Przeskocz do treści

Często dopytujecie się, jakie miejsce mogę Wam polecić na jednodniowy wyjazd za miasto. Postanowiłam zebrać w jednym wpisie kilka propozycji z podziałem według preferencji. Dolny Śląsk obfituje w takie miejsca, dlatego w swoim wyborze skoncentrowałam się na naszych ostatnich wyjazdach, które sprawdziły się w przypadku maluchów i które są mile wspominane przez nasze pociechy.

Przyroda

Staw Piaskowy i Soczewica
Park przy opactwie Cystersów w Henrykowie
Kolorowe Jeziorka

Zwierzęta

Agroturystyka Cicho-Sza
Ruda Sułowska

 

Plac zabaw

Zielona Oliwka

Nieco powyżej poziomu morza czyli niewielkie wzniesienia przyjazne maluchom

Gromnik
Góra Ślęża

Miejsce do biwakowania

Kompleks Miłocin

 

Zielona Oliwka

Jeśli macie swoje ulubione miejsce (niekoniecznie na Dolnym Śląsku) podzielcie się również swoimi doświadczeniami. Chętnie skorzystamy z Waszych podpowiedzi. Tym bardziej, że wiosna w pełni, lato przed nami, więc też chętnie podążymy za Wami ku nowej przygodzie.

Opactwo Cystersów w Henrykowie dawniej….

Zaledwie 50 km od Wrocławia mieści się opactwo Cystersów. Henryków nasączony jest historią zakony cysterskiego. A wszystko zaczęło się od Francji, gdzie w 1098 roku zostaje powołany pierwszy zakon cysterski. Założycielami była grupa mnichów pod przewodnictwem św. Roberta z Molesme, którzy zdecydowali się prowadzić samotne życie z dala od miast, w oparciu o regułę św. Benedykta. Zakon opierał się na kilku fundamentach: surowej ascezie, rezygnacji z dóbr feudalnych oraz pracy fizycznej. To, co charakteryzowało zakon cysterski to jednolitość (wszystkie klasztory przestrzegały tych samych zasad i zwyczajów), coroczne zebrania opatów wszystkich klasztorów w Citeaux i regularnych corocznych wizytacja ojca-założyciela we wszystkich swoich oddziałach zakonnych.

Powstanie zakonu Cystersów w Henrykowie datuje się na 1222 rok, kiedy to Henryk Brodaty udzielił Mikołajowi, wrocławskiemu kanonikowi zezwolenia na osiedlenie się Cystersów w Henrykowie. Pierwsi mnisi przybyli do Henrykowa w 1227 roku- było to dziewięciu mnichów z opactwa Lubiąż, kierowanych przez opata Piotra. Opactwo rozwijało się dynamicznie aż do inwazji Mongołów w 1241 roku, kiedy to klasztor został spalony i splądrowany.  Po inwazji Cystersi przystąpili do odbudowy swojego klasztoru i walki o odzyskanie majątku.

Opat Piotr w 1269 roku zaczął prowadzić kronikę zwaną Księgą Henrykowską, opisując historię założenia opactwa oraz spisując majątek klasztoru. Księga stała się jednym z najcenniejszych zabytków literatury polskiej, ponieważ zawiera m.in. pierwsze zdanie w języku polskim „day, ut ia pobrusa a ti poziwai”.

Z biegiem lat Cystersi umacniali swoją pozycję. O ich rosnącej sile świadczy powstanie opactwa siostrzanego w Krzeszowie. Według źródeł pod koniec XIII wieku w Henrykowie mieszkało 80 mnichów i braci świeckich. Cystersi w Henrykowie zajmowali się tkactwem oraz szewstwem.

Kres rozwoju klasztoru nastąpił podczas wojny husyckiej w latach 1428-1430, kiedy to kościół został ponownie spalony i splądrowany, a mnisi uciekli do Nysy i Wrocławia. Najazdy nękały opactwo jeszcze przez kolejne lata. Klasztor odzyskał względny spokój dopiero w XVI wieku, kiedy to opat Andrzej przystąpił do rozbudowy klasztoru oraz jego reform. Jego dzieło zostało jednak zniweczone przez wojnę 30-letnią i dopiero po wojnie przywrócono opactwo do dawnej świetności. Następnie wojny śląskie, a później napoleońskie przyniosły kres funkcjonowania klasztoru. W 1810 roku król pruski Fryderyk Wilhelm III ogłosił sekularyzację zakonu, w wyniku której mnisi opuścili mury klasztorne, a opactwo henrykowskie zostało zlikwidowane.

