Przeskocz do treści

Morawy dostarczyły nam naprawdę mnóstwo wrażeń i materiału do opisania na bloga. Długo zastanawiałam się od czego zacząć. I wybór padł na piękne miasteczko Boskovice...

Dlaczego warto tutaj przyjechać?

Jest to miasteczko z bogatą historią. Dawniej było to miasteczko żydowskie. Pierwsze wzmianki o pojawieniu się społeczności żydowskiej sięgają XIV wieku. Jednak dokładna historia ich osiedlenie w tych rejonach nie jest znana (wiadomo jest, że część osiadłych tutaj Żydów to osoby wypędzone z Brna wieku). Boskovice zamieszkiwała jedna z największych społeczności żydowskich na Morawach, a miasteczko uchodziło za centrum talmudystycznych uczonych. W miasteczku zamieszkiwała ludność żydowska, obok chrześcijańskiej. Żydzi żyli jednak w specjalnie wydzielonym dla nich getcie i nie byli akceptowani przez chrześcijan. Dzielnica żydowska była kilkakrotnie podpalana, a dzisiejsze zabytki pochodzą w większości z odbudowy po pożarze w 1823 roku. Od lat 60. XIX wieku liczba Żydów w miasteczku sukcesywnie malała. Zaczęli przenosić się do większych miejscowości – do Brna i do Wiednia. A ci co pozostali zginęli w Holocauście.

Kościół św. Jakuba

Współcześnie jest to bardzo urokliwe miejsce, z piękną architekturą, klimatycznymi uliczkami, ciekawym zamkiem oraz ruinami starego zamku. Na dodatek miasteczko przyciąga rodziny z dziećmi atrakcją, jaką jest westernowe miasteczko.

Jedna z uliczek w miasteczku

Jak dojechać?

Boskovice położone są na Morawach, około 35 km od Brna, a niecałe 20 km od jaskiń Morawskiego Krasu.

Ruiny zamku w Boskovicach

Na wysokości 460 m n.p.m wznoszą się ruiny gotycko-renesansowego zamku Boskovice. Zamek wita przybyszów okrągłą wieżą z renesansowymi blankami. Z ruin roztacza się imponujący widok na malowniczy krajobraz.

Historia zamku sięga XIII wieku, kiedy to należał do bogatej rodziny z Boskovic. Niestety nie ma żadnych dokładnych informacji na temat tego kto i kiedy dokładnie zbudował obiekt. Na przestrzeni wieków zamek był w posiadaniu 6 rodów szlacheckich i kilku indywidualnych właścicieli, którzy to przeprowadzali liczne przebudowy. Dlatego też zamek łączy kilka stylów architektonicznych.

Ruiny starego zamku

Pod koniec XVII wieku został zbudowany nowy zamek w Boskovicach, a ten zaczął tracić na znaczeniu. Jego stan zaczął się pogarszać, tym bardziej, że był on stopniowo rozbierany przez miejscową ludność, a materiały budowlane z tego zamku wykorzystano do budowy boskovickich posiadłości.

Ruiny starego zamku

Dzięki stopniowej przebudowie większa część zamku jest dostępna dla zwiedzających. Podczas spaceru po zamku można poznać historię zamku czy herby rodzin, które nim zarządzały. Można także zobaczyć piwnice czy studnię o głębokości 26 metrów.

Ruiny starego zamku

Aktualny cennik dostępny jest na stronie: http://www.hradboskovice.cz/vstupne

Zamek w Boskovicach

Jego powstanie datuje się w XVII wieku. Na terenie obecnego zamku zbudowany wówczas został klasztor dominikański. Rodzina Dietrichsteinów, która w XVIII wieku zakupiła ów obiekt, zainicjowała przebudowę klasztoru na wspaniały dwór. Nie jest jednak wiadomo, kto był autorem tej rekonstrukcji.

Nowy zamek w Boskovicach

Obecnie właścicielem zamku jest hrabia Mensdorf-Pouilly. Zamek jest usytuowany w przepięknym parku w stylu angielskim i ogrodzie na wzgórzu.

Nowy zamek w Boskovicach
Ogród przed zamkiem w Boskovicach
Widok z zamku

Westernowe miasteczko

Western City

Miasteczko jest czynne codziennie od 29 czerwca do 1 września. Aby skorzystać z atrakcji oferowanych w western city należy uiścić opłatę wstępną. Dodatkowo każda atrakcja na terenie miasteczka jest dodatkowo płatna. Cena za bilet wstępu uzależniona jest od godziny wejścia. Szczegółowe ceny znajdziesz tutaj: http://www.westernove-mestecko.cz/vstupne. Z tego względu, że ceny są dość wysokie zdecydowaliśmy się na wejście po godzinie 15. W ramach biletu można zobaczyć  show na koniu (taniec z końmi). Za wstęp można zapłacić kartą lub gotówką. Za dodatkowe atrakcje płaci się specjalną walutową – boskovickimi dolarami, które wymienia się 1:1 (1Kc=1 BD). Pieniądze można wymienić w kasie, salonie na terenie miasteczka lub bankach na terenie miasteczka.

