Przeskocz do treści

W pandemię każdy zapewne szuka miejsca niezbyt tłocznego. Dlatego tym razem wybór padł na Radunię (573 m n.p.m.), która jest drugim co do wielkości szczytem w Masywie Ślęży.

Geneza nazwy Radunia sięga XIII wieku. Po II wojnie światowej nazywana była Sępią Górą.  Niedaleko szczytu zachował się wał kultowy, który szacuje się, że powstał 400-300 lat p.n.e. Wał otaczał miejsce, w którym czczono bóstwo księżyca.

Na szczycie góry znajduje się Rezerwat Przyrody Góra Radunia. Celem jego utworzenia była ochrona rzadkich gatunków roślin.

Od 2014 roku formalnie wejście na sam szczyt Raduni jest zabroniony. W Rezerwacie Przyrody Góra Radunia ustawiona jest drewniana barierka oraz tablica informująca o zakazie wstępu. Szczerze mówiąc, postawienie drewnianego szlabanu i tablicy ma charakter symboliczny, ponieważ większość turystów nie respektuje zakazu i wędruje na szczyt Raduni, skąd podziwiać można piękne widoki.

Informacje praktyczne:

  • Na Radunię wchodziliśmy ze Słupic. W Słupicach przy Kościele należy skręcić w prawo. Kilkaset metrów za Kościołem znajduje się pole tuż, przy którym można zaparkować samochód
  • Na górę szliśmy cały czas niebieskim szlakiem
  • Droga nie jest przystosowana do przemierzania jej wózkiem niemowlęcym. Momentami ścieżka jest wąska i stroma
  • My na Radunię wybraliśmy się około godziny 9. O tej porze na szlaku było zaledwie kilka osób. Podczas schodzenia mijaliśmy nieco więcej osób, ale w porównaniu ze Ślężą Radunia nie jest tak bardzo zatłoczona. Nie mówiąc, że wystarczy nieco zboczyć ze szlaku i wówczas można spacerować w zupełnej samotności.

Lubię, gdy podczas podróży „coś” zainspiruje mnie do dalszych poszukiwań. Bloga traktuję nie tylko jako sposób na opisanie swoich wyjazdów, ale też bodziec do zgłębiania wiedzy, poszukiwań, refleksji, które pozostaną we mnie na całe życie. Niewątpliwie spotkanie z Władysławem Orkanem, a raczej pamięcią o nim w Gorcach było jednym z bardziej inspirujących spotkań.

Kim był Władysław Orkan?

Władysław Orkan

Władysław Orkan był poetą i publicystą. Urodził się pod koniec XIX wieku w Porębie Wielkiej. Jego prawdziwe imię i nazwisko to Franciszek Salezy Smaciarz. Pisał jednak pod pseudonimem literackim jako właśnie Władysław Orkan. Podczas I wojny światowej służył jako żołnierz IV Pułku Legionów. Wrócił szczęśliwe z wojny, a matka poety z radości, że zobaczyła syna żywego ufundowała kapliczkę tuż obok rodzinnego domu, którą można podziwiać do dnia dzisiejszego.

Kapliczka ufundowana przez matkę Orkana po jego powrocie z wojny

Poeta zmarł w 1930 roku w Krakowie na zawał serca, a pochowany został na cmentarzu w Zakopanem. To właśnie w Zakopanem spędził znaczną część życia. Wyjeżdżał tam przede wszystkim zimą, ponieważ jego dom w Porębie Wielkiej nigdy nie został ocieplony.

Orkan miał jedną córkę – Zosię, która zmarła bardzo młodo na białaczkę (zmarła w tym samym roku co ojciec).

Córka Władysława Orkana- Zosia

Dom Władysława Orkana współcześnie

Dom Władysława Orkana, Orkanówka
Tablica upamiętniająca poetę umieszczona przy wejściu do muzeum
Oryginalne meble, używane przez poetę

Będąc w Gorcach warto udać się do „Orkanówki” – muzeum Władysława Orkana, które mieści się w dawnym domu poety. Muzeum jest magiczne. Można zobaczyć tutaj meble, użytkowane przez poetę. Można podziwiać zdjęcia ukazujące sceny z życia Władysława Orkana.  Na ścianach wiszą oryginalne obrazy, namalowane przez Orkana. W muzeum znajdują się także plakaty, propagujące wydarzenia z udziałem poety. Ale to co, urzekło mnie szczególnie, to usytuowanie „Orkanówki” wśród pięknego górskiego krajobrazu. Muzeum znajduje się na wysokości 750 m n.p.m. Widoki z tarasu poety zapierają dech w piersiach.

Widoki wokół Orkanówki
Widoki wokół Orkanówki

Orkan był naturalistą. W swoich dziełach opisywał górską przyrodę oraz dokonywał analizy życia wiejskiego. Nie bał się poruszać trudnych tematów, jak nędza i ubóstwo. Wskazywał na czynniki, które uniemożliwiają postęp społeczny. Do jego najbardziej znanych utworów należą:

  • „Nowele”
  • Opowiadania „Nad urwiskiem”
  • Powieść „Komornicy” i „W roztokach”
  • Dramat „Ofiara” i „Wojna i Kara”
Dzieła poety

Informacje praktyczne

  • Adres muzeum: Muzeum Biograficzne Władysława Orkana "Orkanówka" w Porębie Wielkiej, Poręba Wielka 109, 34-735 Niedźwiedź
  • Przed muzeum nie należy spodziewać się oficjalnego parkingu. My zaparkowaliśmy w polu tuż przy kapliczce ufundowanej przez matkę poety
  • Muzeum jest czynne codziennie od 9.00 do 16.00 oprócz niedziel i poniedziałków. Gdy tylko zbliżaliśmy się do „Orkanówki” zobaczyła nas Pani Jadwiga Zapała, która mieszka w pobliżu Domu Poety, a która jest kustoszem muzeum. Po wpuszczeniu nas do środka z fascynacją opowiedziała nam historię Władysława Orkana.
  • W muzeum można kupić pamiątki związane z tym wyjątkowym miejscem- albumy, biografie poety czy magnesiki z widokami górskimi

Władysław Orkan to prawdziwa legenda Gorców. Szczególnie wśród starszej części społeczności gorczańskiej pamięć o poecie jest wciąż żywa. Często w opowieściach o poecie wskazuje się także na doniosłą rolę matki, która robiła wszystko, aby jej syn został wykształcony. To ona potrafiła iść pieszo 70 km (nie stać ją było na korzystanie z transportu publicznego), aby zanieść synowi jedzenie.

Popiersie matki Orkana

To, co było dla mnie zaskoczeniem to fakt, że Władysław Orkan przyjaźnił się z Leopoldem Staffem oraz uczestniczył w wieczorkach literackich wraz z Władysławem Reymontem czy Janem Kasprowiczem. O ile jednak w szkole wiele uwagi poświęcało się (przynajmniej za moich czasów) Reymontowi, Staffowi czy Kasprowiczowi, to nie pamiętam ani jednej lekcji języka polskiego poświęconej Orkanowi. A szkoda… Bo był niesamowicie uzdolnionym poetą, publicystą i malarzem.

