Pamiątką po nich są właśnie wołoskie nazwy (Turbacz, Suhora czy Przysłop).

Gorczański Park Narodowy

Wszystkie najwyższe szczyty Gorców znajdują się na terenie Gorczańskiego Parku Narodowego GPN). GPN powstał na mocy rozporządzenia Rady Ministrów z 8 sierpnia 1980 roku. 95% powierzchni Parku stanowią lasy. W GPN można wyróżnić siedem zespołów roślinnych:
1. buczyna karpacka
2. bór świerkowy regla górnego
3. kwaśna buczyna górska
4. olszyna karpacka
5. olszyna bagienna
6. żyzna jedlina

Gatunkami dominującymi są: świerk (55%), buk (34%) i jodła (11%). Co ciekawe, aż 40% drzewostanu liczy ponad 100 lat.

Zdobycie Turbacza

Postanowiliśmy zdobyć Turbacz jako najwyższy szczyt Gorców. Słyszeliśmy, że widoki po drodze są przepiękne. Szukaliśmy szlaku, dogodnego do zdobycia z 5,5-latkiem i 2-latką. Wybraliśmy trasę z Koninek, niebieskim szlakiem. Samochód zostawiliśmy na parkingu przy stacji narciarskiej i ruszyliśmy przed siebie. Na pierwszym etapie szlak jest dość stromy. Nie polecam więc przemierzać go wózkiem niemowlęcym. Jednak szlak wiedzie przez tereny zalesione, wobec czego w upalne dni teren jest zacieniony. Druga część trasy jest zdecydowanie bardziej malownicza. Mijamy trzy polany, z których rozpościerają się przepiękne widoki.

Na ostatniej prostej znajduje się Hala Turbacza z kaplicą papieską, a stąd już niewiele dzieli nas do szczytu.


Prze zdobyciem Turbacza można posilić się jeszcze w schronisku PTTK im. Władysława Orkana. Schronisko znajduje się na wysokości 1283 m n.p.m. na Polanie Wolnica. Pierwsze schronisko u podnóża Turbacza wybudowano w 1925 roku, ale zostało ono spalone kilka lat później. Obecne schronisko zostało zbudowane w 1958 roku.  Obecnie schronisko kusi turystów przepysznym jedzeniem i pięknymi widokami. Ze schroniska potrzebujemy jakieś 20 minut , aby dotrzeć do celu.

Informacje praktyczne:

1.  Na Turbacz wchodziliśmy 4,5 godziny (po drodze oczywiście odpoczywaliśmy na polanach, 0.5 godziny należy odliczyć na posiłek w schronisku)
2. Szczyt położony jest na terenie Gorczańskiego Parku Narodowego, więc wstęp jest płatny.  Z tego względu, że rozpoczynaliśmy zdobywanie szczytu o 6 rano, budka z biletami wstępu do Parku była jeszcze zamknięta, więc tym razem udało nam się zdobyć szczyt bezpłatnie
3. Zdecydowanie trasa nie nadaje się dla wózków niemowlęcych/dziecięcych. Polecam nosidło górski
4. My wracaliśmy tym samym szlakiem, ale można także wrócić szlakiem czerwonym lub zielonym

Kraina Wygasłych Wulkanów znajduje się między Jelenia Górą a Złotoryją, 1.5 godziny drogi od Wrocławia, w regionie Gór i Pogórza Kaczawskiego. Wprawdzie działalność sejsmiczna na tych terenach miała miejsce 250 milionów, aczkolwiek miejsce wciąż jest inspirujące z kilku względów. Po pierwsze, ciekawe jest ukształtowanie terenu. Łagodne wzniesienia, pokryte skałami bazaltowymi, są wspaniałymi miejscami do zdobycia z maluchami. Najwyższy wygasły wulkan- Ostrzyca liczy 499 m n.p.m (chociaż niektóre źródła podają 501 m n.p.m). Po drugie, Kraina Wygasłych Wulkanów to obszar interesujący pod względem historycznym. Pogórze Kaczawskie było niegdyś ważnym ośrodkiem ekonomicznym. Bogactwo zasobów naturalnych przyczyniło się do tego, że region prężnie się rozwijał. A bogate obszary wymagały ochrony, dlatego wznoszono tu liczne budowle warowne, które można podziwiać do dnia dzisiejszego. Po trzecie, miejsce pobudza wyobraźnię najmłodszych. Kiedy powiedzieliśmy Hubercikowi, że jedziemy do Krainy Wygasłych Wulkanów, zasypał nas mnóstwem pytań: a czy te wulkany jeszcze wybuchają? A czy na górze jest dziura? A czy są tam skały? Itd....