Następnie majątek klasztorny został zakupiony przez królową holenderską Fryderykę Wilhelminę. Pod koniec XIX wieku klasztor został przejęty przez książąt  sasko-weimarskich, którzy przekształcili klasztor w rezydencję magnacką oraz utworzyli przepiękny park tuż za kościołem.

W czasie II wojny światowej majątek został po raz kolejny splądrowany zarówno przez Niemców, jak i Armię Czerwoną. Z tego względu, że w budynkach klasztornych mieścił się szpital wojskowy budynki nie zostały zniszczone. Cystersi powrócili do Henrykowa dopiero w 1946 roku.

Opactwo Cystersów w Henrykowie dziś…

Obecnie działa tutaj Wyższe Seminarium Duchowne, Dom Opieki Społecznej oraz Katolickie Liceum Ogólnokształcące. Punktem Centralnym kompleksu jest kościół Wniebowzięcia NMP, przed którym stoi pomnik Trójcy Świętej z XVII wieku. Tuż za klasztorem rozciąga się przepiękny park z licznymi pomnikami przyrody, ścieżkami pieszymi i trasami rowerowymi oraz miejscami do odpoczynku. Zarówno na terenie ogrodu klasztornego, jak i parku napotkać można liczne pomniki przyrody. To tutaj właśnie można znaleźć jeden z najstarszych cisów w Polsce (szacuje się, że ma 754 lata) oraz przepiękne dęby szypułkowe.

W parku znajduje się także grób dawnego właściciela kompleksu- księcia Wilhelma Ernesta von Sachsen–Weimar–Eisenach.

Informacje praktyczne:

  • Samochód można zaparkować na parkingu przy drodze głównej z Henrykowa do Ziębic. Parking jest bezpłatny. Tuż za parkingiem znajduje się brama wejściowa na teren kompleksu klasztornego. Można też przejść od parkingu w stronę miasteczka i tam wejść bramą od ul. H. Brodatego.
  • W parku są wytyczone szlaki piesze i rowerowe, a nawierzchnia jest dogodna dla wózków niemowlęcych
  • Na zwiedzanie kompleksu klasztornego i parku z dziećmi należy przeznaczyć cały dzień. My przyjechaliśmy do Henrykowa rano około 9:30, a wyjeżdżaliśmy około 17:30. Zwiedziliśmy cały obiekt, pochodziliśmy po parku oraz zrobiliśmy sobie piknik. Nasze pociechy były przeszczęśliwe.
  • To znakomite miejsce do odpoczynku i zadumy. W Henrykowie byliśmy w niedzielę i spotkaliśmy tam zaledwie kilka osób. Nie było tłumów, można było nacieszyć się ciszą i spokojem

Mimo niepewnej pogody, zdecydowaliśmy się jednak wyruszyć z domu. Spragnieni świeżego powietrza oraz trekkingu pojechaliśmy do Barda, aby wejść na Górę Bardzką inaczej zwaną Kalwarią.

Samochód zaparkowaliśmy na parkingu tuż nad rzeką Nysą, przy spływie pontonowym (zaraz przy wjeździe do Barda, tuż przy dwóch mostach).

Na górę Kalwarię pierwotnie można było dotrzeć trzema drogami: drogą niemiecką (główna droga) oraz polską i czeską (poboczne trasy). Wzdłuż drogi niemieckiej spotkać można murowane stacje Drogi Krzyżowej, zbudowane w XIX wieku oraz murowane kapliczki odnoszące się do siedmiu boleści Matki Bożej.