Jawor- drzewo zasadzone przez samego Władysława Orkana

 

 

 

Do Suwałk przyjechaliśmy z myślą, aby spotkać się z Marią Konopnicką. Niejednokrotnie czytaliśmy Hubercikowi „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, a wierszyk:

 „Czy to bajka, czy nie bajka,

Myślcie sobie, jak tam chcecie.

A ja przecież wam powiadam:

Krasnoludki są na świecie!

Hubercik zna niemal na pamięć. Będąc więc w Augustowie nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności, aby podążyć właśnie śladami pisarki.

Dlaczego Maria Konopnicka w Suwałkach?

Pisarka urodziła się w 1842 roku właśnie w Suwałkach i tutaj mieszkała przez pierwsze 7 lat swojego życia. Rodzina pisarki dzierżawiła mieszkanie w kamienicy, w której obecnie mieści się Muzeum Marii Konopnickiej. Zwiedzanie Suwałk zaczęliśmy więc od wizyty w muzeum. Zbliżając się do niego po lewej stronie znajduje się ławka z rzeźbą pisarki. Wchodząc natomiast do kamienicy udaliśmy się na wystawę „Kajko i Kokosz. Komiksowa Archeologia” poświęconą starodawnym dziejom Słowian. Wystawa ta przeplatana jest dziejami Kajko i Kokosza, jako dawnych wojów. Jest to pierwsza wystawa w Polsce łącząca archeologię z bajkowym światem. Wśród eksponatów można obejrzeć naczynia kuchenne, narzędzia i broń, jak również odzież. Warto w tym miejscu wspomnieć, że twórcą Kajko i Kokosza był Janusz Christa. Wystawa ma charakter czasowy i dostępna jest do końca października 2020.

Po obejrzeniu wystawy przeszliśmy do ogrodu w poszukiwaniu przygód. Hubercik otrzymał kartę z serią zagadek i planem ogrodu, na której miał zaznaczać znalezione przedmioty m.in. tron i pierścień Króla Błystka. Hubercik podczas rozwiązywania zagadek mógł usiąść a właściwie stanąć na krześle Wielkoluda, aby dosięgnąć do ogromnego stołu. Szukał również gąsek Marysi. Taka forma zwiedzania muzeum bardzo przypadła naszemu synkowi do gustu. Był podekscytowany faktem, że sam rozwiązywał zadania.

Z ogrodu przeszliśmy do innego budynku, w którym mieści się wystawa poświęcona już stricte Marii Konopnickiej. W tej części muzeum możemy poznać życiorys pisarki oraz zobaczyć zdjęcia z rożnych etapów jej życia. Na końcu Sali znajduje się magiczne okno, z którego wraz z otwarciem można posłuchać bajki Marii Konopnickiej.

Muzeum to nie jedyny akcent przypominający o Marii Konopnickiej w Suwałkach. 700 metrów dalej od muzeum znajduje się Plac im. Marii Konopnickiej. W XIX wieku w tym miejscu miał miejsce plac targowy. Po II wojnie światowej utworzono skwer miejski przeznaczony do wypoczynku i utworzono park. W drugiej dekadzie XXI wieku władze miasta zdecydowały, aby to miejsce przekształcić ponownie w plac tętniący życiem kulturalnym. Postawiony też został tutaj pomnik Marii Konopnickiej. Przez Plac biegnie także Szlak turystyczny im. Marii Konopnickiej „Krasnoludki są na świecie”.

Co jeszcze warto zobaczyć w Suwałkach?

Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa

Idąc z Muzeum Marii Konopnickiej w stronę słynnej ulicy Chłodnej nie sposób zauważyć Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kościół zbudowano w XIX wieku zgodnie z projektem Henryka Marconiego. Początkowo była to Cerkiew Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, którą po zajęciu miasta przez wojska niemieckie przekształcono w kościół katolicki.

Konkatedra pw. Św. Aleksandra

Historia tej świątyni związana jest z 1710 rokiem, kiedy to we wsi Suwałki rozpoczęto budowę małego drewnianego kościoła. Prace ukończono 4 lata później. W pierwszych latach po wzniesieniu świątyni była to kaplica Kamedułów Wigierskich pw. Świętego Krzyża, a od 1788 roku kaplica zaczęła funkcjonować jako kościół suwalskiej parafii. Szybkie tempo rozwoju Suwałk spowodowało, że kościół był za mały, aby pomieścić swoich parafian. I pewnego dnia car Aleksander I przejeżdżając przez Suwałki i widząc zniszczony, mały drewniany kościół nakazał wybudować murowaną świątynię pw. Św. Aleksandra, papieża i męczennika. Kościół zaprojektował polski architekt Chrystian Piotr Aigner, a budowlę zakończono w 1826 roku. 3 lata później w kościele tym odprawiono pierwszą mszę świętą.

Pod koniec XIX wieku kościół został ponownie rozbudowany, ponieważ bardzo szybko przyrastała liczba ludności Suwałk. Henryk Marconi zaproponował więc projekt, mający na celu powiększenie świątyni, odpowiadając na potrzeby mieszkańców miejscowości.

To właśnie w kościele pw. Św. Aleksandra odbywały się uroczystości przyłączenia Suwałk w granice Polski w 1919 roku.

W czasie II wojny światowej Kościół uległ zniszczeniom, ale po wojnie świątynia została odbudowana dzięki wysiłkom ówczesnego proboszcza i mieszkańców. Początkowo kościół odbudowano bez dwóch wież kościelnych, ale ostatecznie w 1961 roku dobudowano także charakterystyczne wieże.

W 1992 roku papież Jan Paweł II podniósł Kościół pw. Św. Aleksandra do rangi konkatedry w nowo utworzonej diecezji ełckiej.

Park im. Konstytucji 3 Maja

Park usytuowany jest w samym centrum Suwałk. Powstał w 1820 roku. Najstarsze drzewa mają tutaj ponad 120 lat. Wśród drzewostanu dominują klony i jesiony. Park jest miejscem typowo rekreacyjnym. Znajduje się tutaj fontanna, ławeczki czy pomniki.

Ulica Chłodna

Suwałki są określane polskim biegunem zimna, ponieważ jest to najzimniejszy zakątek naszego kraju. Na potwierdzenie tego faktu zaznaczę, że kiedy byliśmy w Suwałkach na początku sierpnia było tutaj zaledwie 17 stopni C, podczas, gdy we Wrocławiu panowała temperatura ponad 30 st. C. A ulica Chłodna jest takową nie tylko z nazwy. Ze względu na jej zacienienie i położenie w linii wiatru rzeczywiście jest jeszcze chłodniejsza w stosunku do pozostałych części miasta.

Ulicę tą warto zobaczyć jednak nie tylko ze względu na walory meteorologiczne, ale przede wszystkim ze względu na piękne kamieniczki. Na jednej z nich można dostrzec termometr, co by dowiedzieć się dlaczego ulica Chłodna jest chłodna.

Na ulicy Chłodniej znajduje się Aleja Gwiazd Bluesa. W mieście tym odbywa się bowiem co roku Suwałki Blues Festival- największa tego typu impreza bluesowa w Polsce. Aby upamiętnić artystów występujących podczas tego wydarzenia w Alei Gwiazd co roku dodaje się tablicę upamiętniającą. W tym roku impreza się nie odbyła ze względu na pandemię koronawirusa. Organizatorzy jednak mają nadzieję, że uda się zorganizować Suwałki Blues Festival za rok.

