Przeskocz do treści

2

Tym razem postanowiłam napisać na nieco inny temat. Chciałabym podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami związanymi z bardzo rzadką chorobą – xanthogranuloma juvenile (żółtakoziarniniak młodzieńczy), którą zdiagnozowano u naszego 5-letniego synka. Ten post piszę, mając nadzieję, że komuś pomogę. My przeszliśmy długą drogę zanim usłyszeliśmy diagnozę, a następnie sami szukaliśmy pomocy, bo lekarz prowadzący we Wrocławiu nie przekazał nam żadnych informacji dotyczących choroby. Ale zaczynając od początku…

W lutym 2020 u synka nad czołem w owłosionej części głowy zobaczyliśmy małego strupka. Po dwóch tygodniach, widząc, że strupek nie odpada zaniepokoiło to nas. Poszliśmy więc do dermatologa. Pani dermatolog nie wiedziała do końca co to jest, ale profilaktycznie zaleciła smarowanie miejsca Tribioticem. Po posmarowaniu kilka razy zmienionego chorobowo miejsca, zmiana zaczęła rosnąć. Udaliśmy się więc na kontrolę do innej Pani dermatolog (polecanej na portalu znany lekarz.pl). Pani po obejrzeniu poinformowała nas, że nie spotkała się z taką zmianą i zaleca nam konsultacje z dermatologiem w stopniu profesorskim z Akademii Medycznej. Podała nam nazwisko jednego z profesorów. Niestety zbiegło się to w czasie z wybuchem pandemii i lockdownem. Zadzwoniliśmy do wskazanego Pana Profesora, ale poinformował nas, że nie przyjmuje pacjentów i nie udziela teleporad. Kilku innych profesorów też odmówiło nam zbadania Hubercika. Jeszcze inni udzielili nam teleporad, za które zapłaciliśmy 200-250 zł, a z których nic nie wynikało. W końcu koleżanka poleciła nam pewnego chirurga z Siechnic, który zgodził się przyjąć nas osobiście. Po obejrzeniu zmiany nie był pewny co to jest, ale stwierdził, że raczej nic groźnego i zalecił smarowanie miejsca kolejną maścią z antybiotykiem. Zasugerował jednak jeszcze konsultację z lekarzem dermatologiem, aby obejrzał zmianę. Po zastosowaniu przepisanej maści zmiana zaczęła ponownie rosnąć. Zaczęłam więc obdzwaniać po kolei dostępnych na stronach internetowych  lekarzy dermatologów dziecięcych i po kilkunastu wykonanych telefonach w końcu znalazł się jeden, który zdecydował się nas przyjąć. Zaznaczę, że to był już kwiecień, zmiana cały czas rosła, a my dalej nie wiedzieliśmy co to jest. Na własną rękę robiliśmy badania krwi czy wymaz w kierunku grzybicy. Wszystkie badania wychodziły prawidłowo, a zmiana stawała się coraz bardziej czerwona, przekrwiona.

Pomimo sugestii kilku lekarzy, że zmianę należy wyciąć, nie mogliśmy tego zrobić, ponieważ prywatne kliniki były zamknięte, a w szpitalach terminy były dość odległe. Na kolejnej konsultacji lekarskiej usłyszeliśmy, że jest to na 99% jest to rogowiak kolczystokomórkowy (nowotwór niezłośliwy). Ale lekarz badający zasugerował konsultacje jeszcze z innym dermatologiem, który potwierdziłby tą diagnozę.  Gdzie jednak mieliśmy udać się na konsultację, w sytuacji, gdy większość lekarzy nie przyjmowała? Wtedy koleżanka poleciła nam znanego profesora chirurga onkologa z Wrocławia, który ma własną klinikę. Zadzwoniłam do tej kliniki natychmiast, ale Pani sekretarka poinformowała mnie, że klinika jest zamknięta z powodu lockdownu. Wtedy straciłam kontrolę nad swoimi emocjami, rozpłakałam się, opowiedziałam jej naszą historię i zapytałam co mamy zrobić? Pani zlitowała się i zaproponowała napisanie maila z opisem sytuacji oraz zdjęciami zmiany na adres kliniki, a ona przekaże informację Profesorowi oraz poprosi go o kontakt ze mną. Jakie było moje zdziwienie,  jak 2 godziny później Profesor do mnie oddzwonił i poinformował, że zajmie się leczeniem Hubercika.

Umówiliśmy się, że codziennie będziemy przesyłać mu zdjęcia narośli na skórze, a on z żoną, która jest dermatologiem będą nam mówić, co mamy robić. W pierwszej kolejności zaproponował przeleczenie Hubercika antybiotykiem, żeby wykluczyć nadkażenie bakteryjna. Po podaniu antybiotyku doustnie zmiana znowu zaczęła rosnąć. Ewidentnie „to coś” nie lubiło antybiotyków. Po każdym leku zmiana rosła i ożywała, stawała się bardziej czerwona,zaogniona. Po tym jak antybiotykoterapia nie pomogła, Pan Profesor postawił kolejną diagnozę- grzybica Kerion Celsis i przepisał 2-miesięczną kurację lekiem przeciwgrzybicznym Lamisil. Po kilku tygodniach przyjmowania leku zmiana zaczęła nieznacznie się zmniejszać i obsuszać od góry. Mieliśmy nadzieję, że w końcu diagnoza jest trafiona. Ale po dwóch miesiącach przyjmowania leku zmiana nadal nie odpadła, a Hubercik skarżył się na bóle brzucha, ponieważ lek nie był obojętny dla organizmu. Co więcej, pewnego dnia synek uderzył głową w parapet, w wyniku czego zmiana się naderwała. Po uderzeniu okazało się, że zmiana jest mocno ukrwiona. Powiem szczerze, po zobaczeniu synka zalanego całego krwią nie miałam wątpliwości, że grzybica to nie jest. Krwotok był niewspółmiernie za duży do wielkości zmiany. Moja intuicja podpowiadała mi, że jednak nie idziemy w dobrym kierunku. Zadzwoniłam więc do Pana Profesora, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami. W związku z tym, że obostrzenia zostały w owym czasie złagodzenie Profesor zaproponował wycięcie zmiany. Zdecydowaliśmy się więc na jej wycięcie prywatnie. Nie chcieliśmy Hubercika narażać na kilkudniowy pobyt w szpitalu. Ponadto, w czasach pandemii nie chcieliśmy zarazić się koronawirusem. A po trzecie, w razie, gdyby okazało się, że jest to, coś poważnego, chcieliśmy być nadal prowadzeni przez tego Profesora.

3 czerwca 2020 Hubercik miał zabieg wycięcia zmiany pod narkozą. Pobrany został wycinek do badania histopatologicznego. Wynik mieliśmy otrzymać po 2 tygodniach.  W rezultacie czekaliśmy na wynik prawie 4 tygodnie, po czym usłyszeliśmy, że jest to „xanthogranuloma juvenile- zmana łagodna”.

Muszę przyznać jednak, że jak każdy dociekliwy rodzic wrzuciłam tą nic nie mówiącą mi nazwę w wyszukiwarkę internetową i natrafiłam na artykuł Profesor Anny Raciborskiej z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie na ten temat: https://imid.med.pl/pl/dzialalnosc-kliniczna/dzialkliniczna/kliniki/klinika-onkologii-i-chirurgii-onkologicznej/juvenile-xantogranuloma, z którego dowiedziałam się więcej o zdiagnozowanej chorobie. Co więcej, zmroziło mnie, kiedy przeczytałam, że choroba może mieć także charakter złośliwy, atakując organy wewnętrzne.

Czym jest xanthogranuloma juvenile (żółtakoziarniniak młodzieńczy)?

Xanthogranuloma juvenile należy do chorób z grupy histiocytotyz. Histiocytoza to choroba układu krwiotwórczego. Xanthogranuloma juvenile objawia się najczęściej zmianami skórnymi. Zmiany mogą występować jako pojedyncze ogniska lub mnogie. Występuje najczęściej u niemowląt i małych dzieci, częściej u chłopców. Jednakże zdarzają się również przypadki zachorowań wśród osób dorosłych. Początkowo zmiany są gładkie i różowe, ale później mogą stawać się żółtawe i mogą się obłuszczać. Większość z nich ma średnicę 0,5 cm, ale mogą dochodzić nawet do 2 cm. Mogą pojawić się w dowolnym miejscu na ciele, ale najczęściej występują na twarzy i szyi. Większość z tych zmian nie wymaga usunięcia, a zanika po 2-3 latach. Jednak jak poinformowano nas w Instytucie Matki i Dziecka, często rodzice decydują się na usunięcie chirurgiczne zmiany ze względów estetycznych. Xanthogranuloma juvenile często ma przebieg łagodny, ale zdarzają się odmiany groźniejsze tej choroby, które atakują oczy, prowadząc do ślepoty czy inne organy takie, jak płuca, wątroba czy śledziona. Postać pozaskórna tej choroby może wymagać leczenia takiego, jak np. chemioterapia. Prawdziwa etiologia choroby nie jest do końca znana.

Xanthogranuloma juvenile (żółtakoziarniniak młodzieńczy)- gdzie leczyć?

Po przeczytaniu artykułu Profesor Anny Raciborskiej napisałam maila do Instytutu Matki i Dziecka (IMID) z opisem naszej historii oraz pytaniem, co mamy dalej robić. Po kilku godzinach otrzymałam odpowiedź z zaproszeniem na konsultację do IMID-u za 2 tygodnie. Oczywiście zdecydowaliśmy się na tą konsultację, podczas której Hubercik został zbadany dokładnie. Wykonano mu poszerzone badania krwi, USG głowy w miejscu wyciętej zmiany, USG węzłów chłonnych i brzucha. USG głowy wykazało, że zmiana nie została dobrze wycięta i pozostał „pewien element”. Lekarze z Instytutu Matki i Dziecka długo zastanawiali się czy po raz kolejny narażać Hubercika na zabieg i dociąć „to coś”. Ale po naradzie zdecydowali się na docięcie. Sama Pani Profesor Raciborska poinformowała nas, że zdjęcia zmiany, które jej pokazaliśmy odbiegały od klasycznej postaci tej choroby i proponuje nam docięcie, aby mieć „czyste” pole do obserwacji.
24 sierpnia 2020 Hubercik miał kolejny zabieg w Warszawie. Tym razem zmiana została docięta całkowicie i kiedy pojechaliśmy po dwóch tygodniach od operacji do kontroli, kolejne USG potwierdziło, że w główce naszego synka nie ma nic, co budziłoby jakiekolwiek wątpliwości.