Po drodze docieramy do Kapliczki „Źródło Maryi”. Znajduje się tutaj ujęcie źródlanej wody. Pielgrzymi podążający na górę Kalwarię nabierają ją sobie w butelki, aby móc ugasić pragnienie podczas spaceru. Tym bardziej, że źródełko uchodzi za cudowne i wierzy się, że ma właściwości lecznicze, zwłaszcza w chorobach wzroku. W XVII wieku w tym miejscu prawdopodobnie miało miejsce uzdrowienie chorego Czecha. Według legendy miejsce to ma jeszcze jedną zaletę- posiada moc spełniania marzeń- wystarczy tylko nabrać wody w usta i okrążyć kapliczkę trzy razy w kółko. Warto spróbować…W końcu nie wiele wysiłku trzeba włożyć, a marzenia mamy na wyciągnięcie ręki. Przy kapliczce znajdują się stoliki i ławki, więc można odpocząć i coś przekąsić, a także pokontemplować naturę. Powiem Wam po kilku tygodniach spędzonych w domu, mogłabym tak godzinami siedzieć, słuchać śpiewu ptaków i delektować się ciszą i spokojem.

Kilkanaście minut drogi dalej za kapliczką znajduje się drogowskaz na Obryw Skalny. Od drogowskazu na Obryw szliśmy jeszcze kolejne 20 minut. Obryw Skalny to potężne osuwisko znajdujące się na stoku góry Kalwarii opadające do dna doliny Nysy Kłodzkiej. Jest to największe osuwisko w Sudetach, którego powstanie datuje się na 1598 rok. Na urwisku skalnym został zbudowany punkt widokowy z charakterystycznym białym krzyżem. Widoki na miasto są przepiękne. Zapierają dech w piersiach. Muszę przyznać, że zachwyciła mnie panorama Barda podziwiana właśnie z Obrywu Skalnego.

Z Obrywu Skalnego na szczyt góry Kalwarii szliśmy około pół godziny- cały czas zielonym szlakiem. Na szczycie znajduje się Kaplica Górska. Legenda mówi, że w 1400 roku mieszkańcy usłyszeli na górze szlochanie. Kiedy pobiegli zobaczyć co się dzieje, ujrzeli Matkę Boską, która siedziała na kamieniu i płakała z powodu nieszczęścia, jakie miało nawiedzić te tereny. Po pewnym czasie Matka Boska uniosła się i zniknęła, a w miejscu, w którym siedziała, zostały odciski jej stóp i rąk. Na miejscu objawienia w XVII wieku wzniesiona została kapliczka. Obecnie kaplica jest pod opieką zakonu redemptorystów, a od maja do września w każdą niedzielę o godzinie 11 odbywa się tutaj msza święta. Kiedy przybyliśmy na górę kapliczka była akurat otwarta i mieliśmy okazję wejść do środka.

Na górze znajdują się ławki, na których można odpocząć i podziwiać piękne widoki. Akurat my na szczycie nie spędziliśmy zbyt dużo czasu, ponieważ nadciągała czarna chmura i obawialiśmy się ulewy. Poza tym wiało dość mocno i Kajcia zaczęła nam narzekać, bo ona nie lubi tego typu niedogodności. Dlatego niebieskim szlakiem zaczęliśmy schodzić w dół.

Informacje praktyczne:

  1. Mimo, że góra nie jest wysoka (583 m) to momentami podejścia są strome i można się zmęczyć. Nawet Hubercik zaprawiony w chodzeniu po górach momentami narzekał, dlaczego jest tak stromo.
  2. Na górę Kalwarię szliśmy szlakiem zielonym, a wracaliśmy niebieskim. Nie jest to trasa dogodna dla wózków dziecięcych. Podejścia są strome oraz kamieniste, momentami wąskie, więc wybierając się z małym dzieckiem zdecydowanie polecam nosidełko
  3. Przy parkingu znajduje się budka z jedzeniem, w której można kupić frytki, zapiekanki, pstrąga czy napić się kawy lub herbaty. W czasie pandemii koronawirusa budka jest czynna, co nas zaskoczyło. Za to toaleta nie była dostępna, więc pozostaje tylko opcja „na łonie natury”
  4. Z dziećmi wejście na szczyt i zejście zajęło nam 3 godziny spokojnym, spacerowym tempem, z krótkimi przystankami
  5. Dużym plusem jest to, że nie ma tutaj tłumów ludzi. W dobie pandemii ma to ogromne znaczenie. Więc jeśli chcecie wybrać się w miejsce, gdzie będziecie czuć się bezpiecznie, to jest to dobry kierunek

W Lądku Zdroju jesteśmy co najmniej dwa razy w roku, ale pierwszy raz wybraliśmy się do Zamku na Skale w Trzebieszowicach położonego niecałe 10 km właśnie od Lądka Zdroju. W związku z tym, że chcieliśmy poznać trochę historii zdecydowaliśmy się na zwiedzanie obiektu z przewodnikiem. Pani przewodnik przybliżyła nam nie tylko historię, ale poopowiadała różne ciekawe anegdoty związane z tym miejscem.