O znaczeniu bluesa w historii Suwałk świadczy także ławeczka z bluesmanem, znajdująca się na ulicy Chłodnej.

Kompleks Cmentarzy Siedmiu Wyznań

Kompleks Cmentarzy Siedmiu Wyznań jest nekropolią unikatową w Polsce. Można tutaj znaleźć nagrobki katolików, prawosławnych, ewangelików, muzułmanów, staroobrzędowców i Żydów. Suwałki były niegdyś miastem wielokulturowym, a cmentarz jest tego znakomitym przykładem. Część katolicka jest zdecydowanie największa. Na cmentarzu znajdują się m.in. neogotycka kaplica z XIX wieku czy drewniana cerkiew również pochodząca z XIX wieku.

Obecnie część muzułmańska i żydowska są zamknięte. W części muzułmańskiej nie zachowały się żadne nagrobki.

Spacerując po centrum Suwałk ma się wrażenie, że wszystkie kamienice są niemal identyczne. Są jednakowej wielkości, mają podobny układ okien i drzwi, a wszystkie balkony wyglądają tak samo. Nic dziwnego, bowiem układ przestrzenny miasta pochodzi jeszcze z XIX wieku. Wówczas to powstała neoklasycystyczna zabudowa miasta. Największy wpływ na wygląd miasta mieli tacy architekci, jak wspomniany już Henryk Marconi, Piotr Aigner, a także Antonio Corazzi.

Muszę przyznać, że Suwałki zrobiły na nas wrażenie. Przepiękna architektura, wiele zabytków pochodzących z XIX wieku, inspiracje muzyczno-literackie sprawiły, że na pewno tutaj wrócimy. Podczas jednodniowej wizyty nie zobaczyliśmy wszystkiego, a historia miasta zachęciła nas do dalszych poszukiwań w przyszłości.

Gdzie dobrze zjeść w Suwałkach?

Kilka lat wcześniej mieliśmy okazję zasmakować kuchni tatarskiej w Kruszynianach. Kiedy tylko zobaczyliśmy, że w Suwałkach jest restauracja tatarska U Alika postanowiliśmy powrócić wspomnieniami do tych niezapomnianych smaków. Jednak, aby dostać się do restauracji musieliśmy odczekać 40 min w kolejce. Restauracja jest nie duża, a chętnych wielu. Można zarezerwować sobie miejsce wcześniej. Warto jednak było poczekać, bo jedzenie jest wyśmienite. Menu dostępne jest na stronie: https://kuchniaualika.pl/menu-2/

W kuchni tatarskiej dominuje mięso takie, jak jagnięcina, baranina czy wołowina. Bardzo popularne są także produkty mączne- pierogi nadziewane mięsem i warzywami czy podpłomyki. Dania te smakują wyśmienicie dzięki specjalnym kompozycjom przypraw. My uwielbiamy kuchnię tatarską.

Łazienki Królewskie

Łazienki Królewskie to przepiękny kompleks pałacowo- parkowy. XVIII- wieczny park zachwyca o każdej porze roku. Kilka lat temu miałam okazję zwiedzić park zimą, a teraz całą rodzinką wybraliśmy się do niego latem i możecie wierzyć, albo nie, ale o każdej porze roku ma on swój urok. Na zwiedzanie warto zarezerwować sobie kilka godzin, bowiem na dość dużym terenie można zobaczyć Pałac  i Teatr na Wodzie, Biały Domek czy Pomnik Fryderyka Chopina. Można również wziąć koc i odpocząć sobie na trawie. Dla dzieci bieganie po trawie sprawiło dużo radości. Niemal godzinę ganialiśmy się po murawie i dla 2-latki i 5-latka była to jedna z większych atrakcji tego dnia.

Łazienki Królewskie- trochę historii

Powstanie Łazienek Królewskich wiąże się z XVII wiekiem, a za ich ojca założyciela uznaje się Stanisława Lubomirskiego. Jednak to król Stanisław August Poniatowski w XVIII wieku nadał kompleksowi obecny kształt, czyniąc z niego swoją letnią rezydencję. To za jego panowania wzniesiono Pałac na Wodzie, który możemy podziwiać aktualnie. W budynku mieści się muzeum, w którym można podziwiać przedmioty właśnie z tamtego okresu.

Część parkowa powstała w XVIII wieku i łączy elementy francuskie z angielskimi. Dorodne drzewa, piękne krzewy i kwitnące kwiaty przyciągają uwagę nawet najbardziej wybrednych turystów. Szacuje się, że wiosną zakwita tutaj około 100 tys. kwiatów. Jest to jedno z najczęściej wybieranych miejsc przez Warszawiaków na spacery i odpoczynek i przyznam szczerze, że wcale się nie dziwię. Miejsce jest magiczne.

Łazienki Królewskie- atrakcje dla dzieci

  • Rejs gondolą- rejs kosztuje 10 zł dla dorosłych i 7 zł dla dzieci. Trasa nie jest długa- cały rejs trwa około 20-25 minut, ale dla dzieci niewątpliwie jest to ciekawa atrakcja. My nie rezerwowaliśmy wcześniej miejsc na rejs, pomimo dość dużej liczby odwiedzających w dniu wizyty nie mieliśmy trudności z zakupieniem biletów
  • Spacer pomiędzy alejkami, można zabrać ze sobą rower lub hulajnogę, dzięki czemu wyprawa z dziećmi przybierze na atrakcyjności
  • Z każdego spaceru staramy się zrobić lekcję historii, muzyki, przyrody, a więc będąc w Łazienkach Królewskich opowiedzieliśmy Hubercikowi kim był Fryderyk Chopin, co to są koncerty chopinowskie itd.
  • Biwak na trawie- gra w piłkę, berek, gra w planszówkę na świeżym powietrzu w naszym przypadku sprawdziły się znakomicie

Informacje praktyczne:

  • Tuż przy wejściu do Łazienek Królewskich, od strony stadionu Legii i Polskiego Radia znajduje się bezpłatny parking. Byliśmy tutaj w lipcowe popołudnie i nie było problemów z zaparkowaniem samochodu.
  • Wejście na teren kompleksu jest bezpłatny (wyjątek stanowią obiekty muzealne)
  • Do Łazienek Królewskich można wejść trzema bramami: od ulicy Alei Ujazdowskich, Myśliwieckiej i Gagarina
  • Na terenie kompleksu znajduje się kawiarnia oraz punkt z lodami dla dzieci. Chociaż muszę przyznać, że w upalne niedzielne popołudnie kolejka za lodami była tak duża, że zrezygnowaliśmy z tej atrakcji

Centrum Nauki Kopernik

Jest to kolejne miejsce, w którym trzeba zarezerwować sobie sporo czasu. My byliśmy w nim ponad 4 godziny i Hubercik ze smutkiem opuszczał to miejsce. W pierwszej kolejności udaliśmy się na Wystawę Bzzz…Pomimo, że jest ona dedykowana dzieciom do lat 5, a Hubercik skończył już 5 lat, to na tej wystawie podobało mu się bardzo dużo rzeczy i była to część zdecydowanie najbardziej dopasowana do jego predyspozycji wiekowych. W ramach wystawy Bzzz…jest strefa wodnych zabaw, można doświadczyć różnych dźwięków, można zbudować drzewo czy sprawdzić jak działa zapora wodna. Największej radości dostarczyło Hubercikowi budowanie tamy i zabawa działkiem wodnym. Ciekawym doświadczeniem był także domek iluzji, w którym mały człowiek wydaje się dużym, a dorosła postać jaki się jako mała. W ramach dostępnych doświadczeń można się przekonać np. ile krwi przetacza serce dorosłego człowieka w czasie 1 minuty. Podczas zwiedzania można się natknąć i poleżeć na łożu Fakira (mina Hubercika była bezcenna, kiedy uniósł się na setkach gwoździ). Ciekawość naszego synka wzbudziły także wirujące i opadające płachty materiału (zdumiewający widok nawet dla dorosłego człowieka).