Niestety pojawiła się inna niepewność, bo USG brzucha wykazało, że Hubercik ma nieznacznie powiększoną śledzionę. I nie wiadomo czy jest wynik przebytej wcześniej infekcji czy konsekwencją xanthogranuloma juvenile. Kolejną konsultację mamy 3 grudnia 2020 (z powodu kwarantanny termin konsultacji przesunął nam się o miesiąc). Chcielibyśmy bardzo usłyszeć dobre wiadomości. Nie muszę Wam mówić, że każda konsultacja to dla nas ogromny stres.

Co pół roku musimy również konsultować Hubercika u okulisty, ponieważ choroba w swojej agresywnej odmianie atakuje również oczy.

Tą historię piszę z nadzieją, że być może komuś w jakiś sposób pomogę. Choroba jest rzadka, ma różny przebieg, zmiany skórne również mogą wyglądać odmiennie, dlatego wielu lekarzy ma trudności z właściwą diagnozą. Powiem szczerze ta choroba to jak "tykająca bomba", która nie wiadomo czy i kiedy eksploduje. Jedno jest pewne. Już zawsze będziemy żyli w niepewności. Każde gorsze samopoczucie Hubercika rodzi w nas strach czy coś poważnego się nie dzieje. Im więcej czytam na jej temat tym więcej pytań się rodzi, na które nie mam odpowiedzi. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak modlić się i mieć nadzieję, że choroba naprawdę ma łagodny charakter

Właśnie jesteśmy na kwarantannie. Świat ponownie zamarł z powodu pandemii COVID 19. Tym bardziej wspominam z sentymentem czas, kiedy można było swobodnie się przemieszczać. W ramach tych sentymentalnych podróży chciałabym przybliżyć Wam Troki.

Litwa od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Dlatego będąc na Suwalszczyźnie nie mogłam odmówić sobie przyjemności wybrania się do tego kraju. Najpierw pojechaliśmy do Druskiennik, a następnie postanowiłam wybrać się do Trok. W latach formowania się państwa litewskiego Troki były jednym z ważniejszych miast politycznych i militarnych.

Troki – historia

Do Trok turyści przybywają przede wszystkim z myślą zobaczenia zamku usytuowanego nad jeziorem Galwe. Powstanie twierdzy związane jest z osobą wielkiego księcia litewskiego Kiejstuta i jego syna Witolda. To właśnie Kiejstut nakazał jej budowę w XIV wieku i miała ona stanowić obiekt warowny, będący uzupełnieniem istniejącego już w Trokach zamku. Położenie obiektu miało znaczenie strategiczne- zamek z każdej strony otoczony jest wodą. Jako ciekawostka wspomnę, że w chwili budowy obiektu poziom wody w jeziorze był o 2 metry wyższy niż obecnie. A obecna wyspa była dawniej grupą trzech małych wysp.

Znaczenie budowli wzrosło bardzo szybko, zwłaszcza po przeniesieniu przez Kiejstuta tutaj skarbu księżego. Kiejstut nie tylko przeniósł do nowo wzniesionej twierdzy skarb, ale również sam w niej zamieszkał. Zamek w Trokach uważany był za arcydzieło średniowiecznej architektury obronnej i był jedynym zamkiem zbudowanym na wodzie w Europie Wschodniej. Po śmierci Kiejstuta jego syn Witold kontynuował dzieło ojca. Wzmocnił i unowocześnił obiekt, łącząc w znakomity sposób cele mieszkalne i obronne.

Twierdza była też kilkakrotnie najeżdżana przez Krzyżaków. Po bitwie pod Grunwaldem zamek zaczął tracić na znaczeniu jako obiekt wojskowy, a budowlę przekształcono w rezydencję książęcą, do której licznie zjeżdżali posłowie zagraniczni. To tutaj organizowano huczne bankiety i przyjęcia dla śmietanki politycznej ówczesnej Europy. Jednak kolejne lata nie były zbyt przychylne dla świetności zamku. Najpierw przeniesienie stolicy do Krakowa, a następnie utworzenie bezpośredniego szlaku handlowego pomiędzy Wilnem a Kownem przyczyniły się do utraty pozycji Trok na arenie europejskiej. W XVII wieku podczas wojny z Rosją zamek znacznie ucierpiał. Następne okresy historyczne również nie były zbyt łaskawe dla tej budowli. Zamek niszczał coraz bardziej, popadając w ruinę. Dopiero w XX wieku zainicjowano odbudowę zamku. Prace związane z odrestaurowaniem twierdzy podejmowano kilkakrotnie, ale dwie wojny światowe przerwały je. Dopiero pod koniec lat 40. XX wieku powrócono do idei odbudowy zamku, a przywrócenie dawnej świetności budowli trwało kilkadziesiąt lat. W 1951 roku rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę prace badawcze na terenie zamku, a do odrestaurowanego zamku w 1962 roku przeniesiono Muzeum Historyczne. Obecnie oprócz stałej ekspozycji muzealnej regularnie odbywają się tutaj różne wystawy, konferencje i festiwale.

Zwiedzający mogą zobaczyć tutaj surowe wnętrzne obiektu oraz wiele interesujących eksponatów. Podczas wizyty na zamku można poznać historię Trok, a w poszczególnych salach obejrzeć można różnorodne kolekcje sztuki użytkowej, kolekcje monet, medali, starożytnych map, trofeów myśliwskich, strojów czy biżuterii.

Troki- spotkanie z kulturą karaimską

Troki warto odwiedzić nie tylko ze względu na zamek, piękne krajobrazy, ale także ze względu na możliwość zasmakowania kultury karaimskiej.

Karaimowie osiedlili się na terenie Trok w XIV wieku. Sprowadził ich Wielki Książe Litewski Witold z Krymu. Ta tureckojęzyczna społeczność wyznaje własną religię, wywodzącą się z judaizmu, opartą wyłącznie na Starym Testamencie. Karaimowie stanowią hermetyczną społeczność. Karaimem staje się przez fakt urodzenia, nie można przyjąć ich religii. W związku z mieszaniem się rodzin karaimskich z lokalną społecznością, grupa ta zanika. Dlatego na terenie Litwy pozostało już stosunkowo nie wiele rodzin karaimskich.

Będąc w Trokach można zobaczyć typowe dla mniejszości karaimskiej budowle mieszkalne (zobacz zdjęcie poniżej).

Można również zasmakować w restauracji karaimskiej dań takich, jak kibiny czy pierogi z mięsem. Ja osobiście polecam restaurację Kiubete: https://www.facebook.com/Kiubete

Co jeszcze warto zobaczyć w Trokach?

Większość turystów koncentruje się na zamku, będąc w Trokach. Moim zdaniem na uwagę zasługuje także historyczny park przyrodniczy Troki. Składa się z historycznego miasta Troki oraz okolicznych wiosek, jezior i lasów. Będąc w tym mieście warto wybrać się na spacer wzdłuż brzegu jeziora, podczas którego podziwiać można bogactwo tutejszej fauny i flory

Informacje praktyczne:

  • Adres zamku: Trakų Salos Pilis, Kęstučio gatvė 4, Trakai 21104, Lithuania
  • Od maja do września muzeum jest otwarte od pon do niedzieli w godzinach od 10:00 do 19:00, od marca do kwietnia oraz w październiku od wtorku do niedzieli w godzinach od 10:00 do 18:00, od listopada do lutego od wtorku do niedzielo od 10:00 do 17:00
  • Cennik dostępny jest na stronie: https://trakaimuziejus.lt/tickets/?lang=en
  • W restauracji Kiubete warto wcześniej zadzwonić i zamówić sobie posiłek na konkretną godzinę. W sezonie jest tutaj bardzo wielu gości i na jedzenie czeka się dość długo
  • Przy zamku nad jeziorem można wypożyczyć rowerek wodny lub przepłynąć się katamaranem, co jest dodatkową atrakcją
  • Troki położone są 30 km od Wilna, a więc będąc w Wilnie można wybrać się na 1-dniową wycieczkę tutaj. Wilno z Trokami jest dość dobrze skomunikowane jeśli chodzi o komunikację miejską (autobus kursuje stosunkowo często pomiędzy miastami)

W pandemię każdy zapewne szuka miejsca niezbyt tłocznego. Dlatego tym razem wybór padł na Radunię (573 m n.p.m.), która jest drugim co do wielkości szczytem w Masywie Ślęży.

Geneza nazwy Radunia sięga XIII wieku. Po II wojnie światowej nazywana była Sępią Górą.  Niedaleko szczytu zachował się wał kultowy, który szacuje się, że powstał 400-300 lat p.n.e. Wał otaczał miejsce, w którym czczono bóstwo księżyca.

Na szczycie góry znajduje się Rezerwat Przyrody Góra Radunia. Celem jego utworzenia była ochrona rzadkich gatunków roślin.

Od 2014 roku formalnie wejście na sam szczyt Raduni jest zabroniony. W Rezerwacie Przyrody Góra Radunia ustawiona jest drewniana barierka oraz tablica informująca o zakazie wstępu. Szczerze mówiąc, postawienie drewnianego szlabanu i tablicy ma charakter symboliczny, ponieważ większość turystów nie respektuje zakazu i wędruje na szczyt Raduni, skąd podziwiać można piękne widoki.