 

Ostrzyca Proboszczowicka
Tym razem postanowiliśmy zdobyć Ostrzycę. Zdobyć to może zbyt wielkie słowo, bo wzniesienie jest niewielkie, ale zmęczyć się odrobinę można, a dzieci nie będą zbyt mocno marudzić. Ostrzyca przyciąga uwagę swoim wulkanicznym kształtem.  A ze szczytu można podziwiać przepiękne widoki. Ze wzniesieniem związane są liczne opowieści i legendy. Przypuszcza się, że Ostrzyca w czasach kultury łużyckiej mogła być ośrodkiem pogańskiego kultu. Jedna z legend głosi, że Ostrzyca w okresie wojny 30-letniej była zamieszkiwana przez pustelnika, który uratował ówczesnego Pana Proboszczowa von Redern wraz z całą jego rodziną, kiedy wpadli w ręce złowrogich wojsk.

W 1998 roku utworzono tutaj Obszar Chroniony Krajobrazu "Ostrzyca Proboszczowicka". Zajmuje on teren o powierzchni 1190 ha. Przez obszar przepływają rzeki Czermnica i Skora oraz kilka potoków i cieków. Teren poza unikalnymi walorami przyrodniczymi posiada liczne walory rekreacyjne i turystyczne, w tym szlaki "Wygasłych Wulkanów" i "Zamków Piastowskich".

Informacje praktyczne:

1. Polecam nawigację nastawić na wieś Proboszczów, a nie Ostrzycę Proboszczowicką, bo wyjedziemy w miejsce odległe o 30 km. We wsi Proboszczów (jadąc od strony wsi Sokołowiec) za Kościołem należy skręcić w lewo i jedziemy kierując się żółtymi znakami z napisem "Ostrzyca Proboszczowicka". Najpierw docieramy do pierwszego parkingu, gdzie możemy zostawić samochód. Można jednak również podjechać trochę dalej i zaparkować auto przy wiecie piknikowej.
2. Droga nie nadaje się dla wózków dziecięcych, ponieważ fragmentami podejścia są strome. Zdecydowanie polecamy nosidełko.
3. Na szczyt prowadzi szlak żółty, idealny dla najmłodszych. Czas wejścia z dziećmi- około 45 minut


4. Miejsce nie jest tłoczne. Byliśmy w kwietniową sobotę i naprawdę na szlaku spotkaliśmy kilka osób
5. Po zejściu rozpaliliśmy ognisko i zrobiliśmy sobie piknik na dole. Wszyscy ze smakiem zjedliśmy pieczoną na ognisku kiełbaskę, a dzieci miały niesamowitą radość.

Mimo, że dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny, to śnieg pada i pogoda nie daje zapomnieć nam o zimie. My bardzo się cieszymy z tego faktu i korzystamy z uroków zimy, bo w końcu wiosna ta prawdziwa niedługo nadejdzie, a na zimę będziemy musieli czekać prawie rok.

W tym wiosenno-zimowym dniu, postanowiłam zebrać nasze ulubione miejsca na sanki niedaleko Wrocławia. Wybieramy przede wszystkim takie miejsca, gdzie górka jest dogodna dla najmłodszych i gdzie w pobliżu znajduje się schronisko młodzieżowe czy bar, aby móc ogrzać się ciepłym posiłkiem. Kierując się tymi kryteriami, do naszych top miejsc należą:

1. Górka przy PTTK Andrzejówka

Zalety:

  • Miejsce znajduje się 1,5 godziny drogi od Wrocławia, więc można wybrać się na 1-dniową wycieczkę
  • Można dotrzeć na samo miejsce samochodem. Oczywiście obowiązuje tu zasada, kto pierwszy ten lepszy. Dlatego my zawsze staraliśmy się być pod PTTK Andrzejówka najpóźniej o 10:00, bo później z zaparkowaniem może był kłopot.
  • Można tutaj nie tylko pozjeżdżać na sankach, ale także udać się na spacer w pięknych okolicznościach przyrody
  • W schronisku PTTK Andrzejówka można zjeść pyszny posiłek. Jedzenie jest naprawdę rewelacyjne, a ciasta domowej roboty powalają z nóg. W zimie na zewnątrz znajduje się także kuchnia polowa i można kupić dodatkowo grochówkę czy kiełbaskę z grilla.

