Przeskocz do treści

W miejscowości Blansko mieliśmy nocleg. Przed wyjazdem na jakimś blogu przeczytałam, że w tym miasteczku w zasadzie nie ma wiele do zobaczenia. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się zakwaterować własnie tutaj, bo Blansko stanowi doskonały punkt wypadowy  w wiele innych miejsc (jaskinie Morawskiego Krasu, Brno, Boskovice itd.). Kiedy pojechaliśmy pierwszego dnia po przyjeździe na Morawy zobaczyć to miasteczko, okazało się, że nie warto czasem sugerować się opiniami innych. Miejscowość okazała się bardzo ładna. A co więcej, warto poświęcić jeden dzień na jej zwiedzenie, bo jest kilka punktów wartych zobaczenia.

Renesansowy zamek

Zamek powstał na miejscu pierwotnego gotyckiego dworu, o którym wspominają źródła z XIV wieku. Budynek ma czteroskrzydłowy układ z wewnętrznym prostokątnym dziedzińcem. Obiekt renesansowy charakter zyskał na początku XVII wieku.

W zamku znajduje się muzeum, które jako jedyne w Czechach specjalizuje się w historii hutnictwa od czasów prehistorycznych do współczesności. Chcieliśmy je zwiedzić, aczkolwiek w dniu, w którym zwiedzaliśmy miasteczko muzeum było zamknięte.

Zamek jest otwarty:

  • styczeń - marzec – od wtorku do piątku od 9.00 do 17.00
  • kwiecień - październik - codziennie oprócz poniedziałku od 9.00 do 17.00
  • listopad - grudzień od wtorek do piątku od 9.00 do 17.00

Wstęp jest płatny:  20 CZK (bilet ulgowy: 10 CZK, rodzinny: 40 CZK)

Zamek znajduje się w samym centrum miasteczka. Obiekt otoczony jest pięknym parkiem, w którym znajduje się mały plac zabaw oraz restauracja: http://www.sypkablansko.cz/en/restaurant/.

Drewniany kościółek

Obiekt zbudowany został w VII wieku na Rusi Karpackiej. W 1928 roku przeznaczono go jako eksponat na Wystawę Kultury Współczesnej w Brnie, a następnie został on przeniesiono do Blanska. Obecnie kościół należy do czeskich husytów i ewangelików.

Kościół św. Marcina

Jest to barokowy budynek z lat 1672-1691. Obiekt pierwotnie miał charakter romański, a dopiero później gotycki. W latach 1707-1708 kościół został odnowiony oraz zakupiono wówczas nową wieżę, oratorium i chór.

W kościele znajduje się dzwon, który nie wiadomo z którego pochodzi roku, ale datuje się jego powstanie na XIII wiek. Jest prawdopodobnie jednym z najstarszych na Morawach. W pobliżu kościoła stoi pomnik Karoliny Meineke, pierwszej żony króla Anglii, Wilhelma IV. W kościele św. Marcina dostępna jest wieża widokowa, z której można podziwiać całe miasto.

Centrum miasta

Warto zwiedzić plac Republiki, na którym znajduje się bank, budynek Urzędu Miasta, plac zabaw oraz fontanna.

Na placu Svobody znajduje się ratusz, park, fontanna i posągi źrebiąt (na pamiątkę budynków rolniczych, które kiedyś stały w tym miejscu) oraz pomnik poległych w I wojnie światowej.

Na placu Wankla znajdują się żeliwne posągi.

Ulica Rožmitálova została niedawno wyremontowana. Można podziwiać na niej piękne kamienice. Przy deptaku wyłączonym z ruchu znajdują się kawiarenki, w których można napić się dobrej kawy i zjeść przepyszne lody.

Niedaleko centrum znajduje się park u Zborováka, w którym znajduje się pomnik bitwy o Zborov.

W Blansko spędziliśmy bardzo fajny dzień. Hubercik kąpał się w fontannie, bawił się na placu zabaw, biegał po parku. Kajcia podziwiała miasteczko ze swojego pojazdu. Tak jej się spodobało, że z radości wyrzuciła swoją ulubioną przytulankę w bliżej nie określonym miejscu. Jej poszukiwania trwały do późnych godzin wieczornych, ale zakończyły się sukcesem. Będąc na Morawach warto wybrać się do Blansko. Mało znane...urokliwe…spokojne miasteczko…

Będąc na Morawach, wybraliśmy się także do Jaskini Balcarka. Jaskinia usytuowana jest na terenie rezerwatu przyrody Balcarova skála – Vintoky (około 3 km od przepaści Macocha, w miejscowości Ostrov). Została ona utworzona przez wodę w wapieniach, powstałych ze zdeponowanych skorup wapiennych zwierząt około 350-380 milionów lat temu. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu milionów lat woda z dwóch strumyków- Krasovsky i Lopac uformowały system jaskiń o długości około 1150 m i głębokości około 40 m. Jaskinia Balcarka mimo, że powstała w tak odległych czasach dokładnie zbadana i udostępniona dla turystów została w XX wieku. Przyczynił się do tego Josef Samalik, mieszkaniec Ostrova i członek parlamentu. W 2007-2009 jaskinia przeszła gruntowną rekonstrukcję, dzięki której udostępniono nową przestrzeń dla turystów, w tym podziemne muzeum.

Podczas wycieczki po jaskini podziwiać można liczne stalaktyty i stalagmity. Największe pomieszczenie zostało nazwane kopułą Focha, na cześć francuskiego marszałka z czasów I wojny światowej. Pomieszczenie ma 65 m długości, 10 m wysokości i 15 m szerokości. Podczas rekonstrukcji zamontowano tutaj światła LED, które podkreślają biały kolor nacieków.

W trakcie przejścia przez jaskinię mieliśmy okazję doświadczyć jaskiniowej akustyki. Muzyka rozbrzmiewająca z głośników zrobiła na nas ogromne wrażenie, ciarki przechodziły po plecach…To było niesamowite doznanie muzyczne.

Wycieczka kończy się zwiedzaniem niewielkiego muzeum, które dokumentuje prehistoryczne osadnictwo na terenie jaskini.

Informacje praktyczne:

  • Godziny otwarcia i cennik znajdziesz na stronie: http://www.cavemk.cz/jeskyne-balcarka/provozni-doba-a-ceny-vstupneho-jeskyne-balcarka.html. Do jaskini nie trzeba rezerwować wcześniej wstępu.
  • Do jaskini można wejść tylko z przewodnikiem
  • Za możliwość fotografowania musimy dodatkowo dopłacić 40
  • Wycieczka po jaskini trwa około 60 minut
  • Długość trasy wynosi 720 metrów
  • Temperatura w jaskini wynosi 7-9 st. C, a wilgotność powietrza sięga niemal 100%, dlatego należy ubrać się ciepło
  • Odradzam zwiedzanie jaskini z niemowlętami ze względu na niską temperaturę i dużą wilgotność powietrza, a także wąskie przejścia i korytarze

Będąc na Morawach nie można przejść obok jaskiń Morawskiego Krasu. Jaskinie Punkva (Punkevní jeskyně) są najczęściej odwiedzanymi jaskiniami. Są częścią najdłuższego systemu jaskiń w Czechach.  Zostały one odkryte wprawdzie w XVIII wieku, ale przejście do przepaści Macocha i wodną część jaskiń odkryto niemal dwa wieki później w latach 1909-1933.

