Przeskocz do treści

Zwiedzanie Moraw rozpoczęliśmy od zwiedzania Ołomuńca. Miasteczko jest bardzo klimatyczne. To jedno z piękniejszych czeskich miast. Szkoda, że tak mało popularne wśród turystów. W piękny niedzielny sierpniowy dzień spotkaliśmy tutaj raptem kilkunastu obcokrajowców.

Co warto zobaczyć w Ołomuńcu?

  • Kolumna Trójcy Przenajświętszej

Przy wejściu na Stare Miasto na pierwszy plan wysuwa się Kolumna Trójcy Przenajświętszej, licząca 32,2 metry. Ta barokowa Kolumna została postawiona w XVIII wieku, a jej autorem był Václav Render. 2 grudnia 2000 roku Kolumna została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa. Ma ona dla mieszkańców Ołomuńca ogromną wartość symboliczną. Uznawana jest za symbol miasta i jest powodem dumy jej mieszkańców. Kolumna nie ma sobie równych w żadnym innym mieście, zarówno ze względu na jej oszałamiające wymiary, jak i bogactwo rzeźbiarskie.

  • Ratusz w Ołomuńcu

Piękny gotycki budynek ratusza znajduje się na tzw. Górnym Rynku. Usytuowany jest tuż za Kolumną Trójcy Przenajświętszej. Jest to jeden z najstarszych budynków w mieście. Pierwszy budynek na miejscu dzisiejszego ratusza powstał pod koniec XIV wieku. Mieściła się w nim rada miasta i kilka sklepów. Jednak budynek spłonął kilka lat po jego postawieniu. Na miejsce spalonego obiektu w latach 1420-1443 wzniesiono nowy ratusz, bardzo przypominający ten, który możemy podziwiać dzisiaj. Budynek posiadał dwa piętra, gotycką salę ceremonialną oraz gotycką kaplicę św. Hieronima. W kolejnych latach obiekt był rozbudowywany. A w XVII wieku zwiększono wysokość wieży ratuszowej do 75 metrów.

Podczas okupacji szwedzkiej w połowie XVII wieku Szwedzi wykorzystywali ratusz jako zbrojownię. W połowie XIX wieku budynek utracił swoją funkcję. Urząd Miasta został przeniesiony do pałacu Edelmanna, a w dawnym ratuszu mieścił się urząd skarbowy i sąd. W latach 1901-1904 budynek został przebudowany według projektu wiedeńskiego architekta Georga Bergera. Podczas II wojny światowej budynek został zniszczony. Uszkodzone zostały: zegar astronomiczny, wieża, północna fasada ratusza i fontanna przy głównym wejściu. Po wojnie budynek został odrestaurowany. Ratusz jest w przeważającej części barokowy, ale posiada elementy innych stylów architektonicznych np. renesansową lożę.

Niestety podczas naszego pobytu w Ołomuńcu ratusz był remontowany i nie mogliśmy cieszyć się jego widokiem.

  • Kościół Matki Bożej Śnieżnej

Barokowy kościół Matki Bożej Śnieżnej jest częścią kompleksu jezuickiego. Został zbudowany w latach 1712-1716 według projektu Michaela Josefa Kleina z Nysy, który wzorował się na kościele św. Mikołaja w Pradze. Wnętrze kościoła charakteryzuje bogactwo obrazów i licznych zdobień.

  • Fontanny miejskie

Ołomuniec cechuje bogactwo kamiennych fontann zdobionych dekoracjami inspirowanymi mitologią grecką. Jedną z najbardziej znanych jest fontanna Ariona, której autorem był słynny rzeźbiarz Ivan Theimer.

  • Kolumna Mariacka

Kolumna została postawiona po epidemii dżumy w Ołomuńcu w latach 1713-1715 z inicjatywy kamieniarza Václava Rendera. Miała upamiętnić to przykre wydarzenie, w wyniku którego zginęło 3 tysiące ludzi. Kolumna jest ozdobiona rzeźbami świętych, patronów choroby np. św. Karola Boromeusza czy św. Rocha. Posąg wieńczy figura Matki Boskiej z dzieciątkiem.

  • Katedra św. Wacława

Katedra została wybudowana w stylu romańskim w latach 1104-1107. A za jej inicjatora uważa się księcia Świętopełka. Obiekt jednak wielokrotnie podlegał renowacji m.in. po pożarze w 1265 roku. Wówczas też świątynia zyskała gotycki charakter.

Katedra przyciąga uwagę dwoma wieżami, które stanowią nieodłączną część panoramy miasta. Od strony południowej znajduje się trzecia wieża o wysokości 100,65 m i jest najwyższą wieżą kościelną na Morawach i drugą najwyższą w Czechach.

