Przeskocz do treści

Góry Kamienne to pasmo w Sudetach Środkowych, usytuowane na pograniczu polsko- czeskim. Dzielą się one na: Góry Krucze, Czarny Las, Pasmo Lesistej i Góry Suche. Tym razem w niedzielny poranek postanowiłam wybrać się na wypad w kobiecym gronie, aby zdobyć Pasmo Lesistej, a przede wszystkim Dzikowiec Wielki (835 m n.p.m) i Sokółkę (800 m n.pm.m).

Dworzec w Boguszowie-Gorce

 

Wyprawę swoją rozpoczęłyśmy w Boguszów-Gorce. Do Boguszowa dojechałyśmy pociągiem z Wrocławia (to zaledwie 1 h 25' drogi z Wrocławia). Wsiadłyśmy o godzinie 9.30 w pociąg i około 11 dotarłyśmy na miejsce. Z dworca PKP kierujemy się w stronę ul. Kosynierów, następnie dochodzimy do ul. św. Barbary  i idziemy do końca tą ulicą, po czym wchodzimy w las. Znajdujemy zielony szlak, który prowadzi nas na Dzikowiec Wielki. Na szczycie na Dzikowcu Wielkim znajduje się drewniany podest, z którego rozpościerają się ładne widoki. Ale, żeby wejść na wieżę widokową trzeba iść do najbliższego rozwidlenia dróg i odbić w lewo około 500 metrów. Wieża widokowa nie znajduje się bowiem na samym szczycie. Zanim weszłyśmy na wieżę widokową odbiłyśmy w prawo i idąc szlakiem zielonym doszłyśmy do szczytu Sokółka, skąd można było podziwiać przepiękną panoramę.

Widoki z Sokółki
Widoki z Sokółki

Widoki z Sokółki

Tuż przy wieży widokowej znajduje się kolejka/wyciąg Ośrodka Sportowo- Rekreacyjnego. Kolejka niestety nie była czynna więc leśną drogą zeszłyśmy na dół. Na dole przy Ośrodku Sportowo-Rekreacyjnym znajduje się plac zabaw dla dzieci i punkt gastronomiczny, w którym serwują przepyszne placki ziemniaczane.

Z Ośrodka udałyśmy się na dworzec PKP Boguszów -Gorce Wschód. O 18.30 miałyśmy pociąg do Wrocławia. To był super dzień. Spędzony w miłym towarzystwie, ale bez tłumów i kolejek jak na Szczeliniec Wielki. Zdecydowanie bardziej odpowiadają mi takie miejsca zapomniane przez innych, a eksplorowane z ogromną radością. Gdzie można delektować się ciszą i spokojem. Gdzie napotkany człowiek to rzadkość i jednocześnie przyjemność.

Widoki z Sokółki
Widoki z Sokółki
Widoki z Sokółki
Wieża widokowa na Dzikowcu Wielkim (a w zasadzie obok Dzikowca)

Informacje praktyczne:

  1. Jeśli chcesz spędzić dzień bez tłumów turystów to ta trasa jest zdecydowanie dla Ciebie.
  2. Trasa nie nadaje się dla wózków dziecięcych
  3. Wieża widokowa jest bezpłatna
  4. Sokółka to jest "must be" każdego, kto znajdzie się w okolicy. Z Sokółki rozpościerają się przepiękne widoki.

Kraina Wygasłych Wulkanów znajduje się między Jelenia Górą a Złotoryją, 1.5 godziny drogi od Wrocławia, w regionie Gór i Pogórza Kaczawskiego. Wprawdzie działalność sejsmiczna na tych terenach miała miejsce 250 milionów, aczkolwiek miejsce wciąż jest inspirujące z kilku względów. Po pierwsze, ciekawe jest ukształtowanie terenu. Łagodne wzniesienia, pokryte skałami bazaltowymi, są wspaniałymi miejscami do zdobycia z maluchami. Najwyższy wygasły wulkan- Ostrzyca liczy 499 m n.p.m (chociaż niektóre źródła podają 501 m n.p.m). Po drugie, Kraina Wygasłych Wulkanów to obszar interesujący pod względem historycznym. Pogórze Kaczawskie było niegdyś ważnym ośrodkiem ekonomicznym. Bogactwo zasobów naturalnych przyczyniło się do tego, że region prężnie się rozwijał. A bogate obszary wymagały ochrony, dlatego wznoszono tu liczne budowle warowne, które można podziwiać do dnia dzisiejszego. Po trzecie, miejsce pobudza wyobraźnię najmłodszych. Kiedy powiedzieliśmy Hubercikowi, że jedziemy do Krainy Wygasłych Wulkanów, zasypał nas mnóstwem pytań: a czy te wulkany jeszcze wybuchają? A czy na górze jest dziura? A czy są tam skały? Itd....