Informacje praktyczne:

  • Na Radunię wchodziliśmy ze Słupic. W Słupicach przy Kościele należy skręcić w prawo. Kilkaset metrów za Kościołem znajduje się pole tuż, przy którym można zaparkować samochód
  • Na górę szliśmy cały czas niebieskim szlakiem
  • Droga nie jest przystosowana do przemierzania jej wózkiem niemowlęcym. Momentami ścieżka jest wąska i stroma
  • My na Radunię wybraliśmy się około godziny 9. O tej porze na szlaku było zaledwie kilka osób. Podczas schodzenia mijaliśmy nieco więcej osób, ale w porównaniu ze Ślężą Radunia nie jest tak bardzo zatłoczona. Nie mówiąc, że wystarczy nieco zboczyć ze szlaku i wówczas można spacerować w zupełnej samotności.

Lubię, gdy podczas podróży „coś” zainspiruje mnie do dalszych poszukiwań. Bloga traktuję nie tylko jako sposób na opisanie swoich wyjazdów, ale też bodziec do zgłębiania wiedzy, poszukiwań, refleksji, które pozostaną we mnie na całe życie. Niewątpliwie spotkanie z Władysławem Orkanem, a raczej pamięcią o nim w Gorcach było jednym z bardziej inspirujących spotkań.

Kim był Władysław Orkan?

Władysław Orkan

Władysław Orkan był poetą i publicystą. Urodził się pod koniec XIX wieku w Porębie Wielkiej. Jego prawdziwe imię i nazwisko to Franciszek Salezy Smaciarz. Pisał jednak pod pseudonimem literackim jako właśnie Władysław Orkan. Podczas I wojny światowej służył jako żołnierz IV Pułku Legionów. Wrócił szczęśliwe z wojny, a matka poety z radości, że zobaczyła syna żywego ufundowała kapliczkę tuż obok rodzinnego domu, którą można podziwiać do dnia dzisiejszego.

Kapliczka ufundowana przez matkę Orkana po jego powrocie z wojny

Poeta zmarł w 1930 roku w Krakowie na zawał serca, a pochowany został na cmentarzu w Zakopanem. To właśnie w Zakopanem spędził znaczną część życia. Wyjeżdżał tam przede wszystkim zimą, ponieważ jego dom w Porębie Wielkiej nigdy nie został ocieplony.

Orkan miał jedną córkę – Zosię, która zmarła bardzo młodo na białaczkę (zmarła w tym samym roku co ojciec).

Córka Władysława Orkana- Zosia

Dom Władysława Orkana współcześnie

Dom Władysława Orkana, Orkanówka
Tablica upamiętniająca poetę umieszczona przy wejściu do muzeum
Oryginalne meble, używane przez poetę

Będąc w Gorcach warto udać się do „Orkanówki” – muzeum Władysława Orkana, które mieści się w dawnym domu poety. Muzeum jest magiczne. Można zobaczyć tutaj meble, użytkowane przez poetę. Można podziwiać zdjęcia ukazujące sceny z życia Władysława Orkana.  Na ścianach wiszą oryginalne obrazy, namalowane przez Orkana. W muzeum znajdują się także plakaty, propagujące wydarzenia z udziałem poety. Ale to co, urzekło mnie szczególnie, to usytuowanie „Orkanówki” wśród pięknego górskiego krajobrazu. Muzeum znajduje się na wysokości 750 m n.p.m. Widoki z tarasu poety zapierają dech w piersiach.

Widoki wokół Orkanówki
Widoki wokół Orkanówki

Orkan był naturalistą. W swoich dziełach opisywał górską przyrodę oraz dokonywał analizy życia wiejskiego. Nie bał się poruszać trudnych tematów, jak nędza i ubóstwo. Wskazywał na czynniki, które uniemożliwiają postęp społeczny. Do jego najbardziej znanych utworów należą:

  • „Nowele”
  • Opowiadania „Nad urwiskiem”
  • Powieść „Komornicy” i „W roztokach”
  • Dramat „Ofiara” i „Wojna i Kara”
Dzieła poety

Informacje praktyczne

  • Adres muzeum: Muzeum Biograficzne Władysława Orkana "Orkanówka" w Porębie Wielkiej, Poręba Wielka 109, 34-735 Niedźwiedź
  • Przed muzeum nie należy spodziewać się oficjalnego parkingu. My zaparkowaliśmy w polu tuż przy kapliczce ufundowanej przez matkę poety
  • Muzeum jest czynne codziennie od 9.00 do 16.00 oprócz niedziel i poniedziałków. Gdy tylko zbliżaliśmy się do „Orkanówki” zobaczyła nas Pani Jadwiga Zapała, która mieszka w pobliżu Domu Poety, a która jest kustoszem muzeum. Po wpuszczeniu nas do środka z fascynacją opowiedziała nam historię Władysława Orkana.
  • W muzeum można kupić pamiątki związane z tym wyjątkowym miejscem- albumy, biografie poety czy magnesiki z widokami górskimi

Władysław Orkan to prawdziwa legenda Gorców. Szczególnie wśród starszej części społeczności gorczańskiej pamięć o poecie jest wciąż żywa. Często w opowieściach o poecie wskazuje się także na doniosłą rolę matki, która robiła wszystko, aby jej syn został wykształcony. To ona potrafiła iść pieszo 70 km (nie stać ją było na korzystanie z transportu publicznego), aby zanieść synowi jedzenie.

Popiersie matki Orkana

To, co było dla mnie zaskoczeniem to fakt, że Władysław Orkan przyjaźnił się z Leopoldem Staffem oraz uczestniczył w wieczorkach literackich wraz z Władysławem Reymontem czy Janem Kasprowiczem. O ile jednak w szkole wiele uwagi poświęcało się (przynajmniej za moich czasów) Reymontowi, Staffowi czy Kasprowiczowi, to nie pamiętam ani jednej lekcji języka polskiego poświęconej Orkanowi. A szkoda… Bo był niesamowicie uzdolnionym poetą, publicystą i malarzem.

Jawor- drzewo zasadzone przez samego Władysława Orkana

 

 

 

Do Suwałk przyjechaliśmy z myślą, aby spotkać się z Marią Konopnicką. Niejednokrotnie czytaliśmy Hubercikowi „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, a wierszyk:

 „Czy to bajka, czy nie bajka,

Myślcie sobie, jak tam chcecie.

A ja przecież wam powiadam:

Krasnoludki są na świecie!

Hubercik zna niemal na pamięć. Będąc więc w Augustowie nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności, aby podążyć właśnie śladami pisarki.

Dlaczego Maria Konopnicka w Suwałkach?

Pisarka urodziła się w 1842 roku właśnie w Suwałkach i tutaj mieszkała przez pierwsze 7 lat swojego życia. Rodzina pisarki dzierżawiła mieszkanie w kamienicy, w której obecnie mieści się Muzeum Marii Konopnickiej. Zwiedzanie Suwałk zaczęliśmy więc od wizyty w muzeum. Zbliżając się do niego po lewej stronie znajduje się ławka z rzeźbą pisarki. Wchodząc natomiast do kamienicy udaliśmy się na wystawę „Kajko i Kokosz. Komiksowa Archeologia” poświęconą starodawnym dziejom Słowian. Wystawa ta przeplatana jest dziejami Kajko i Kokosza, jako dawnych wojów. Jest to pierwsza wystawa w Polsce łącząca archeologię z bajkowym światem. Wśród eksponatów można obejrzeć naczynia kuchenne, narzędzia i broń, jak również odzież. Warto w tym miejscu wspomnieć, że twórcą Kajko i Kokosza był Janusz Christa. Wystawa ma charakter czasowy i dostępna jest do końca października 2020.

Po obejrzeniu wystawy przeszliśmy do ogrodu w poszukiwaniu przygód. Hubercik otrzymał kartę z serią zagadek i planem ogrodu, na której miał zaznaczać znalezione przedmioty m.in. tron i pierścień Króla Błystka. Hubercik podczas rozwiązywania zagadek mógł usiąść a właściwie stanąć na krześle Wielkoluda, aby dosięgnąć do ogromnego stołu. Szukał również gąsek Marysi. Taka forma zwiedzania muzeum bardzo przypadła naszemu synkowi do gustu. Był podekscytowany faktem, że sam rozwiązywał zadania.

Z ogrodu przeszliśmy do innego budynku, w którym mieści się wystawa poświęcona już stricte Marii Konopnickiej. W tej części muzeum możemy poznać życiorys pisarki oraz zobaczyć zdjęcia z rożnych etapów jej życia. Na końcu Sali znajduje się magiczne okno, z którego wraz z otwarciem można posłuchać bajki Marii Konopnickiej.

Muzeum to nie jedyny akcent przypominający o Marii Konopnickiej w Suwałkach. 700 metrów dalej od muzeum znajduje się Plac im. Marii Konopnickiej. W XIX wieku w tym miejscu miał miejsce plac targowy. Po II wojnie światowej utworzono skwer miejski przeznaczony do wypoczynku i utworzono park. W drugiej dekadzie XXI wieku władze miasta zdecydowały, aby to miejsce przekształcić ponownie w plac tętniący życiem kulturalnym. Postawiony też został tutaj pomnik Marii Konopnickiej. Przez Plac biegnie także Szlak turystyczny im. Marii Konopnickiej „Krasnoludki są na świecie”.

Co jeszcze warto zobaczyć w Suwałkach?

Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa

Idąc z Muzeum Marii Konopnickiej w stronę słynnej ulicy Chłodnej nie sposób zauważyć Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kościół zbudowano w XIX wieku zgodnie z projektem Henryka Marconiego. Początkowo była to Cerkiew Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, którą po zajęciu miasta przez wojska niemieckie przekształcono w kościół katolicki.

Konkatedra pw. Św. Aleksandra

Historia tej świątyni związana jest z 1710 rokiem, kiedy to we wsi Suwałki rozpoczęto budowę małego drewnianego kościoła. Prace ukończono 4 lata później. W pierwszych latach po wzniesieniu świątyni była to kaplica Kamedułów Wigierskich pw. Świętego Krzyża, a od 1788 roku kaplica zaczęła funkcjonować jako kościół suwalskiej parafii. Szybkie tempo rozwoju Suwałk spowodowało, że kościół był za mały, aby pomieścić swoich parafian. I pewnego dnia car Aleksander I przejeżdżając przez Suwałki i widząc zniszczony, mały drewniany kościół nakazał wybudować murowaną świątynię pw. Św. Aleksandra, papieża i męczennika. Kościół zaprojektował polski architekt Chrystian Piotr Aigner, a budowlę zakończono w 1826 roku. 3 lata później w kościele tym odprawiono pierwszą mszę świętą.