Historia zamku sięga XV wieku. Do dnia dzisiejszego zachowały się pewne elementy z tego okresu- kamienne ściany w piwnicach. Początkowo była to siedziba rycerska o charakterze obronnym. W XVI wieku na miejscu tej siedziby zaczęto wznosić renesansowy pałac. Zamek zmieniał kilkakrotnie swoich właścicieli. Był m.in. w rękach rodziny Reinchenbachów. W wyniku wojny 30-letniej stracili oni swój majątek, który przeszedł w ręce rodu Wallisów, wywodzący się z Irlandii, ale mający także francuskie korzenie. To za ich panowania dwór został przebudowany ze stylu renesansowego w barokowy. Po Wallisach zamek trafił w ręce von Schlabrendorfów, następnie von Frankenbergów oraz Fürstnebergów.

W 1813 roku w Trzebieszowicach wyprawił swoje 43 urodziny król pruski Fryderyk Wilhelm III. A na balu pojawił się nawet car Rosji Aleksander I.

Popularność zamek zyskał w XIX wieku, kiedy przybywali do niego licznie turyści stacjonujący w Lądku-Zdroju. Na uwagę zasługuje fakt, że w tym okresie Lądek Zdrój był jednym z najmodniejszych uzdrowisk na świecie.

W 1945 roku zamek został zniszczony wraz z nadejściem armii radzieckiej. Po II wojnie światowej pałac trafił w ręce państwa. W 2004 roku ponownie przeszedł w prywatne ręce i dzięki znacznym środkom finansowym został wyremontowany i oddany do użytku.

Zamek jest pięknie usytuowany. Otacza go duży park. Tuż przy zamku płynie rzeka Biała Lądecka.  Obecnie mieści się tutaj hotel, Spa i restauracja. Organizowane są liczne konferencje i szkolenia. A codziennie o 20:00 odbywają się koncerty z muzyką na żywo.

Na zamek warto przyjechać z kilku względów:

- zamek posiada bogatą historię, obfitującą w liczne wydarzenia. Na początku XX wieku o zamku w Trzebieszowicach pisały gazety na całym świecie…a wszystko za sprawą Piusa, syna Teresy Harbuval-Chammar i jego romansu z wiedeńską śpiewaczką Wandą Blaustein. W wyniku wypadku pod Wiedniem trafił do szpitala, w którym przeżył jeszcze trzy dni. Będąc w szpitalu swojej ukochanej przepisał cały majątek. Rodzina nie uszanowała woli Piusa i skierowała sprawę przeciwko śpiewaczce do sądu. W rezultacie ta musiała wszystko zwrócić rodzinie.

- można przenocować tutaj w komnatach pałacowych

- po zamku oprowadza sama właścicielka, która jest zafascynowana historią tego miejsca i z pasją i zaangażowaniem przekazuje wiedzę zwiedzającym

- ciekawe jest, że rozwiązania architektoniczno-budowlane sprzed kilku wieków funkcjonują do dzisiaj: usytuowanie zamku na skale sprawiło, że nawet podczas powodzi w 1997 roku pałac nie został zalany, pomimo, że okoliczne tereny pokryte były wodą; ogrzewanie podłogowe z XIX wieku działające bez zarzutów do dnia dzisiejszego; oryginalnie zachowane kryształowe szyby i lustra itp.

- liczne wydarzenia kulturalne sprawiają, że to miejsce wciąż żyje i pisze nową historię…

Stary Gierałtów- trochę historii…

Stary Gierałtów jest jedną z najstarszych wsi w Kotlinie Kłodzkiej. Usytuowana jest pomiędzy Górami Złotymi a Bialskimi. Pierwsze wzmianki o miejscowości sięgają XIV wieku. Pierwotnie była własnością Ottona, Reinczka i Nicolausa von Glubos.W VII wieku wioska została zakupiona przez rodzinę Althanów  z Międzylesia. Okres świetności miejscowości przypada na drugą połowę XVIII wieku, dzięki rozwojowi rzemiosła, handlu, tkactwa i lokalnego przemysłu. Od XIX wieku miejscowość zaczęła być także atrakcyjnym celem turystycznym.