 

Ostrzyca Proboszczowicka
Tym razem postanowiliśmy zdobyć Ostrzycę. Zdobyć to może zbyt wielkie słowo, bo wzniesienie jest niewielkie, ale zmęczyć się odrobinę można, a dzieci nie będą zbyt mocno marudzić. Ostrzyca przyciąga uwagę swoim wulkanicznym kształtem.  A ze szczytu można podziwiać przepiękne widoki. Ze wzniesieniem związane są liczne opowieści i legendy. Przypuszcza się, że Ostrzyca w czasach kultury łużyckiej mogła być ośrodkiem pogańskiego kultu. Jedna z legend głosi, że Ostrzyca w okresie wojny 30-letniej była zamieszkiwana przez pustelnika, który uratował ówczesnego Pana Proboszczowa von Redern wraz z całą jego rodziną, kiedy wpadli w ręce złowrogich wojsk.

W 1998 roku utworzono tutaj Obszar Chroniony Krajobrazu "Ostrzyca Proboszczowicka". Zajmuje on teren o powierzchni 1190 ha. Przez obszar przepływają rzeki Czermnica i Skora oraz kilka potoków i cieków. Teren poza unikalnymi walorami przyrodniczymi posiada liczne walory rekreacyjne i turystyczne, w tym szlaki "Wygasłych Wulkanów" i "Zamków Piastowskich".

Informacje praktyczne:

1. Polecam nawigację nastawić na wieś Proboszczów, a nie Ostrzycę Proboszczowicką, bo wyjedziemy w miejsce odległe o 30 km. We wsi Proboszczów (jadąc od strony wsi Sokołowiec) za Kościołem należy skręcić w lewo i jedziemy kierując się żółtymi znakami z napisem "Ostrzyca Proboszczowicka". Najpierw docieramy do pierwszego parkingu, gdzie możemy zostawić samochód. Można jednak również podjechać trochę dalej i zaparkować auto przy wiecie piknikowej.
2. Droga nie nadaje się dla wózków dziecięcych, ponieważ fragmentami podejścia są strome. Zdecydowanie polecamy nosidełko.
3. Na szczyt prowadzi szlak żółty, idealny dla najmłodszych. Czas wejścia z dziećmi- około 45 minut


4. Miejsce nie jest tłoczne. Byliśmy w kwietniową sobotę i naprawdę na szlaku spotkaliśmy kilka osób
5. Po zejściu rozpaliliśmy ognisko i zrobiliśmy sobie piknik na dole. Wszyscy ze smakiem zjedliśmy pieczoną na ognisku kiełbaskę, a dzieci miały niesamowitą radość.

Mimo, że dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny, to śnieg pada i pogoda nie daje zapomnieć nam o zimie. My bardzo się cieszymy z tego faktu i korzystamy z uroków zimy, bo w końcu wiosna ta prawdziwa niedługo nadejdzie, a na zimę będziemy musieli czekać prawie rok.

W tym wiosenno-zimowym dniu, postanowiłam zebrać nasze ulubione miejsca na sanki niedaleko Wrocławia. Wybieramy przede wszystkim takie miejsca, gdzie górka jest dogodna dla najmłodszych i gdzie w pobliżu znajduje się schronisko młodzieżowe czy bar, aby móc ogrzać się ciepłym posiłkiem. Kierując się tymi kryteriami, do naszych top miejsc należą:

1. Górka przy PTTK Andrzejówka

Zalety:

  • Miejsce znajduje się 1,5 godziny drogi od Wrocławia, więc można wybrać się na 1-dniową wycieczkę
  • Można dotrzeć na samo miejsce samochodem. Oczywiście obowiązuje tu zasada, kto pierwszy ten lepszy. Dlatego my zawsze staraliśmy się być pod PTTK Andrzejówka najpóźniej o 10:00, bo później z zaparkowaniem może był kłopot.
  • Można tutaj nie tylko pozjeżdżać na sankach, ale także udać się na spacer w pięknych okolicznościach przyrody
  • W schronisku PTTK Andrzejówka można zjeść pyszny posiłek. Jedzenie jest naprawdę rewelacyjne, a ciasta domowej roboty powalają z nóg. W zimie na zewnątrz znajduje się także kuchnia polowa i można kupić dodatkowo grochówkę czy kiełbaskę z grilla.

