Przeskocz do treści

Malta z perspektywy 4-latka

Podróże z dziećmi wymagają nieco innej organizacji niż w przypadku osób dorosłych. Przede wszystkim program wycieczki musi być dostosowany do wieku i preferencji maluchów. Plan wyprawy oczywiście należy posiadać, ale trzeba do niego podchodzić elastycznie i w każdej chwili być gotowym na jego zmianę.

Hubercik od najmłodszych lat, ba nawet miesięcy dużo podróżuje i muszę przyznać, że jest znakomitym kompanem w podróży. Po pierwsze, nie musi mieć wielu zabawek, aby umilić sobie czas. Wystarczy mu kamień, patyk czy butelka, aby dobrze się bawić. Podczas rejsu statkiem na Gozo słomka od soczku służyła mu jako śrubokręt i naprawiał nim  wszystkie sprzęty. Po drugie, nie potrzebuje tableta czy smartfona, aby przetrwać kilkugodzinną podróż. Hubercik zwraca uwagę na ptaki za oknem, samochody przejeżdżające obok, budynki, a nawet kobiety na plakatach (widząc panią w bikini na bilboardzie zawołał „mamusia patrz jaka ładna pani”). Podczas każdej wycieczki wszystko chłonie i podziwia. Umie delektować się otaczającą rzeczywistością. Po trzecie, nie nudzi go zwiedzanie nowych miejsc. Będąc na Malcie potrafił zwiedzać na równi z nami od godziny 10 do 18 i nie narzekał, że go bolą nóżki czy, że jest znudzony.

Po powrocie do kraju zapytaliśmy Hubercika, co najbardziej mu się podobało. Bez wahania wymienił następujące rzeczy:

  1. Plac zabaw w Qawrze przy Aquarium

Plac znajduje się w sąsiedztwie Aquarium i jest otwarty cały dzień. Wstęp jest bezpłatny. Jest usytuowany nad samym morzem, co przyczynia się nie tylko do tego, że najmłodsi mają radochę, ale widoki cieszą oko także dorosłych. Obok placu znajduje się restauracja i toaleta. Przy placu są liczne ławki, gdzie rodzice mogą usiąść i obserwować swoje dzieci. Plac zabaw urządzony jest w klimacie morskim. Przychodziliśmy tutaj z Hubercikiem kilkakrotnie. Miejsce to nie tylko zapewniło synkowi dobrą zabawę, ale także nauczyło go obcowania z dziećmi różnych ras, kultur oraz mówiącymi odmiennymi językami. Miło było popatrzeć, jak wszystkie maluchy z różnych zakątków świata ze sobą biegają, śmieją się i rozmawiają.

Plac zabaw przy Aquarium w Qawrze

My mieszkaliśmy w miejscowości Buggibba w Buggibba Hotel. Z hotelu na plac zabaw było około 700 metrów. Droga prowadziła wzdłuż morza, w związku z tym łączyliśmy spacer wraz z zadowoleniem synka.

  1. Rejs promem na Gozo i miejsce, gdzie morze wyrzuciło meduzy (czyli Błękitna Laguna)

Wykupiliśmy zorganizowaną wycieczkę z Buggibba na Gozo. Koszt takiej wyprawy to 22 Euro od osoby, dzieci do lat 5 nie ponoszą żadnych kosztów, a dzieci powyżej 5 lat 15 Euro. Takie wycieczki oferują niemal wszystkie biura podróży, znajdujące się wzdłuż promenady. My wybraliśmy biuro znajdujące się na Buggibba Square. Korzystaliśmy z tego biura kilkakrotnie i byliśmy zadowoleni z serwisu.

Z samego rana z przystani w Buggibba wyruszyliśmy statkiem na Gozo.  Statek spóźnił się o godzinę, ale przywykliśmy, że punktualność nie jest najmocniejszą stroną Maltańczyków. Już sam rejs był atrakcją dla naszego Hubercika. Przede wszystkim duża przestrzeń statku sprawiła, że miał sporo miejsca do biegania. Po drugie, podziwiał morze zza okna i inne statki płynące w niedalekiej odległości. Po trzecie, Hubercik lubi duże skupiska ludzi i miejsca, gdzie się coś dzieje. Podczas rejsu obserwował podróżujących turystów i dopytywał o to, skąd są, dlaczego mają ciemną skórę itd.

Parostatkiem w piękny rejs czyli płyniemy na Gozo

Podczas rejsu na statku można zakupić kawę/herbatę, przekąski, natomiast napoje takie jak woda czy sok są bezpłatne. Jeżeli chcemy naszym pociechom zaoferować coś konkretnego do jedzenia (danie obiadowe) musimy zadbać o to we własnym zakresie, albo poczekać aż dopłynie się na Gozo.

Po dotarciu na wyspę Gozo przesiedliśmy się do dwupoziomowych autobusów z otwartą górą, którymi zwiedzaliśmy wyspę. Przejazd autobusem to była kolejna atrakcja dla Hubercika, który podziwiał widoki. Dodatkowo miał radość ze słuchania multimedialnego przewodnika w różnych językach.