Stary Gierałtów - co warto zobaczyć?

We wsi zachował się kościół z 1798 roku. Zachowało się w nim wnętrze pochodzące z XVIII-XIX wieku. Świątynia usytuowana jest na wzgórzu skąd rozpościerają się przepiękne widoki. Do kościoła prowadzi aleja brzózek. Niedaleko kościoła początek swój ma Droga Krzyżowa, zrobiona z drewnianych słupków. A oto komunikat miejscowego proboszcza dotyczący Drogi Krzyżowej.

W Starym Gierałtowie warto zwrócić uwagę na piękne domy pochodzące z XIX wieku. Są one przeważnie murowane lub drewniano-murowane. Przy wielu domach można spotkać małe kapliczki. Przyznam szczerze, że robią one wrażenie.

Na terenie wsi znaleźć można kapliczkę pochodzącą z XVIII wieku.

Stary Gierałtów- dlaczego warto przyjechać?

Miejscowość jest atrakcyjna zarówno latem, jak i zimą. Przez miejscowość przebiegają trasy piesze i rowerowe:

  • Stary Gierałtów – Karpno – Nowy Gierałtów – Stary Gierałtów, niecałe 12 km
  • trasa Stary Gierałtów – Nowy Gierałtów – Bielice – Przełęcz Sucha (1006 m.n.p.m.) – Przełęcz Dział (922 m.n.p.m.) – Stary Gierałtów, niecałe 26 km
  • Lądek Zdrój - Trojak (766 m. npm.) - Zamek Karpień - Stary Gierałtów (przystanek PKS), czas przejścia ok. 3 godziny

Na terenie miejscowości znajduje się świetlica „Trzy siostry”, w której w każdą sobotę od godziny 12 do 14 odbywa się kiermasz produktów lokalnych, na którym można kupić rękodzieło, produkty lokalne, wypieki oraz pamiątki. Nazwa świetlicy wywodzi się od nazwy grupy skał w Górach Bialskich.

W zimie Stary Gierałtów jest znakomitą bazą wypadową dla narciarzy do okolicznych Bielic (10km), Czarnej Góry (niecałe 12 km) czy Kamienicy (niecałe 12 km).

Miejscowość usytuowana jest w niedalekiej odległości od Lądka Zdroju (12km) i granicy polsko- czeskiej (do przejścia w Lutyni / Przełęcz Lądecka jest niecałe 15 km, do przejścia Przełęcz Płoszczyna jest niecałe 17 km)

Stary Gierałtów- gdzie nocować i zjeść?

Tym razem nocowaliśmy w Agroturystyce Maciejówka, którą gorąco polecamy. Panuje w niej domowa, luźna atmosfera. Na piętrze znajduje się 7 pokoi, a na dole ogólnodostępna kuchnia z salonem. Można tutaj zorganizować grilla lub/i ognisko. Dla dzieci dostępny jest plac zabaw. Jednak największą atrakcją dla moich pociech był piesek „Czaruś”, który codziennie do nas przychodził i spacerował z nami po miejscowości. Moja Kajcia oszalała na jego punkcie.

Posiłki można  zamówić sobie u Pani właścicielki. My akurat stołowaliśmy się w innych miejscach, ale osoby, które spotykaliśmy w kuchni, bardzo chwaliły kuchnię przesympatycznej Pani gospodyni.

Polecamy natomiast knajpkę Raj Pstrąga: https://rajpstraga.pl/knajpka/ znajdującą się w Goszowie, 4 km od Starego Gierałtowa. Można w niej zjeść przepyszne ryby (smażone, grillowane i wędzone), zupy (rybna i kwaśnica) oraz lokalne wyroby np. napić się pigwoniady (lemoniady zrobionej z pigwy). Powiem szczerze, że rybki tutaj są przepyszne. Jadłam pstrąga w wielu miejscach, ale tutaj jest on wyjątkowy.