 Jest to jedyna z jaskiń, do której, aby wejść wcześniej trzeba zarezerwować miejsce. Przed wyjazdem przeczytałam na jednym z blogów, że rezerwacji można dokonać nawet z rocznym wyprzedzeniem. Obawiałam się, że nie uda nam się zobaczyć jaskini, ponieważ o wyjeździe na Morawy podjęliśmy decyzję spontanicznie , a prośbę o rezerwację wysłałam 2 tygodnie przed wyjazdem. Pobyt planowaliśmy w połowie sierpnia, więc jest to także sezon urlopowy. Okazało się jednak, że nie ma żadnych problemów z wolnymi terminami. W ciągu tygodnia naszego pobytu zaproponowano nam kilka terminów, w których możemy zwiedzić jaskinię.

Od Skalni mlyn do jaskini jest niecałe 2 km, dlatego należy przybyć 20-30 minut wcześniej przed zarezerwowaną godziną. Można się tam udać pieszo lub wykupić przejazd kolejką. My wybraliśmy opcję transportu mini-pociągiem, ponieważ dla Hubercika była to nie lada atrakcja. Po dotarciu do końcowego przystanku należy udać się do budynku i poczekać na umówioną godzinę na przyjście przewodnika. Gdy zbierze się grupa wyrusza się na zwiedzanie jaskini.

Zaczynamy od pieszej wędrówki tunelami, które prowadzą do jaskiń/grot z przepięknym naciekami (stalaktyty, stalagmity). Po przejściu kilku takich formacji dochodzimy do półotwartej pieczary porośniętej mchem (dno przepaści Macocha). O ile dno przepaści Macocha podziwiamy wchodząc do jaskiń, to także to samo miejsce możemy podziwiać z góry z mostów widokowych (jeden został zbudowany w 1882 roku i znajduje się w najwyższym punkcie, drugi pochodzi z 1899 roku i znajduje się 92 metry nad dnem otchłani). Można na nie dostać się kolejką linową, która znajduje się kilkadziesiąt metrów od wejścia do jaskiń albo udać się pieszo szlakami turystycznymi.

Przepaść Macocha jest przepiękna. Skalne ściany o wysokości 138,5m robią niesamowite wrażenie. Tym bardziej, że przepaść Macocha jest największą tego typu przepaścią w Czechach i Europie Środkowej. Według XVII-wiecznej legendy przepaść powstała w wyniku zawalenia się stropu jaskini.

Dnem przepaści przepływa rzeka Punkva, dlatego na tym etapie wycieczki przewodnik przekazuje grupę następnemu opiekunowi, który zabiera nas na zwiedzanie jaskiń „drogą mokrą”(rejs łódką po rzece Punkva). Zdarza się, że zwłaszcza wiosną po ulewnych deszczach w Punkvie jest tak wysoki poziom wody, że rejsy są krótsze, albo w ogóle odwołane. Płyniemy przepięknymi korytarzami, podziwiając skalne nacieki i korytarze wodne. W trakcie przepływu jest jeden przystanek, aby zwiedzić zakamarki jaskiń. Wycieczka kończy się dopłynięciem do przystani.

Informacje praktyczne

  • Prośbę o rezerwację należy wysłać mailowo na adres: info@caves.cz. Bilety natomiast można kupić w punkcie informacyjnym przy hotelu i restauracji Skalní mlýn. Godziny zwiedzania i cennik dostępny jest na stronie: http://www.cavemk.cz/punkevni-jeskyne/provozni-doba-a-ceny-vstupneho-punkevni-jeskyne.html
  • Cała wycieczka trwa 60-70 minut. W jaskiniach temperatura wynosi 7-8 st. i nie zmienia się przez cały rok. Należy więc ubrać się ciepło.
  • Jaskinie są czynne przez cały rok. Właścicielka naszego pensjonatu polecała nam zwiedzanie jaskiń zimą, wówczas nie ma ta tłumów turystów i można zarezerwować bez problemu przewodnika w języku innym niż czeski.
  • Odradzam zwiedzanie jaskiń z niemowlakami- w jaskiniach jest ciemno i wilgotno, co nie każde maleństwo zaakceptuje. Przewodnik opowiada ciekawe rzeczy na temat kompleksu jaskiń, a krzyk dziecka w jaskiniach o niesamowitej akustyce może uprzykrzyć życie przewodnikowi oraz innym turystom. My się rozdzieliliśmy. Grzesiu zwiedzał jaskinię wyłącznie z Hubercikiem, a ja w tym czasie z Kajcią korzystałyśmy z innych atrakcji.
  • Nie ma możliwości na pewnych odcinkach, aby poruszać się wózkiem- są wąskie przejścia oraz nierówna nawierzchnia.

Będąc na Morawach warto zobaczyć jaskinie Punkva wraz z przepaścią Macocha. Można tutaj podziwiać piękne formacje skalne, niesamowite nacieki, ścianę skalną porośniętą roślinnością oraz zbiorniki wodne pomiędzy jaskiniami. Hubercik był zachwycony wycieczką. Długo opowiadał o tym, co widział. Co więcej, na wycieczkę wziął swoją latarkę, więc miał radość z oświetlania drogi i nacieków skalnych.

2

Dzisiaj jeden z najtrudniejszych momentów w moim macierzyńskim życiu. Jutro po 1,5 roku wracam do pracy. Miotają mną różne emocje. Z jednej strony, żal, że zostawiam moją małą córeczkę. Spędzałyśmy ze sobą niemal 24h/dobę 7 dni w tygodniu. Byłyśmy ze sobą, kiedy pojawił się pierwszy ząbek, kiedy Kajcia zaczynała raczkować, kiedy wstała po raz pierwszy. Od jutra wiele momentów zostanie przeze mnie przeoczonych, w końcu kilka godzin dziennie spędzi w żłobku. Co więcej, adaptacja w żłobku nie przebiega nam najlepiej- Kajcia nie chce tam jeść. A jak jest głodna to nie chce spać. W zeszłym tygodniu moje dziecko było 5 godzin w żłobku i nic nie jadło. Serce się kraje i pęka. I mam wyrzuty sumienia, że muszę ją tam zostawić. Tym bardziej, że w swoim środowisku słyszę komentarze „jak można tak małe dziecko dać do żłobka”. Mówią to osoby, którym babcia zajmuje się dzieckiem do 3 roku życia. My takiego komfortu nie mamy. A takie komentarze wzbudzają we mnie tylko jeszcze większe poczucie winy i tak w niełatwym czasie.