Po dotarciu do Błękitnej Laguny Hubercikowi radość sprawiało chodzenie po skalistym podłożu i podziwianie meduz wyrzuconych na brzeg przez morze.

  1. Muzeum Samochodów Klasycznych w Quawrze

Muzeum jest czynne od poniedziałku do soboty. W dni powszednie jest otwarte do 9 do 18, w soboty od 9 do 13.30. Wstęp do muzeum kosztuje 10 Euro dla dorosłych, 4,5 Euro dla dzieci.

Na zwiedzanie muzeum wybrał się Hubercik z tatusiem. Na podkreślenie zasługuje fakt, że Hubercik jest fanem motoryzacji. Muzeum stanowi prywatna kolekcja samochodów Carola Galea, obejmuje ona pojazdy od lat 40. XX wieku do współczesnych. Kolekcja jest imponująca i bogata. Już od początku przy wejściu można podziwiać piękną Corvettę Roadstera z 1962 roku czy Forda Thunderbird z 1956 roku. Takich smaczków motoryzacyjnych jest znacznie więcej, dlatego na wizytę w muzeum trzeba poświęcić 1,5-2 godziny. Tym bardziej, że oprócz samochodów można tutaj podziwiać motory i łódź motorową Albatros. Zwiedzając to muzeum czujesz się, jakbyś cofnął się w czasie do złotych lat motoryzacji. Wszystkie okazy przepięknie się prezentują, a kolekcja zapiera dech w piersiach. Hubercik przez 2 godziny chodził po muzeum z uśmiechem na twarzy, słuchając opowieści taty o specyfice poszczególnych pojazdów. O zadowoleniu świadczy fakt, że miesiąc po wizycie w muzeum Hubercik zaskoczył nas mówiąc, że w muzeum podobał mu się mały samochodzik,  do którego wchodziło się otwierając przód pojazdu (a chodziło mu o BMW Isetta 250 z 1957 roku).

Muzeum Samochodów Klasycznych
  1. Aquarium w Qawrze

Aquarium usytuowane jest nad samym morzem. Z promenady przy Aquarium rozciąga się widok na morze. Wstęp jest płatny: bilet kosztuje 13,90 Euro dla dorosłych, dzieci do 4 lat mają wstęp wolny, dzieci od 4 do 12 lat- 7 Euro, a seniorzy powyżej 60 roku życia płacą 11,90 Euro. Aquarium jest czynne codziennie od poniedziałku do niedzieli od 10 do 18 (ostatnie wejście jest o 17.30).

W Aquarium można podziwiać bogactwo ryb tropikalnych (łącznie z rekinami czy murenami). Oprócz ryb można zobaczyć także płazy i gady. Aquarium jest podzielone na kilka sekcji, a każda z nich dedykowana jest osobnemu oceanowi. Dla Hubercika odkrywanie podwodnego świata było fascynującym doświadczeniem. Dopytywał o nazwy ryb, jak one się tam znalazły, co jedzą i czy są bezpieczne. Rozczarowany był tylko, że nie ma w oceanarium delfinów.

  1. Wioska rybacka Marsaxlokk

Przejazd z Buggibba do Marsaxlokk publicznym transportem zajął nam około godziny. Najpierw z zajezdni w  Buggibba dojechaliśmy do Valetty, a stamtąd do Marsaxlokk. Nazwa wioski pochodzi od słów „port” (Marsa) oraz „płd-wschodni wiatr” Xlokk. Do miejscowości przybyliśmy w niedzielę z rana, kiedy odbywa się targ. Po wyjściu z autobusu to, co rzuciło nam się w oczy to tłumy turystów podążające właśnie w stronę targu. Można na nim znaleźć nie tylko ryby i owoce morza, ale także ubrania, lokalne wyroby, zabawki itd. Targ jest usytuowany wzdłuż morza, przy wybrzeżu którym zacumowane są maltańskie łodzie Luzzu, charakteryzujące się barwnymi kolorami (żółty, niebieski i czerwony). Łodzie przykuły uwagę Hubercika, który oczywiście chciał od razu poznać szczegóły połowu ryb na nich.

Pogoda bardzo nam sprzyjała. Kiedy wyruszaliśmy z Bugibba było tam około 15 stopni i dość wietrznie. W Marsaxlokk było kilka stopni cieplej i bezwietrznie. Mimo więc, że byliśmy w grudniu w Marsaxlokk mogliśmy chodzić w krótkim rękawie i delektować się ciepłem promieni słonecznych. Hubercik tym bardziej cieszył się z tak pięknej pogody, ponieważ mógł zjeść dużego loda.

Wioska rybacka Marsaxlokk

To, co zachwyciło czterolatka podczas pobytu w wiosce to kolorowe łodzie, kolorowe budynki (Hubercik dopytywał dlaczego drzwi i balkony są np. żółte czy czerwone), dobra świeża rybka zjedzona w restauracji po drugiej stronie morza oraz targ pełen gadżetów kuszących dzieci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *