Przeskocz do treści

Województwo lubuskie obfituje w jeziora.  W związku z upalną pogodą postanowiliśmy ostatni weekend spędzić właśnie nad wodą. Wybór padł na Jezioro Lubikowskie i Szarcz.

Jezioro Lubikowskie

Znajduje się około 10 km od Międzyrzecza (na terenie Pszczewskiego Parku Krajobrazowego).  Jego głębokość sięga nawet 35,5 m. Ze względu na dogodną głębokość i czystą wodę jest ono miejscem cenionym przez nurków.  Korzystne warunki wiatrowe przyciągają tutaj natomiast miłośników windsurfingu. Wokół jeziora znajdują się ścieżki piesze i rowerowe. My korzystaliśmy z plaży na terenie Folwarku Amalia. Podyktowane to było kilkoma względami. Po pierwsze, w Folwarku można wypożyczyć rowerki wodne i kajaki. Po drugie, na terenie Folwarku znajduje się restauracja, a będąc z dziećmi zależało nam, aby zjeść jakiś domowy obiad. Po trzecie, na terenie Folwarku jest miejsce na ognisko i zadaszona wiata, w której można się schować w razie deszczu. Po czwarte, kolega chciał ponurkować, a właśnie w tym miejscu jest względnie spokojnie (mało turystów), a warunki do nurkowania są znakomite.

Jezioro Lubikowskie

Jezioro Szarcz

Położone jest w miejscowości Pszczew w dorzeczu trzech rzek: Warty, Obry i Odry (na terenie Pszczewskiego Parku Krajobrazowego). Jest ono preferowane przez miłośników sportów wodnych, ze względu na swój owalny kształt i jego charakterystyczne położenie.  Jezioro jest czyste i bardzo przejrzyste (zaliczone zostało do II klasy czystości). Nie jest zbyt głębokie- głębokość maksymalna wynosi 14,5m.

Jezioro Szarcz

My nocowaliśmy w Ośrodku Wypoczynkowym Jeziorak, który jest położony nad samym jeziorem.  Nasz domek od jeziora dzieliła 200 metrowa odległość. Nad jeziorem jest piękna piaszczysta plaża. Wejście do wody jest stosunkowo płytkie, więc jest to idealne miejsce dla rodzin z dziećmi. Dodatkowo, można wypożyczyć rower wodny lub kajak, co dla dzieci jest nie lada atrakcją.

Przed wyjazdem naczytałam się, że nad jezioro Szarcz przyjeżdżają tłumy turystów i trudno tutaj liczyć na ciszę. My byliśmy nad jeziorem w dniach 14-16 czerwca i było naprawdę bardzo spokojnie, a pogoda była rewelacyjna. Może to dopiero początek sezonu, bo wiele budek gastronomicznych i sklepików było jeszcze zamkniętych.

Poza tym, będąc w OW Jeziorak, to na co nie mogliśmy narzekać, to dogodna dla rodzin z dziećmi infrastruktura. Na terenie ośrodka znajdują się miejsca na grilla i ognisko, boisko do siatkówki plażowej, boisko do piłki nożnej oraz plac zabaw. Ośrodek położony jest na uboczu, więc można pospacerować wśród pól i lasów, z dala od cywilizacji.

Folwark Pszczew

Folwark Pszczew

Przy okazji, będąc nad Jeziorem Szarcz, można zwiedzić Pszczew, który ma swoją bogatą historię. Miejscowość ta należała do biskupów poznańskich. W XV wieku, kiedy to nadano miastu prawa magdeburskie, założono na terenie miejscowości folwark biskupi. Pod koniec XVI wieku wybudowano przedmieścia, które połączyły folwark z zabudowaniami miejskimi.  W XVIII wieku folwark trafił do rąk księcia Hohenloche-Jugelfingen, a ten następnie odsprzedał go baronowi Hiller Gartrigen. W połowie XIX wieku folwark trafił do rodziny Zu Dohna, która władała nim do końca II wojny światowej. W okresie PRL na jego terenie powstał PGR, po czym w 1990 roku trafił w ręce prywatne. Obecnie na terenie folwarku znajduje się agroturystyka ze SPA, restauracja oraz część pałacowa. Folwark otoczony jest pięknym parkiem.