Z drugiej strony, cieszę się, że wracam do pracy. W końcu będę mogła usiąść na krześle na dłużej niż minutę. Pójdę spokojnie do toalety, a co najważniejsze będę w niej sama i nikt nie będzie mnie ciągnął za spodnie. Wypiję ciepłą kawę lub zjem ciepły posiłek. Ostatni rok był bardzo dynamiczny. Mam wrażenie, że ciągle byłam w biegu. W piątek, kiedy Kajcia poszła do żłobka, a ja miałam 2 godziny wolne złapałam się na tym, że mam problem z odpoczynkiem. Wpadłam do domu i zaczęłam ogarniać różne rzeczy, zamiast po prostu chwilę odpocząć.

Z trzeciej strony, boję się…tak…boję się jak to będzie po powrocie do pracy. Obowiązków więcej, a czasu tyle samo. Jak ogarnąć logistycznie obsługę dwójki dzieci. Tutaj zajęcia dodatkowe, tam terapia logopedyczna, a kolejnego dnia wizyta u lekarza. Ponadto, zbliża się okres jesienno-zimowy i zaczną się infekcje. Nie mamy żadnej babci do pomocy, więc z Grzesiem zacznie się żonglerka- kto tym razem idzie na l4.

Niektórzy twierdzą, że przy drugim dziecku jest łatwiej się rozstać. W moim przypadku to nieprawda. Z Kajcią stworzyłyśmy szczególną więź i powiem szczerze, nawet trudniej mi się z nią rozstać niż kilka lat wcześniej z Hubercikiem. W końcu to dziewczynka, bardziej wrażliwa, chętniej tuląca się do mnie, w dużo większym stopniu manifestująca swoje niezadowolenie. Może też dlatego, że z Kajcią miałam ciążę zagrożoną i przez kilka miesięcy żyłam w obawie o jej zdrowie, po jej urodzeniu chuchaliśmy i dmuchaliśmy na nią z podwójną siłą. Tym bardziej trudniej teraz oddać ją do żłobka, gdzie przecież nikt nie będzie traktował ją w sposób wyjątkowy.

Wiem, że nie jesteśmy jedyni, którzy borykają się z podobnymi rozterkami i dylematami. Wiele osób to przechodziło lub przechodzi i na pewno można to wszystko ogarnąć. Niemniej jednak dzisiaj szybko nie zasnę, ponieważ towarzyszy mi natłok wielu myśli. A przede wszystkim łzy cisną mi się do oczu, że jutro przez kilka godzin nie zobaczę mojej małej Kajci.

Do Brna jechałam z dużą ciekawością. Czytałam o tym mieście, że ma ono charakter przemysłowy i, że nie dorównuje Pradze. Chciałam więc sama się przekonać jak wygląda Brno i wyrobić sobie zdanie na temat tego miasta.

Gdzie zaparkować w Brnie?

Do Brna pojechaliśmy samochodem. Trudno jest zaparkować w centrum Brna, dlatego skorzystaliśmy z jednego z podziemnych parkingów. Na uwagę zasługuje fakt, że miejsca parkingowe w stolicy Moraw oznaczone są kolorami: niebieskim, zielonym i pomarańczowym. Miejsca oznaczone na niebiesko przeznaczone są dla właściciela/mieszkańca nieruchomości, miejsca oznaczone kolorem zielonym dedykowane są dla przedsiębiorstw działających w danej strefie, a miejsca oznaczone na pomarańczowo przeznaczone są dla gości. W tych miejscach do 30 min można zaparkować bezpłatnie. Parkowanie powyżej 30 min jest już płatne.

My zaparkowaliśmy samochód w centrum Brna w Domini Park, przy ul. Panenská. Cennik dostępny jest na stronie: https://www.brno-autem.cz/domini-park-recenze/. W parkomacie można płacić zarówno kartą, jak i gotówką. Na parkingu dostępne są również miejsca dla samochodów wyposażonych w gaz (na dachu).

Co warto zobaczyć w Brnie?

  • Zamek Spilberk

Z samego rana, zaraz po przyjeździe do Brna postanowiliśmy pojechać na zamek. Tuż przy zamku znaleźliśmy bezpłatne miejsce parkingowe. To, co przykuło naszą uwagę to przepiękny park pałacowy. Szczególnie Hubercikowi spodobał się park, ponieważ na jego terenie znajduje się plac zabaw. W parku, oprócz placu zabaw znajduje się siłownia, rzeźba morawskiego pisarza Jana Skácela, altana widokowa z 1885 roku oraz boisko do gry w petanque.

Przed wejściem do zamku znajduje się jedna kasa, ale akurat jak my byliśmy była zamknięta. Po wejściu jednak na teren zamku znajduje się druga kasa i tam bez problemu kupiliśmy bilety. Godziny otwarcia i ceny dostępne są na stronie: http://www.spilberk.cz/spilberk/informace-pro-navstevniky/otviraci-doba-a-vstupne/. My zdecydowaliśmy się na zwiedzanie zamku i na wejście na wieżę widokową. Jeśli chodzi o wystawy dostępne w zamku to zdecydowanie są one dedykowane starszym dzieciom- w wieku szkolnym. Dużo jest bowiem opisów historycznych, a poruszana problematyka (np. kwestia tortur) zdecydowanie nie jest tematem dla tak małych dzieci. Jedyne co podobało się Hubercikowi to rycerze i różne rodzaje mieczy. Duże wrażenie natomiast na nas zrobiła natomiast wieża widokowa, z której rozciąga się przepiękny widok na całe miasto.

Zamek został zbudowany w XIII wieku przez Przemysława Otakara II celem ochrony Brna. W XVII i XVIII wieku zamek został zamieniony w wielką fortecę wojskową. W 1783 roku cesarz Józef II podjął decyzję o przekształceniu obiektu w cywilne więzienie dla najpotężniejszych przestępców, a wkrótce także dla więźniów politycznych w całej monarchii habsburskiej. Twierdza Špilberk miała reputację najostrzejszego więzienia w Europie, a do jednych z najbardziej znanych jeńców należeli m.in. karbonariusze na czele z poetą Silvio Pellico. Więziono tutaj także sławnego rabusia Václava Babinskiego. W kazamatach twierdzy więziono także kluczowych bojowników walczących o wyzwolenie narodu polskiego, o czym przypomina poniższa tablica.

Więzienie zostało zamknięte w 1855 roku, ale podczas dwóch wojen światowych zamek powrócił do swej dawnej funkcji.

Współcześnie zamek to także ważne centrum kulturalne- odbywają się tutaj koncerty, przedstawienia teatralne i liczne festiwale. Obiekt składa się z części zamkowej, wieży widokowej, kaplicy i kazamatów.

  • Kościół św. Michała

Kościół znajduje się w centrum miasta na Dominikánské náměstí. W 1228 roku margrabia morawski Przemyśl przekazał kościół zakonowi dominikanów, którzy to rozbudowali ów obiekt, zakładając klasztor. W XIV wieku klasztor przebudowano w stylu gotyckim. W XVII wieku obiekt został zniszczony przez wojska szwedzkie. Patronat nad zniszczonym kościołem objął sędzia Leo Wilhelm z Kounic, który za własne pieniądze odbudował świątynię. Dominikanie sprawowali nad nim pieczę do 1784 roku. Podczas wojen napoleońskich kościół służył jako więzienie i szpital. W XX wieku świątynia z powrotem trafiła w ręce dominikanów.