Dolary boskovickie- BD
Western City- show na koniu

Dla dzieci dostępne są następujące atrakcje:

  • Plac zabaw dla młodszych dzieci (karuzela, huśtawka)- dodatkowo płatne 20 BD
Western City
  • Trampolina- dodatkowo płatna 40 BD
  • Wypożyczenie kozy na spacer- 100 BD za 20 min
Western City
  • Strzelanie z łuku pod okiem wykwalifikowanego Indianina- 50 BD
  • Malowanie twarzy i ciała- cena za 1 tatuaż 60 BD
  • Przejażdżka na koniu – 5 minut kosztuje 100 BD, 10 minut kosztuje 150 BD
  • Park linowy- cennik parku dostępny jest na stronie: http://www.westernove-mestecko.cz/atrakce/lanove-centrum
  • Sporej wielkości piaskownica dla dzieci. Dzieci i dorośli mogą za 70 BD/osoby przez 20 minut szukać ukrytych tutaj skarbów (klejnoty, bursztyny, stare wina, muszle i inne). To, co się znajdzie staje się własnością znalazcy
  • Strzelnica- pod okiem doświadczonego strzelca można postrzelać m.in. z legendarnego karabinu Winchester. My nie korzystaliśmy z tej atrakcji, bo chwilowo strzelnica była zamknięta. Na stronie nie ma informacji ile ta atrakcja kosztuje.

Dodatkowo na terenie miasteczka znajdują się restauracje i bary. Można kupić także tutaj biżuterię i akcesoria w stylu Boho.

Wizyta w Western City nie jest tanią atrakcją i miałam mieszane uczucia czy cena jest adekwatna do oferowanych atrakcji. Nie mniej jednak Hubercik był bardzo zadowolony z wizyty w tym miejscu. Przez kilka dni opowiadał o tym, czego tam doświadczył. Patrząc więc przez pryzmat zadowolenia dziecka, uważam, że warto się tam udać.

Arboretum Boskovice

Arboretum usytuowane jest na wysokości 375-425 m n.p.m i obejmuje niemal 9 ha. Można tutaj podziwiać wiele gatunków drzew i krzewów iglastych, liściastych, pnącza, wrzosowiska, mokradła, trawy ozdobne i byliny, a także drzewa owocowe.

Na terenie Arboretum odbywają się liczne imprezy m.in. Dzień Dziecka, coroczna wystawa owoców, warzyw i sprzętu ogrodniczego czy wystawa aranżacji Bożonarodzeniowych.

Arboretum nie zdążyliśmy dotrzeć. Zrobiło się późno, a dzieci były zmęczone całodniowymi atrakcjami. Od mieszkańców Moraw słyszeliśmy jednak, że warto tutaj zajrzeć. Może następnym razem...

Muszę przyznać, że Boskovice zachwyciły mnie pod każdym względem. To był jeden z najbardziej udanych dni podczas zwiedzania Moraw. Na pewno miasteczko pozostanie na długo w mojej pamięci.

Niecałe 60 km od Wrocławia znajduje się Ruda Sułowska. Jest to ciekawe miejsce rekreacyjne dla rodzin z dziećmi. Kompleks obejmuje 3-gwiazdkowy hotel usytuowany w Parku Krajobrazowym „Dolina Baryczy” i w Rezerwacie „Stawy Milickie”, Muzeum Tradycji Rybactwa, Staw pokazowy, Płuczkę, Zwierzyniec, Edukacyjny Plac Zabaw oraz ścieżkę zmysłów.

Muzeum Tradycji Rybactwa

W Muzeum można zobaczyć eksponaty związane z gospodarką stawową (sieci, misy, wędki itp.). W środku znajduje się również duże akwarium, stanowiące atrakcję dla dzieci. Obok znajduje się Dom Rybaka, gdzie można zobaczyć w jakich warunkach żyli dawniej rybacy. Wejście do muzeum jest bezpłatne.

Staw pokazowy

W miejscu tym prezentowane są techniki połowu stosowane przez rybaków Stawów Milickich

Płuczka

Płuczka to ostatni etap procesu hodowli ryb. Dzięki specjalnej komorze o regularnym przepływie czystej i dobrze natlenionej wody, ryby poddawane są procesowi płukania, dzięki czemu tracą nieprzyjemny błotny zapach i smak. W płuczce można zobaczyć także gatunki ryb słodkowodnych występujących w Stawach Milickich. Wstęp do płuczki jest bezpłatny.

Zwierzyniec

Zwierzyniec to przestronna zagroda, w której spotkać można osła, owce, konie, kozy, kury, indyki, kaczki i gęsi. Zwierzyniec można podziwiać bezpłatnie.