Pod koniec XIX wieku kościół został ponownie rozbudowany, ponieważ bardzo szybko przyrastała liczba ludności Suwałk. Henryk Marconi zaproponował więc projekt, mający na celu powiększenie świątyni, odpowiadając na potrzeby mieszkańców miejscowości.

To właśnie w kościele pw. Św. Aleksandra odbywały się uroczystości przyłączenia Suwałk w granice Polski w 1919 roku.

W czasie II wojny światowej Kościół uległ zniszczeniom, ale po wojnie świątynia została odbudowana dzięki wysiłkom ówczesnego proboszcza i mieszkańców. Początkowo kościół odbudowano bez dwóch wież kościelnych, ale ostatecznie w 1961 roku dobudowano także charakterystyczne wieże.

W 1992 roku papież Jan Paweł II podniósł Kościół pw. Św. Aleksandra do rangi konkatedry w nowo utworzonej diecezji ełckiej.

Park im. Konstytucji 3 Maja

Park usytuowany jest w samym centrum Suwałk. Powstał w 1820 roku. Najstarsze drzewa mają tutaj ponad 120 lat. Wśród drzewostanu dominują klony i jesiony. Park jest miejscem typowo rekreacyjnym. Znajduje się tutaj fontanna, ławeczki czy pomniki.

Ulica Chłodna

Suwałki są określane polskim biegunem zimna, ponieważ jest to najzimniejszy zakątek naszego kraju. Na potwierdzenie tego faktu zaznaczę, że kiedy byliśmy w Suwałkach na początku sierpnia było tutaj zaledwie 17 stopni C, podczas, gdy we Wrocławiu panowała temperatura ponad 30 st. C. A ulica Chłodna jest takową nie tylko z nazwy. Ze względu na jej zacienienie i położenie w linii wiatru rzeczywiście jest jeszcze chłodniejsza w stosunku do pozostałych części miasta.

Ulicę tą warto zobaczyć jednak nie tylko ze względu na walory meteorologiczne, ale przede wszystkim ze względu na piękne kamieniczki. Na jednej z nich można dostrzec termometr, co by dowiedzieć się dlaczego ulica Chłodna jest chłodna.

Na ulicy Chłodniej znajduje się Aleja Gwiazd Bluesa. W mieście tym odbywa się bowiem co roku Suwałki Blues Festival- największa tego typu impreza bluesowa w Polsce. Aby upamiętnić artystów występujących podczas tego wydarzenia w Alei Gwiazd co roku dodaje się tablicę upamiętniającą. W tym roku impreza się nie odbyła ze względu na pandemię koronawirusa. Organizatorzy jednak mają nadzieję, że uda się zorganizować Suwałki Blues Festival za rok.

O znaczeniu bluesa w historii Suwałk świadczy także ławeczka z bluesmanem, znajdująca się na ulicy Chłodnej.

Kompleks Cmentarzy Siedmiu Wyznań

Kompleks Cmentarzy Siedmiu Wyznań jest nekropolią unikatową w Polsce. Można tutaj znaleźć nagrobki katolików, prawosławnych, ewangelików, muzułmanów, staroobrzędowców i Żydów. Suwałki były niegdyś miastem wielokulturowym, a cmentarz jest tego znakomitym przykładem. Część katolicka jest zdecydowanie największa. Na cmentarzu znajdują się m.in. neogotycka kaplica z XIX wieku czy drewniana cerkiew również pochodząca z XIX wieku.

Obecnie część muzułmańska i żydowska są zamknięte. W części muzułmańskiej nie zachowały się żadne nagrobki.

Spacerując po centrum Suwałk ma się wrażenie, że wszystkie kamienice są niemal identyczne. Są jednakowej wielkości, mają podobny układ okien i drzwi, a wszystkie balkony wyglądają tak samo. Nic dziwnego, bowiem układ przestrzenny miasta pochodzi jeszcze z XIX wieku. Wówczas to powstała neoklasycystyczna zabudowa miasta. Największy wpływ na wygląd miasta mieli tacy architekci, jak wspomniany już Henryk Marconi, Piotr Aigner, a także Antonio Corazzi.

Muszę przyznać, że Suwałki zrobiły na nas wrażenie. Przepiękna architektura, wiele zabytków pochodzących z XIX wieku, inspiracje muzyczno-literackie sprawiły, że na pewno tutaj wrócimy. Podczas jednodniowej wizyty nie zobaczyliśmy wszystkiego, a historia miasta zachęciła nas do dalszych poszukiwań w przyszłości.

Gdzie dobrze zjeść w Suwałkach?

Kilka lat wcześniej mieliśmy okazję zasmakować kuchni tatarskiej w Kruszynianach. Kiedy tylko zobaczyliśmy, że w Suwałkach jest restauracja tatarska U Alika postanowiliśmy powrócić wspomnieniami do tych niezapomnianych smaków. Jednak, aby dostać się do restauracji musieliśmy odczekać 40 min w kolejce. Restauracja jest nie duża, a chętnych wielu. Można zarezerwować sobie miejsce wcześniej. Warto jednak było poczekać, bo jedzenie jest wyśmienite. Menu dostępne jest na stronie: https://kuchniaualika.pl/menu-2/

W kuchni tatarskiej dominuje mięso takie, jak jagnięcina, baranina czy wołowina. Bardzo popularne są także produkty mączne- pierogi nadziewane mięsem i warzywami czy podpłomyki. Dania te smakują wyśmienicie dzięki specjalnym kompozycjom przypraw. My uwielbiamy kuchnię tatarską.

Łazienki Królewskie

Łazienki Królewskie to przepiękny kompleks pałacowo- parkowy. XVIII- wieczny park zachwyca o każdej porze roku. Kilka lat temu miałam okazję zwiedzić park zimą, a teraz całą rodzinką wybraliśmy się do niego latem i możecie wierzyć, albo nie, ale o każdej porze roku ma on swój urok. Na zwiedzanie warto zarezerwować sobie kilka godzin, bowiem na dość dużym terenie można zobaczyć Pałac  i Teatr na Wodzie, Biały Domek czy Pomnik Fryderyka Chopina. Można również wziąć koc i odpocząć sobie na trawie. Dla dzieci bieganie po trawie sprawiło dużo radości. Niemal godzinę ganialiśmy się po murawie i dla 2-latki i 5-latka była to jedna z większych atrakcji tego dnia.

Łazienki Królewskie- trochę historii

Powstanie Łazienek Królewskich wiąże się z XVII wiekiem, a za ich ojca założyciela uznaje się Stanisława Lubomirskiego. Jednak to król Stanisław August Poniatowski w XVIII wieku nadał kompleksowi obecny kształt, czyniąc z niego swoją letnią rezydencję. To za jego panowania wzniesiono Pałac na Wodzie, który możemy podziwiać aktualnie. W budynku mieści się muzeum, w którym można podziwiać przedmioty właśnie z tamtego okresu.

Część parkowa powstała w XVIII wieku i łączy elementy francuskie z angielskimi. Dorodne drzewa, piękne krzewy i kwitnące kwiaty przyciągają uwagę nawet najbardziej wybrednych turystów. Szacuje się, że wiosną zakwita tutaj około 100 tys. kwiatów. Jest to jedno z najczęściej wybieranych miejsc przez Warszawiaków na spacery i odpoczynek i przyznam szczerze, że wcale się nie dziwię. Miejsce jest magiczne.

Łazienki Królewskie- atrakcje dla dzieci

  • Rejs gondolą- rejs kosztuje 10 zł dla dorosłych i 7 zł dla dzieci. Trasa nie jest długa- cały rejs trwa około 20-25 minut, ale dla dzieci niewątpliwie jest to ciekawa atrakcja. My nie rezerwowaliśmy wcześniej miejsc na rejs, pomimo dość dużej liczby odwiedzających w dniu wizyty nie mieliśmy trudności z zakupieniem biletów
  • Spacer pomiędzy alejkami, można zabrać ze sobą rower lub hulajnogę, dzięki czemu wyprawa z dziećmi przybierze na atrakcyjności
  • Z każdego spaceru staramy się zrobić lekcję historii, muzyki, przyrody, a więc będąc w Łazienkach Królewskich opowiedzieliśmy Hubercikowi kim był Fryderyk Chopin, co to są koncerty chopinowskie itd.
  • Biwak na trawie- gra w piłkę, berek, gra w planszówkę na świeżym powietrzu w naszym przypadku sprawdziły się znakomicie

Informacje praktyczne:

  • Tuż przy wejściu do Łazienek Królewskich, od strony stadionu Legii i Polskiego Radia znajduje się bezpłatny parking. Byliśmy tutaj w lipcowe popołudnie i nie było problemów z zaparkowaniem samochodu.
  • Wejście na teren kompleksu jest bezpłatny (wyjątek stanowią obiekty muzealne)
  • Do Łazienek Królewskich można wejść trzema bramami: od ulicy Alei Ujazdowskich, Myśliwieckiej i Gagarina
  • Na terenie kompleksu znajduje się kawiarnia oraz punkt z lodami dla dzieci. Chociaż muszę przyznać, że w upalne niedzielne popołudnie kolejka za lodami była tak duża, że zrezygnowaliśmy z tej atrakcji

Centrum Nauki Kopernik

Jest to kolejne miejsce, w którym trzeba zarezerwować sobie sporo czasu. My byliśmy w nim ponad 4 godziny i Hubercik ze smutkiem opuszczał to miejsce. W pierwszej kolejności udaliśmy się na Wystawę Bzzz…Pomimo, że jest ona dedykowana dzieciom do lat 5, a Hubercik skończył już 5 lat, to na tej wystawie podobało mu się bardzo dużo rzeczy i była to część zdecydowanie najbardziej dopasowana do jego predyspozycji wiekowych. W ramach wystawy Bzzz…jest strefa wodnych zabaw, można doświadczyć różnych dźwięków, można zbudować drzewo czy sprawdzić jak działa zapora wodna. Największej radości dostarczyło Hubercikowi budowanie tamy i zabawa działkiem wodnym. Ciekawym doświadczeniem był także domek iluzji, w którym mały człowiek wydaje się dużym, a dorosła postać jaki się jako mała. W ramach dostępnych doświadczeń można się przekonać np. ile krwi przetacza serce dorosłego człowieka w czasie 1 minuty. Podczas zwiedzania można się natknąć i poleżeć na łożu Fakira (mina Hubercika była bezcenna, kiedy uniósł się na setkach gwoździ). Ciekawość naszego synka wzbudziły także wirujące i opadające płachty materiału (zdumiewający widok nawet dla dorosłego człowieka).