  • Pałac władców z Kunštátu

Jest to renesansowy pałac usytuowany również na Dominikánské náměstí. Aktualnie mieści się tutaj Dom Sztuki, gdzie można obejrzeć wystawy malarskie. Znajduje się tutaj również galera G99, w której prezentowane są prace najmłodszych artystów.

  • Katedra św. Piotra i Pawła

Historia sakralna tego miejsca pochodzi z XI-XII wieku,kiedy to na wzgórzu Petrov wzniesiono romańską kaplicę. W XIII wieku obiekt został przebudowany na romańską bazylikę. Z czasem jednak, w wyniku kolejnych rekonstrukcji, świątynia zyskała charakter gotycki. Autorem barokowego wnętrza z XVIII wieku był architekt Mořic Grimm. Wygląd dzisiejszego ołtarza głównego pochodzi z końca XIX wieku. Ciekawa jest ambona o nazwie Kapistránka, która znajduje się po lewej stronie kościoła. Upamiętnia dzieło brata zakonu franciszkańskiego Jana Kapistrána, który głosił w Brnie w drugiej połowie 1451 r. Dzwony na lokalnych wieżach rozbrzmiewają codziennie o godzinie 11. Jest to związane z legendą. Szwedzki generał Torstenson obiecał, że jeśli jego wojska nie zdobędą miasta do 12 to odpuści i zakończy oblężenie. Mieszkańcy miasta, aby oszukać Szwedów zaczęli więc bić w dzwony godzinę wcześniej.

  • Zelny Trh (targ owoców)

Jest to jedno z najbardziej popularnych miejsc w stolicy Moraw. Można tutaj kupić wędliny, warzywa i owoce. UWAGA!!! Warto zwracać uwagę na ceny. Za kilogram mieszanych owoców (maliny, jeżyny i borówki) zapłaciłam 350 koron!!! Małym drukiem była napisana cena, ale po całym dniu zwiedzania dzieci trochę już marudziły i w pośpiechu kupiłam owoce o zbyt wygórowanej cenie.

W tej części placu znajduje się wejście do labiryntu- kompleksu unikalnych średniowiecznych podziemnych korytarzy i piwnic. Na środku targu znajduje się barokowa fontanna Parnas autorstwa Johanna Bernharda Fischera z Erlach.

Ciekawym budynkiem jest także Reduta, jeden z najstarszych budynków teatralnych w Europie Środkowej. Przed nim stoi pomnik Wolfganga Amadeusza Mozarta upamiętniający koncert 11-letniego cudownego dziecka w tym teatrze w Boże Narodzenie w 1767 roku. Na szczycie placu znajduje się pałac Dietrichstein, zbudowany w latach 1614-1618, w którym mieści się Muzeum Morawskie. Warto zwrócić uwagę na barokową rzeźbę Trójcy Świętej z 1729 roku, która jest dziełem rzeźbiarza Antonína Schweigla.

  • Dům pánů z Lipé

Jest to jeden z najpiękniejszych renesansowych budynków w Brnie i jednym z najstarszych budynków na terenie Moraw. Obecnie odbywają się tutaj wydarzenia kulturalne. Na pierwszym piętrze znajduje się fryzjer męski. Na drugim piętrze znajdują się salony fryzjerskie, sklep z telefonami komórkowymi i akcesoriami oraz gabinet lekarski. Na trzecim piętrze mieści się biuro podróży. Na 7 piętrze znajduje się stylowa kawiarnia z pięknym widokiem na miasto. Warto wejść do wewnątrz, aby zobaczyć specyfikę budynku.

  • Zegar astronomiczny

Na placu wolności znajduje się zegar astronomiczny, o kształcie budzącym przeróżne skojarzenia. Jest to czarna kamienna rzeźba, w której środku znajduje się mechanizm zegarowy. Jej autorami są Oldřich Rujbr oraz Petr Kameník, a inicjatorem projektu był burmistrz Roman Onderka. Zegar ma 6 metrów wysokości. Muszę przyznać, że zegar nie pasuje do architektury starego miasta, a nawet bardziej go szpeci niż uatrakcyjnia. Rzeźba budzi wiele wątpliwości wśród samych mieszkańców Brna. Niewątpliwie jednak rzuca się w oczy i na długo się ją zapamiętuje.

  • Kolumna barokowa

Na placu Wolności znajduje się wczesnobarokowa kolumna. W obecnej formie wzniesiono ją w 1689 roku ku pamięci epidemii dżumy, która nawiedziła miasto w latach 1679-1680. Na szczycie kolumny znajduje się figura Matki Boskiej,która wraz z figurą św. Rozalii, są uznawane za patronki zdrowia. Na cokole zaś znajdują się posągi czterech świętych m.in. św. Rocha, który zachorował na dżumę, ale wiara go uzdrowiła. Kolumna została uznana za zabytek kultury w 1958 roku.

  • Fontanna skalna na Placu Wolności

Fontanny są zawsze punktem kulminacyjnym naszych wyjazdów. Hubercik je uwielbia, zwłaszcza te, w których można zanurzyć ręce czy nogi i się pochlapać. Fontanna na placu Wolności również nie mogła zostać przez nas niezauważona. Ma ona średnicę 15 metrów z czego 10-metrowy pierścień stanowi krata z wierszami poety Jana Skácela. Pod fontanną znajduje się pomieszczenie, do którego dostęp mają tylko pracownicy, zajmujący się konserwacją fontanny. Podczas adwentu i Bożegonarodzenia fontanna stanowi podstawę drewnianej szopki bożonarodzeniowej.

  • Kościół św. Jakuba

Jest to jeden z najcenniejszych zabytków późnego gotyku w Czechach. Obiekt stanowi zderzenie wiele tradycji architektonicznych. W kościele znajdują się wystawy muzealne oraz 92-metrowa wieża widokowa.

Kościół św. Jakuba znajduje się na ulicy Rašínova w pobliżu Placu Wolności. Został zbudowany na początku XVI wieku na miejscu starszego romańskiego kościoła, który został zbudowany w XIII wieku. W kościele znajduje się grób Louisa Raduita de Soches- obrońcy Brna z okresu wojny trzydziestoletniej.

Podczas jednej z przebudów wokół kościoła znaleziono ossuarium (naczynie do przechowywania prochów lub kości zmarłego), prawdopodobnie drugie co do wielkości w Europie Środkowej. Przez ponad 500 lat ossarium służyło do grzebania zamożnych mieszczan oraz znanych artystów

  • Galeria Morawska

Galeria Morawska w Brnie jest drugim co do wielkości muzeum sztuki w Czechach. Jest to jedyne muzeum sztuki w Czechach, które zajmuje się kulturą wizualną w sposób kompleksowy. Galeria ta została założona w 1818 roku. Łączy ona różne kolekcje- malarstwa, rysunku, grafiki, rzeźby i fotografii od czasów najdawniejszych do współczesności.