Po zwiedzeniu części wystawowej udaliśmy się na film o gwiazdach. Seans trwał około pół godziny i odbył się w specjalnej kopule imitującej niebo. Pierwsza część filmu była interaktywna – lektor zachęcał dzieci do „kolorowania” i poprawiania widocznego na obrazie rysunku. W drugiej części filmu bohaterowie znani z Ulicy Sezamkowej opowiadali o gwiazdach i gwiazdozbiorach.

CNK to nie muzeum. Tutaj najmłodsi mogą wszystkiego dotknąć, powąchać – jednym słowem w CNK zdobywa się wiedzę przez doświadczenie.

Informacje praktyczne:

  • Bilety najlepiej jest kupić przez Internet. Cennik dostępny jest na stronie: https://www.kopernik.org.pl/wizyta/ceny-biletow. Na stronie: https://www.kopernik.org.pl/wizyta/godziny-otwarcia znajdziecie dni i godziny otwarcia
  • Można również nabyć bilety na miejscu w kasie, ale dotyczy to tylko biletów nie wyprzedanych przez Internet. Zawsze jest więc ryzyko, że możemy nie dostać już wejściówki do Centrum. My kupowaliśmy bilety przez Internet z 3-dniowym wyprzedzeniem w lipcu i nie było problemu z ich dostępnością. Co więcej, mieliśmy całkiem spory wybór jeśli chodzi o godzinę wejścia.
  • Samochód można zaparkować na płatnym parkingu podziemnym oraz na parkingu przy CNK (wzdłuż ulicy), również płatnym
  • Do CNK można dotrzeć również II linią metra- wysiąść należy na stacji Centrum Nauki Kopernik
  • Na terenie CNK funkcjonuje Bistro, w którym można zjeść dania obiadowe. Na pierwszym piętrze znajduje się Kawiarenka, z widokiem na Wisłę
  • Na wystawę Bzzz warto zabrać ze sobą ubranie na zmianę dla malucha, ponieważ dobra zabawa w tej strefie oznacza pobrudzone i mokre ubranie
  • W CNK można skorzystać z szatni lub zostawić rzeczy w szafkach (depozyt za 2 zl)

Cerkiew Prawosławna św. Jana Klimaka oraz cmentarz prawosławny

Cerkiew została zbudowana na początku XX wieku. Za jej fundatora uznaje się ówczesnego arcybiskupa warszawskiego Hieronima. W czasie II wojny światowej świątynia została zniszczona. Odbudowano ją dopiero w 1964 roku. Cmentarz prawosławny znajdujący się tuż obok Cerkwi jest największą prawosławną metropolią w Polsce. Spoczywa na nim wiele ważnych osobistości m.in. rosyjscy pisarze przełomu XIX i XX wieku.

Spacer od Warszawskiej Syrenki do Barbakanu

Kolejny dzień w Warszawie rozpoczęliśmy od spaceru. Podjechaliśmy II linią metra do stacji Centrum Nauki Kopernika i poszliśmy zobaczyć Syrenkę Warszawską. Oczywiście Hubercik zadał nam wiele pytań związanych z Syrenką: „a dlaczego syrenka wygląda tak dziwnie”, „a dlaczego ma miecz i tarczę?” itp. Muszę przyznać, że spodziewaliśmy się tego typu pytań i dzień wcześniej wieczorem przeczytałam sobie legendę właśnie o warszawskiej syrence, bo szczegółów nie pamiętałam. Jeśli chcecie również przypomnieć sobie historię Warszawskiej Syrenki zapraszam na stronę: https://warsawtour.pl/legenda-o-warszawskiej-syrence/

Następnie jeszcze raz przeszliśmy koło Centrum Nauki Kopernika i podążyliśmy w stronę Pałacu Prezydenckiego. Po drodze zatrzymaliśmy się przy skwerze Adama Mickiewicza, objaśniając naszemu synkowi kim był ów wieszcz. Stojąc przy Pałacu przypomnieliśmy Hubercikowi kim jest prezydent, dlaczego mieszka w Pałacu, kto jest obecnym Prezydentem itp. Temat był „na czasie”, ponieważ niedawno odbywały się wybory prezydenckie, więc dla Hubercika było to tylko przypomnienie.

Następnie spod Pałacu Prezydenckiego udaliśmy się na Krakowskie Przedmieście. Tam weszliśmy na taras widokowy dzwonnicy kościoła św. Anny, skąd roztacza się przepiękny widok na Stare Miasto. Na wieżę prowadzi około 150 schodów. Bilet wstępu na taras kosztuje 10 zł dla osoby dorosłej i 7 zł dla dziecka. Godziny otwarcia tarasu dostępne są na stronie: http://taraswidokowy.pl/#tickets. Następnie udaliśmy się na stare miasto, mijając po drodze Kolumnę Zygmunta III Wazy, Zamek Królewski w Warszawie, Bazylikę Archikatedralną, Rynek Starego Miasta, Pomnik Małego Powstańca, a następnie doszliśmy do Barbakanu. Po drodze zjedliśmy obiad, usiedliśmy w kawiarni na kawę i lody i w zasadzie spacer zajął nam większa część dnia. Po tak wyczerpującym spacerze wróciliśmy do domu na odpoczynek.

Pałac w Wilanowie

Pałac w Wilanowie został wzniesiony w XVII wieku z inicjatywy króla Jana III Sobieskiego i stał się jego letnią rezydencją. Rozbudowa pałacu trwała właściwie do śmierci króla i łączyła w sobie zarówno elementy francuskiej, jak i włoskiej architektury. Według koncepcji Jana III Sobieskiego Pałac miał składać się z budynku głównego i skrzydeł bocznych. Jednak za życia monarchy nie udało się zrealizować tej wizji władcy. Koncepcję Jana III realizowała jednak Elżbieta Sieniawska, która nabyła rezydencję po śmierci monarchy. Po śmierci Jana III pałac wielokrotnie zmieniał swoich właścicieli. Każdy z nich wniósł coś nowego do rezydencji. Wspomniana Elżbieta Sieniawska dokończyła dzieło twórcy pałacu, zlecając dobudowanie skrzydeł bocznych. August II Mocny, który przejął rezydencję w 1730 roku, skoncentrował się przede wszystkim na zmianie wystroju wnętrz. Izabela Lubomirska, która zarządzała dworkiem w połowie XVIII wieku, przyczyniła się do rozbudowy jego południowego skrzydła, jak również za jej rządów Wilanów tętnił życiem towarzyskim i kulturalnym.  Stanisław Kostka Potocki, kolejny właściciel pałacu, dobudował neogotycki obiekt, w którym założył pierwsze w Polsce ogólnodostępne muzeum.