Wady:

  • Miejsce cieszy się bardzo dużą popularnością i w weekendy lub dni świąteczne robi się tutaj bardzo tłoczno. Jeśli przyjedziemy tutaj zbyt późno to musimy liczyć się z kilkunastokilometrowym korkiem

2. Przełęcz Spalona przy schronisku PTTK Jagodna

W tym roku to miejsce było przez nas odwiedzane najczęściej w sezonie zimowym. Upodobaliśmy sobie je z kilku względów:

Zalety:

  • Mam wrażenie, że to miejsce jest znacznie mniej tłoczne aniżeli przy schronisku PTTK Andrzejówka. Piszę celowo, że „mam wrażenie”, ponieważ tutaj można znaleźć kilka fajnych miejsce do zjeżdżania na sankach, więc nawet jak na parkingu było mnóstwo samochodów, nie odczuwało się tutaj zbytniego zatłoczenia
  • Parking znajduje się tuż przy schronisku PTTK Jagodna
  • Z Wrocławia do schroniska PTTK Jagodna jest 2 godziny drogi
  • Przy schronisku PTTK Jagodna nie tylko można było pozjeżdżać na specjalnie wydzielonych górkach, ale można podejść kawałek szlakiem pieszym pod górę i zjeżdżać na sankach na dłuższych trasach. Warunek jest jeden: najlepiej wybrać się tutaj rano, kiedy nie ma praktycznie turystów i podczas zjazdu nikomu nie będziemy przeszkadzać
  • Jedzenie w schronisku PTTK Jagodna jest fenomenalne. Słynne racuchy z jagodami nas nie zawiodły. A porcje są ogromne, więc spokojnie jedną porcją mogą najeść się 2 osoby. Na zewnątrz działa kuchnia polowa. I jeszcze przed wejściem do schroniska pali się ognisko, przy którym można się ogrzać oraz upiec sobie kiełbaskę.

Wady:

  • Zdecydowanie brak takowych:)

3. Karpacz- górka naprzeciwko Apartamentów pod Śnieżką (przy ul. Myśliwskiej). Górka jest bezpłatna. Na tej samej ulicy przy ul. Myśliwskiej 13 jest tzw. Góra Saneczkowa, z której korzystanie jest płatne (10 zł). My korzystaliśmy z tej pierwszej opcji.

Zalety:

  • Miejsce znajduje się niecałe 2 godziny drogi z Wrocławia
  • Parking znajduje się tuż przy górce
  • Z 200 m od górki znajduje się bar, w którym można posilić się ciepłym posiłkiem. Polecamy tutaj pierogi, robione przez Panią właścicielkę.
  • Niedaleko znajduje się stok narciarski Karpatka oraz wypożyczalnia nart i sanek, więc jak Hubercik jeździł na nartach, ja z Kajcią w tym czasie jeździłyśmy na sankach

Wady:

  • Zdecydowanie brak takowych:)

4. Jakuszyce

Zalety

  • Miejsce usytuowane jest 2 godziny drogi od Wrocławia, ale można tutaj dotrzeć także pociągiem. Pociągiem jedziemy z Wrocławia do Szklarskiej Poręby Górnej, a tam od razu przesiadamy się na czeski pociąg, który jedzie do Jakuszyc. Połączenie jest rewelacyjne
  • Nawet jak w innych miejscach śnieg już stopnieje, w Jakuszycach można się nim jeszcze cieszyć
  • Miejsce cieszy się popularnością wśród narciarzy biegowych, ale można tutaj znaleźć górki do zjazdu sankami. Można też udać się na spacer podziwiając piękne krajobrazy.
  • Od dworca PKP prowadzi malowniczy szlak do Stacji Turystycznej Orle, gdzie można zjeść dobry posiłek

Wady:

  • W stacji Turystycznej Orle nie można płacić kartą
  • Obsługa w restauracji w Stacji Turystycznej pozostawia wiele do życzenia

W tym roku zima dopisała i mimo licznych zakazów, cieszymy się, że mieliśmy okazję skorzystać z jej uroków. Saneczkarstwo stało się niemal sportem narodowym. Muszę przyznać, że my z Grzesiem na nowo poczuliśmy smak dzieciństwa.