  • Uniwersytet Masaryka

Uniwersytet został założony w 1919 roku. Jest to jedna z najważniejszych instytucji edukacyjnych i naukowych w całych Czechach, a także renomowany uniwersytet w Europie Środkowo- Wschodniej. Składa się z dziewięciu wydziałów z ponad 200 oddziałami, instytutami i klinikami. W ostatnich latach uczelnia wielokrotnie była liderem licznych konkursów wspierających projekty badawcze, inwestując dodatkowe środki na rozwijanie zdolności badawczych i dydaktycznych oraz na rozwój innowacji. Uniwersytet Masaryka cieszy się popularnością wśród Czechów. W ostatnich latach najwięcej chętnych ubiegało się o przyjęcie na uczelnię spośród wszystkich uniwersytetów w Czechach.

  • Akademia muzyczna i Artystyczna im. Janáčka (Janackova Akademie Muzickych Umeni)

Akademia Muzyczna i Artystyczna im. Janáčka w Brnie została założona 12 września 1947 r. Jej powstanie zostało zainspirowane osobowością Leoša Janáčka - kompozytora, który większość swojego twórczego okresu spędził w Brnie.

  • Magistrat miasta Brna

Magistrat mieści się w urokliwym budynku. Można pospacerować po dziedzińcu urzędu, gdzie stoi posąg Karel Starší ze Žerotína. Był on jednym z najbardziej znanych w Europie czeskich i morawskich polityków, który znakomicie władał językiem czeskim, francuskim, łacińskim i włoskim. Brał udział we Francji po stronie hugenotów. Udzielał azylu niekatolickim księżom. W 1627 roku wyemigrował do Wrocławia. Tak więc w stolicy Moraw doszukaliśmy się wrocławskiego akcentu

Gdzie zjeść w Brnie?

Niedaleko kościoła św. Jakuba poszliśmy na obiad do Panoptikum Beer Restaurant (http://www.restaurace-panoptikum.cz/). To, co przekonało nas do tego miejsca to dużo ludzi i pięknie wyglądające dania. Kiedy zamówiliśmy jedzenie, okazało się, że porcje są ogromne. A po spróbowaniu dania okazały się obłędne. Tutaj spróbowałam po raz pierwszy morawskiej zupy czosnkowej. Zupa okazała się strzałem w dziesiątkę. Inne potrawy również były przepyszne.

Myślę, że jak na jednodniową wycieczkę z dwójką dzieci w wieku 4 lat i roku udało nam się dużo zobaczyć. Dzieci po całym dniu były bardzo zmęczone, ale zadowolone. Brno zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Architektura przykuwa uwagę na każdym kroku (może poza zegarem astronomicznym).  Mamy tylko niedosyt, że byliśmy tutaj tak krótko. Zamierzamy tutaj wrócić, jak dzieci będą starsze, aby pochodzić po muzeach czy iść do filharmonii.

Zwiedzanie Moraw rozpoczęliśmy od zwiedzania Ołomuńca. Miasteczko jest bardzo klimatyczne. To jedno z piękniejszych czeskich miast. Szkoda, że tak mało popularne wśród turystów. W piękny niedzielny sierpniowy dzień spotkaliśmy tutaj raptem kilkunastu obcokrajowców.

Co warto zobaczyć w Ołomuńcu?

  • Kolumna Trójcy Przenajświętszej

Przy wejściu na Stare Miasto na pierwszy plan wysuwa się Kolumna Trójcy Przenajświętszej, licząca 32,2 metry. Ta barokowa Kolumna została postawiona w XVIII wieku, a jej autorem był Václav Render. 2 grudnia 2000 roku Kolumna została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa. Ma ona dla mieszkańców Ołomuńca ogromną wartość symboliczną. Uznawana jest za symbol miasta i jest powodem dumy jej mieszkańców. Kolumna nie ma sobie równych w żadnym innym mieście, zarówno ze względu na jej oszałamiające wymiary, jak i bogactwo rzeźbiarskie.

  • Ratusz w Ołomuńcu

Piękny gotycki budynek ratusza znajduje się na tzw. Górnym Rynku. Usytuowany jest tuż za Kolumną Trójcy Przenajświętszej. Jest to jeden z najstarszych budynków w mieście. Pierwszy budynek na miejscu dzisiejszego ratusza powstał pod koniec XIV wieku. Mieściła się w nim rada miasta i kilka sklepów. Jednak budynek spłonął kilka lat po jego postawieniu. Na miejsce spalonego obiektu w latach 1420-1443 wzniesiono nowy ratusz, bardzo przypominający ten, który możemy podziwiać dzisiaj. Budynek posiadał dwa piętra, gotycką salę ceremonialną oraz gotycką kaplicę św. Hieronima. W kolejnych latach obiekt był rozbudowywany. A w XVII wieku zwiększono wysokość wieży ratuszowej do 75 metrów.

Podczas okupacji szwedzkiej w połowie XVII wieku Szwedzi wykorzystywali ratusz jako zbrojownię. W połowie XIX wieku budynek utracił swoją funkcję. Urząd Miasta został przeniesiony do pałacu Edelmanna, a w dawnym ratuszu mieścił się urząd skarbowy i sąd. W latach 1901-1904 budynek został przebudowany według projektu wiedeńskiego architekta Georga Bergera. Podczas II wojny światowej budynek został zniszczony. Uszkodzone zostały: zegar astronomiczny, wieża, północna fasada ratusza i fontanna przy głównym wejściu. Po wojnie budynek został odrestaurowany. Ratusz jest w przeważającej części barokowy, ale posiada elementy innych stylów architektonicznych np. renesansową lożę.

Niestety podczas naszego pobytu w Ołomuńcu ratusz był remontowany i nie mogliśmy cieszyć się jego widokiem.

  • Kościół Matki Bożej Śnieżnej

Barokowy kościół Matki Bożej Śnieżnej jest częścią kompleksu jezuickiego. Został zbudowany w latach 1712-1716 według projektu Michaela Josefa Kleina z Nysy, który wzorował się na kościele św. Mikołaja w Pradze. Wnętrze kościoła charakteryzuje bogactwo obrazów i licznych zdobień.

  • Fontanny miejskie

Ołomuniec cechuje bogactwo kamiennych fontann zdobionych dekoracjami inspirowanymi mitologią grecką. Jedną z najbardziej znanych jest fontanna Ariona, której autorem był słynny rzeźbiarz Ivan Theimer.

  • Kolumna Mariacka

Kolumna została postawiona po epidemii dżumy w Ołomuńcu w latach 1713-1715 z inicjatywy kamieniarza Václava Rendera. Miała upamiętnić to przykre wydarzenie, w wyniku którego zginęło 3 tysiące ludzi. Kolumna jest ozdobiona rzeźbami świętych, patronów choroby np. św. Karola Boromeusza czy św. Rocha. Posąg wieńczy figura Matki Boskiej z dzieciątkiem.

  • Katedra św. Wacława

Katedra została wybudowana w stylu romańskim w latach 1104-1107. A za jej inicjatora uważa się księcia Świętopełka. Obiekt jednak wielokrotnie podlegał renowacji m.in. po pożarze w 1265 roku. Wówczas też świątynia zyskała gotycki charakter.