Wady:

  • Miejsce cieszy się bardzo dużą popularnością i w weekendy lub dni świąteczne robi się tutaj bardzo tłoczno. Jeśli przyjedziemy tutaj zbyt późno to musimy liczyć się z kilkunastokilometrowym korkiem

2. Przełęcz Spalona przy schronisku PTTK Jagodna

W tym roku to miejsce było przez nas odwiedzane najczęściej w sezonie zimowym. Upodobaliśmy sobie je z kilku względów:

Zalety:

  • Mam wrażenie, że to miejsce jest znacznie mniej tłoczne aniżeli przy schronisku PTTK Andrzejówka. Piszę celowo, że „mam wrażenie”, ponieważ tutaj można znaleźć kilka fajnych miejsce do zjeżdżania na sankach, więc nawet jak na parkingu było mnóstwo samochodów, nie odczuwało się tutaj zbytniego zatłoczenia
  • Parking znajduje się tuż przy schronisku PTTK Jagodna
  • Z Wrocławia do schroniska PTTK Jagodna jest 2 godziny drogi
  • Przy schronisku PTTK Jagodna nie tylko można było pozjeżdżać na specjalnie wydzielonych górkach, ale można podejść kawałek szlakiem pieszym pod górę i zjeżdżać na sankach na dłuższych trasach. Warunek jest jeden: najlepiej wybrać się tutaj rano, kiedy nie ma praktycznie turystów i podczas zjazdu nikomu nie będziemy przeszkadzać
  • Jedzenie w schronisku PTTK Jagodna jest fenomenalne. Słynne racuchy z jagodami nas nie zawiodły. A porcje są ogromne, więc spokojnie jedną porcją mogą najeść się 2 osoby. Na zewnątrz działa kuchnia polowa. I jeszcze przed wejściem do schroniska pali się ognisko, przy którym można się ogrzać oraz upiec sobie kiełbaskę.

Wady:

  • Zdecydowanie brak takowych:)

3. Karpacz- górka naprzeciwko Apartamentów pod Śnieżką (przy ul. Myśliwskiej). Górka jest bezpłatna. Na tej samej ulicy przy ul. Myśliwskiej 13 jest tzw. Góra Saneczkowa, z której korzystanie jest płatne (10 zł). My korzystaliśmy z tej pierwszej opcji.

Zalety:

  • Miejsce znajduje się niecałe 2 godziny drogi z Wrocławia
  • Parking znajduje się tuż przy górce
  • Z 200 m od górki znajduje się bar, w którym można posilić się ciepłym posiłkiem. Polecamy tutaj pierogi, robione przez Panią właścicielkę.
  • Niedaleko znajduje się stok narciarski Karpatka oraz wypożyczalnia nart i sanek, więc jak Hubercik jeździł na nartach, ja z Kajcią w tym czasie jeździłyśmy na sankach

Wady:

  • Zdecydowanie brak takowych:)

4. Jakuszyce

Zalety

  • Miejsce usytuowane jest 2 godziny drogi od Wrocławia, ale można tutaj dotrzeć także pociągiem. Pociągiem jedziemy z Wrocławia do Szklarskiej Poręby Górnej, a tam od razu przesiadamy się na czeski pociąg, który jedzie do Jakuszyc. Połączenie jest rewelacyjne
  • Nawet jak w innych miejscach śnieg już stopnieje, w Jakuszycach można się nim jeszcze cieszyć
  • Miejsce cieszy się popularnością wśród narciarzy biegowych, ale można tutaj znaleźć górki do zjazdu sankami. Można też udać się na spacer podziwiając piękne krajobrazy.
  • Od dworca PKP prowadzi malowniczy szlak do Stacji Turystycznej Orle, gdzie można zjeść dobry posiłek

Wady:

  • W stacji Turystycznej Orle nie można płacić kartą
  • Obsługa w restauracji w Stacji Turystycznej pozostawia wiele do życzenia

W tym roku zima dopisała i mimo licznych zakazów, cieszymy się, że mieliśmy okazję skorzystać z jej uroków. Saneczkarstwo stało się niemal sportem narodowym. Muszę przyznać, że my z Grzesiem na nowo poczuliśmy smak dzieciństwa.

W pandemię każdy zapewne szuka miejsca niezbyt tłocznego. Dlatego tym razem wybór padł na Radunię (573 m n.p.m.), która jest drugim co do wielkości szczytem w Masywie Ślęży.

Geneza nazwy Radunia sięga XIII wieku. Po II wojnie światowej nazywana była Sępią Górą.  Niedaleko szczytu zachował się wał kultowy, który szacuje się, że powstał 400-300 lat p.n.e. Wał otaczał miejsce, w którym czczono bóstwo księżyca.