Edukacyjny Plac Zabaw

Czynny jest codziennie od 9 do 19. Cały jest wykonany z drewna. Można tutaj znaleźć kilka huśtawek, łódź drewnianą z wiosłami, mosty oraz pnie, po których dzieci mogą przechodzić. Plac zabaw znajduje się w słońcu, więc w upalny dzień trudno tutaj o kawałek cienia. Obok placu znajdują się ławki pod parasolami, gdzie rodzice mogą obserwować swoje pociechy. W pobliżu placu zabaw stoi food truck, w którym można zjeść rybę, frytki oraz napić się coś zimnego. Plac zabaw jest również bezpłatny.

Ścieżka zmysłów

Ścieżka zmysłów została zaprojektowana z myślą o najbliższych, aby pobudzić u nich zmysły pozawzrokowe (dotyk, zapach i dźwięk). W pierwszej części dzieci mogą gołą stopą dotknąć drewna, kamieni, liści, pasku i szyszek. W drugiej części najmłodsi mogą rękami dotknąć mchu, kory oraz szyszek. Wszystkie dary lasu można powąchać, aby uaktywnić zmysł węchu. W trzeciej części można zagrać na drewnie i usłyszeń jego dźwięk. Ponadto, znaleźć można tutaj tablice, dzięki którym poznać można różne gatunki ryb, ptaków i drzew występujących w Dolinie Baryczy.

Fotosafari

Fotosafari to godzinna przejażdżka bryczką połączona z wykładem pana ornitologa i zarazem pracownika Stawów Milickich. Podróż bryczką obejmuje tereny nie dostępne dla swobodnego ruchu turystycznego. Obszar jest ograniczony szlabanami i wejście na jego teren grozi karą grzywny. Wjeżdżając do Rezerwatu Stawy Milickie udajesz się w niezwykłą podróż, bo sięgającą 800-letniej tradycji rybołówstwa, zapoczątkowaną przez mnichów cysterskich. Z wykładu pana ornitologa można dowiedzieć się o powierzchni stawów, poznać proces hodowlany różnych gatunków ryb, problemy z jakimi borykają się hodowcy (m.in. duża ilość przybywającego ptactwa z różnych rejonów Europy, która żywi się rybami) i sposoby radzenia sobie z nimi.

Podczas prelekcji można także dowiedzieć się, że Stawy Milickie jest to największy kompleks stawów nie tylko w Polsce, ale w Europie. Przejazd bryczką obejmuje staw „Duża Mewa”, który jest jednym z największych stawów hodowlanych w Europie.

Dla dzieci atrakcją jest już sama przejażdżka bryczką. Dodatkowo, podczas jednego z postojów najmłodsi mogli pogłaskać konie i dowiedzieć się o historii tych zwierząt. Co więcej, można było za pomocą lornetek wypatrywać ptactwo zamieszkujące okoliczne stawy.

Koszt fotosafari to 35 zł dla osób dorosłych i 25 zł dla dzieci od lat 4 (do lat 4 przejazd jest bezpłatny). Aby skorzystać z przejażdżki trzeba wcześniej zarezerwować sobie miejsce, co nie jest sprawą łatwą. Musi utworzyć się grupa min. 6 osób, aby wycieczka doszła do skutku. W upalne dni (kiedy temperatura jest powyżej 30 stopni) wycieczki się nie odbywają. My robiliśmy kilka podejść do tego, aby  skorzystać z fotosafari i w końcu się udało. Muszę przyznać, że naprawdę warto było czekać.

Prowadzenie bloga zainspirowało mnie do poszukania nieco więcej informacji na temat pewnego miejsca… Między miejscowością Lędzina (gmina Krośnice) a Olszówka (gmina Twardogóra)  znajdują się dwa stawy, otoczone piękną roślinnością. Dokładną lokalizację znajdziesz tutaj. Przez te stawy prowadzi szlak rowerowy. Miejsce jest magiczne. Roślinność rośnie tutaj swobodnie bez ingerencji człowieka.  Zachowała się przepiękna aleja dębów. Słychać śpiew ptaków i odgłosy żab. Ponadto, miejsce to jest znane w zasadzie tylko mieszkańcom okolicznych miejscowości. Nie ma więc tutaj tłumów turystów. W niedzielny poranek wybraliśmy się na długi spacer i w ciągu kilku godzin nie spotkaliśmy żadnego człowieka. Jedyne co mnie zdziwiło to fakt, że nie ma tutaj żadnej tablicy informacyjnej/edukacyjnej na temat tego miejsca. Zaczęłam więc szukać informacji na ten temat w Internecie. Niestety nic nie znalazłam (zdumiał mnie ten fakt, ponieważ wujek Google wie przecież wszystko). Postanowiłam więc sprawdzić kto zarządza tym miejscem i bezpośrednio zwrócić się z prośbą do zarządcy o udzielenie informacji na temat tego tajemniczego miejsca. Okazało się, że teren jest pod nadzorem Spółki Stawy Milickie S.A w Rudzie Sułowskiej. Zadzwoniłam do tej spółki i tam przesympatyczna Pani, zajmująca się ochroną środowiska, zaspokoiła moją ciekawość.