Katedra przyciąga uwagę dwoma wieżami, które stanowią nieodłączną część panoramy miasta. Od strony południowej znajduje się trzecia wieża o wysokości 100,65 m i jest najwyższą wieżą kościelną na Morawach i drugą najwyższą w Czechach.

Wewnątrz katedry znajduje się renesansowa kaplica św. Stanisława z nagrobkiem ołomunieckiego biskupa Markusa Kuena oraz marmurowym nagrobkiem ostatniej dynastii Przemyślidów. Po północnej stronie świątyni znajduje się neogotycka kaplica św. Cyryla i Metodego.

W katedrze znajduje się także największy dzwon na Morawach, który waży niemal 8 ton. Dzwon rozbrzmiewa tylko podczas specjalnych wydarzeń.

  • Urokliwe uliczki z kolorowymi kamieniczkami

Ołomuniec to także liczne uliczki, którymi warto się poprzechadzać. Wzdłuż tych uliczek znajdują się przepiękne kamienice i liczne fontanny. Szczerze mówiąc, spacerowaliśmy cały dzień po Ołomuńcu i ciągle odkrywaliśmy ciekawe miejsca.

Gdzie zjeść w Ołomuńcu?

Po drodze do katedry św. Wacława znaleźliśmy restaurację Goliáš (1. máje 830/12, 779 00 Olomouc). Można tutaj spróbować dań regionalnych. A nie jest sprawą łatwą znalezienie dobrej restauracji z kuchnią morawską na Morawach, bowiem znajduje się tutaj mnóstwo restauracji włoskich i kebabów. W restauracji Goliáš nie dość, że jest duży wybór dań regionalnych, to do tego są one wyśmienite. 

Dużym plusem jest też patio pokryte sztuczną zieloną nawierzchnią. Dla raczkującego bobasa to prawdziwy raj. My mogliśmy delektować się kuchnią morawską, a Kajcia miała sporo miejsca do biegania.

Dzisiaj Kajcia skończyła rok. To był bardzo intensywny rok. Naszło mnie na krótkie podsumowanie naszych wyjazdowych doświadczeń…

To było rok temu....

Mamy za sobą kilka wyjazdów zagranicznych i kilkanaście po Polsce. I muszę przyznać, że podróżowanie z dwójką dzieci (z tym z niemowlakiem) wcale nie jest proste. Samo pakowanie jest już wyzwaniem, zwłaszcza jak się leci samolotem i mamy ograniczenia kilogramowe, a do tego musimy zabrać wózek z gondolą, deskorolkę do wózka dla starszego dziecka i laktator z mnóstwem akcesoriów. Podczas wyjazdu musimy uwzględnić preferencje zarówno niemowlaka, jak i starszego dziecka. Nie zawsze dało się pogodzić potrzeby obu dzieci, dlatego często rozdzielaliśmy się i ja spędzałam czas z Kajcą, a Grzesiu z Hubercikiem lub na odwrót.

A tak jest dzisiaj...

Wyjazdy to nie tylko pozytywne wydarzenia. Podczas naszych podróży wylądowaliśmy z Kajcią w szpitalu, zalałam wodą swój ulubiony aparat fotograficzny i niestety już więcej nie zadziałał, nie mówiąc o zostawionych w pośpiechu rzeczach w różnych miejscach, które odwiedzaliśmy. Niemniej jednak uważam, że warto było. Każda podróż jest inna i uczy nas wiele. Doświadczamy nie tylko nowych miejsc i zabytków, ale przede wszystkim uczymy się siebie nawzajem. Poznajemy się w różnych sytuacjach, w których nie mielibyśmy okazji się poznać. Poza tym cieszę się, że moje dzieci nie spędzają godzin przed komputerem czy smartfonem, a chłoną otaczającą rzeczywistość. Hubercik ma 4,5 roku i potrafi przejechać 9 godzin samochodem zadając pytania i wykazując ciekawość na temat różnych miejsc, bez potrzeby włączania telefonu. Potrafi przejść kilka kilometrów dziennie bez narzekania, że go bolą nogi. Umie dostosować się do kraju, w którym przebywamy. Na Malcie mówił po angielsku, w Czechach potrafił dogadać się po czesku, a Niemców urzekł paroma słowami po niemiecku. Kajcia natomiast odnajduje się w każdym środku transportu. Swoim czarującym uśmiechem potrafi rozładować napiętą sytuację i urzec nawet największego smutasa. Dzięki podróżom z dziećmi życie jest kolorowsze, a my z Grzesiem kilkanaście lat młodsi.

Morawy to kraina zamków. Niemal w każdej miejscowości znajduje się zamek, a za każdym takim obiektem kryje się ciekawa historia. Jednym z ciekawszych zamków jakie udało nam się zobaczyć podczas tygodniowego pobytu jest ten usytuowany w Rájcu nad Svitavou.

Historia zamku

Pierwsze wzmianki o miejscowości Rájec pochodzą z 1311 roku, kiedy to nazwa wioski pojawiła się w dokumentach jako własność biskupa Ołomuńca. W okresie średniowiecza miejscowość miała kilku właścicieli, którzy zbudowali dwie ufortyfikowane rezydencje. W 1464 majątek został nabyty przez rodzinę rycerską Darnovskich, którzy przekształcili jedną z fortyfikacji w renesansowy pałac. Budynek był usytuowany na wzgórzu z widokiem na wieś, a lordowie Rájca korzystali z tej rezydencji do 1757 roku, kiedy to budynek został zniszczony w wyniku pożaru. W tym czasie zamek znajdował się w posiadaniu Caroline of Roggendorf, która wszystkie swoje środki zainwestowała w budowę kościoła w niedaleko położonej miejscowości Sloup. W 1763 roku właścicielami obiektu została rodzina Salm- Reifferscheidt-Ratz, która to zainicjowała odbudowę zamku w Rajcu. Rekonstrukcja budynku rozpoczęła się od wykorzystania materiału odzyskanego ze spalonego palacu. Nad odbudową zamku czuwał francuski architekt Isidor Canevale, który wykorzystał najnowsze trendy architektury francuskiej. Canevale zaprojektował dom w stylu „Maison de plaisance” (fr. Dom przyjemności) z centralnym przedpokojem i holem, wokół którego zorganizowane są pozostałe pokoje w symetryczny sposób. Budowa palacu została zakończona w 1769 roku. Isidor Canevale był także architektem ogrodu, otaczającego zamek. Pomimo, że w XIX wieku zamek został ponownie zrekonstruowany, do dzisiaj zachowała się większość elementów zaproponowanych przez francuskiego architekta.

Po zakończeniu II wojny światowej pałac został skonfiskowany przez państwo czechosłowackie. Do chwili obecnej obiekt jest w rękach państwa.

Kiedy zwiedzać?