Na szczycie góry znajduje się Rezerwat Przyrody Góra Radunia. Celem jego utworzenia była ochrona rzadkich gatunków roślin.

Od 2014 roku formalnie wejście na sam szczyt Raduni jest zabroniony. W Rezerwacie Przyrody Góra Radunia ustawiona jest drewniana barierka oraz tablica informująca o zakazie wstępu. Szczerze mówiąc, postawienie drewnianego szlabanu i tablicy ma charakter symboliczny, ponieważ większość turystów nie respektuje zakazu i wędruje na szczyt Raduni, skąd podziwiać można piękne widoki.

Informacje praktyczne:

  • Na Radunię wchodziliśmy ze Słupic. W Słupicach przy Kościele należy skręcić w prawo. Kilkaset metrów za Kościołem znajduje się pole tuż, przy którym można zaparkować samochód
  • Na górę szliśmy cały czas niebieskim szlakiem
  • Droga nie jest przystosowana do przemierzania jej wózkiem niemowlęcym. Momentami ścieżka jest wąska i stroma
  • My na Radunię wybraliśmy się około godziny 9. O tej porze na szlaku było zaledwie kilka osób. Podczas schodzenia mijaliśmy nieco więcej osób, ale w porównaniu ze Ślężą Radunia nie jest tak bardzo zatłoczona. Nie mówiąc, że wystarczy nieco zboczyć ze szlaku i wówczas można spacerować w zupełnej samotności.

Do Bielawy wybraliśmy się przede wszystkim, aby wejść na Górę Parkową. W związku z tym, że Góra jest niewielkich rozmiarów i spacer nie zajął nam zbyt długo pojechaliśmy nad Jezioro Bielawskie. Miejsce to jest fenomenalne z kilku względów.

  • Z jednej strony mamy tutaj kąpielisko, a z drugiej piękne widoki górskie.
  • Można skorzystać z piaszczystej plaży

  • Po drugiej strony plaży jest wysepka, na którą prowadzi molo, z wiatami piknikowymi

  • Można tutaj wypożyczyć sprzęt wodny (kajaki, rowerki wodne)- wypożyczalnia znajduje się od strony plaży
  • Po drodze na wysepkę znajduje się plac zabaw oraz food tracki z jedzeniem
  • Obok jeziora znajduje się basen z wodnym placem zabaw
  • Tuż przy placu zabaw znajduje się siłownia na świeżym powietrzu

Z tego względu, że na plaży było dość tłoczno (a w dobie pandemii unikamy jednak większych skupisk ludzi), udaliśmy się na wysepkę. Bez problemu znaleźliśmy tutaj wolną wiatę grillową. Od strony wyspy znaleźć można łagodne zejścia do wody w sam raz dla rodzin z dziećmi. Co więcej, na wyspie znaleźć można zacienione miejsce, których brak jest na plaży.

Informacje praktyczne:

  • Przy kąpielisku znajduje się bezpłatny parking
  • Wstęp na plażę i wyspę jest bezpłatny
  • Trudno znaleźć tutaj zacienione miejsca. Jedynie na wysepce można schronić się w cieniu drzew lub pod wiatą. Na plaży czy na placu zabaw nie ma takich miejsc.

Jezioro Bielawskie stanowi bardzo fajne miejsce na letni wypad nad wodę. Znajduje się zaledwie 55 km od Wrocławia, a w jednym miejscu znaleźć można bardzo dużo atrakcji dla osób w każdym wieku.

Góra Parkowa w Bielawie to w zasadzie niewielkie wzniesienie (455 m n.p.m), ale warto tutaj się wybrać po pierwsze dlatego, że jest to idealna górka na spacer z małymi dziećmi. Po drugie, na szczycie znajduje się wieża widokowa skąd można podziwiać piękne widoki. A po trzecie, u podnóża góry można zrobić sobie biwak (jest miejsce na ognisko, ławy i stoły drewniane, przy których można usiąść)

Do Bielawy przyjechaliśmy dlatego, że miejsce to darzę sentymentem. Tutaj urodził się mój tato i jako dziecko przyjeżdżaliśmy tutaj często na wakacje. Jednak po raz ostatni byłam tutaj ponad 20 lat temu i od tego czasu wiele się zmieniło…

Góra Parkowa – trochę historii

Na szczycie góry można wejść na stalową wieżę widokową, która została oddana do użytku w 1925 roku. Wcześniej stały tutaj dwie wieże drewniane, które zostały zastąpione właśnie stalową konstrukcją. Wieża była kilkakrotnie remontowana. Ostatni raz w 1998 roku.