Okazało się, że mniejszy staw to staw Piaskowy (inaczej zwany stawem Długim, Dłużyńcem). Nazwa pochodzi od niemieckiego określenia Sand Teich (czyli Piaskowy Staw).  Jego powierzchnia ogroblowana wynosi 16,64 ha. Większy staw nazywany jest stawem Soczewica (od niemieckiej nazwy Linse Teich) lub Lędzińskim, a jego powierzchnia ogroblowana wynosi 39,24 ha. Przed wojną oba zbiorniki miały inny kształt, ale zostały przebudowane ponad 40 lat temu.

Oba stawy nie są objęte ochroną rezerwatową. Dziwi mnie ten fakt, ponieważ zbiorniki są usytuowane w Dolinie Baryczy. Można tutaj spotkać wiele gatunków ptactwa i ciekawe gatunki roślin. Aż się prosi, aby w takim miejscu utworzyć rezerwat. Jednakże w obu zbiornikach prowadzona jest hodowla ryb przez Spółkę Stawy Milickie S.A w Rudzie Sułowskiej oraz Zakład Rybacki Krośnice. Prowadzona jest na nich hodowla narybku czyli ryb w pierwszym roku życia z gatunków: karp, sum i okoń.

Przy mniejszym stawie jest wydzielone miejsce na ognisko. Zapytałam więc Spółkę Stawy Milickie czy można legalnie palić w tym miejscu ogniska. Okazało się, że ponieważ jest to obiekt, na którym zgodnie z ustawą o rybactwie śródlądowym utworzony jest obręb hodowlany nie można tam palić ognisk, rozbijać namiotów czy łowić ryb, a także pływać łodziami dla celów rekreacyjnych. Mimo tych ograniczeń jest to bardzo fajne miejsce na spacer, jazdę rowerem czy rodzinny piknik. Fajnie, że są jeszcze takie miejsca nie odkryte na wyciągnięcie ręki. Tutaj czas zatrzymał się w miejscu. Można nacieszyć się ciszą i spokojem. Wszędzie słychać śpiew ptaków i szum drzew.

Ciekawym odkryciem tego weekendu był Part Wodny Krośnicka Przystań. Przejeżdżaliśmy koło niego kilka razy, ale nigdy nie mieliśmy okazji z niego skorzystać. Zazwyczaj jeździmy na basen do Trzebnicy lub do Oleśnicy. Tym razem postanowiliśmy popływać w Parku Wodnym w Krośnicach. Sprawdziliśmy na Internecie godziny otwarcia i udaliśmy się w sobotę o godzinie 10 do Krośnickiej Przystani. Na miejscu okazało się, że podczas wakacji zmieniły się godziny otwarcia basenu, ale na stronie internetowej nikt tego nie zaktualizował. W rzeczywistości Park Wodny otwarty jest od godziny 11 do 21.

Nie chcieliśmy z dziećmi czekać godzinę, więc pojechaliśmy do babci, która mieszka w niedalekiej odległości od Krośnic. Ale w związku z tym, że Hubercikowi obiecaliśmy, że pokąpie się w basenie, popołudniu zrobiliśmy drugie podejście. Tym razem Grzesiu z Hubercikiem zrobili sobie męski wypad na basen, bo Kajcia była wymęczona upałem. Poza tym Kajcia nie jest miłośniczką większych akwenów wodnych (ona respektuje tylko kąpiel w wannie, każdy inny zbiornik poza wanną budzi jej wrodzoną niechęć). Kiedy chłopaki chłodzili się w basenie, my wybrałyśmy spacer okolicznymi ścieżkami.

Part Wodny Krośnicka Przystań obejmuje dwa baseny sportowe, 15-metrowy basen rekreacyjny ze zjeżdżalniami (jedna zjeżdżalnia rurowa i druga zjeżdżalnia typu cebula), biczami i leżankami wodnymi, małe jacuzzi oraz brodzik dla najmłodszych. Na uwagę zasługuje fakt, że basen pływacki 25x16m ma ruchome dno, dzięki czemu basen może się zmienić w wielofunkcyjną nieckę odpowiednią do nauki pływania dla dzieci, aquaaerobiku czy zajęć rehabilitacyjnych. Jest to jedyny taki obiekt na Dolnym Śląsku. Na terenie obiektu znajduje się również siłownia, sala fitness i saunarium.

Basen jest kameralny. Nie ma tutaj tłumów jak we Wrocławiu. Byliśmy tam w sobotę w godzinach popołudniowych i była zaledwie garstka ludzi. Basen rekreacyjny jest bardzo przyjazny maluchom, ponieważ woda jest dobrze nagrzana. Co więcej, cena jest atrakcyjna. Cennik dostępny jest na stronie: https://www.krosnice.pl/asp/pl_start.asptyp=14&sub=275&subsub=324&menu=324&strona=1. Od 29 czerwca do 15 września obowiązuje promocja „godzinka plus” (dwie godziny w cenie jednej). Ponadto, Pani jeszcze dodatkowo naliczyła nam jakąś inną promocję i za dwie godziny pływania za jedną osobę dorosłą i dziecko zapłaciliśmy 14 zł. Muszę przyznać, że cena zrobiła na mnie wrażenie. A zważywszy na fajny basen i kameralne warunki na pewno będziemy tutaj częstymi gośćmi.

Wyjazd na basen do Krośnic można połączyć z przejażdżką kolejką wąskotorową. W okolicach kolejki można pobawić się na placu zabaw, udać się na długi spacer wyznaczonymi ścieżkami pieszymi rowerowymi, pogrillować lub popływać na łódce czy rowerku wodnym.

 

  • Obywatele polscy zamierzający odwiedzić Wietnam muszą mieć ważny dokument podróży oraz wizę uprawniającą do wjazdu na terytorium tego kraju. Aby wiza mogła być wydana paszport obywatela RP musi być ważny przez co najmniej 6 miesięcy po planowanej dacie opuszczenia terytorium Wietnamu. O wizę do Wietnamu można ubiegać się w urzędach konsularnych tego kraju. Możliwe jest również otrzymanie jej na niektórych przejściach granicznych, ale po uprzednim uzyskaniu promesy wizowej, którą oferują biura podróży i agencje turystyczne. Wizę można otrzymać również przez system online
  • Władze wietnamskie nie uznają polskiego prawa jazdy, a możliwość posługiwania się międzynarodowym prawem jazdy przez obcokrajowców w praktyce jest problematyczna. Możliwe jest uzyskanie wietnamskiego prawa jazdy na podstawie polskiego w przypadku rezydentów. W Wietnamie obowiązuje ruch prawostronny.
  • Dni wolne od pracy to: 1 stycznia, 30 kwietnia - Dzień Wyzwolenia Sajgonu, 1 maja - Święto Pracy, 2 września - Święto Narodowe. Nowy Rok Księżycowy Tet obchodzony jest w stycz­niu lub lutym (w zależności od kalendarza księżycowego); czas wolny od pracy rozpoczyna się w ostatnich dniach starego roku i trwa przez kolejne trzy dni księżycowego Nowego Roku. W okresie świąt księżycowego Nowego Roku nieczynnych jest większość sklepów, punktów usługowych i restauracji. Dodatkowo ceny w tym okresie znacznie wzrastają. Transport publiczny na znaczne odległości jest utrudniony - bardzo dużo osób w tym czasie podróżuje.

  • Różnica czasu między Wietnamem a Polską to +6 godzin w czasie zimowym, +5 godzin w czasie letnim (w Wietnamie nie ma zmiany czasu z zimowego na letni).
  • Pomimo aktywnych usług roamingowych polskich operatorów, komunikacja za pomocą polskich telefonów może być utrudniona lub niemożliwa. Nie wszyscy polscy operatorzy telefonii komórkowej posiadają umowy roamingowe z sieciami wietnamskimi. W związku z tym wskazane jest wykupienie karty miejscowego operatora. Karty te podlegają rejestracji – przy zakupie konieczne może być okazanie paszportu.
  • Bankomaty są szeroko dostępne w większych miastach w kraju. Nie wszystkie jednak obsługują karty debetowe i kredytowe polskich banków.
  • W okolicach popularnych turystycznie w wielu lokalach można płacić w dolarach, jednak ich przelicznik na miejscową walutę najczęściej wówczas jest mniej korzystny, niż gdy posługujemy się miejscowymi pieniędzmi wymienionymi w banku.
  • Walutę (dolary, euro) można wymienić w banku, hotelu lub na lotnisku.
  • Najważniejszym szczepieniem w Wietnamie jest szczepionka przeciwko WZW typu A, czyli tzw. chorobie brudnych rąk. Poza tym zalecane szczepienia to przeciwko błonicy i tężcowi oraz WZW typu B. Jeśli wyjeżdżamy też na dłużej, dobrze zaszczepić się przeciwko durowi brzusznemu.
  • Warto zaopatrzyć się w środki przeciw komarom (ze środkiem DEET)
  • W Wietnamie obserwowalne są znaczne różnice pomiędzy północną i południową częścią kraju:
    • Na południu życie rozpoczyna się około 5 rano. Im dalej na północ tym życie zaczyna się później (w Sapa około 7 rano)
    • Im bardziej z południa na północ tym lepszy jest smak herbaty
    • Na południu popularnym trunkiem alkoholowym jest piwo, na północy wódka ryżowa
    • Mieszkańcy północy posługują się odmiennymi dialektami niż mieszkańcy południa
    • Południe jest bardziej gościnne i otwarte na obcokrajowców. Północ jest bardziej powściągliwa.
    • Wraz z przemieszczaniem się w stronę północną, pogarszają się warunki drogowe
    • Na północy temperatura jest niższa, a pogoda bardziej kapryśna

Psie Pole to miejsce przyjazne rodzinom z dziećmi z wielu powodów. Jednym z nich jest fakt, że mamy tutaj Milu Malu (zlokalizowane przy ulicy Sycowskiej 6). Pamiętam, jak Hubercik miał kilka miesięcy i chciałam się umówić z koleżanką na kawę w kawiarni/ restauracji, gdzie jest miejsce dla raczkujących niemowląt. Wtedy takich kawiarenek w całym Wrocławiu było jak na lekarstwo. Wszystkie też były oddalone od mojego miejsca zamieszkania. Kiedy przyszła na świat Kajcia wiele się zmieniło. Przede wszystkim to, że mamy  fantastyczne miejsce blisko domu.