Zamek jest otwarty do zwiedzania od kwietnia do końca marca do końca października. Szczegółowe godziny otwarcia dostępne są na stronie: https://www.zamek-rajec.cz/en/plan-your-visit/opening-hours. Wejście na zamek możliwe jest tylko z przewodnikiem. My przyjechaliśmy do zamku spontanicznie. Musieliśmy zaczekać kilkanaście minut, aby wejść do środka. Trafiliśmy na przewodnika w języku czeskim, ale nie było problemów ze zrozumieniem. Jeśli czegoś nie zrozumieliśmy pani przewodnik chętnie wyjaśniała nam różne kwestie po angielsku. Ponadto, przy zakupie biletu otrzymaliśmy przewodnik w języku angielskim z opisem obiektu.

Cennik dostępny jest na stronie: https://www.zamek-rajec.cz/en/plan-your-visit/admission. Można płacić gotówką oraz kartą.

Co warto zwiedzić?

Już sam ogród otaczający pałac robi wrażenie. Został przepięknie zaprojektowany. Jest dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Jednymi z najbardziej znanych ogrodników odpowiedzialnych za dbałość o ogród był Františka Bárty i jego następca Jan Dvořák. Oni sprowadzili większość niespotykanych w rejonie gatunków roślin, które są uprawiane do dnia dzisiejszego. Największym atutem tutejszego ogrodu są kamelie, które można podziwiać od lutego do marca.

Wnętrze zamku również zachwyca. Można tutaj zobaczyć orientalną porcelanę oraz słynną bibliotekę zamkową złożoną z 60 tys. zbiorów (najstarsze rękopisy pochodzą z XIV wieku). Na pierwszym piętrze podziwiać można kolekcję malarstwa Salmy, złożonej z dzieł mistrzów holenderskich oraz flamandzkich.

Zamek Rájec nad Svitavou to jeden z piękniejszych zamków, jakie widzieliśmy na Morawach. Spędziliśmy tutaj kilka godzin. W przypałacowym ogrodzie zrobiliśmy sobie piknik. Nie chciało nam się opuszczać tego miejsca.

Dzisiaj chciałabym się podzielić swoimi refleksjami na temat rozszerzania diety Kajci. A nie była to sprawa łatwa…Z Hubercikiem rozszerzanie diety przebiegało książkowo. Robiliśmy to zgodnie z zalecanym schematem, a Hubercik zajadał się wszystkim, co mu daliśmy do jedzenia. Uwielbiał warzywa, chętnie konsumował owoce, pił wodę…jednym słowem bajka.

Myślałam, że z Kajcią będzie podobnie. Od szóstego miesiąca zaczęłam jej podawać różne rzeczy do spróbowania (pierwsze próby zapoznawania Kajci ze smakami innymi niż mleko matki zaczęliśmy nawet pod koniec 4 miesiąca, ale nie była tym zainteresowana) i okazało się, że rozszerzanie diety z moją córcią to prawdziwa męka.

Zaczęliśmy od warzyw (tak, jak zalecają dietetycy dziecięcy). Kajcia nie chciała nawet na nie patrzeć. Czy sama jej gotowałam obiadki czy dawałam jej słoiczki- nie miało to znaczenia. Wszystko lądowało na ubraniu lub podłodze. Próbowałam papek oraz metodę BLW- również nie miało to znaczenia. Miała natomiast swoje ulubione smaki. Chętniej jadła jajko czy chlebek. Paradoksalnie wolała rzeczy bardziej słone (np. uwielbiała ogórki kiszone). Do owoców też podchodziła sceptycznie, ale po kilku próbach zafascynowała się malinami i borówkami. Próbowaliśmy jej dawać kaszki, ale tutaj też miała swoje preferencje. Tak naprawdę upatrzyła sobie kaszkę jednej firmy, ale nie będę pisała jaką, żeby nie było, że to wpis marketingowy. Muszę przyznać, że przeżywałam wielokrotnie frustracje z tego powodu. Z zachwytem patrzyłam, jak rówieśnicy w jej wieku pięknie konsumują podawane im posiłki. A Kajcia zawsze chwytała paluszkami wybraną rzecz, wsadzała do buzi i pod dwóch kęsach kończył się posiłek. W zasadzie jeszcze w 10 miesiącu po każdym posiłku musiała popić mlekiem, bo nie była w stanie najeść się pokarmem stałym. Moja córcia rzadko kiedy sama domagała się jedzenia. Picie wody też nie było jej mocną stroną. Po kilku łykach zaczynała pluć albo bawić się butelką.

Mimo wszystko nie zniechęcałam się…Wytrwale szykowałam jej różne dania. Co jakiś czas kupowałam słoiczek, aby sprawdzić, czy jej preferencje nie są nakierowane na inne smaki. I nagle po skończeniu 11 miesiąca nastąpił cud. Kajcia zaczęła wyrywać nam jedzenie, które my konsumowaliśmy. Zaczęła krzyczeć na warzywa/owoce, które zna i które jej smakują. Chętnie próbuje nowych rzeczy. Jak coś jej nie smakuje to pluje, jak coś ją zachwyci to napcha sobie całą buzię. W kwestii żywienia Kajcia jest stanowcza i nie ma takiej siły, która przekonałaby ją do zmiany preferencji.

Kajcia nigdy nie usiedziała w foteliku dłużej niż 5 minut. Po kilku minutach wrzeszczała i trzeba było ją z niego wyciągnąć. Karmienie do dzisiaj wygląda u nas tak, że ona biega albo się bawi, a ja podtykam jej jedzenie. Porady typu „zostaw ją, a jak zgłodnieje to przyjdzie sama po jedzenie” u nas nie działały. Owszem jak jest bardzo głodna to zje tyle, aby zaspokoić pierwszy głód i traci zainteresowanie jedzeniem. Chcąc więc wyjść na dwór czy aby zająć się czymś innym wolę ją nakarmić i mieć święty spokój, niż czekać aż moja księżniczka pół dnia będzie jadła jedno danie.

W przypadku Kajci więc wszelkie schematy żywienia nie sprawdziły się. Po wielu frustracjach musiałyśmy wypracować swój system karmienia. Póki co sprawdza się i obie jesteśmy zadowolone. Ważne jest jednak, aby nie ulegać wpływom tych wszystkich „złotych” porad, które słyszymy naokoło czy czytamy w Internecie. Aby nie zwariować konieczne jest wsłuchanie się w potrzeby swojego dziecka i uwzględnienie jego własnych preferencji.

Morawy dostarczyły nam naprawdę mnóstwo wrażeń i materiału do opisania na bloga. Długo zastanawiałam się od czego zacząć. I wybór padł na piękne miasteczko Boskovice...

Dlaczego warto tutaj przyjechać?

Jest to miasteczko z bogatą historią. Dawniej było to miasteczko żydowskie. Pierwsze wzmianki o pojawieniu się społeczności żydowskiej sięgają XIV wieku. Jednak dokładna historia ich osiedlenie w tych rejonach nie jest znana (wiadomo jest, że część osiadłych tutaj Żydów to osoby wypędzone z Brna wieku). Boskovice zamieszkiwała jedna z największych społeczności żydowskich na Morawach, a miasteczko uchodziło za centrum talmudystycznych uczonych. W miasteczku zamieszkiwała ludność żydowska, obok chrześcijańskiej. Żydzi żyli jednak w specjalnie wydzielonym dla nich getcie i nie byli akceptowani przez chrześcijan. Dzielnica żydowska była kilkakrotnie podpalana, a dzisiejsze zabytki pochodzą w większości z odbudowy po pożarze w 1823 roku. Od lat 60. XIX wieku liczba Żydów w miasteczku sukcesywnie malała. Zaczęli przenosić się do większych miejscowości – do Brna i do Wiednia. A ci co pozostali zginęli w Holocauście.

