Przeskocz do treści

4

Tym razem wybraliśmy się na kilka dni w Góry Izerskie. Znajomi polecili nam świetną agroturystykę "Izerski Potok" w Przecznicy. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę z kilku względów.

Po pierwsze, Przecznica to miejscowość z "duszą". Ma bogatą historię o czym więcej napiszę w kolejnym poście.

Po drugie, jest to miejsce niekomercyjne, z dala od tłumów turystów. Bardzo lubimy takie spokojne miejsca, szczególnie że nie było tutaj nawet zasięgu. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych może to być kłopotliwe, ale my akurat cenimy sobie miejsca, gdzie nie ma dostępu do Internetu, a telefon można odłożyć na bok.

Po trzecie, agroturystyka jest przyjazna rodzinom z dziećmi pod wieloma względami.

  • Posiada spore pomieszczenie dla dzieci pełne zabawek, gier, puzzli.
  • Na piętrze obok pokoi znajduje się duża kuchnia. Wieczorami kiedy dzieci spały w pokojach, my ze znajomymi mogliśmy posiedzieć dłużej w kuchni, bez stresu, że obudzimy nasze pociechy.
  • Właścicielka agroturystyki Pani Agnieszka organizuje liczne warsztaty dla dzieci (warsztaty ceramiczne, decoupage i mydlarskie). My akurat skorzystaliśmy z warsztatów mydlarskich, ponieważ Pani Agnieszka doradziła nam, że są najbardziej odpowiednie dla naszego 4-latka i 5-latki znajomych. Dzieci naprawdę miały frajdę z przygotowania dla siebie mydełek w kształcie misia, kwiatuszka czy aniołka. Zajęcia odbywają się w "Starej Kuźni" czyli specjalnie przygotowanym na potrzeby warsztatów pomieszczeniu przy rozpalonym kominku. Zważywszy, że za oknami było mnóstwo śniegu, zabawa przy kominku była bardzo urokliwym akcentem pobytu w "Izerskim Potoku".

Po czwarte, Przecznica jest znakomitą bazą wypadową w wiele innych, ciekawych miejsc:

  • do Świeradowa- Zdroju jest 10 km
  • najbliższa baza narciarska oddalona jest o 8 km
  • do Zamku Czocha jest 20 km
  • do Zamku Frydlant jest 25 km
  • z Przecznicy rozciągają się liczne trasy piesze i rowerowe
  • w okolicy agroturystyki organizowane są wycieczki konne i hipoterapia

Ponadto, właściciele agroturystyki to bardzo mili ludzie, otwarci i życzliwi.

Na pewno wrócimy w to miejsce latem, aby pochodzić po okolicznych górkach i pojeździć na rowerze. Zdecydowanie mamy niedosyt tego miejsca. W pięć dni nie udało nam się nacieszyć urokiem Gór Izerskich, tym bardziej, że zaspy śnieżne nie były zbyt łaskawe dla wózka niemowlęcego.

Pierwszą wyprawę w czterosobowym składzie odbyliśmy, kiedy Kaja miała 4 miesiące a Hubercik 3,5 roku. Zdecydowaliśmy się na święta Bożegonarodzenia polecieć na Maltę. Dlaczego Malta? Po pierwsze, jest to kraj katolicki a chcieliśmy poczuć atmosferę świąteczną. Po drugie, lot z Wrocławia trwa 2 godziny 40 minut, więc na pierwszy wypad z niemowlakiem jak w sam raz. Najbliżsi dopytywali nas, czy nie boimy się lecieć z tak małym dzieckiem? czy Kajcia nie jest jeszcze za mała? Postanowiliśmy sprawdzić to na własnej skórze jak to jest podróżować w kwartecie...

Z Wrocławia na Maltę lecieliśmy Ryanairem. Zdecydowaliśmy się zakupić bilety w opcji Family Plus.  W ramach pakietu można wziąć 2 bagaże o wadze 20 kg, 2 sztuki bagażu podręcznego (do schowania w luku bagażowym), pierwszeństwo wejścia na pokład oraz darmowe miejsca do siedzenia dla dzieci. Za bilety dla całej naszej rodziny zapłaciliśmy niecałe 2300 zł.

Kolejnym krokiem była rezerwacja noclegu. W związku z tym, że Malta jest niewielkim krajem zdecydowaliśmy się nocować w jednym miejscu, a wyspę postanowiliśmy zwiedzać za pomocą dostępnych środków lokomocji (komunikacja publiczna, jednodniowe zorganizowane wycieczki, taksówki). Wybraliśmy Bugibbę z kilku względów. Jest to miejscowość położona nad samym morzem, z której promem można udać się w wiele innych ciekawych miejsc np. na wyspę Gozo. Ponadto, Bugibba to centrum nurkowe, a naszemu znajomemu, który z nami jechał zależało na nurkowaniu. Zarezerwowaliśmy nocleg w Buggiba Hotel ze względu na przystępną cenę (11 noclegów ze śniadaniem kosztowało nas niecałe 2000 zł + 10 euro opłata klimatyczna).

Następnym krokiem było przygotowanie do podróży. W związku z tym, że Kajcia jest karmiona piersią zaczęłam szukać informacji na temat możliwości karmienia piersią lub odciągnięcia pokarmu na lotnisku. Szukałam również informacji jak to jest z karmieniem piersią na Malcie w miejscach publicznych (w końcu to kraj dość konserwatywny). Przyznam szczerze nie wiele na ten temat znalazłam...

W końcu przyszedł czas pakowania. W związku, że temperatura w grudniu i styczniu na Malcie wynosi 12-18 stopni Celsjusza na pewno trzeba było wziąć inną garderobę aniżeli w Polsce. Postanowiłam jednak ograniczyć ciuchy do minimum, tym bardziej, że na Malcie na każdym kroku można znaleźć pralnię i za 6 euro wyprać 8 kg ciuchów.  Z tego względu jednak, że Kajcia jest jeszcze mała i przed wyjazdem była nieco przeziębiona i tak nazbierało nam się sporo rzeczy do zabrania:

  • laktator wraz z butelkami
  • podgrzewacz do mleka
  • pampersy na pierwszych kilka dni
  • inhalator
  • lekarstwa
  • przewijak turystyczny
  • wózek z gondolą
  • uniwersalna deskorolka- jeżdzący podest do wózka dla starszego dziecka, aby przetrwało całodniowe wyprawy

Udało nam się zapakować czterosobową rodzinę w dwa średniej wielkości plecaki. Uważam to za duży sukces, bo jak podróżowaliśmy z mężem bez dzieci również zabieraliśmy te same dwa plecaki. Jak urodził się Hubercik i zaczął z nami podróżować to także potrafiliśmy się zmieścić w te same plecaki. Im więcej osób w rodzinie tym paradoksalnie mniej rzeczy zabieramy dla siebie. Ograniczamy się do niezbędnego minimum.

Przed wyjazdem czytaliśmy również sporo o miejscach interesujących do zobaczenia na Malcie. To, co na pewno chcieliśmy zobaczyć to:

  • wyspę Gozo i Comino
  • stolicę kraju Vallettę
  • wioskę rybacką Marsaxlokk
  • średniowieczne miasto i dawną stolicę Malty Mdinę wraz z przylegającym Rabatem

Jak na pierwszą wyprawę z dziećmi ten plan wydawał nam się realny do zrealizowania. Resztę miała zweryfikować rzeczywistość:)

Tak przygotowani do podróży 22 grudnia ruszyliśmy w drogę ku nowej przygodzie...