Muzeum „Dom Szewca”

W Pszczewie znajduje się muzeum „Dom Szewca”. Już sam budynek, w którym znajduje się muzeum przyciąga uwagę. Wybudowano go bowiem w XVIII wieku z drewna na wysokiej kamiennej podmurówce. Nieruchomość należała niegdyś do rodziny szewca Feliksa Paździorka. Aby upamiętnić jego działalność aktualnie w muzeum można podziwiać warsztat i sklep szewca, a także zobaczyć wystawę „Dawny Pszczew na fotografii i na pocztówce”. W budynku znajduje się także Centrum Informacji Turystycznej oraz sklep z lokalnymi pamiątkami.

Muzeum Dom Szewca

Godziny otwarcia oraz cennik biletów znajdują się na stronie: http://www.pszczew.pl/muzeum-dom-szewca.html

Kościół ewangelicki w Pszczewie

Po II rozbiorze Polski Przczew trafił w posag Państwa Pruskiego. Na tereny miasta zaczęli przybywać osadnicy niemieccy,którzy w większości byli ewangelikami. W związku z tym, że nie mieli swojej świątyni, wybudowano w 1865 roku kościół ewangelicki. Świątynia została rozebrana w 1964 roku, a na jej miejscu stoi obecnie wielki kamień przypominający o jej istnieniu.

Pozostałości po dawnym Kościele ewangelickim

Weekend nad jeziorami połączyliśmy ze zwiedzaniem. W trzy dni zobaczyliśmy Międzyrzecz i Pszczew oraz pobiwakowaliśmy nad wodą. Województwo lubuskie to bogactwo akwenów wodnych i piękna natura, która zachwyca i pozwala oderwać się od wielkomiejskiego gwaru.

Zamek w Międzyrzeczu

Zamek w Międzyrzeczu jest jedynym królewskim zamkiem piastowskim w województwie lubuskim. Zamek swoje powstanie zawdzięcza Kazimierzowi Wielkiemu, który na miejscu dotychczasowego drewnianego grodu, postawił murowaną budowlę. Pierwotny gród powstał u ujścia Paklicy do Obry (stąd też pochodzi nazwa miejscowości- Międzyrzecz). Nie wiadomo dokładnie w jakich latach powstał gród, ale przypuszcza się, że prace nad jego budową trwały kilkadziesiąt lat. Od czasów powstania zamek był kilkakrotnie zdobywany i niszczony. Dzisiaj niewiele już zostało z dawnej budowli. Do zamku wchodzi się kładką, a po jej bokach można podziwiać basteje. Po wejściu na teren grodu można zobaczyć salę skazań i obejrzeć ruiny od środka.

Na terenie przyramkowego parku, w siedzibie dawnego starostwa, znajduje się muzeum, w którym podziwiać można kolekcję portretu trumiennego, portrety międzyrzeckich mieszczan, ekspozycję przedstawiającą obyczaje miejscowej ludności, a także wykopaliska archeologiczne pochodzące z obszaru Międzyrzecza.

Bilet wstępu do zamku kosztuje 5 zł. Dzieci do lat 7 mają wstęp wolny.

Zarówno zamek, jak i muzeum można zwiedzać od wtorku do soboty w godzinach 9:00-16:00, a w niedzielę od 10:00 do 16:00. We wtorki do zamku i do muzeum można wejść bezpłatnie.

Park przyzamkowy oraz pomnik przyrody

Zamek otoczony jest przepięknym parkiem, który bardziej nas urzekł niż sam zamek. Starannie wytyczone ścieżki, bogactwo drzew oraz rzeka Obra nadaje temu miejscu uroku. W parku można podziwiać lipę szerokolistną, wielkolistną, która różni się od lipy drobnolistnej bardziej rozłożystą koroną. Osiąga ona wiek nawet do 1000 lat. Na uwagę zasługuje fakt, że Słowianie uznawali lipę za święte drzewo. A polska tradycja szlachecka nakazywała posadzić przy domu lipę w dniu narodzin dziecka. Lipa szerokolistna przy muzeum została uznana jako pomnik przyrody w 1989 roku.

Na terenie parku znajduje się plac zabaw, którego oczywiście nie mogliśmy ominąć. Hubercik nie dość, że był podekscytowany wizytą w zamku i nabyciem drewnianego miecza, to jeszcze miał frajdę z zabawy na placu zabaw.

Rynek w Międzyrzeczu

Na środku rynku znajduje się ratusz miejski, który otoczony jest pięknymi kamieniczkami. W 1806 roku jedna z nich była zamieszkiwana przez Napoleona. To, co przyciąga uwagę to piękne kwieciste klomby, które wraz z kolorowymi kamieniczkami nadają temu miejscu kolorytu.  Tego czego nam jednak brakowało w tej centralnej części miasta to kawiarenki, w której można posiedzieć i podziwiać rynek miasta.