W kronikach miasta można znaleźć informację, że na szczycie góry dawniej mieściło się schronisko młodzieżowe i restauracja. Dzisiaj można tutaj tylko wejść na wieżę widokową oraz pobiwakować na łonie natury.

Góra Parkowa nazywana jest również Górą Krasnoludków. Według legendy bowiem na górze w grotach  mieszkały właśnie Krasnoludki, strzegące skarbów. Krasnoludki te stroniły od ludzi- można je było spotkać tylko raz na 100 lat w noc świętojańską. Jednak wraz z dynamicznym rozwojem Bielawy Krasnoludki wyniosły się z tego miejsca, szukając bardziej spokojnego schronienia.

Sudecki Włóczykij

Góra Parkowa jest jednym ze szczytów wchodzących w skład Sudeckiego Włóczykija. Sudecki Włóczykij to regionalna odznaka turystyki kwalifikowanej, mająca na celu zachęcanie do eksplorowania Sudetów. Aby otrzymać odznakę należy zdobyć 100 szczytów ujętych w wykazie, wybranych pod względem walorów przyrodniczych, historycznych, krajoznawczych, geologicznych i widokowych.

Informacje praktyczne

  • Samochód warto zaparkować na niewielkim parkingu u podnóża góry, tuż przy ogródkach działkowych
  • Trasę spokojnie można przejechać wózkiem niemowlęcym
  • Zwiedzanie Góry nie zajmie nam zbyt dużo czasu, więc warto połączyć wejście na Górę z innymi atrakcjami np. kąpielą w Jeziorze Bielawskim

Często dopytujecie się, jakie miejsce mogę Wam polecić na jednodniowy wyjazd za miasto. Postanowiłam zebrać w jednym wpisie kilka propozycji z podziałem według preferencji. Dolny Śląsk obfituje w takie miejsca, dlatego w swoim wyborze skoncentrowałam się na naszych ostatnich wyjazdach, które sprawdziły się w przypadku maluchów i które są mile wspominane przez nasze pociechy.

Przyroda

Staw Piaskowy i Soczewica
Park przy opactwie Cystersów w Henrykowie
Kolorowe Jeziorka

Zwierzęta

Agroturystyka Cicho-Sza
Ruda Sułowska

 

Plac zabaw

Zielona Oliwka

Nieco powyżej poziomu morza czyli niewielkie wzniesienia przyjazne maluchom

Gromnik
Góra Ślęża

Miejsce do biwakowania

Kompleks Miłocin

 

Zielona Oliwka

 

Inne ciekawe atrakcje:

Jeśli macie swoje ulubione miejsce (niekoniecznie na Dolnym Śląsku) podzielcie się również swoimi doświadczeniami. Chętnie skorzystamy z Waszych podpowiedzi. Tym bardziej, że wiosna w pełni, lato przed nami, więc też chętnie podążymy za Wami ku nowej przygodzie.

Opactwo Cystersów w Henrykowie dawniej….

Zaledwie 50 km od Wrocławia mieści się opactwo Cystersów. Henryków nasączony jest historią zakony cysterskiego. A wszystko zaczęło się od Francji, gdzie w 1098 roku zostaje powołany pierwszy zakon cysterski. Założycielami była grupa mnichów pod przewodnictwem św. Roberta z Molesme, którzy zdecydowali się prowadzić samotne życie z dala od miast, w oparciu o regułę św. Benedykta. Zakon opierał się na kilku fundamentach: surowej ascezie, rezygnacji z dóbr feudalnych oraz pracy fizycznej. To, co charakteryzowało zakon cysterski to jednolitość (wszystkie klasztory przestrzegały tych samych zasad i zwyczajów), coroczne zebrania opatów wszystkich klasztorów w Citeaux i regularnych corocznych wizytacja ojca-założyciela we wszystkich swoich oddziałach zakonnych.

Powstanie zakonu Cystersów w Henrykowie datuje się na 1222 rok, kiedy to Henryk Brodaty udzielił Mikołajowi, wrocławskiemu kanonikowi zezwolenia na osiedlenie się Cystersów w Henrykowie. Pierwsi mnisi przybyli do Henrykowa w 1227 roku- było to dziewięciu mnichów z opactwa Lubiąż, kierowanych przez opata Piotra. Opactwo rozwijało się dynamicznie aż do inwazji Mongołów w 1241 roku, kiedy to klasztor został spalony i splądrowany.  Po inwazji Cystersi przystąpili do odbudowy swojego klasztoru i walki o odzyskanie majątku.