Po zwiedzeniu części wystawowej udaliśmy się na film o gwiazdach. Seans trwał około pół godziny i odbył się w specjalnej kopule imitującej niebo. Pierwsza część filmu była interaktywna – lektor zachęcał dzieci do „kolorowania” i poprawiania widocznego na obrazie rysunku. W drugiej części filmu bohaterowie znani z Ulicy Sezamkowej opowiadali o gwiazdach i gwiazdozbiorach.

CNK to nie muzeum. Tutaj najmłodsi mogą wszystkiego dotknąć, powąchać – jednym słowem w CNK zdobywa się wiedzę przez doświadczenie.

Informacje praktyczne:

  • Bilety najlepiej jest kupić przez Internet. Cennik dostępny jest na stronie: https://www.kopernik.org.pl/wizyta/ceny-biletow. Na stronie: https://www.kopernik.org.pl/wizyta/godziny-otwarcia znajdziecie dni i godziny otwarcia
  • Można również nabyć bilety na miejscu w kasie, ale dotyczy to tylko biletów nie wyprzedanych przez Internet. Zawsze jest więc ryzyko, że możemy nie dostać już wejściówki do Centrum. My kupowaliśmy bilety przez Internet z 3-dniowym wyprzedzeniem w lipcu i nie było problemu z ich dostępnością. Co więcej, mieliśmy całkiem spory wybór jeśli chodzi o godzinę wejścia.
  • Samochód można zaparkować na płatnym parkingu podziemnym oraz na parkingu przy CNK (wzdłuż ulicy), również płatnym
  • Do CNK można dotrzeć również II linią metra- wysiąść należy na stacji Centrum Nauki Kopernik
  • Na terenie CNK funkcjonuje Bistro, w którym można zjeść dania obiadowe. Na pierwszym piętrze znajduje się Kawiarenka, z widokiem na Wisłę
  • Na wystawę Bzzz warto zabrać ze sobą ubranie na zmianę dla malucha, ponieważ dobra zabawa w tej strefie oznacza pobrudzone i mokre ubranie
  • W CNK można skorzystać z szatni lub zostawić rzeczy w szafkach (depozyt za 2 zl)

Cerkiew Prawosławna św. Jana Klimaka oraz cmentarz prawosławny

Cerkiew została zbudowana na początku XX wieku. Za jej fundatora uznaje się ówczesnego arcybiskupa warszawskiego Hieronima. W czasie II wojny światowej świątynia została zniszczona. Odbudowano ją dopiero w 1964 roku. Cmentarz prawosławny znajdujący się tuż obok Cerkwi jest największą prawosławną metropolią w Polsce. Spoczywa na nim wiele ważnych osobistości m.in. rosyjscy pisarze przełomu XIX i XX wieku.

Spacer od Warszawskiej Syrenki do Barbakanu

Kolejny dzień w Warszawie rozpoczęliśmy od spaceru. Podjechaliśmy II linią metra do stacji Centrum Nauki Kopernika i poszliśmy zobaczyć Syrenkę Warszawską. Oczywiście Hubercik zadał nam wiele pytań związanych z Syrenką: „a dlaczego syrenka wygląda tak dziwnie”, „a dlaczego ma miecz i tarczę?” itp. Muszę przyznać, że spodziewaliśmy się tego typu pytań i dzień wcześniej wieczorem przeczytałam sobie legendę właśnie o warszawskiej syrence, bo szczegółów nie pamiętałam. Jeśli chcecie również przypomnieć sobie historię Warszawskiej Syrenki zapraszam na stronę: https://warsawtour.pl/legenda-o-warszawskiej-syrence/

Następnie jeszcze raz przeszliśmy koło Centrum Nauki Kopernika i podążyliśmy w stronę Pałacu Prezydenckiego. Po drodze zatrzymaliśmy się przy skwerze Adama Mickiewicza, objaśniając naszemu synkowi kim był ów wieszcz. Stojąc przy Pałacu przypomnieliśmy Hubercikowi kim jest prezydent, dlaczego mieszka w Pałacu, kto jest obecnym Prezydentem itp. Temat był „na czasie”, ponieważ niedawno odbywały się wybory prezydenckie, więc dla Hubercika było to tylko przypomnienie.

Następnie spod Pałacu Prezydenckiego udaliśmy się na Krakowskie Przedmieście. Tam weszliśmy na taras widokowy dzwonnicy kościoła św. Anny, skąd roztacza się przepiękny widok na Stare Miasto. Na wieżę prowadzi około 150 schodów. Bilet wstępu na taras kosztuje 10 zł dla osoby dorosłej i 7 zł dla dziecka. Godziny otwarcia tarasu dostępne są na stronie: http://taraswidokowy.pl/#tickets. Następnie udaliśmy się na stare miasto, mijając po drodze Kolumnę Zygmunta III Wazy, Zamek Królewski w Warszawie, Bazylikę Archikatedralną, Rynek Starego Miasta, Pomnik Małego Powstańca, a następnie doszliśmy do Barbakanu. Po drodze zjedliśmy obiad, usiedliśmy w kawiarni na kawę i lody i w zasadzie spacer zajął nam większa część dnia. Po tak wyczerpującym spacerze wróciliśmy do domu na odpoczynek.

Pałac w Wilanowie

Pałac w Wilanowie został wzniesiony w XVII wieku z inicjatywy króla Jana III Sobieskiego i stał się jego letnią rezydencją. Rozbudowa pałacu trwała właściwie do śmierci króla i łączyła w sobie zarówno elementy francuskiej, jak i włoskiej architektury. Według koncepcji Jana III Sobieskiego Pałac miał składać się z budynku głównego i skrzydeł bocznych. Jednak za życia monarchy nie udało się zrealizować tej wizji władcy. Koncepcję Jana III realizowała jednak Elżbieta Sieniawska, która nabyła rezydencję po śmierci monarchy. Po śmierci Jana III pałac wielokrotnie zmieniał swoich właścicieli. Każdy z nich wniósł coś nowego do rezydencji. Wspomniana Elżbieta Sieniawska dokończyła dzieło twórcy pałacu, zlecając dobudowanie skrzydeł bocznych. August II Mocny, który przejął rezydencję w 1730 roku, skoncentrował się przede wszystkim na zmianie wystroju wnętrz. Izabela Lubomirska, która zarządzała dworkiem w połowie XVIII wieku, przyczyniła się do rozbudowy jego południowego skrzydła, jak również za jej rządów Wilanów tętnił życiem towarzyskim i kulturalnym.  Stanisław Kostka Potocki, kolejny właściciel pałacu, dobudował neogotycki obiekt, w którym założył pierwsze w Polsce ogólnodostępne muzeum.

Pałac pozostawał w rękach prywatnych do końca II wojny światowej, po czym został przejęty przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. Dla odwiedzających obiekt został jednak udostępniony dopiero w 1962 roku, po licznych pracach konserwatorskich. Od 1995 roku Pałac jest zarządzany przez Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.

Pałac w Wilanowie nie uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej i zachwyca swoim pięknem. Ma w całości charakter barokowy. Z przodu budynku wita nas napis Quod vetus urbs coluit, nunc nova villa tenet („Co starodawne miasto Rzym czciło, teraz nowa willa posiada”). Budynek zdobią liczne posągi i płaskorzeźby.

Tuż przy pałacu znajduje się kompleks parkowy, który jest prawdziwą perełką. W kompleksie tym można wyodrębnić kilka stref:

  • Gaj Akademosa- to tutaj można znaleźć pomnik Jana Kochanowskiego czy Franciszka Karpińskiego
  • Oranżerię
  • Barokowy ogród włoski, w którym znajdują się liczne rzeźby. Ta część ogrodu łączy się z pałacowym tarasem, gdzie podziwiać można powojenną fontannę
  • Park angielski, rozciągający się wzdłuż Jeziora Wilanowskiego. Można w nim znaleźć pompownię z XIX wieku (z niej pompowano wodę do fontann na terenie kompleksu), chińską altankę (miejsce spotkań) oraz mostek rzymski. Zobaczyć tutaj także można Pomnik Bitwy Raszyńskiej.

  • Park angielsko- chiński- tutaj można znaleźć obelisk z urną ku czci Ignacego Potockiego czy sarkofag Stanisława Kostki Potockiego.

Informacje praktyczne:

  • Na zwiedzanie pałacu i parku z dziećmi należy zarezerwować sobie kilka godzin
  • Przed pałacem znajduje się bezpłatny parking. My przyjechaliśmy tutaj około godziny 10 i nie mieliśmy problemu ze znalezieniem miejsca parkingowego.
  • Tuż przy parkingu znajduje się kilka restauracji i kawiarenek
  • Na terenie przypałacowego parku znajduje się kilka mobilnych kafejek, w których można napić się dobrej kawy
  • Zarówno zwiedzanie pałacu, jak i parku przypałacowego jest płatne. Cennik dostępny jest na stronie: https://www.wilanow-palac.pl/ceny_biletow.html. W czwartki zwiedzanie pałacu i parku jest bezpłatne. Należy tylko pobrać w kasie głównej wejściówki (ponieważ liczba zwiedzających o konkretnej godzinie jest limitowana)
  • Na stronie: https://www.wilanow-palac.pl/godziny_otwarcia_1.html dostępne są godziny otwarcia

Ogród Saski

Ogród Saski został otwarty dla zwiedzających w 1727 roku (wcześniej był ogrodem królewskim) przez króla Augusta II Mocnego. Był to pierwszy publiczny park w Polsce, a jeden z pierwszych w Europie. W XIX wieku powstał staw i wodozbiór według projektu Henryka Marconiego. Park pierwotnie był znacznie większych rozmiarów. Po II wojnie światowej jego powierzchnię znacznie zmniejszono.