Słyszeliśmy różne opinie o Kolorowych Jeziorkach. Jednym znajomym bardzo się one podobały. Inni byli rozczarowani. Jakiś czas temu postanowiliśmy sprawdzić to na własne oczy.

Kolorowe Jeziorka usytuowane są w Rudawskim Parku Krajobrazowym (we wsi Wieściszowice). Można tutaj zobaczyć cztery akweny o różnych kolorach: żółtym, purpurowym, błękitnym i zielonym/czarnym. Barwa zbiornika wodnego wynika z odmiennego składu chemicznego podłoża.

Pierwsze dwa jeziorka usytuowane są najniżej- na wysokości 560 m n.p.m. Żółty akwen jest najmłodszy. Purpurowe jeziorko swój kolor zawdzięcza występującym tutaj związkom miedzi i żelaza. W ładną pogodę przy piaszczystym brzegu można tutaj dojrzeć drobinki pirytu. Błękitny zbiornik znajduje się na wysokości 635 m n.p.m. Związki miedzi przyczyniły się do zabarwienia akwenu na niebiesko. Zbiornik ten jest głęboki- ma ponad 20 metrów głębokości na pewnych odcinkach. Zielone jeziorko pojawia się okresowo, po intensywnych opadach. Kiedy pojawiło się w 1997 roku po powodzi miało mocno grafitowy kolor, dlatego nazwano je także czarnym jeziorkiem.

Przy kolorowych jeziorkach znajduje się kilka parkingów (płatnych rzecz jasna, parking usytuowany najbliżej wejścia na ścieżkę edukacyjną kosztuje 10 zł). My zwiedzaliśmy jeziorka w niedzielę z samego rana, więc nie było problemów z zaparkowaniem. Kiedy wyjeżdżaliśmy około godziny 14.00 parkingi były zatłoczone.

Po ścieżce edukacyjnej trudno poruszać się wózkami niemowlęcymi. Do dwóch pierwszych jeziorek można jeszcze dojechać wózkiem. Do kolejnych już nie da rady. Trzeba więc wziąć chustę lub nosidełko. Trzeba jednak uważać, zwłaszcza po deszczu, ponieważ nawierzchnia jest śliska i nie trudno o pośliźnięcie się.

Na terenie Kolorowych Jeziorek jest bar, w którym można zjeść bigos lub pierogi. Zdecydowanie jednak polecamy Karczmę Kamienną w Czarnym Borze, która oferuje bardzo dobre jedzenie, a znajduje się 25 km od Kolorowych Jeziorek.

Kolorowe Jeziorka położone są około 100 km od Wrocławia, więc można zrobić sobie jednodniową wycieczkę, aby je zobaczyć. My jednak zdecydowaliśmy się na opcję z noclegiem. W miejscowości Trzcińsko (znajdującej się 15 km od barwnych akwenów) znaleźliśmy bardzo fajną agroturystykę, do której przyjechaliśmy dzień wcześniej.

Na pytanie czy warto tutaj przyjechać nie mam jednoznacznej odpowiedzi. My uwielbiamy przyrodę oraz cenimy sobie spokój i ciszę. Kolorowe Jeziorka spełniły więc nasze oczekiwania. Można pochodzić w ich okolicach po górkach oraz nacieszyć się świeżym powietrzem. Przyjechaliśmy tutaj wcześnie rano, więc nie było jeszcze tłumów turystów i można było spokojnie pospacerować. Jeśli ktoś natomiast oczekuje, że jeziorka to jakieś spektakularne akweny to może się rozczarować. Chociaż na uwagę zasługuje fakt, że National Geographic Traveler okrzyknął Kolorowe Jeziorka jednym z 7 cudów Polski. Walory estetyczne tego miejsca zależne są od pory roku i pogody. Warto to miejsce odwiedzić wiosną, wówczas barwy jeziorek wraz z rodzącą się do życia zielenią robią na pewno wrażenie.

Dzisiaj Dzień Matki. Postanowiliśmy ten dzień spędzić tradycyjnie na łonie natury. Nie chcieliśmy jednak jechać zbyt daleko, ponieważ mieliśmy dość pracowitą i aktywną sobotę i zależało nam, aby pobiwakować w fajnym miejscu. Mąż zaproponował Karczmę Miłocin, która bardzo miło nas zaskoczyła. Tym razem towarzyszyli nam mój brat z jego 5-letnią córeczką. Ale zanim podzielę się własnymi odczuciami, przedstawię kilka informacji praktycznych.

Kompleks Miłocin- informacje praktyczne

  • Karczma Miłocin jest położona 28 km od Wrocławia (w miejscowości Pierwoszów, kierunek Wisznia Mała).
  • Karczma Miłocin to nie tylko karczma, ale kompleks, obejmujący restaurację, teren rekreacyjny (plac zabaw, łowisko, miejsca do grillowania, wiaty na imprezy, boisko wielofunkcyjne) oraz noclegi.

  • Wstęp na teren rekreacyjny w weekendy jest płatny- 15zł/osoby. Dzieci do lat 12 mogą wejść bezpłatnie. W przypadku skorzystania z usług gastronomicznych na terenie kompleksu, wartość biletu jest odliczana od rachunku (przy zakupach za min. 50 zł)
  • Na terenie kompleksu znajduje się parking samochodowy. Można też tutaj dojechać szynobusem (Koleje Dolnośląskie), a bilet kosztuje 7 zł.

Kompleks Miłocin- moja subiektywna opinia

Muszę przyznać, że jest to kolejne odkrycie tego roku. Miejsce oddalone jest kilkanaście minut drogi od Wrocławia, ale ma się wrażenie, że jest się w zupełnie innym świecie. Kompleks usytuowany jest na Wzgórzach Trzebnickich. Nieduże wzniesienia oraz otaczające lasy nadają temu miejscu niesamowity klimat. Kompleks jest ogromny. W dniu dzisiejszym odbywało się na tym terenie kilka komunii oraz poprawiny, ale na tak dużym obszarze nie widać było tłumów. Cieszyliśmy się ciszą i spokojem. Karczma dzisiaj była zarezerwowana na potrzeby imprez okolicznościowych, aczkolwiek nad jednym z jeziorek funkcjonowała tzw. Marina, gdzie można było napić się kawy, soku, zjeść pizzę, sałatkę lub zupę oraz przekąsić coś słodkiego.

Na placu zabaw również nie było zbyt dużo dzieci. Nasze pociechy miały praktycznie cały plac zabaw dla siebie. Tuż obok znajdują się zadaszone wiaty oraz stanowiska grillowe, więc my biwakowaliśmy, mając wgląd na nasze pociechy.

Dzieciom podobał się nie tylko plac zabaw, ale także fontanna, liczne drewniane mostki, ogromne zielone przestrzenie, gdzie mogły biegać, skakać oraz latać (niestety pływać jeszcze tutaj nie można, ale jeden pan z obsługi poinformował nas, że w przyszłości planują zrobić kąpielisko). Spędziliśmy naprawdę fajny dzień w miejscu położonym z dala od miejskiego zgiełku, w pięknych okolicznościach przyrody.

Od czterech lat co roku jeździmy chociaż na kilka dni na Wyspę Sobieszewską. Wcześniej byliśmy w kilku innych nadmorskich miejscach, ale to właśnie Wyspa skradła nasze serca. Dzisiaj przedstawię Wam kilka powodów, dla których warto tutaj przyjechać…

  • Niesamowita przyroda. To tutaj występują szerokie plaże, wydmy pokryte lasami sosnowymi oraz unikalne ekosystemy. Rezerwaty Ptasi Raj i Mewia Łacha to bogactwo ptaków, zwierząt oraz roślin. W niedalekiej odległości znajduje się Park Krajobrazowy Mierzeja Wiślana.

  • Jest to miejsce, w którym nie ma tłumów turystów. Szczególnie w takich miesiącach jak maj czy wrzesień można cieszyć się spokojem. Na plaży można spotkać raptem kilka osób i nie trzeba przeciskać się pomiędzy parawanami

  • Dogodna lokalizacja- Wyspa Sobieszewska jest usytuowana zaledwie kilkanaście minut drogi samochodem od centrum Gdańska. Ponadto, dobrze jest skomunikowana. Na Stare Miasto w Gdańsku można dotrzeć także tramwajem wodnym, który w sezonie kursuje codziennie. Wyspa Sobieszewska położona jest także w niedalekiej odległości od Gdyni (około 50 km) i Sopotu (około 30 km), a także Helu (około 120 km).

  • Mnóstwo atrakcji- na Wyspie Sobieszewskiej nie sposób się nudzić. Można tutaj znaleźć zajęcie zarówno kiedy pogoda dopisuje, jak również w niepogodę. W słoneczne i ciepłe dni można się delektować przyrodą i naturą, a w deszczową aurę można skorzystać z bogatej oferty kulturalnej i edukacyjnej Trójmiasta (muzea, teatry, kina). Wyspa Sobieszewska to znakomite miejsce sprzyjające uprawianiu aktywnego stylu życia.