Opat Piotr w 1269 roku zaczął prowadzić kronikę zwaną Księgą Henrykowską, opisując historię założenia opactwa oraz spisując majątek klasztoru. Księga stała się jednym z najcenniejszych zabytków literatury polskiej, ponieważ zawiera m.in. pierwsze zdanie w języku polskim „day, ut ia pobrusa a ti poziwai”.

Z biegiem lat Cystersi umacniali swoją pozycję. O ich rosnącej sile świadczy powstanie opactwa siostrzanego w Krzeszowie. Według źródeł pod koniec XIII wieku w Henrykowie mieszkało 80 mnichów i braci świeckich. Cystersi w Henrykowie zajmowali się tkactwem oraz szewstwem.

Kres rozwoju klasztoru nastąpił podczas wojny husyckiej w latach 1428-1430, kiedy to kościół został ponownie spalony i splądrowany, a mnisi uciekli do Nysy i Wrocławia. Najazdy nękały opactwo jeszcze przez kolejne lata. Klasztor odzyskał względny spokój dopiero w XVI wieku, kiedy to opat Andrzej przystąpił do rozbudowy klasztoru oraz jego reform. Jego dzieło zostało jednak zniweczone przez wojnę 30-letnią i dopiero po wojnie przywrócono opactwo do dawnej świetności. Następnie wojny śląskie, a później napoleońskie przyniosły kres funkcjonowania klasztoru. W 1810 roku król pruski Fryderyk Wilhelm III ogłosił sekularyzację zakonu, w wyniku której mnisi opuścili mury klasztorne, a opactwo henrykowskie zostało zlikwidowane.

Następnie majątek klasztorny został zakupiony przez królową holenderską Fryderykę Wilhelminę. Pod koniec XIX wieku klasztor został przejęty przez książąt  sasko-weimarskich, którzy przekształcili klasztor w rezydencję magnacką oraz utworzyli przepiękny park tuż za kościołem.

W czasie II wojny światowej majątek został po raz kolejny splądrowany zarówno przez Niemców, jak i Armię Czerwoną. Z tego względu, że w budynkach klasztornych mieścił się szpital wojskowy budynki nie zostały zniszczone. Cystersi powrócili do Henrykowa dopiero w 1946 roku.

Opactwo Cystersów w Henrykowie dziś…

Obecnie działa tutaj Wyższe Seminarium Duchowne, Dom Opieki Społecznej oraz Katolickie Liceum Ogólnokształcące. Punktem Centralnym kompleksu jest kościół Wniebowzięcia NMP, przed którym stoi pomnik Trójcy Świętej z XVII wieku. Tuż za klasztorem rozciąga się przepiękny park z licznymi pomnikami przyrody, ścieżkami pieszymi i trasami rowerowymi oraz miejscami do odpoczynku. Zarówno na terenie ogrodu klasztornego, jak i parku napotkać można liczne pomniki przyrody. To tutaj właśnie można znaleźć jeden z najstarszych cisów w Polsce (szacuje się, że ma 754 lata) oraz przepiękne dęby szypułkowe.

W parku znajduje się także grób dawnego właściciela kompleksu- księcia Wilhelma Ernesta von Sachsen–Weimar–Eisenach.

Informacje praktyczne:

  • Samochód można zaparkować na parkingu przy drodze głównej z Henrykowa do Ziębic. Parking jest bezpłatny. Tuż za parkingiem znajduje się brama wejściowa na teren kompleksu klasztornego. Można też przejść od parkingu w stronę miasteczka i tam wejść bramą od ul. H. Brodatego.
  • W parku są wytyczone szlaki piesze i rowerowe, a nawierzchnia jest dogodna dla wózków niemowlęcych
  • Na zwiedzanie kompleksu klasztornego i parku z dziećmi należy przeznaczyć cały dzień. My przyjechaliśmy do Henrykowa rano około 9:30, a wyjeżdżaliśmy około 17:30. Zwiedziliśmy cały obiekt, pochodziliśmy po parku oraz zrobiliśmy sobie piknik. Nasze pociechy były przeszczęśliwe.
  • To znakomite miejsce do odpoczynku i zadumy. W Henrykowie byliśmy w niedzielę i spotkaliśmy tam zaledwie kilka osób. Nie było tłumów, można było nacieszyć się ciszą i spokojem

Mimo niepewnej pogody, zdecydowaliśmy się jednak wyruszyć z domu. Spragnieni świeżego powietrza oraz trekkingu pojechaliśmy do Barda, aby wejść na Górę Bardzką inaczej zwaną Kalwarią.