Pałac pozostawał w rękach prywatnych do końca II wojny światowej, po czym został przejęty przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. Dla odwiedzających obiekt został jednak udostępniony dopiero w 1962 roku, po licznych pracach konserwatorskich. Od 1995 roku Pałac jest zarządzany przez Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.

Pałac w Wilanowie nie uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej i zachwyca swoim pięknem. Ma w całości charakter barokowy. Z przodu budynku wita nas napis Quod vetus urbs coluit, nunc nova villa tenet („Co starodawne miasto Rzym czciło, teraz nowa willa posiada”). Budynek zdobią liczne posągi i płaskorzeźby.

Tuż przy pałacu znajduje się kompleks parkowy, który jest prawdziwą perełką. W kompleksie tym można wyodrębnić kilka stref:

  • Gaj Akademosa- to tutaj można znaleźć pomnik Jana Kochanowskiego czy Franciszka Karpińskiego
  • Oranżerię
  • Barokowy ogród włoski, w którym znajdują się liczne rzeźby. Ta część ogrodu łączy się z pałacowym tarasem, gdzie podziwiać można powojenną fontannę
  • Park angielski, rozciągający się wzdłuż Jeziora Wilanowskiego. Można w nim znaleźć pompownię z XIX wieku (z niej pompowano wodę do fontann na terenie kompleksu), chińską altankę (miejsce spotkań) oraz mostek rzymski. Zobaczyć tutaj także można Pomnik Bitwy Raszyńskiej.

  • Park angielsko- chiński- tutaj można znaleźć obelisk z urną ku czci Ignacego Potockiego czy sarkofag Stanisława Kostki Potockiego.

Informacje praktyczne:

  • Na zwiedzanie pałacu i parku z dziećmi należy zarezerwować sobie kilka godzin
  • Przed pałacem znajduje się bezpłatny parking. My przyjechaliśmy tutaj około godziny 10 i nie mieliśmy problemu ze znalezieniem miejsca parkingowego.
  • Tuż przy parkingu znajduje się kilka restauracji i kawiarenek
  • Na terenie przypałacowego parku znajduje się kilka mobilnych kafejek, w których można napić się dobrej kawy
  • Zarówno zwiedzanie pałacu, jak i parku przypałacowego jest płatne. Cennik dostępny jest na stronie: https://www.wilanow-palac.pl/ceny_biletow.html. W czwartki zwiedzanie pałacu i parku jest bezpłatne. Należy tylko pobrać w kasie głównej wejściówki (ponieważ liczba zwiedzających o konkretnej godzinie jest limitowana)
  • Na stronie: https://www.wilanow-palac.pl/godziny_otwarcia_1.html dostępne są godziny otwarcia

Ogród Saski

Ogród Saski został otwarty dla zwiedzających w 1727 roku (wcześniej był ogrodem królewskim) przez króla Augusta II Mocnego. Był to pierwszy publiczny park w Polsce, a jeden z pierwszych w Europie. W XIX wieku powstał staw i wodozbiór według projektu Henryka Marconiego. Park pierwotnie był znacznie większych rozmiarów. Po II wojnie światowej jego powierzchnię znacznie zmniejszono.

Park obecnie stanowi piękny zielony teren w centrum Warszawy. Można tutaj zobaczyć 21 barokowych rzeźb z piaskowca, pochodzących z XVIII wieku oraz okazałą Fontannę Wielką zaprojektowaną również przez Henryka Marconiego. Niedaleko fontanny znajduje się plac zabaw. W parku odnaleźć można także okazałe drzewa, z których najstarsze mają ponad 250 lat.

Ogród Saski stanowił dla nas punkt początkowy w drodze na Plac Józefa Piłsudskiego, a następnie na Stare Miasto. Nie jest on zbyt dużych rozmiarów, ale ma swój urok. Dla dzieci niewątpliwą atrakcją była fontanna i plac zabaw

Taras widokowy na 30 piętrze Pałacu Kultury i Nauki

Na taras wjeżdża się windą. Z Tarasu rozpościera się przepiękny widok na Warszawę. Godziny otwarcia i cennik dostępne są na stronie: http://pkin.pl/strefa-turysty-taras-widokowy. Bilety można kupić zarówno online, jak i w kasie wewnątrz Pałacu. Przy wejściu na taras znajduje się kawiarnia, w której można delektować się pyszną kawą z widokiem na miasto.

Pole Mokotowskie

Pole Mokotowskie to ogromny kompleks parkowy usytuowany na obszarze trzech dzielnic: Śródmieścia, Mokotowa i Ochoty. W XIX wieku na terenie parku znajdował się poligon wojskowy. Nieco później znajdowało się tutaj lotnisko i tor wyścigów konnych. To w tym parku w 1935 roku miały miejsce uroczystości pogrzebowe marszałka Józefa Piłsudskiego.

Obecnie ten park z bogatą historią oferuje wiele atrakcji. Dzieci mogą pobawić się na dwóch placach zabaw. My mieliśmy okazję być na tym, który znajduje się przy wejściu od ulicy Batorego. Jest to plac zabaw ze słynnym samolotem, który dzieci uwielbiają. Plac znajduje się w samym słońcu więc w upalne dni trudno tutaj znaleźć odrobinę cienia.

Tuż przy placu zabaw znajduje się wypożyczalnia rowerów miejskich. Hubercik miał ogromną frajdę zwiedzając park na rowerze.

Na Polu Mokotowskim można urządzić biwak, napić się dobrej kawy z mobilnej kafejki czy pospacerować. Spędziliśmy tutaj bardzo miłe popołudnie, zakończone kolacją w amerykańskiej restauracji Jeffs: http://jeffs.com/. Jedzenie było wyśmienite, a dodatkowo restauracja posiada mały plac zabaw na zewnątrz  dla najmłodszych, więc mogliśmy spokojnie delektować się posiłkiem, podczas gdy nasze dzieci bawiły się na placu zabaw.

Park Edwarda Szymańskiego

Edward Szymański był poetą robotniczym, mieszkającym na Woli. Ku jego pamięci w tej części Warszawy powstał przepiękny park o powierzchni 27 ha. Można tutaj znaleźć siłownię, fontannę, oczka wodne oraz plac zabaw. Oczywiście nie mogło zabraknąć w tym miejscu popiersia samego patrona - Edwarda Szymańskiego.

Park Sowińskiego

Po przeciwnej strony Parku Edwarda Szymańskiego znajduje się Park Sowińskiego, który powstał w latach 1936-1937. W czasie II wojny został niemal całkowicie zniszczony. Odrestaurowany został dopiero w latach 60. XX wieku.

Na głównej alei parku znaleźć można pomnik generała Józefa Sowińskiego. Drzewostan parku liczy od 30 do 100 lat. W parku znajduje się także amfiteatr, w którym organizowane są imprezy rozrywkowo- kulturalne.

W parku znajduje się plac zabaw oraz miejsce do gry w koszykówkę.