  • Świeże powietrze o silnych właściwościach hartujących – duży poziom nasłonecznienia i ruchy powietrza sprzyjają nabywaniu odporności, dlatego warto tutaj przyjechać z dziećmi, aby wzmacniały swój układ odpornościowy

Rezerwat Ptasi Raj to kolejny cud natury na Wyspie Sobieszewskiej.  Został on założony w 1959 roku i ma powierzchnię 188 ha. Przez teren rezerwatu przebiega ścieżka przyrodniczo-dydaktyczna o długości 6 km (ścieżka została utworzona w 2002 roku). Przemierzyliśmy całą ścieżkę i było to dla nas bardzo przyjemne doświadczenie. Biegnie ona przez las oraz wzdłuż plaży. W całości jest ona przejezdna dla wózków niemowlęcych (w przeciwieństwie do rezerwatu Mewia Łacha).

Ścieżka i oficjalne wejście do rezerwatu rozpoczyna się niedaleko przystanku końcowego autobusu 186 w Górkach Wschodnich. Przy przystanku znajduje się niewielki parking samochodowy. My byliśmy w rezerwacie poza sezonem, więc nie było problemu z zaparkowaniem auta. W sezonie może być ta kwestia bardziej problematyczna.

Podążając ścieżką przyrodniczo-dydaktyczną można spotkać tabliczki z informacjami dotyczącymi występującej w rezerwacie fauny i flory. Na trasie można podziwiać wspaniałe widoki z dwóch wież obserwacyjnych. Na terenie rezerwatu znajdują się dwa jeziora: Karaś i Ptasi Raj.

Rezerwat stanowi prawdziwy raj dla ornitologów. Można spotkać tutaj ponad 200 gatunków ptaków (m.in. rybitwy, sieweczki obrożne, kropiatki, zielonki i podróżniczki). Z umieszczonych tablic informacyjnych można naprawdę dużo się dowiedzieć na temat występujących w rezerwacie gatunków ptaków i roślin. Sporym dla mnie zaskoczeniem była wiadomość, że gniazda sieweczek obrożnych to niewielkie zagłębienia w piasku, w których samica składa jaja. Największym zagrożeniem dla tego gatunku jest człowiek. Gniazda są często rozdeptywane przez turystów, a pisklęta są często zabijane przez psy, które luzem biegają po plaży. Warto więc pamiętać o tym, aby omijać ptaki szerokim łukiem i nie zakłócać im egzystencji. W końcu to one są gospodarzami na tym terenie, a my tylko gośćmi. Ptasi Raj to także bogactwo roślin- jest tutaj ponad 320 gatunków. Można spotkać tutaj m.in. olszę czarną, która dorasta nawet do 25 m. Posiada liście o ciemnozielonym kolorze, okrągławe z wyciętymi końcami. Jej owoce to zielone zamknięte szyszki, które w czasie dojrzewania ciemnieją i drewnieją.

Ścieżka prowadzi przez las, a jej przejście zajmuje około 3,5-4 godzin. Na Wyspie Sobieszewskiej dominują lasy sosnowe, które pełnią ważną funkcję gleboochronną.

Nasz Hubercik w wieku czterech lat przemierzył całą trasę, nie narzekając i grymasząc. Radość sprawiało mu szukanie ptaków, zbieranie szyszek i patyków, a także muszelek na plaży. Wybierając się z dziećmi warto mieć przygotowany prowiant. Tym bardziej, że można sobie zorganizować piknik w pięknych okolicznościach przyrody. My biwakowaliśmy na plaży, ciesząc się piękną pogodą i delikatnym podmuchem wiatru.

2

Chcesz spędzić wakacje na wyspie? Nie musisz lecieć w tym celu na Maltę czy na Phuket…Na Wyspie Sobieszewskiej znajduje się miejsce magiczne o nazwie „Wakacje na Wyspie”.

Kompleks obejmuje drewniane domki, usytuowane tuż pod lasem, około 700 metrów od morza. Miejsce jest bajeczne z kilku względów.

Po pierwsze, bliskość lasu i natury sprawia, że przyjeżdżając tutaj zapomina  się o codziennych sprawach. Rano pobudkę robiły nam kosy, a za płotem brodził bocian. Aż miło było zjeść co rano śniadanie na świeżym powietrzu i napić się świeżej kawy przy śpiewie ptaków.