Park obecnie stanowi piękny zielony teren w centrum Warszawy. Można tutaj zobaczyć 21 barokowych rzeźb z piaskowca, pochodzących z XVIII wieku oraz okazałą Fontannę Wielką zaprojektowaną również przez Henryka Marconiego. Niedaleko fontanny znajduje się plac zabaw. W parku odnaleźć można także okazałe drzewa, z których najstarsze mają ponad 250 lat.

Ogród Saski stanowił dla nas punkt początkowy w drodze na Plac Józefa Piłsudskiego, a następnie na Stare Miasto. Nie jest on zbyt dużych rozmiarów, ale ma swój urok. Dla dzieci niewątpliwą atrakcją była fontanna i plac zabaw

Taras widokowy na 30 piętrze Pałacu Kultury i Nauki

Na taras wjeżdża się windą. Z Tarasu rozpościera się przepiękny widok na Warszawę. Godziny otwarcia i cennik dostępne są na stronie: http://pkin.pl/strefa-turysty-taras-widokowy. Bilety można kupić zarówno online, jak i w kasie wewnątrz Pałacu. Przy wejściu na taras znajduje się kawiarnia, w której można delektować się pyszną kawą z widokiem na miasto.

Pole Mokotowskie

Pole Mokotowskie to ogromny kompleks parkowy usytuowany na obszarze trzech dzielnic: Śródmieścia, Mokotowa i Ochoty. W XIX wieku na terenie parku znajdował się poligon wojskowy. Nieco później znajdowało się tutaj lotnisko i tor wyścigów konnych. To w tym parku w 1935 roku miały miejsce uroczystości pogrzebowe marszałka Józefa Piłsudskiego.

Obecnie ten park z bogatą historią oferuje wiele atrakcji. Dzieci mogą pobawić się na dwóch placach zabaw. My mieliśmy okazję być na tym, który znajduje się przy wejściu od ulicy Batorego. Jest to plac zabaw ze słynnym samolotem, który dzieci uwielbiają. Plac znajduje się w samym słońcu więc w upalne dni trudno tutaj znaleźć odrobinę cienia.

Tuż przy placu zabaw znajduje się wypożyczalnia rowerów miejskich. Hubercik miał ogromną frajdę zwiedzając park na rowerze.

Na Polu Mokotowskim można urządzić biwak, napić się dobrej kawy z mobilnej kafejki czy pospacerować. Spędziliśmy tutaj bardzo miłe popołudnie, zakończone kolacją w amerykańskiej restauracji Jeffs: http://jeffs.com/. Jedzenie było wyśmienite, a dodatkowo restauracja posiada mały plac zabaw na zewnątrz  dla najmłodszych, więc mogliśmy spokojnie delektować się posiłkiem, podczas gdy nasze dzieci bawiły się na placu zabaw.

Park Edwarda Szymańskiego

Edward Szymański był poetą robotniczym, mieszkającym na Woli. Ku jego pamięci w tej części Warszawy powstał przepiękny park o powierzchni 27 ha. Można tutaj znaleźć siłownię, fontannę, oczka wodne oraz plac zabaw. Oczywiście nie mogło zabraknąć w tym miejscu popiersia samego patrona - Edwarda Szymańskiego.

Park Sowińskiego

Po przeciwnej strony Parku Edwarda Szymańskiego znajduje się Park Sowińskiego, który powstał w latach 1936-1937. W czasie II wojny został niemal całkowicie zniszczony. Odrestaurowany został dopiero w latach 60. XX wieku.

Na głównej alei parku znaleźć można pomnik generała Józefa Sowińskiego. Drzewostan parku liczy od 30 do 100 lat. W parku znajduje się także amfiteatr, w którym organizowane są imprezy rozrywkowo- kulturalne.

W parku znajduje się plac zabaw oraz miejsce do gry w koszykówkę.

Gdzie nocujemy w Warszawie?

My każdorazowo wybierając się do Warszawy rezerwujemy miejsce w apartamentach. Są one niedrogie (około 170 zł- 200 zł za całą rodzinę za dobę), komfortowe, położone w dogodnych lokalizacjach. Ofert apartamentów na stronach internetowych jest wiele. Nam jak dotąd najbardziej do gustu przypadły apartamenty Newburg https://www.newburg.eu/ przy ul. Wolskiej.

W pobliżu apartamentów znajduje się stacja metra, przystanek tramwajowy i autobusowy, restauracje z pysznym jedzeniem oraz Instytut Matki i Dziecka, do którego jeździmy.

Do Bielawy wybraliśmy się przede wszystkim, aby wejść na Górę Parkową. W związku z tym, że Góra jest niewielkich rozmiarów i spacer nie zajął nam zbyt długo pojechaliśmy nad Jezioro Bielawskie. Miejsce to jest fenomenalne z kilku względów.

  • Z jednej strony mamy tutaj kąpielisko, a z drugiej piękne widoki górskie.
  • Można skorzystać z piaszczystej plaży

  • Po drugiej strony plaży jest wysepka, na którą prowadzi molo, z wiatami piknikowymi

  • Można tutaj wypożyczyć sprzęt wodny (kajaki, rowerki wodne)- wypożyczalnia znajduje się od strony plaży
  • Po drodze na wysepkę znajduje się plac zabaw oraz food tracki z jedzeniem
  • Obok jeziora znajduje się basen z wodnym placem zabaw
  • Tuż przy placu zabaw znajduje się siłownia na świeżym powietrzu

Z tego względu, że na plaży było dość tłoczno (a w dobie pandemii unikamy jednak większych skupisk ludzi), udaliśmy się na wysepkę. Bez problemu znaleźliśmy tutaj wolną wiatę grillową. Od strony wyspy znaleźć można łagodne zejścia do wody w sam raz dla rodzin z dziećmi. Co więcej, na wyspie znaleźć można zacienione miejsce, których brak jest na plaży.

Informacje praktyczne:

  • Przy kąpielisku znajduje się bezpłatny parking
  • Wstęp na plażę i wyspę jest bezpłatny
  • Trudno znaleźć tutaj zacienione miejsca. Jedynie na wysepce można schronić się w cieniu drzew lub pod wiatą. Na plaży czy na placu zabaw nie ma takich miejsc.

Jezioro Bielawskie stanowi bardzo fajne miejsce na letni wypad nad wodę. Znajduje się zaledwie 55 km od Wrocławia, a w jednym miejscu znaleźć można bardzo dużo atrakcji dla osób w każdym wieku.

Góra Parkowa w Bielawie to w zasadzie niewielkie wzniesienie (455 m n.p.m), ale warto tutaj się wybrać po pierwsze dlatego, że jest to idealna górka na spacer z małymi dziećmi. Po drugie, na szczycie znajduje się wieża widokowa skąd można podziwiać piękne widoki. A po trzecie, u podnóża góry można zrobić sobie biwak (jest miejsce na ognisko, ławy i stoły drewniane, przy których można usiąść)

Do Bielawy przyjechaliśmy dlatego, że miejsce to darzę sentymentem. Tutaj urodził się mój tato i jako dziecko przyjeżdżaliśmy tutaj często na wakacje. Jednak po raz ostatni byłam tutaj ponad 20 lat temu i od tego czasu wiele się zmieniło…

Góra Parkowa – trochę historii

Na szczycie góry można wejść na stalową wieżę widokową, która została oddana do użytku w 1925 roku. Wcześniej stały tutaj dwie wieże drewniane, które zostały zastąpione właśnie stalową konstrukcją. Wieża była kilkakrotnie remontowana. Ostatni raz w 1998 roku.

W kronikach miasta można znaleźć informację, że na szczycie góry dawniej mieściło się schronisko młodzieżowe i restauracja. Dzisiaj można tutaj tylko wejść na wieżę widokową oraz pobiwakować na łonie natury.

Góra Parkowa nazywana jest również Górą Krasnoludków. Według legendy bowiem na górze w grotach  mieszkały właśnie Krasnoludki, strzegące skarbów. Krasnoludki te stroniły od ludzi- można je było spotkać tylko raz na 100 lat w noc świętojańską. Jednak wraz z dynamicznym rozwojem Bielawy Krasnoludki wyniosły się z tego miejsca, szukając bardziej spokojnego schronienia.

Sudecki Włóczykij

Góra Parkowa jest jednym ze szczytów wchodzących w skład Sudeckiego Włóczykija. Sudecki Włóczykij to regionalna odznaka turystyki kwalifikowanej, mająca na celu zachęcanie do eksplorowania Sudetów. Aby otrzymać odznakę należy zdobyć 100 szczytów ujętych w wykazie, wybranych pod względem walorów przyrodniczych, historycznych, krajoznawczych, geologicznych i widokowych.

Informacje praktyczne

  • Samochód warto zaparkować na niewielkim parkingu u podnóża góry, tuż przy ogródkach działkowych
  • Trasę spokojnie można przejechać wózkiem niemowlęcym
  • Zwiedzanie Góry nie zajmie nam zbyt dużo czasu, więc warto połączyć wejście na Górę z innymi atrakcjami np. kąpielą w Jeziorze Bielawskim

Zaledwie 46 km od granicy polsko-litewskiej znajduje się przepiękne miasteczko Druskienniki. Słyszałam o nim kilkakrotnie, będąc więc w Augustowie (Druskienniki położone są około 100 km od Augustowa) nie mogliśmy tak nie pojechać.

Druskienniki- historia

Druskienniki to największe uzdrowisko na Litwie i jedno z większych w Europie Środkowo-Wschodniej. Już w Krzyżackich Kronikach można spotkać pierwsze wzmianki o tej miejscowości. Początkowo nazywała się Salzeniki (od niem słowa „Salz”- sól). Dzisiejsza nazwa Druskienniki pochodzi od słowa „druska”, oznaczającego również sól. I to właśnie sól przyczyniła się do rozwoju miasteczka jako uzdrowiska. W XVIII wieku bowiem Wielki Książę Litewski i Król Polski Stanisław August po utracie kopalni soli w Koronie nakazał przebadanie wszystkich solanek na terytorium Rzeczpospolitej Obojga Narodów. W wyniku przeprowadzonych analiz okazało się, że skład soli w Druskiennikach przypomina lecznicze wody mineralne w Europie i w związku z tym nadano Druskiennikom status uzdrowiska.