Gdzie nocujemy w Warszawie?

My każdorazowo wybierając się do Warszawy rezerwujemy miejsce w apartamentach. Są one niedrogie (około 170 zł- 200 zł za całą rodzinę za dobę), komfortowe, położone w dogodnych lokalizacjach. Ofert apartamentów na stronach internetowych jest wiele. Nam jak dotąd najbardziej do gustu przypadły apartamenty Newburg https://www.newburg.eu/ przy ul. Wolskiej.

W pobliżu apartamentów znajduje się stacja metra, przystanek tramwajowy i autobusowy, restauracje z pysznym jedzeniem oraz Instytut Matki i Dziecka, do którego jeździmy.

Góra Parkowa w Bielawie to w zasadzie niewielkie wzniesienie (455 m n.p.m), ale warto tutaj się wybrać po pierwsze dlatego, że jest to idealna górka na spacer z małymi dziećmi. Po drugie, na szczycie znajduje się wieża widokowa skąd można podziwiać piękne widoki. A po trzecie, u podnóża góry można zrobić sobie biwak (jest miejsce na ognisko, ławy i stoły drewniane, przy których można usiąść)

Do Bielawy przyjechaliśmy dlatego, że miejsce to darzę sentymentem. Tutaj urodził się mój tato i jako dziecko przyjeżdżaliśmy tutaj często na wakacje. Jednak po raz ostatni byłam tutaj ponad 20 lat temu i od tego czasu wiele się zmieniło…

Góra Parkowa – trochę historii

Na szczycie góry można wejść na stalową wieżę widokową, która została oddana do użytku w 1925 roku. Wcześniej stały tutaj dwie wieże drewniane, które zostały zastąpione właśnie stalową konstrukcją. Wieża była kilkakrotnie remontowana. Ostatni raz w 1998 roku.

W kronikach miasta można znaleźć informację, że na szczycie góry dawniej mieściło się schronisko młodzieżowe i restauracja. Dzisiaj można tutaj tylko wejść na wieżę widokową oraz pobiwakować na łonie natury.

Góra Parkowa nazywana jest również Górą Krasnoludków. Według legendy bowiem na górze w grotach  mieszkały właśnie Krasnoludki, strzegące skarbów. Krasnoludki te stroniły od ludzi- można je było spotkać tylko raz na 100 lat w noc świętojańską. Jednak wraz z dynamicznym rozwojem Bielawy Krasnoludki wyniosły się z tego miejsca, szukając bardziej spokojnego schronienia.

Sudecki Włóczykij

Góra Parkowa jest jednym ze szczytów wchodzących w skład Sudeckiego Włóczykija. Sudecki Włóczykij to regionalna odznaka turystyki kwalifikowanej, mająca na celu zachęcanie do eksplorowania Sudetów. Aby otrzymać odznakę należy zdobyć 100 szczytów ujętych w wykazie, wybranych pod względem walorów przyrodniczych, historycznych, krajoznawczych, geologicznych i widokowych.

Informacje praktyczne

  • Samochód warto zaparkować na niewielkim parkingu u podnóża góry, tuż przy ogródkach działkowych
  • Trasę spokojnie można przejechać wózkiem niemowlęcym
  • Zwiedzanie Góry nie zajmie nam zbyt dużo czasu, więc warto połączyć wejście na Górę z innymi atrakcjami np. kąpielą w Jeziorze Bielawskim

Województwo lubuskie obfituje w jeziora.  W związku z upalną pogodą postanowiliśmy ostatni weekend spędzić właśnie nad wodą. Wybór padł na Jezioro Lubikowskie i Szarcz.

Jezioro Lubikowskie

Znajduje się około 10 km od Międzyrzecza (na terenie Pszczewskiego Parku Krajobrazowego).  Jego głębokość sięga nawet 35,5 m. Ze względu na dogodną głębokość i czystą wodę jest ono miejscem cenionym przez nurków.  Korzystne warunki wiatrowe przyciągają tutaj natomiast miłośników windsurfingu. Wokół jeziora znajdują się ścieżki piesze i rowerowe. My korzystaliśmy z plaży na terenie Folwarku Amalia. Podyktowane to było kilkoma względami. Po pierwsze, w Folwarku można wypożyczyć rowerki wodne i kajaki. Po drugie, na terenie Folwarku znajduje się restauracja, a będąc z dziećmi zależało nam, aby zjeść jakiś domowy obiad. Po trzecie, na terenie Folwarku jest miejsce na ognisko i zadaszona wiata, w której można się schować w razie deszczu. Po czwarte, kolega chciał ponurkować, a właśnie w tym miejscu jest względnie spokojnie (mało turystów), a warunki do nurkowania są znakomite.

Jezioro Lubikowskie

Jezioro Szarcz

Położone jest w miejscowości Pszczew w dorzeczu trzech rzek: Warty, Obry i Odry (na terenie Pszczewskiego Parku Krajobrazowego). Jest ono preferowane przez miłośników sportów wodnych, ze względu na swój owalny kształt i jego charakterystyczne położenie.  Jezioro jest czyste i bardzo przejrzyste (zaliczone zostało do II klasy czystości). Nie jest zbyt głębokie- głębokość maksymalna wynosi 14,5m.

Jezioro Szarcz

My nocowaliśmy w Ośrodku Wypoczynkowym Jeziorak, który jest położony nad samym jeziorem.  Nasz domek od jeziora dzieliła 200 metrowa odległość. Nad jeziorem jest piękna piaszczysta plaża. Wejście do wody jest stosunkowo płytkie, więc jest to idealne miejsce dla rodzin z dziećmi. Dodatkowo, można wypożyczyć rower wodny lub kajak, co dla dzieci jest nie lada atrakcją.

Przed wyjazdem naczytałam się, że nad jezioro Szarcz przyjeżdżają tłumy turystów i trudno tutaj liczyć na ciszę. My byliśmy nad jeziorem w dniach 14-16 czerwca i było naprawdę bardzo spokojnie, a pogoda była rewelacyjna. Może to dopiero początek sezonu, bo wiele budek gastronomicznych i sklepików było jeszcze zamkniętych.

Poza tym, będąc w OW Jeziorak, to na co nie mogliśmy narzekać, to dogodna dla rodzin z dziećmi infrastruktura. Na terenie ośrodka znajdują się miejsca na grilla i ognisko, boisko do siatkówki plażowej, boisko do piłki nożnej oraz plac zabaw. Ośrodek położony jest na uboczu, więc można pospacerować wśród pól i lasów, z dala od cywilizacji.

Folwark Pszczew

Folwark Pszczew

Przy okazji, będąc nad Jeziorem Szarcz, można zwiedzić Pszczew, który ma swoją bogatą historię. Miejscowość ta należała do biskupów poznańskich. W XV wieku, kiedy to nadano miastu prawa magdeburskie, założono na terenie miejscowości folwark biskupi. Pod koniec XVI wieku wybudowano przedmieścia, które połączyły folwark z zabudowaniami miejskimi.  W XVIII wieku folwark trafił do rąk księcia Hohenloche-Jugelfingen, a ten następnie odsprzedał go baronowi Hiller Gartrigen. W połowie XIX wieku folwark trafił do rodziny Zu Dohna, która władała nim do końca II wojny światowej. W okresie PRL na jego terenie powstał PGR, po czym w 1990 roku trafił w ręce prywatne. Obecnie na terenie folwarku znajduje się agroturystyka ze SPA, restauracja oraz część pałacowa. Folwark otoczony jest pięknym parkiem.