Milu Malu ma wiele zalet, do których niewątpliwie należą:

  • Duża przestrzeń dla dzieci w każdym wieku- niemowlaki mogą swobodnie poruszać się po sporej powierzchni, wyłożonej dywanem. Starsze dzieci mogą skorzystać z basenu z kulkami czy z małpiego gaju. Wysokość opłaty za wstęp uzależniony jest od dnia tygodnia: od poniedziałku do czwartku zapłacimy 9.90 zł za godzinę; 16,90 zł za 2 godziny; 22,90 zł za cały dzień.  W weekendy i święta ceny są odpowiednio wyższe: 11.90 zł za godzinę; 18,90 zł za 2 godziny; 24,90 zł za cały dzień.

  • Mnóstwo zabawek i książeczek dla dzieci w każdym wieku

  • Rodzice mogą zasiąść na wygodnych sofach, relaksując się przy kawie czy dobrym cieście

  • Głodne pociechy mogą zjeść coś konkretnego np. pierogi czy zupę pomidorową
  • Smaczne jedzenie i fantastyczne ciasta w przyjaznych cenach
  • Zajęcia dodatkowe np. piątkowe zajęcia z wujkiem Mateuszem dla dzieci 0-1,5 roku oraz 1,5-3 lata. Koszt zajęć to 30 złotych, karnet na 4 wejścia 100 złotych.
  • Możliwość zorganizowania urodzin (ceny uzależnione są od zakresu świadczonych usług)
  • Osobny pokój dla matek karmiących
  • Dostępny przewijak

W poniedziałki Milu Malu jest zamknięte. Od wtorku do czwartku sala zabaw czynna jest od 11 do 19.15. W piątki lokal otwarty jest od 12 do 19.15, z tym, że od godziny 10 odbywają się zajęcia zorganizowane (płatne).

Lubimy tutaj przychodzić z naszymi pociechami, ponieważ panuje bardzo przyjazna atmosfera. Właściciele to przesympatyczni ludzie, zawsze uśmiechnięci i serdeczni. Jest to bardzo fajne miejsce, w którym można spotkać się ze znajomymi i spokojnie porozmawiać, podczas gdy dzieci w najlepsze korzystają z dostępnych atrakcji. Milu Malu to także miejsce wymiany doświadczeń. Można spotkać tutaj rodziców, którzy chętnie porozmawiają o własnych przeżyciach związanych z rodzicielstwem.

Ouro Preto- krótki rys historyczny

Ouro Preto to małe miasteczko o charakterze kolonialnym, jedno z najbardziej zachowanych tego typu w całej Brazylii. Nazwa miejscowości oznacza „czarne złoto” i nawiązuje do wydarzeń z XVII wieku. Portugalczycy uruchomili wówczas na terenie miasteczka kopalnię złota. Wydobyty kruszec był wywożony do Portugalii. W tym małym miasteczku wydobywano 80% światowej produkcji złota. Tym samym plasowało się ono jako jedno z najbogatszych miejscowości w Ameryce Łacińskiej. Miasto nie tylko przyciągało poszukiwaczy złota, ale także artystów i elity z całego świata.

Przeciwko temu precedensowi przeciwstawił się Joaquim José da Silva Xavier, znany jako Tiradentes. Jako organizator buntu przeciwko kolonizatorowi został powieszony. Jednak zainicjował on protesty, które doprowadziły do niezależności Brazylii. Dlatego też współcześnie uznawany jest za brazylijskiego bohatera narodowego i patrona policji.

Całe miasteczko zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco. Nic dziwnego, ponieważ panuje w nim niesamowity klimat. Ciekawa kolonialna architektura na tle gór prezentuje się zdumiewająco.

Jak dojechać?

Ouro Preto usytuowane jest około 450 km od Rio de Janeiro. Z Rio do Ouro Preto kursuje kilka autobusów na dobę. My wybraliśmy opcję jazdy nocnej, ponieważ przejazd trwa około 7-8 godzin, więc mieliśmy opłacany za jednym zamachem transport i nocleg. Korzystaliśmy z usług firmy Util- bilety można kupić online lub na dworcu autobusowym (rodoviaria Novo Rio).

Co warto zobaczyć będąc w Ouro Preto?