Po drugie, jest to miejsce idealne dla rodzin z dziećmi. Domki są w pełni umeblowane i wyposażone. Na prośbę odwiedzającego, można skorzystać z łóżeczka turystycznego dla dziecka. Przy każdym domku znajdują się drewniane ławki i stół, grill, a także plac zabaw. Do dyspozycji dzieci są huśtawki, zjeżdżalnie, trampoliny oraz piaskownice. Poza tym, w tym roku trafił nam się domek z widokiem na plac zabaw. Było to dla nas rozwiązanie idealne, ponieważ Hubercik co rano przed śniadaniem biegł się bawić, a my przygotowaliśmy posiłek widząc go z okna. Nie musieliśmy biegać za synkiem, tylko ogarniać inne rzeczy, kiedy nasze dziecko w najlepsze korzystało z dostępnych atrakcji.

Po trzecie, droga na plażę prowadzi przez las, który zadziwia bogactwem drzewostanu. Piękna zieleń w połączeniu ze śpiewem ptaków przyczyniały się do tego, że można było spacerować tutaj godzinami.

Po czwarte, w pobliżu dobrze rozwinięta jest infrastruktura- niedaleko znajduje się sklep, kościół oraz restauracja.

Po piąte, nie ma tłumów turystów (przynajmniej w maju i we wrześniu). Można spokojnie spędzić cały dzień nad morzem, nie lawirując między parawanami. Poza tym mam wrażenie, że Wyspa Sobieszewska jest jeszcze obszarem nie do końca odkrytym przez Polaków. Wprawdzie co roku przybywa tutaj coraz więcej turystów, ale w porównaniu z innymi nadmorskimi terenami jest tutaj jeszcze względnie spokojnie.

Po szóste, powietrze tutaj jest idealnie czyste. Co rano sprawdzaliśmy jego jakość i okazywało się, że przez siedem dni z rzędu była bardzo dobra. We Wrocławiu o takim stanie rzeczy można tylko pomarzyć.

„Wakacje na Wyspie” to idealne miejsce dla osób ceniących ciszę i spokój. Przyjeżdżając tutaj odnosi się wrażenie, że czas stanął w miejscu. Przyroda przyciąga nas swoją naturalnością i spokojem. A urokliwe drewniane domki znakomicie się komponują na tle pięknej intensywnej zieleni.

Więcej informacji na temat tego magicznego miejsca znajdziesz na stronie: https://wakacjenawyspie.pl/

Mewia Łacha to drugi, obok Ptasiego Raju, rezerwat, który warto zobaczyć, będąc na Wyspie Sobieszewskiej. Został on utworzony w 1991 roku, aby chronić egzystujące na terenie rezerwatu ptaki. Teren podzielony jest na dwie części. Większa jest zalesiona i znajduje się po wschodniej stronie Wisły. Mniejsza znajduje się po zachodniej stronie ujściowego odcinka rzeki, na samym krańcu Wisły Sobieszewskiej. To właśnie na tym niewielkim kawałku rezerwatu spotkać można unikatowe gatunki ptaków takie, jak: różne odmiany rybitw, sieweczkę morską oraz ostrygojada. Ptaki, które są gospodarzami na obszarze rezerwatu zostały uznane za gatunki rangi europejskiej.  Jako ciekawostkę napiszę, że w rezerwacie zliczono około 220 gatunków ptaków, co świadczy o wyjątkowości tego obszaru.

Oprócz ptaków można spotkać tutaj także zwierzęta: wydry, bobry oraz foki. W Wiśle na terenie rezerwatu mieszkają także skorupiaki m.in. zmieraczek zalewowy.

W końcu rezerwat Mewia Łacha to również bogata flora- ponad 450 gatunków, z czego 17 znajduje się pod ochroną, a 70 uznanych jest za okazy rzadkie, którym grozi wyginięcie.  Do unikatowych okazów, występujących na tym terenie należy m.in. lnica wonna oraz mikołajek nadmorski.

Rezerwat Mewia Łacha, ze względu na swoje walory przyrodnicze, został wpisany na listę  obszarów NATURA 2000.

Obszar rezerwatu zajmuje około 150ha. Jest to jednak jedyny rezerwat, gdzie wielkość obszaru jest umowna, ponieważ każdego roku zmienia się powierzchnia łach. W tym miejscu należy wyjaśnić co znaczy termin „łacha”. Jest to dawne koryto rzeki, w którym wzbiera się woda, tworząc jezioro.