Muzeum „Dom Szewca”

W Pszczewie znajduje się muzeum „Dom Szewca”. Już sam budynek, w którym znajduje się muzeum przyciąga uwagę. Wybudowano go bowiem w XVIII wieku z drewna na wysokiej kamiennej podmurówce. Nieruchomość należała niegdyś do rodziny szewca Feliksa Paździorka. Aby upamiętnić jego działalność aktualnie w muzeum można podziwiać warsztat i sklep szewca, a także zobaczyć wystawę „Dawny Pszczew na fotografii i na pocztówce”. W budynku znajduje się także Centrum Informacji Turystycznej oraz sklep z lokalnymi pamiątkami.

Muzeum Dom Szewca

Godziny otwarcia oraz cennik biletów znajdują się na stronie: http://www.pszczew.pl/muzeum-dom-szewca.html

Kościół ewangelicki w Pszczewie

Po II rozbiorze Polski Przczew trafił w posag Państwa Pruskiego. Na tereny miasta zaczęli przybywać osadnicy niemieccy,którzy w większości byli ewangelikami. W związku z tym, że nie mieli swojej świątyni, wybudowano w 1865 roku kościół ewangelicki. Świątynia została rozebrana w 1964 roku, a na jej miejscu stoi obecnie wielki kamień przypominający o jej istnieniu.

Pozostałości po dawnym Kościele ewangelickim

Weekend nad jeziorami połączyliśmy ze zwiedzaniem. W trzy dni zobaczyliśmy Międzyrzecz i Pszczew oraz pobiwakowaliśmy nad wodą. Województwo lubuskie to bogactwo akwenów wodnych i piękna natura, która zachwyca i pozwala oderwać się od wielkomiejskiego gwaru.

Zamek w Międzyrzeczu

Zamek w Międzyrzeczu jest jedynym królewskim zamkiem piastowskim w województwie lubuskim. Zamek swoje powstanie zawdzięcza Kazimierzowi Wielkiemu, który na miejscu dotychczasowego drewnianego grodu, postawił murowaną budowlę. Pierwotny gród powstał u ujścia Paklicy do Obry (stąd też pochodzi nazwa miejscowości- Międzyrzecz). Nie wiadomo dokładnie w jakich latach powstał gród, ale przypuszcza się, że prace nad jego budową trwały kilkadziesiąt lat. Od czasów powstania zamek był kilkakrotnie zdobywany i niszczony. Dzisiaj niewiele już zostało z dawnej budowli. Do zamku wchodzi się kładką, a po jej bokach można podziwiać basteje. Po wejściu na teren grodu można zobaczyć salę skazań i obejrzeć ruiny od środka.

Na terenie przyramkowego parku, w siedzibie dawnego starostwa, znajduje się muzeum, w którym podziwiać można kolekcję portretu trumiennego, portrety międzyrzeckich mieszczan, ekspozycję przedstawiającą obyczaje miejscowej ludności, a także wykopaliska archeologiczne pochodzące z obszaru Międzyrzecza.

Bilet wstępu do zamku kosztuje 5 zł. Dzieci do lat 7 mają wstęp wolny.

Zarówno zamek, jak i muzeum można zwiedzać od wtorku do soboty w godzinach 9:00-16:00, a w niedzielę od 10:00 do 16:00. We wtorki do zamku i do muzeum można wejść bezpłatnie.

Park przyzamkowy oraz pomnik przyrody

Zamek otoczony jest przepięknym parkiem, który bardziej nas urzekł niż sam zamek. Starannie wytyczone ścieżki, bogactwo drzew oraz rzeka Obra nadaje temu miejscu uroku. W parku można podziwiać lipę szerokolistną, wielkolistną, która różni się od lipy drobnolistnej bardziej rozłożystą koroną. Osiąga ona wiek nawet do 1000 lat. Na uwagę zasługuje fakt, że Słowianie uznawali lipę za święte drzewo. A polska tradycja szlachecka nakazywała posadzić przy domu lipę w dniu narodzin dziecka. Lipa szerokolistna przy muzeum została uznana jako pomnik przyrody w 1989 roku.

Na terenie parku znajduje się plac zabaw, którego oczywiście nie mogliśmy ominąć. Hubercik nie dość, że był podekscytowany wizytą w zamku i nabyciem drewnianego miecza, to jeszcze miał frajdę z zabawy na placu zabaw.

Rynek w Międzyrzeczu

Na środku rynku znajduje się ratusz miejski, który otoczony jest pięknymi kamieniczkami. W 1806 roku jedna z nich była zamieszkiwana przez Napoleona. To, co przyciąga uwagę to piękne kwieciste klomby, które wraz z kolorowymi kamieniczkami nadają temu miejscu kolorytu.  Tego czego nam jednak brakowało w tej centralnej części miasta to kawiarenki, w której można posiedzieć i podziwiać rynek miasta.

Słyszeliśmy różne opinie o Kolorowych Jeziorkach. Jednym znajomym bardzo się one podobały. Inni byli rozczarowani. Jakiś czas temu postanowiliśmy sprawdzić to na własne oczy.

Kolorowe Jeziorka usytuowane są w Rudawskim Parku Krajobrazowym (we wsi Wieściszowice). Można tutaj zobaczyć cztery akweny o różnych kolorach: żółtym, purpurowym, błękitnym i zielonym/czarnym. Barwa zbiornika wodnego wynika z odmiennego składu chemicznego podłoża.

Pierwsze dwa jeziorka usytuowane są najniżej- na wysokości 560 m n.p.m. Żółty akwen jest najmłodszy. Purpurowe jeziorko swój kolor zawdzięcza występującym tutaj związkom miedzi i żelaza. W ładną pogodę przy piaszczystym brzegu można tutaj dojrzeć drobinki pirytu. Błękitny zbiornik znajduje się na wysokości 635 m n.p.m. Związki miedzi przyczyniły się do zabarwienia akwenu na niebiesko. Zbiornik ten jest głęboki- ma ponad 20 metrów głębokości na pewnych odcinkach. Zielone jeziorko pojawia się okresowo, po intensywnych opadach. Kiedy pojawiło się w 1997 roku po powodzi miało mocno grafitowy kolor, dlatego nazwano je także czarnym jeziorkiem.

Przy kolorowych jeziorkach znajduje się kilka parkingów (płatnych rzecz jasna, parking usytuowany najbliżej wejścia na ścieżkę edukacyjną kosztuje 10 zł). My zwiedzaliśmy jeziorka w niedzielę z samego rana, więc nie było problemów z zaparkowaniem. Kiedy wyjeżdżaliśmy około godziny 14.00 parkingi były zatłoczone.

Po ścieżce edukacyjnej trudno poruszać się wózkami niemowlęcymi. Do dwóch pierwszych jeziorek można jeszcze dojechać wózkiem. Do kolejnych już nie da rady. Trzeba więc wziąć chustę lub nosidełko. Trzeba jednak uważać, zwłaszcza po deszczu, ponieważ nawierzchnia jest śliska i nie trudno o pośliźnięcie się.