  • W miasteczku jest trzynaście kościołów i osiem kaplic. Budowali je Portugalczycy, aby podziękować Bogu za szczęście jakie ich spotkało, a mianowicie za złoto. Praktycznie na każdym kroku w mieście słychać dzwony kościelne, co nadaje temu miejscu niesamowity charakter. Jednym z ciekawszych świątyń jest Kościół Nossa Senhora do Pilar (Kościół Matki Boskiej z Pilar) – jest to najstarsza tego typu barokowa światynia w mieście, na zdobienia ołtarza wykorzystano 400 kg złota, czyniąc ten kościół jednym z najbogatszych na świecie. Wokół kościoła znajduje się mnóstwo uroczych uliczek, po których warto się poszwendać. Każda z nich ma swój urok. Wstęp do większości kościołów jest płatny (5-10 reali)
  • Główny plac miasteczka- tutaj znajduje się pomnik Tiradentesa oraz muzeum poświęcone rebelii przeciw Portugalczykom (Museu da Inconfidência)
  • Kopalnię złota- jest usytuowana pomiędzy Ouro Preto a miasteczkiem Mariana. Jest jedyną kopalnią otwartą dla turystów w Brazylii. Wycieczka odbywa się na specjalnych wózkach, którymi zjeżdża się na głębokość 120 metrów. Cała przejażdżka trwa około 45 minut.

W miasteczku warto zatrzymać się tutaj na dłużej, aby poczuć klimat tego miejsca. Warto poprzechadzać się wąskimi uliczkami, napić się brazylijskiej kawy czy nacieszyć oko kolorytem budynków. Władze miasta dbają, aby miasteczko zachowało swój niepowtarzalny klimat, określając dokładnie jakiego koloru ma być elewacja na budynkach. Część uliczek wyłączona jest z ruchu, aby nie tarasować i tak wąskich uliczek. W Ouro Preto znajduje się też uniwersytet, który jest uznawany za pierwszą uczelnię o profilu inżynierskim w obu Amerykach. Miasteczko ma też artystyczną duszę. Znajduje się tutaj mnóstwo galerii sztuki i najstarsza w obu Amerykach opera. Poza tym po zatłoczonym Rio de Janeiro czy Sao Paolo miejsce to daje wytchnienie i spokój.

Od pół roku prowadzę bloga i muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawe dla mnie doświadczenie. Wiele fajnych rzeczy wydarzyło się dzięki temu w moim życiu. Chciałabym podziękować Wam, że jesteście ze mną i motywujecie mnie do dalszych działań. Z tej okazji mam dla Was konkurs. Wystarczy kilka prostych kroków:

  1. Udostępnij moją stronę FB na swoim profilu
  2. Opisz w komentarzu pod wpisem konkursowym swoje ulubione miejsce na wyjazd z dzieckiem, swój wybór krótko uzasadnij
  3. Na odpowiedzi konkursowe czekam do 30 lipca 2019 do godziny 23.59
  4. Zwycięzca zostanie ogłoszony najpóźniej w dniu 2 sierpnia 2019 na stronie judytaszkudlarek.pl

Wybrana osoba zostanie poproszona o wskazanie danych adresowych, po czym książka zostanie wysłana na wskazany adres.

 

Tym razem postanowiłam podzielić się swoimi doświadczeniami z podróży z dziećmi pociągiem. Szczerze mówiąc ostatni raz tym środkiem transportu w Polsce przemieszczałam się kilkanaście lat temu. Niedawno zabrałam swoje dzieci na przejażdżkę właśnie tym środkiem lokomocji. Tym bardziej, że Hubercik jeszcze nigdy nie jechał pociągiem i od jakiegoś czasu wspominał, że chętnie by się nim przejechał. Postanowiłam więc spełnić życzenie synka.

Trasa nie była zbyt długa. Punktem startu była stacja Wrocław Psie Pole, a miejscem docelowym Oleśnica. Bilety kupiłam przez Internet. Za siebie i za Hubercika zapłaciłam 10,59 zł, a Kajcia miała bilet bezpłatny. Na maila otrzymałam dwa identyczne maile z załącznikami (biletami do wydrukowania). Przyznaję się, że nie zwróciłam uwagi, że numery załączników były różne. Wydrukowałam więc bilet, na którym widniała kwota 10,59 zł i zadowolona uznałam, że jestem przygotowana do podróży.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy pani konduktor poprosiła mnie o bilet dla Kajci. Odpowiedziałam jej, że takowego nie mam, bo przecież dzieci do lat czterech jeżdżą za darmo. Pani konduktor poinformowała mnie, że nawet jak bilet jest za 0 zł, to muszę mieć wydrukowaną wersję biletu. Widząc złowieszczą minę pani konduktor jak próbowałam wytłumaczyć jej, że nie widzę w tym logiki, postanowiłam zmienić strategię i załatwić sprawę polubownie. Zaczęłam miło rozmawiać z panią, że ostatni raz jechałam pociągiem bardzo dawno temu i nie wiedziałam o panujących zasadach. Przeprosiłam ją i zapytałam co w takiej sytuacji można zrobić. Pani konduktor w odpowiedzi na mój sympatyczny ton głosu również stała się bardziej przyjemna i poinformowała mnie, że w takim razie ona mi wydrukuje ten bilet za 0 zł. Ja nieśmiało zapytałam czy to jest konieczne, bo zbliżamy się do stacji Oleśnica, na której wysiadamy. Pani konduktor jednak zaakcentowała, że pasażer musi jechać z ważnym biletem i poszła wydrukować nam owy bilet. Kiedy przyszła my już szykowaliśmy się do wysiadki. Ponadto, nasuwa się pytanie o ekologię. Nie mówiąc o tym, że zastanawiałam się jaki jest sens ponoszenia kosztu wydruku w przypadku bezpłatnego biletu. Logiki nie widzę w tym żadnej. Ale dobrze, że nie zapłaciłam kary za brak biletu za 0 zł.