Do rozwoju uzdrowiska przyczynił się jednak Ignacy Fonberg, profesor chemii Uniwersytetu Wileńskiego. To właśnie Fonberg zwrócił uwagę na właściwości terapeutyczne druskiennickich źródeł. W okresie międzywojennym miejscowość jeszcze bardziej zyskała na popularności, dzięki wizytom marszałka Józefa Piłsudskiego w tym miejscu oraz działalności lekarki Eugenii Lewickiej (swoją drogą marszałek darzył ją szczerym uczuciem), która rozpowszechniła metodę leczenia słońcem i wysiłkiem fizycznym. Była to jak na owe czasy bardzo innowacyjna metoda leczenia, która przynosiła efekty i tym samym przyciągała rzesze odwiedzających. W XIX wieku zostały wytyczone w Druskiennikach alejki i obsadzono je drzewami, wytyczono plac kościelny i cerkiewny, zbudowano bulwar nad Niemnem.

XX wiek niestety nie był łaskawy dla tej miejscowości. Druskienniki nawiedziły liczne pożary, w wyniku których infrastrukturę sanatoryjną wywieziono do Rosji. Po pierwszej wojnie światowej Druskienniki znalazły się po stronie polskiej i wówczas przystąpiono do odbudowy zniszczonej miejscowości.

II wojna światowa wprowadziła znowu liczne zawirowania do historii Druskiennik, które przejęte zostały przez Niemców. Miasteczko nie zostało zniszczone, ale jego mieszkańcy zostali wypędzeni ze swoich domów i eksterminowani. Po wojnie przesiedlono z jego terytorium Polaków, a na teren Druskiennik sprowadzono z Syberii Litwinów oraz Białorusinów.

Rozpad Związku Radzieckiego przyczynił się do tego, że Druskienniki znalazły się w granicach państwa litewskiego.

Czym Druskienniki obecnie przyciągają turystów?

Druskienniki to przede wszystkim przepięknie usytuowana miejscowość nad Niemnem. Wystarczy przybyć tutaj na chwilę, aby zakochać się w tym miasteczku. Tutaj czas jakby zatrzymywał się w miejscu. Można godzinami spacerować i delektować się fascynującą przyrodą. My byliśmy w Druskiennikach w lipcu 2020. Nie wiem czy to kwestia pandemii koronawirusa czy taka jest specyfika miasteczka, ale kiedy u nas jest szczyt sezonu turystycznego, tutaj panowała względna cisza i spokój.

Druskienniki to miejscowość uzdrowiskowa. Zgodnie z prawem państwa litewskiego każdy podmiot sanatoryjny jest zobowiązany do świadczenia usług medycznych. W rezultacie w miasteczku działa 9 ośrodków sanatoryjnych, które oferują szeroki zakres usług medycznych: balneoterapię, muzykoterapię, fizykoterapię, kinezyterapię oraz psychoterapię.

Poza właściwościami leczniczymi tego miejsca Druskienniki oferują mnóstwo atrakcji dla rodzin z dziećmi i nie tylko.

Aquapark (adres: Vilniaus al. 13 – 1, LT-66119 Druskininkai)

 

Jest to największy aquapark w północno-wschodniej Europie. Już sam budynek Aquaparku przyciąga uwagę. Z lotu ptaka przypomina kształtem koniczynę. Składa się z trzech części: basenowej, strefy łaźni oraz hotelu, restauracji i spa. My korzystaliśmy ze strefy basenowej, przede wszystkim z tej przeznaczonej dla najmłodszych. Muszę przyznać byłam już w wielu Aquaparkach, ale ten zrobił na mnie gigantyczne wrażenie. Liczne zjeżdżalnie, jaskinie, plaża, palmy, małpi most a nawet sauna dla dzieci pochłonęły moje dzieci na długie godziny.

Informacje praktyczne:

  • Samochód można zaparkować na parkingu przy Aquaparku. Parking jest płatny. Za 3,5 godziny zapłaciliśmy 8 euro. Po wyjeździe z Aquaparku dostrzegliśmy jednak, że po drugiej stronie ulicy jest parking – płatny 2 euro za cały dzień. Nie mówiąc, że po opuszczeniu Aquaparku udaliśmy się w kierunku Muzeum Miejskiego w Druskiennikach i tuż przy Muzeum znaleźliśmy bezpłatny parking

  • Godziny otwarcia parku dostępne są na stronie: https://www.akvapark.lt/pl/godziny-pracy-bilety-rezerwacja/
  • Aktualne ceny znajdziesz na stronie: https://www.akvapark.lt/pl/park-wodny/bilety-i-ceny/ceny-i-rabaty/
  • Za bilety można zapłacić zarówno kartą, jak i gotówką. W zasadzie na Litwie nie ma problemu z płatnościami kartą. Jednakże zawsze warto mieć trochę gotówki, chociażby, aby kupić jakąś pamiątkę czy zjeść loda w Parku Zdrojowym. Kantory znajdują się zaraz po przekroczeniu granicy polsko- litewskiej.
  • Przy Aquaparku znajduje się restauracja, którą gorąco polecam. Jedzenie w niej było przepyszne. Dzieci zażyczyły sobie pizzę i była to prawdziwa włoska pizza, rewelacyjna. Dla Kajci wzięłam zupę azjatycką, która również była obłędna. Ceny również bardzo przystępne. Za dużą pizzę, zupę, 2 kawy latte i sok zapłaciliśmy 17 euro.
  • W Druskiennikach jest jeszcze mniejszy Aquapark przy Hotelu Grand Spa Lietuva. Ten jest mniej komercyjny. Niestety nie mieliśmy okazji z niego skorzystać, więc nie będę też o nim za wiele pisać.

Kolejka linowa (adres: Vilniaus al. 13, Druskienniki LT- 66119)

Tuż obok Aquaparku znajduje się kolejka gondolowa. Przejażdżka nią trwa 7,5 minuty w jedną stronę, ale wrażenia są niezapomniane. To właśnie z kolejki można podziwiać w dole Niemien i otaczające lasy iglaste. Kolejką można dotrzeć do Stoku Narciarskiego Snow Arena. W sezonie letnim funkcjonuje tutaj tor kartingowy i park linowy. Cennik dostępny jest na stronie: http://www.lynukelias.lt/pl/

Dom do góry nogami

Znajduje się przy głównym deptaku w Druskiennikach. Domek jest mały, ale stanowi ciekawą atrakcję dla dzieci. Hubercik był zachwycony perspektywą patrzenia na świat do góry nogami. Bilet kosztuje 3 euro dla dorosłych i 2 euro dla dzieci. Obok domku jest plac zabaw, więc podczas gdy Hubercik zwiedzał budynek, Kajcia bawiła się na placu zabaw.

Po drugiej stronie domku do góry nogami znajduje się Park Zdrojowy z grającą fontanną. Zarówno Kajci, jak i Hubercikowi podobał się efekt grającej fontanny. Co więcej, obok fontanny znajduje się wodna kula, w której dzieci chlapały się przez dobre pół godziny i nie miały ochoty odchodzić z tego miejsca

Źródło piękności

Legenda mówi, że przemycie wodą ze źródełka dowolnej części ciała powoduje, że staje się ona jeszcze piękniejsza. Podczas spaceru po Druskiennikach na pewno warto tutaj zajrzeć. Nawet jeśli nie wierzymy miejscowym legendom, warto zobaczyć jego piękne usytuowanie nad Niemnem. Źródło piękności jest najbardziej słonym źródłem w całych Druskiennikach, a woda z niego znajduje zastosowanie w kąpielach mineralnych

Niebieska Cerkiew

Jest to Cerkiew Prawosławna zbudowana w XIX wieku. W związku z przybywającymi tutaj w tym okresie rzeszami kuracjuszy z Rosji, Gubernator Grodna nakazał zbudowanie świątyni wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom religijnym

Jezioro Druskonis

Będąc w Druskiennikach warto przespacerować się ścieżką wzdłuż jeziora. Ścieżka liczy około 2 km. Można tutaj wypożyczyć rowerki wodne i dopłynąć do fontanny znajdującej się na środku jeziora. Nad jeziorem znajduje się również park dmuchańców dla dzieci. Z tego względu, że wybraliśmy się do Druskiennik na jednodniową wycieczkę, ominęliśmy park szerokim łukiem, aby nie wzbudzić negatywnych emocji wśród naszych dzieci, że do niego się nie wybieramy.

Jak zwiedzać Druskienniki? Nasz plan wycieczki

Druskienniki oferują mnóstwo atrakcji. My długo zastanawialiśmy się, co chcemy zobaczyć w jeden dzień, aby nie zamęczyć dzieci i aby czerpać radość z bycia w takim pięknym miejscu. Ostatecznie nasz plan wycieczki wyglądał następująco:

  • Aquapark (przy Aquaparku zaparkowaliśmy samochód)
  • Kolejka gondolowa
  • Następnie przeparkowaliśmy samochód pod Muzeum Miejskie i przeszliśmy się wokół Jeziora Druskonis
  • Później ruszyliśmy deptakiem w stronę Parku Zdrojowego (trzeba przy Muzeum Miejskim przejść na drugą stronę ulicy). Po drodze zahaczyliśmy o Dom do góry nogami
  • W Parku Zdrojowym spędziliśmy dłuższą chwilę nie tylko ze względu na fontannę, ale także w samym środku Parku znajduje się restauracja z widokiem na Niemen z bardzo dobrą kawą i przepysznym jedzeniem. W Parku znajduje się także pijalnia wód mineralnych (muszę jednak przyznać, że smak wód nie powalił nad na kolana) oraz Źródło Piękności
  • Przy Parku Zdrojowym znajdują się również stoiska handlowe, na których można nabyć pamiątki z Litwy, a za kramikami znajduje się Niebieska Cerkiew

Druskienniki nas zachwyciły przede wszystkim ze względu na przyrodę. Czytając nad Niemnem jako nastolatkę denerwowały mnie rozwlekłe opisy przyrody. Będąc w Druskiennikach zrozumiałam, że Niemen może zachwycić, dlatego wróciłam z postanowieniem, że sięgnę po powieść Elizy Orzeszkowej ponownie, tym razem wnikliwie koncentrując się właśnie na tych opisach.