Na terenie Kolorowych Jeziorek jest bar, w którym można zjeść bigos lub pierogi. Zdecydowanie jednak polecamy Karczmę Kamienną w Czarnym Borze, która oferuje bardzo dobre jedzenie, a znajduje się 25 km od Kolorowych Jeziorek.

Kolorowe Jeziorka położone są około 100 km od Wrocławia, więc można zrobić sobie jednodniową wycieczkę, aby je zobaczyć. My jednak zdecydowaliśmy się na opcję z noclegiem. W miejscowości Trzcińsko (znajdującej się 15 km od barwnych akwenów) znaleźliśmy bardzo fajną agroturystykę, do której przyjechaliśmy dzień wcześniej.

Na pytanie czy warto tutaj przyjechać nie mam jednoznacznej odpowiedzi. My uwielbiamy przyrodę oraz cenimy sobie spokój i ciszę. Kolorowe Jeziorka spełniły więc nasze oczekiwania. Można pochodzić w ich okolicach po górkach oraz nacieszyć się świeżym powietrzem. Przyjechaliśmy tutaj wcześnie rano, więc nie było jeszcze tłumów turystów i można było spokojnie pospacerować. Jeśli ktoś natomiast oczekuje, że jeziorka to jakieś spektakularne akweny to może się rozczarować. Chociaż na uwagę zasługuje fakt, że National Geographic Traveler okrzyknął Kolorowe Jeziorka jednym z 7 cudów Polski. Walory estetyczne tego miejsca zależne są od pory roku i pogody. Warto to miejsce odwiedzić wiosną, wówczas barwy jeziorek wraz z rodzącą się do życia zielenią robią na pewno wrażenie.

Dzisiaj Dzień Matki. Postanowiliśmy ten dzień spędzić tradycyjnie na łonie natury. Nie chcieliśmy jednak jechać zbyt daleko, ponieważ mieliśmy dość pracowitą i aktywną sobotę i zależało nam, aby pobiwakować w fajnym miejscu. Mąż zaproponował Karczmę Miłocin, która bardzo miło nas zaskoczyła. Tym razem towarzyszyli nam mój brat z jego 5-letnią córeczką. Ale zanim podzielę się własnymi odczuciami, przedstawię kilka informacji praktycznych.

Kompleks Miłocin- informacje praktyczne

  • Karczma Miłocin jest położona 28 km od Wrocławia (w miejscowości Pierwoszów, kierunek Wisznia Mała).
  • Karczma Miłocin to nie tylko karczma, ale kompleks, obejmujący restaurację, teren rekreacyjny (plac zabaw, łowisko, miejsca do grillowania, wiaty na imprezy, boisko wielofunkcyjne) oraz noclegi.

  • Wstęp na teren rekreacyjny w weekendy jest płatny- 15zł/osoby. Dzieci do lat 12 mogą wejść bezpłatnie. W przypadku skorzystania z usług gastronomicznych na terenie kompleksu, wartość biletu jest odliczana od rachunku (przy zakupach za min. 50 zł)
  • Na terenie kompleksu znajduje się parking samochodowy. Można też tutaj dojechać szynobusem (Koleje Dolnośląskie), a bilet kosztuje 7 zł.

Kompleks Miłocin- moja subiektywna opinia

Muszę przyznać, że jest to kolejne odkrycie tego roku. Miejsce oddalone jest kilkanaście minut drogi od Wrocławia, ale ma się wrażenie, że jest się w zupełnie innym świecie. Kompleks usytuowany jest na Wzgórzach Trzebnickich. Nieduże wzniesienia oraz otaczające lasy nadają temu miejscu niesamowity klimat. Kompleks jest ogromny. W dniu dzisiejszym odbywało się na tym terenie kilka komunii oraz poprawiny, ale na tak dużym obszarze nie widać było tłumów. Cieszyliśmy się ciszą i spokojem. Karczma dzisiaj była zarezerwowana na potrzeby imprez okolicznościowych, aczkolwiek nad jednym z jeziorek funkcjonowała tzw. Marina, gdzie można było napić się kawy, soku, zjeść pizzę, sałatkę lub zupę oraz przekąsić coś słodkiego.

Na placu zabaw również nie było zbyt dużo dzieci. Nasze pociechy miały praktycznie cały plac zabaw dla siebie. Tuż obok znajdują się zadaszone wiaty oraz stanowiska grillowe, więc my biwakowaliśmy, mając wgląd na nasze pociechy.

Dzieciom podobał się nie tylko plac zabaw, ale także fontanna, liczne drewniane mostki, ogromne zielone przestrzenie, gdzie mogły biegać, skakać oraz latać (niestety pływać jeszcze tutaj nie można, ale jeden pan z obsługi poinformował nas, że w przyszłości planują zrobić kąpielisko). Spędziliśmy naprawdę fajny dzień w miejscu położonym z dala od miejskiego zgiełku, w pięknych okolicznościach przyrody.

Od czterech lat co roku jeździmy chociaż na kilka dni na Wyspę Sobieszewską. Wcześniej byliśmy w kilku innych nadmorskich miejscach, ale to właśnie Wyspa skradła nasze serca. Dzisiaj przedstawię Wam kilka powodów, dla których warto tutaj przyjechać…

  • Niesamowita przyroda. To tutaj występują szerokie plaże, wydmy pokryte lasami sosnowymi oraz unikalne ekosystemy. Rezerwaty Ptasi Raj i Mewia Łacha to bogactwo ptaków, zwierząt oraz roślin. W niedalekiej odległości znajduje się Park Krajobrazowy Mierzeja Wiślana.

  • Jest to miejsce, w którym nie ma tłumów turystów. Szczególnie w takich miesiącach jak maj czy wrzesień można cieszyć się spokojem. Na plaży można spotkać raptem kilka osób i nie trzeba przeciskać się pomiędzy parawanami

  • Dogodna lokalizacja- Wyspa Sobieszewska jest usytuowana zaledwie kilkanaście minut drogi samochodem od centrum Gdańska. Ponadto, dobrze jest skomunikowana. Na Stare Miasto w Gdańsku można dotrzeć także tramwajem wodnym, który w sezonie kursuje codziennie. Wyspa Sobieszewska położona jest także w niedalekiej odległości od Gdyni (około 50 km) i Sopotu (około 30 km), a także Helu (około 120 km).

  • Mnóstwo atrakcji- na Wyspie Sobieszewskiej nie sposób się nudzić. Można tutaj znaleźć zajęcie zarówno kiedy pogoda dopisuje, jak również w niepogodę. W słoneczne i ciepłe dni można się delektować przyrodą i naturą, a w deszczową aurę można skorzystać z bogatej oferty kulturalnej i edukacyjnej Trójmiasta (muzea, teatry, kina). Wyspa Sobieszewska to znakomite miejsce sprzyjające uprawianiu aktywnego stylu życia.

  • Świeże powietrze o silnych właściwościach hartujących – duży poziom nasłonecznienia i ruchy powietrza sprzyjają nabywaniu odporności, dlatego warto tutaj przyjechać z dziećmi, aby wzmacniały swój układ odpornościowy