Kościół św. Jakuba

Współcześnie jest to bardzo urokliwe miejsce, z piękną architekturą, klimatycznymi uliczkami, ciekawym zamkiem oraz ruinami starego zamku. Na dodatek miasteczko przyciąga rodziny z dziećmi atrakcją, jaką jest westernowe miasteczko.

Jedna z uliczek w miasteczku

Jak dojechać?

Boskovice położone są na Morawach, około 35 km od Brna, a niecałe 20 km od jaskiń Morawskiego Krasu.

Ruiny zamku w Boskovicach

Na wysokości 460 m n.p.m wznoszą się ruiny gotycko-renesansowego zamku Boskovice. Zamek wita przybyszów okrągłą wieżą z renesansowymi blankami. Z ruin roztacza się imponujący widok na malowniczy krajobraz.

Historia zamku sięga XIII wieku, kiedy to należał do bogatej rodziny z Boskovic. Niestety nie ma żadnych dokładnych informacji na temat tego kto i kiedy dokładnie zbudował obiekt. Na przestrzeni wieków zamek był w posiadaniu 6 rodów szlacheckich i kilku indywidualnych właścicieli, którzy to przeprowadzali liczne przebudowy. Dlatego też zamek łączy kilka stylów architektonicznych.

Ruiny starego zamku

Pod koniec XVII wieku został zbudowany nowy zamek w Boskovicach, a ten zaczął tracić na znaczeniu. Jego stan zaczął się pogarszać, tym bardziej, że był on stopniowo rozbierany przez miejscową ludność, a materiały budowlane z tego zamku wykorzystano do budowy boskovickich posiadłości.

Ruiny starego zamku

Dzięki stopniowej przebudowie większa część zamku jest dostępna dla zwiedzających. Podczas spaceru po zamku można poznać historię zamku czy herby rodzin, które nim zarządzały. Można także zobaczyć piwnice czy studnię o głębokości 26 metrów.

Ruiny starego zamku

Aktualny cennik dostępny jest na stronie: http://www.hradboskovice.cz/vstupne

Zamek w Boskovicach

Jego powstanie datuje się w XVII wieku. Na terenie obecnego zamku zbudowany wówczas został klasztor dominikański. Rodzina Dietrichsteinów, która w XVIII wieku zakupiła ów obiekt, zainicjowała przebudowę klasztoru na wspaniały dwór. Nie jest jednak wiadomo, kto był autorem tej rekonstrukcji.

Nowy zamek w Boskovicach

Obecnie właścicielem zamku jest hrabia Mensdorf-Pouilly. Zamek jest usytuowany w przepięknym parku w stylu angielskim i ogrodzie na wzgórzu.

Nowy zamek w Boskovicach
Ogród przed zamkiem w Boskovicach
Widok z zamku

Westernowe miasteczko

Western City

Miasteczko jest czynne codziennie od 29 czerwca do 1 września. Aby skorzystać z atrakcji oferowanych w western city należy uiścić opłatę wstępną. Dodatkowo każda atrakcja na terenie miasteczka jest dodatkowo płatna. Cena za bilet wstępu uzależniona jest od godziny wejścia. Szczegółowe ceny znajdziesz tutaj: http://www.westernove-mestecko.cz/vstupne. Z tego względu, że ceny są dość wysokie zdecydowaliśmy się na wejście po godzinie 15. W ramach biletu można zobaczyć  show na koniu (taniec z końmi). Za wstęp można zapłacić kartą lub gotówką. Za dodatkowe atrakcje płaci się specjalną walutową – boskovickimi dolarami, które wymienia się 1:1 (1Kc=1 BD). Pieniądze można wymienić w kasie, salonie na terenie miasteczka lub bankach na terenie miasteczka.

Dolary boskovickie- BD
Western City- show na koniu

Dla dzieci dostępne są następujące atrakcje:

  • Plac zabaw dla młodszych dzieci (karuzela, huśtawka)- dodatkowo płatne 20 BD
Western City
  • Trampolina- dodatkowo płatna 40 BD
  • Wypożyczenie kozy na spacer- 100 BD za 20 min
Western City
  • Strzelanie z łuku pod okiem wykwalifikowanego Indianina- 50 BD
  • Malowanie twarzy i ciała- cena za 1 tatuaż 60 BD
  • Przejażdżka na koniu – 5 minut kosztuje 100 BD, 10 minut kosztuje 150 BD
  • Park linowy- cennik parku dostępny jest na stronie: http://www.westernove-mestecko.cz/atrakce/lanove-centrum
  • Sporej wielkości piaskownica dla dzieci. Dzieci i dorośli mogą za 70 BD/osoby przez 20 minut szukać ukrytych tutaj skarbów (klejnoty, bursztyny, stare wina, muszle i inne). To, co się znajdzie staje się własnością znalazcy
  • Strzelnica- pod okiem doświadczonego strzelca można postrzelać m.in. z legendarnego karabinu Winchester. My nie korzystaliśmy z tej atrakcji, bo chwilowo strzelnica była zamknięta. Na stronie nie ma informacji ile ta atrakcja kosztuje.

Dodatkowo na terenie miasteczka znajdują się restauracje i bary. Można kupić także tutaj biżuterię i akcesoria w stylu Boho.

Wizyta w Western City nie jest tanią atrakcją i miałam mieszane uczucia czy cena jest adekwatna do oferowanych atrakcji. Nie mniej jednak Hubercik był bardzo zadowolony z wizyty w tym miejscu. Przez kilka dni opowiadał o tym, czego tam doświadczył. Patrząc więc przez pryzmat zadowolenia dziecka, uważam, że warto się tam udać.

Arboretum Boskovice

Arboretum usytuowane jest na wysokości 375-425 m n.p.m i obejmuje niemal 9 ha. Można tutaj podziwiać wiele gatunków drzew i krzewów iglastych, liściastych, pnącza, wrzosowiska, mokradła, trawy ozdobne i byliny, a także drzewa owocowe.

Na terenie Arboretum odbywają się liczne imprezy m.in. Dzień Dziecka, coroczna wystawa owoców, warzyw i sprzętu ogrodniczego czy wystawa aranżacji Bożonarodzeniowych.

Arboretum nie zdążyliśmy dotrzeć. Zrobiło się późno, a dzieci były zmęczone całodniowymi atrakcjami. Od mieszkańców Moraw słyszeliśmy jednak, że warto tutaj zajrzeć. Może następnym razem...

Muszę przyznać, że Boskovice zachwyciły mnie pod każdym względem. To był jeden z najbardziej udanych dni podczas zwiedzania Moraw. Na pewno miasteczko pozostanie na długo w mojej pamięci.