Do rezerwatu prowadzi kilka ścieżek. Jedna z nich prowadzi wzdłuż plaży Wyspy Sobieszewskiej. My rozpoczęliśmy natomiast wycieczkę do rezerwatu w Świbnie (od strony Wisły). Przed portem rybackim na ul. Świbnieńskiej, można zostawić samochód i udać się na odkrywanie rezerwatu. Ruszając z tego miejsca do rezerwatu można dojść dwoma szlakami. Jeden prowadzi brzegiem Wisły, a drugi duktem leśnym. My wybraliśmy spacer kamienistym traktem brzegiem Wisły (rozpoczynając od Stacji Ratownictwa Morskiego).

Przed wejściem na teren lasu, prowadzącego na ten wyjątkowy obszar stoi tabliczka przypominająca, że człowiek jest tu tylko gościem, a gospodarzami są ptaki i foki. W związku z tym na terenie rezerwatu należy poruszać się wytyczonymi ścieżkami, aby nie zakłócać codzienności mieszkającym tutaj osobnikom.

W porównaniu z rezerwatem Ptasi Raj odnosi się wrażenie, że Mewia Łacha jest bardziej dzika i mniej tutaj ingerencji człowieka. Podczas podążania kamienistym traktem napotykaliśmy powywracane drzewa, których nikt nie usuwa. Przyroda w tym miejscu rządzi się swoimi prawami. Stare drzewa w naturalny sposób próchnieją i rozkładają się, ustępując miejsca nowemu pokoleniu drzew.

Rezerwat Mewia Łacha to prawdziwy cud natury. My przemierzyliśmy tylko jego niewielką część po zachodniej stronie Wisły. Nie jest on bowiem przyjazny dla wózków dziecięcych. Na pewnych odcinkach przejazd wózkiem był niemożliwy. Na pewno wrócimy tutaj, aby dokonać dalszej eksploracji terenu, szczególnie jego wschodnią część od strony Jeziora Mikoszewskiego.

Wyjazd do Gdańska przypomniał mi o takich dwóch, co zmienili świat. A wszystko za sprawą nadmorskiego parku im. Ronalda Reagana.  Genezy przyjaźni papieża Jana Pawła II i prezydenta Stanów Zjednoczonych Ronalda Reagana należy upatrywać w momencie zamachu na papieża w maju 1981 roku. Kilka dni po tym wydarzeniu Reagan wysłał do Watykanu telegram z obietnicą wsparcia modlitewnego za życie papieża. Od tej pory więź między papieżem i przywódcą Stanów Zjednoczonych zacieśniała się. Tym bardziej, że Reagan przeżył podobne zdarzenie półtora miesiąca wcześniej, kiedy został postrzelony, wsiadając do samochodu. Zarówno Jan Paweł II, jak i prezydent USA zamach przeżyli, co- jak podkreślali wielokrotnie- zawdzięczają wstawiennictwu Bożemu. Ciężkie chwile, a przede wszystkim walka o życie zapoczątkowały wieloletnią współpracę obu panów.

Prezydent USA był mocno zaangażowany w sprawy polskie. Krytykował poczynania rządu komunistycznego, potrafił sprzeciwić się Leonidowi Breżniewowi,  a także konsultował  z Janem Pawłem II stanowisko rządu amerykańskiego w sprawie poczynań władz polskich. Ronald Reagan opowiadał się za wolną i niezależną Polską. Wspierał „Solidarność” jako siłę, która jest w stanie obalić komunistyczne władze.

Papież Jan Paweł II i prezydent USA Ronald Reagan spotkali się osobiście po raz pierwszy w 1982 roku. Odtąd widywali się regularnie, wspierając się wzajemnie w szerzeniu idei wolnościowych. Za jedno z ważniejszych wydarzeń w historii należy uznać wizytę Ojca Świętego w Miami w 1987 roku, kiedy to prezydent USA uznał polskiego papieża za moralnego przywódcę i podziękował mu za jego działalność. Dwa lata po tym spotkaniu upadł mur berliński i nastąpił demontaż bloku sowieckiego.