Podczas naszego ostatniego wyjazdu zarezerwowaliśmy nocleg przez booking.com. Właściciel zarezerwowanego obiektu oszukał nas. Ale najsmutniejsze w tej historii  jest to, że booking.com (firma działająca niemal na całym świecie) nie była w stanie nam pomóc. I to właśnie na niej zawiodłam się najbardziej. Ale zaczynając od początku.

Zarezerwowałam przez booking.com apartament w centrum Ostrawy w dniach 19-21.06.2020. Po dokonaniu rezerwacji właściciel skontaktował się ze mną, aby dokonać płatności przez Western Union w opcji gotówka (wówczas tego samego dnia może odebrać pieniądze w placówce Western Union). To był czwartek 18.06, więc zapytałam go, czy nie lepiej jak jutro mu zapłacimy osobiście, tym bardziej, że na stronie booking.com jest informacja, że mogę dokonać zapłaty za obiekt po przyjeździe do apartamentu. Pan jednak nie wyraził na to zgody i tutaj po raz pierwszy zapaliła mi się czerwona lampka. Zadzwoniłam na booking.com z pytaniem czy rzeczywiście muszę dokonywać płatności przez Western Union, skoro w ofercie jest informacja, że można zapłacić w obiekcie. Pani na infolinii odpowiedziała mi, że w związku z tym, że jest to oferta bezzwrotna muszę dokonać płatności przed przyjazdem i jak właściciel życzy sobie przez Western Union, to tak powinnam zrobić. Dokonałam więc przelewu zgodnie z życzeniem właściciela. Podczas jednej z rozmów telefonicznych ustaliłam również z właścicielem, że przyjedziemy 19.06 najpóźniej do godziny 21:00, tym bardziej, że jedziemy z małymi dziećmi o starszą osobą, a warunki pogodowe nie są zbyt dobre (mimo, że zgodnie z ofertą na booking.com najpóźniej należało się zameldować do 20:00). Pan wyraził na to zgodę i dzień później wyruszyliśmy do Ostrawy.

Droga przebiegała bez zakłóceń, więc wiedzieliśmy, że będziemy w Ostrawie wcześniej – około godziny 19.10-19.20. Około godziny 18.40 napisałam do właściciela smsa, że będziemy za jakieś pół godziny na miejscu- właściciel nic nie odpisał. Po wjeździe do Ostrawy zadzwoniłam do Pana właściciela, niestety nie odbierał telefonu. Po przyjeździe na miejsce, zadzwoniłam po raz drugi – znowu cisza. Jednak założyłam, że może jest zajęty i przyjedzie bliżej godziny 21:00. Jednakże dziwne było to, że cały obiekt jest zamknięty, a domofony nie działały. Obiekt sprawiał wrażenie zapuszczonego i dawno nie używanego. Zdjęcia na booking.com odbiegały od rzeczywistości. Pojechaliśmy więc do sklepu zrobić zakupy i ponownie wróciliśmy pod apartament około 20:30. Próbowałam ponownie skontaktować się z właścicielem, ale bezskutecznie. I tutaj już zaczęłam się niepokoić, że jednak zostaliśmy oszukani. Około 20.45 zadzwoniłam więc na booking.com z zapytaniem co mamy zrobić w sytuacji kiedy właściciel jest nieobecny w apartamencie i nie odbiera telefonu/nie odpowiada na smsy. Pani na infolinii odpowiedziała mi, że jedyne co może zrobić to zadzwonić do właściciela, co też uczyniła. Pan właściciel jednak od niej również nie odebrał telefonu, więc Pani poinformowała mnie, że wyśle do niego maila.

Poprosiłam ją o znalezienie nam noclegu, jednak odmówiła, ponieważ jak stwierdziła dzwonię do niej o 20.45, a najpóźniej zameldować się powinnam o 20:00, a fakt, że umawiałam się z Panem telefonicznie, że przyjedziemy maksymalnie do 21:00 jeszcze bardziej zadziałało na moją niekorzyść, ponieważ w systemie booking.com  nie ma odnotowanej takiej informacji. Moje tłumaczenia, że pomimo, że tak się umówiliśmy to przyjechaliśmy przed czasem (o 19.20) nie przekonywały Pani. Na wysłaniu maila do właściciela pomoc booking.com się zakończyła.

 Po skończonej rozmowie z infolinią booking.com, zobaczyliśmy Pana chodzącego po podwórku wokół apartamentu. Weszłam więc na podwórko i zapytałam o właściciela-pana Lukasa. Pan najpierw twierdził, że mnie nie rozumie ani po angielsku, ani po polsku (nie był to rodowity Czech, narodowości nie chcę tu sugerować, żeby nikt mnie nie posądził mnie o dyskryminację), ale jak powiedziałam mu, że jadę na policję, to nagle zrozumiał i kazał mi chwilę zaczekać. Wszedł do budynku i przez przeszklony budynek widziałam jak z kimś dość żywo dyskutuje, co chwila wskazując ręką w naszą stronę. Po kilku minutach ów Pan zszedł do nas i przekazał nam swój telefon. W telefonie jakiś mężczyzna przedstawił się jako szef Pana Lukasa  i zaoferował nocleg. Zapytał tylko na ile osób potrzebujemy apartament i czy ja już zapłaciłam Panu Lukasowi pieniądze. Poprosił grzecznie, abyśmy poczekali kilka minut i on zaraz przyjedzie. Powiem szczerze, coraz mniej mi się to wszystko podobało. Trącało to jakimiś mafijnymi klimatami.

Naradzając się z Grzesiem co robimy, nagle z budynku wybiegł Pan Lukas, który okazało się, że cały czas był w obiekcie i z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczam, że nie wyszedłby do nas, gdyby nie ten mężczyzna spotkany w podwórku, który prawdopodobnie zlitował się widząc nas z dwójką małych dzieci i poszedł wymusić na Panu Lukasie jakąś reakcję, a w sytuacji jej braku zadzwonił do kogoś trzeciego (rzekomego szefa Pana Lukasa). Właściciel, kiedy już do nas zszedł zaczął mówić trochę po czesku, trochę po polsku, trochę po angielsku, żebyśmy nie nocowali u tego tajemniczego Pana, z którym rozmawiałam przez telefon(niestety nie zrozumiałam dlaczego). Jednocześnie poinformował nas, że nie ma dla nas noclegu.  Przyznam szczerze, że tutaj już mnie poniosło i rzuciłam kilka ostrzejszych zdań oraz poinformowałam, że jadę na policję. Wtedy wyciągnął portfel i oddał nam pieniądze (dał nam nawet 20 euro więcej), po czym kilka razy uslyszałam „I am sorry”. Cóż mi było jednak po jego „I am sorry” kiedy zostaliśmy o 21:00 bez noclegu z dwójką małych dzieci i 93-letnią babcią, która rano miała mieć operację na zaćmę. Kajcia zaczęła krzyczeć ze zmęczenia, bo zazwyczaj zasypia o 19:00. Babcia się zdenerwowała tak, że jeszcze na drugi dzień miała podwyższone ciśnienie i przed zabiegiem lekarz musiał jej podać lekarstwo na zbicie ciśnienia. Zadzwoniłam więc na booking.com po raz drugi z prośbą o zarezerwowanie jakiegokolwiek noclegu już na nasz koszt (tym bardziej, że na stronie booking.com pojawiała mi się możliwość rezerwacji od dnia następnego). Po raz kolejny usłyszałam odmowę. Pani podała mi tylko nazwy kilku hoteli, gdzie mogę zadzwonić i sprawdzić czy mają jakieś wolne miejsca. Znalezienie miejsca wolnego w Ostrawie o takiej porze nie było łatwe, więc zdecydowaliśmy się przejechać na stronę polską i znaleźliśmy nocleg w Rybniku.

Na drugi dzień zadzwoniłam po raz kolejny na booking.com z zapytaniem co zamierzają zrobić z moją reklamacją i w jaki sposób zapobiec dalszemu oszukiwaniu ludzi przez tego Pana? Usłyszałam, że Pani przyjmie moją opinię i jak uzbiera się kilka negatywnych opinii booking.com rozważy zakończenie współpracy z Panem. Czyli wniosek jest taki, że Pan Lukas może dalej oszukać jeszcze kilka osób, zanim ktoś wyciągnie z tego konsekwencje. Poza tym Pani na infolinii poinformowała mnie, że Pan Lukas napisał do nich maila, że nie mógł nas przenocować, bo
„miał problemy”. Jak zapytałam o jakie problemy chodzi?, dlaczego wcześniej o tym nie poinformował?, dlaczego zareagował dopiero na informację, że idziemy na policję i jak chciał nas przejąć jego rzekomy „szef”? Pani nic nie odpowiedziała. Tak więc międzynarodowa  firma, jaką jest booking.com przyzwala na tego typu praktyki, tłumacząc, się, że nie jest w stanie zweryfikować każdego obiektu, z którym współpracują. Dlaczego tylko nie reagują na negatywne opinie ze strony klientów? Tym bardziej, że sprawdziłam przed chwilą i pojawiła się druga negatywna opinia ze strony klienta. Ale dwie negatywne opinie jak widać to jeszcze za mało, aby podjąć jakiekolwiek kroki.

Oczywiście nie zostawiłam tego tematu w spokoju. Złożyłam skargę za pośrednictwem europejskiej platformy rozstrzygania sporów: https://ec.europa.eu/consumers/odr/main/index.cfm?event=main.home2.show&lng=PL. Jaki będzie efekt moich działań nie wiem, ale mam nadzieję, że przyczynię się do tego, aby ów Pan nie oszukał już więcej innych.