Kolejnym moim zdziwieniem był stan pociągu, którym jechaliśmy. Wyobrażałam sobie, że w XXI wieku wagony są dostosowane do podróży z wózkami niemowlęcymi. Okazało się, że nic bardziej mylnego. Podjechał dość wiekowy pociąg z wysokimi schodami. Bez pomocy osoby trzeciej byłoby naprawdę trudno wnieść go środka, tym bardziej, że poruszamy się dość ciężkim terenowym wózkiem. Na szczęście sympatyczni pasażerowie pomogli mi wciągnąć pojazd Kajci do środka, a następnie udzielili mi pomocy przy wysiadaniu.

Po wejściu do środka stanęliśmy zaraz przy kabinie maszynisty. Drzwi do kabiny były zepsute i przy każdym kołysaniu pociągu drzwi zamykały się trzaskając głośno, a następnie otwierały się. Kajcia przy każdym trząśnięciu wzdrygała się ze strachu, więc przemieściliśmy się w inne miejsce. Pomyślałam jednak, że współczuję maszyniście, który w takim huku musi jechać kilka godzin.

Generalnie jednak dla Hubercika podróż się podobała i przez kilka następnych dni opowiadał o niej. Dla mnie najważniejsze jest to, że dziecko było zadowolone. Niemniej jednak nasuwa mi się konkluzja, że w przypadku kolei nadal nie wiele się zmieniło od czasów PRL.

Na granicy pomiędzy Brazylią a Paragwajem znajduje się druga w kolejności największa elektrownia wodna na świecie. Na rzece Parana została zbudowana zapora o długości prawie 8 kilometrów i wysokości prawie 200 metrów. W ten sposób powstał zbiornik o powierzchni 1350 km2. Nazwa Itaipu pochodzi z języka Indian Guarani i oznacza „śpiew kamieni”.

Pomysł budowy Itaipu zrodził się na początku lat 70. XX wieku. Paragwaj i Brazylia podpisały wówczas traktat o eksploatacji rzeki Parana w celu uzyskania energii hydroelektrycznej.

Budowa elektrowni trwała 9 lat, a na potrzeby inwestycji wybudowano dla pracowników specjalne miasteczko ze szkołami, szpitalami, sklepami i restauracjami. O wielkości inwestycji świadczy fakt, że przy jej realizacji pracowało 37 tys. osób.

Elektrownia w 95% pokrywa zapotrzebowanie Paragwaju na elektryczność, a w 20% Brazylii. Koszt budowy zapory wyniósł około 20 mld dolarów, czyniąc tą inwestycję jedną z najbardziej kosztownych w historii. Trudno nie uwzględnić pragmatycznego aspektu budowy elektrowni. Z drugiej strony, inwestycja była bardzo kontrowersyjna, ponieważ wiązała się z wysiedleniem wielu rodzin, dewastacją puszczy i przesiedleniem wielu gatunków zwierząt.

Zapora Itaipu została uznana przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Cywilnych za jeden z siedmiu cudów współczesnego świata. Zapora uznawana jest nie tylko za cud o charakterze ekonomicznym, ale także stanowi dla obu krajów obiekt turystyczny. Szacuje się, że co roku około 700 tys. turystów przybywa podziwiać to cudo inżynieryjne. A oferta turystyczna z roku na rok się rozszerza.

Informacje praktyczne

Koszt zwiedzania elektrowni to 13 dolarów dla osoby dorosłej. Osoby starsze i dzieci do lat 16 płacą 6,5 dolara. Osoby niepełnosprawne nie ponoszą opłat związanych ze wstępem.

Itaipu można zwiedzać zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy. O zmierzchu można podziwiać przepięknie podświetloną zaporę. Zwiedzanie nocne możliwe jest tylko dwa razy w tygodniu (w piątki i soboty).

Podczas wycieczki po Itaipu można zobaczyć film o zaporze, przepłynąć się katamaranem po rzece (płatne dodatkowo 26 dolarów) czy odwiedzić planetarium (płatne dodatkowo 8 dolarów).

Zapora Itaipu znajduje się kilkanaście kilometrów od wodospadów Iguassu. Można tutaj dotrzeć, wykupując wycieczkę u prywatnych przewoźników. My wybraliśmy tańszą opcję- dojazd transportem publicznym (autobus 101, 102 i 104 z dworca Urbano).

Kompleks dla zwiedzających jest przystosowany dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Bez problemu po terenie zapory można poruszać się wózkami niemowlęcymi.