Dzisiaj o tym wydarzeniu przypomina pomnik papieża Jana Pawła II i prezydenta USA w parku im. Ronalda  Reagana. Postacie zostały odlane z brązu, a inspiracją stało się zdjęcie wykonane w 1987 roku. Pomnik zrobił na mnie wrażenie. Nie jestem miłośniczką pomników, a wiele z nich uważam, że jest zrobiona ze zbytnim przepychem. Pomnik w parku im. Ronalda Reagana jest zrobiony ze smakiem. Wiele osób zapala przy tym pomniku znicze i składa kwiaty, co przyczynia się do tego, że łezka kręci się w oku. W końcu patrząc na niego przypominamy sobie o tym, że to właśnie Ojciec Święty i Ronald Reagan wnieśli istotny wkład w obalenie komunizmu i szerzenie idei demokratycznych, które współcześnie są krytykowane i stoją w obliczu zagrożenia. Przyznam szczerze, stojąc przed pomnikiem zrobiło mi się przykro, że to, o co wielcy ludzie walczyli ciężko, dzisiaj jest niszczone „lekką” ręką.

Park warto odwiedzić nie tylko ze względu na refleksję nad wartościami demokratycznymi. Miejsce to oferuje sporo atrakcji dla osób w każdym wieku. Wielką zaletą parku, że usytuowany jest nad samym morzem. Na plażę prowadzą starannie zaprojektowane ścieżki, dzięki czemu można pojeździć tutaj rowerem, hulajnogą czy na rolkach w pięknych okolicznościach przyrody. Oprócz ścieżek, park przecinają drewniane pomosty, które dodają temu miejscu uroku.

Na terenie parku znajdują się dwa stawy, w których można spotkać łabędzie czy kaczki. Na dzieci czeka tutaj pięć placów zabaw oraz skatepark. Największym placem zabaw jest Kraina Zabawy.

Przyznam szczerze, że park nadmorski  im. Ronalda Reagana to nasze tegoroczne odkrycie w Gdańsku. Wyszukiwanie atrakcji dla dzieci sprzyja wynajdowaniu miejsc poza utartym przez większość turystów szlakiem. To, co urzekło mnie w tym parku to połączenie dzikości z cywilizacją. Z jednej strony mamy dziko rosnące trzcinowiska, w których spotkać można zróżnicowane gatunki dzikiego ptactwa. Z drugiej strony, starannie zaprojektowane alejki, ścieżki rowerowe i piesze, pomosty drewniane nadające temu miejscu akcent nowoczesności.

Plac zabaw Kraina Zabawy usytuowany jest w parku im. Ronalda Reagana, od strony ul. Dąbrowszczaków (w tym parku jest kilka placów zabaw). Od strony ul. Dąbrowszczaków znajduje się także parking, gdzie można zostawić samochód. My przyjechaliśmy do parku w niedzielę około godziny 10, więc nie było problemu z zaparkowaniem auta. Kiedy wyjeżdżaliśmy około godziny 15 wszystkie miejsca były już zajęte.

Po pierwsze, to, co urzekło nas w tym placu zabaw, to jego usytuowanie nad samym morzem. Świadomość, że dzieci świetnie się bawią się, oddychając czystym powietrzem, jest bezcenna. Ponadto, zabawę nad placu można połączyć z wycieczką na plażę. Nie mówiąc już o tym, że można zabrać tutaj rower czy hulajnogę, co dodatkowo umili czas naszym pociechom.  Po drugie, na placu zabaw czekają na dzieci liczne atrakcje. Powiem szczerze, jest to największy miejski plac zabaw, który do tej pory widziałam. Są tu atrakcje dla dzieci w każdym wieku. Znajdują się tutaj piaskownice, huśtawki, ścianki wspinaczkowe, zjeżdżalnie, statki rybackie czy małpi gaj. Miłośnicy jazdy na rolkach czy rowerach mogą skorzystać ze Skate Plaza. Rodzice w trakcie szaleństw swoich pociech mogą odpocząć na ławkach lub w specjalnie przygotowanych altankach. Po trzecie, wstęp na plac zabaw jest bezpłatny.

Niedaleko parku znaleźliśmy też bardzo fajną restaurację z pysznym jedzeniem. Faloviec/kuchnia roślinna (https://www.facebook.com/pg/faloviec/menu/?ref=page_internal), znajdująca się na ul. Obrońców Wybrzeża 2, która oferuje dania kuchni wegańskiej. W środku było mnóstwo ludzi, a wszystkie potrawy były wyśmienite. Do tego napar z kurkumy powalił nas na kolana.

Muszę przyznać, że plac zabaw Kraina Zabawy i park im. Ronalda Reagana jest naszym odkryciem 2019. W Gdańsku byliśmy już kilka razy, ale pierwszy raz odwiedziliśmy park, który zaimponował nam i naszym dzieciom.