Samochód zaparkowaliśmy na parkingu tuż nad rzeką Nysą, przy spływie pontonowym (zaraz przy wjeździe do Barda, tuż przy dwóch mostach).

Na górę Kalwarię pierwotnie można było dotrzeć trzema drogami: drogą niemiecką (główna droga) oraz polską i czeską (poboczne trasy). Wzdłuż drogi niemieckiej spotkać można murowane stacje Drogi Krzyżowej, zbudowane w XIX wieku oraz murowane kapliczki odnoszące się do siedmiu boleści Matki Bożej.

Po drodze docieramy do Kapliczki „Źródło Maryi”. Znajduje się tutaj ujęcie źródlanej wody. Pielgrzymi podążający na górę Kalwarię nabierają ją sobie w butelki, aby móc ugasić pragnienie podczas spaceru. Tym bardziej, że źródełko uchodzi za cudowne i wierzy się, że ma właściwości lecznicze, zwłaszcza w chorobach wzroku. W XVII wieku w tym miejscu prawdopodobnie miało miejsce uzdrowienie chorego Czecha. Według legendy miejsce to ma jeszcze jedną zaletę- posiada moc spełniania marzeń- wystarczy tylko nabrać wody w usta i okrążyć kapliczkę trzy razy w kółko. Warto spróbować…W końcu nie wiele wysiłku trzeba włożyć, a marzenia mamy na wyciągnięcie ręki. Przy kapliczce znajdują się stoliki i ławki, więc można odpocząć i coś przekąsić, a także pokontemplować naturę. Powiem Wam po kilku tygodniach spędzonych w domu, mogłabym tak godzinami siedzieć, słuchać śpiewu ptaków i delektować się ciszą i spokojem.

Kilkanaście minut drogi dalej za kapliczką znajduje się drogowskaz na Obryw Skalny. Od drogowskazu na Obryw szliśmy jeszcze kolejne 20 minut. Obryw Skalny to potężne osuwisko znajdujące się na stoku góry Kalwarii opadające do dna doliny Nysy Kłodzkiej. Jest to największe osuwisko w Sudetach, którego powstanie datuje się na 1598 rok. Na urwisku skalnym został zbudowany punkt widokowy z charakterystycznym białym krzyżem. Widoki na miasto są przepiękne. Zapierają dech w piersiach. Muszę przyznać, że zachwyciła mnie panorama Barda podziwiana właśnie z Obrywu Skalnego.

Z Obrywu Skalnego na szczyt góry Kalwarii szliśmy około pół godziny- cały czas zielonym szlakiem. Na szczycie znajduje się Kaplica Górska. Legenda mówi, że w 1400 roku mieszkańcy usłyszeli na górze szlochanie. Kiedy pobiegli zobaczyć co się dzieje, ujrzeli Matkę Boską, która siedziała na kamieniu i płakała z powodu nieszczęścia, jakie miało nawiedzić te tereny. Po pewnym czasie Matka Boska uniosła się i zniknęła, a w miejscu, w którym siedziała, zostały odciski jej stóp i rąk. Na miejscu objawienia w XVII wieku wzniesiona została kapliczka. Obecnie kaplica jest pod opieką zakonu redemptorystów, a od maja do września w każdą niedzielę o godzinie 11 odbywa się tutaj msza święta. Kiedy przybyliśmy na górę kapliczka była akurat otwarta i mieliśmy okazję wejść do środka.

Na górze znajdują się ławki, na których można odpocząć i podziwiać piękne widoki. Akurat my na szczycie nie spędziliśmy zbyt dużo czasu, ponieważ nadciągała czarna chmura i obawialiśmy się ulewy. Poza tym wiało dość mocno i Kajcia zaczęła nam narzekać, bo ona nie lubi tego typu niedogodności. Dlatego niebieskim szlakiem zaczęliśmy schodzić w dół.

Informacje praktyczne:

  1. Mimo, że góra nie jest wysoka (583 m) to momentami podejścia są strome i można się zmęczyć. Nawet Hubercik zaprawiony w chodzeniu po górach momentami narzekał, dlaczego jest tak stromo.
  2. Na górę Kalwarię szliśmy szlakiem zielonym, a wracaliśmy niebieskim. Nie jest to trasa dogodna dla wózków dziecięcych. Podejścia są strome oraz kamieniste, momentami wąskie, więc wybierając się z małym dzieckiem zdecydowanie polecam nosidełko
  3. Przy parkingu znajduje się budka z jedzeniem, w której można kupić frytki, zapiekanki, pstrąga czy napić się kawy lub herbaty. W czasie pandemii koronawirusa budka jest czynna, co nas zaskoczyło. Za to toaleta nie była dostępna, więc pozostaje tylko opcja „na łonie natury”
  4. Z dziećmi wejście na szczyt i zejście zajęło nam 3 godziny spokojnym, spacerowym tempem, z krótkimi przystankami
  5. Dużym plusem jest to, że nie ma tutaj tłumów ludzi. W dobie pandemii ma to ogromne znaczenie. Więc jeśli chcecie wybrać się w miejsce, gdzie będziecie czuć się bezpiecznie, to jest to dobry kierunek

W Lądku Zdroju jesteśmy co najmniej dwa razy w roku, ale pierwszy raz wybraliśmy się do Zamku na Skale w Trzebieszowicach położonego niecałe 10 km właśnie od Lądka Zdroju. W związku z tym, że chcieliśmy poznać trochę historii zdecydowaliśmy się na zwiedzanie obiektu z przewodnikiem. Pani przewodnik przybliżyła nam nie tylko historię, ale poopowiadała różne ciekawe anegdoty związane z tym miejscem.

Historia zamku sięga XV wieku. Do dnia dzisiejszego zachowały się pewne elementy z tego okresu- kamienne ściany w piwnicach. Początkowo była to siedziba rycerska o charakterze obronnym. W XVI wieku na miejscu tej siedziby zaczęto wznosić renesansowy pałac. Zamek zmieniał kilkakrotnie swoich właścicieli. Był m.in. w rękach rodziny Reinchenbachów. W wyniku wojny 30-letniej stracili oni swój majątek, który przeszedł w ręce rodu Wallisów, wywodzący się z Irlandii, ale mający także francuskie korzenie. To za ich panowania dwór został przebudowany ze stylu renesansowego w barokowy. Po Wallisach zamek trafił w ręce von Schlabrendorfów, następnie von Frankenbergów oraz Fürstnebergów.

W 1813 roku w Trzebieszowicach wyprawił swoje 43 urodziny król pruski Fryderyk Wilhelm III. A na balu pojawił się nawet car Rosji Aleksander I.

Popularność zamek zyskał w XIX wieku, kiedy przybywali do niego licznie turyści stacjonujący w Lądku-Zdroju. Na uwagę zasługuje fakt, że w tym okresie Lądek Zdrój był jednym z najmodniejszych uzdrowisk na świecie.

W 1945 roku zamek został zniszczony wraz z nadejściem armii radzieckiej. Po II wojnie światowej pałac trafił w ręce państwa. W 2004 roku ponownie przeszedł w prywatne ręce i dzięki znacznym środkom finansowym został wyremontowany i oddany do użytku.

Zamek jest pięknie usytuowany. Otacza go duży park. Tuż przy zamku płynie rzeka Biała Lądecka.  Obecnie mieści się tutaj hotel, Spa i restauracja. Organizowane są liczne konferencje i szkolenia. A codziennie o 20:00 odbywają się koncerty z muzyką na żywo.

Na zamek warto przyjechać z kilku względów:

- zamek posiada bogatą historię, obfitującą w liczne wydarzenia. Na początku XX wieku o zamku w Trzebieszowicach pisały gazety na całym świecie…a wszystko za sprawą Piusa, syna Teresy Harbuval-Chammar i jego romansu z wiedeńską śpiewaczką Wandą Blaustein. W wyniku wypadku pod Wiedniem trafił do szpitala, w którym przeżył jeszcze trzy dni. Będąc w szpitalu swojej ukochanej przepisał cały majątek. Rodzina nie uszanowała woli Piusa i skierowała sprawę przeciwko śpiewaczce do sądu. W rezultacie ta musiała wszystko zwrócić rodzinie.

- można przenocować tutaj w komnatach pałacowych

- po zamku oprowadza sama właścicielka, która jest zafascynowana historią tego miejsca i z pasją i zaangażowaniem przekazuje wiedzę zwiedzającym

- ciekawe jest, że rozwiązania architektoniczno-budowlane sprzed kilku wieków funkcjonują do dzisiaj: usytuowanie zamku na skale sprawiło, że nawet podczas powodzi w 1997 roku pałac nie został zalany, pomimo, że okoliczne tereny pokryte były wodą; ogrzewanie podłogowe z XIX wieku działające bez zarzutów do dnia dzisiejszego; oryginalnie zachowane kryształowe szyby i lustra itp.

- liczne wydarzenia kulturalne sprawiają, że to miejsce wciąż żyje i pisze nową historię…