Wewnątrz katedry znajduje się renesansowa kaplica św. Stanisława z nagrobkiem ołomunieckiego biskupa Markusa Kuena oraz marmurowym nagrobkiem ostatniej dynastii Przemyślidów. Po północnej stronie świątyni znajduje się neogotycka kaplica św. Cyryla i Metodego.

W katedrze znajduje się także największy dzwon na Morawach, który waży niemal 8 ton. Dzwon rozbrzmiewa tylko podczas specjalnych wydarzeń.

  • Urokliwe uliczki z kolorowymi kamieniczkami

Ołomuniec to także liczne uliczki, którymi warto się poprzechadzać. Wzdłuż tych uliczek znajdują się przepiękne kamienice i liczne fontanny. Szczerze mówiąc, spacerowaliśmy cały dzień po Ołomuńcu i ciągle odkrywaliśmy ciekawe miejsca.

Gdzie zjeść w Ołomuńcu?

Po drodze do katedry św. Wacława znaleźliśmy restaurację Goliáš (1. máje 830/12, 779 00 Olomouc). Można tutaj spróbować dań regionalnych. A nie jest sprawą łatwą znalezienie dobrej restauracji z kuchnią morawską na Morawach, bowiem znajduje się tutaj mnóstwo restauracji włoskich i kebabów. W restauracji Goliáš nie dość, że jest duży wybór dań regionalnych, to do tego są one wyśmienite. 

Dużym plusem jest też patio pokryte sztuczną zieloną nawierzchnią. Dla raczkującego bobasa to prawdziwy raj. My mogliśmy delektować się kuchnią morawską, a Kajcia miała sporo miejsca do biegania.

Dzisiaj Kajcia skończyła rok. To był bardzo intensywny rok. Naszło mnie na krótkie podsumowanie naszych wyjazdowych doświadczeń…

To było rok temu....

Mamy za sobą kilka wyjazdów zagranicznych i kilkanaście po Polsce. I muszę przyznać, że podróżowanie z dwójką dzieci (z tym z niemowlakiem) wcale nie jest proste. Samo pakowanie jest już wyzwaniem, zwłaszcza jak się leci samolotem i mamy ograniczenia kilogramowe, a do tego musimy zabrać wózek z gondolą, deskorolkę do wózka dla starszego dziecka i laktator z mnóstwem akcesoriów. Podczas wyjazdu musimy uwzględnić preferencje zarówno niemowlaka, jak i starszego dziecka. Nie zawsze dało się pogodzić potrzeby obu dzieci, dlatego często rozdzielaliśmy się i ja spędzałam czas z Kajcą, a Grzesiu z Hubercikiem lub na odwrót.

A tak jest dzisiaj...

Wyjazdy to nie tylko pozytywne wydarzenia. Podczas naszych podróży wylądowaliśmy z Kajcią w szpitalu, zalałam wodą swój ulubiony aparat fotograficzny i niestety już więcej nie zadziałał, nie mówiąc o zostawionych w pośpiechu rzeczach w różnych miejscach, które odwiedzaliśmy. Niemniej jednak uważam, że warto było. Każda podróż jest inna i uczy nas wiele. Doświadczamy nie tylko nowych miejsc i zabytków, ale przede wszystkim uczymy się siebie nawzajem. Poznajemy się w różnych sytuacjach, w których nie mielibyśmy okazji się poznać. Poza tym cieszę się, że moje dzieci nie spędzają godzin przed komputerem czy smartfonem, a chłoną otaczającą rzeczywistość. Hubercik ma 4,5 roku i potrafi przejechać 9 godzin samochodem zadając pytania i wykazując ciekawość na temat różnych miejsc, bez potrzeby włączania telefonu. Potrafi przejść kilka kilometrów dziennie bez narzekania, że go bolą nogi. Umie dostosować się do kraju, w którym przebywamy. Na Malcie mówił po angielsku, w Czechach potrafił dogadać się po czesku, a Niemców urzekł paroma słowami po niemiecku. Kajcia natomiast odnajduje się w każdym środku transportu. Swoim czarującym uśmiechem potrafi rozładować napiętą sytuację i urzec nawet największego smutasa. Dzięki podróżom z dziećmi życie jest kolorowsze, a my z Grzesiem kilkanaście lat młodsi.

Morawy to kraina zamków. Niemal w każdej miejscowości znajduje się zamek, a za każdym takim obiektem kryje się ciekawa historia. Jednym z ciekawszych zamków jakie udało nam się zobaczyć podczas tygodniowego pobytu jest ten usytuowany w Rájcu nad Svitavou.

Historia zamku

Pierwsze wzmianki o miejscowości Rájec pochodzą z 1311 roku, kiedy to nazwa wioski pojawiła się w dokumentach jako własność biskupa Ołomuńca. W okresie średniowiecza miejscowość miała kilku właścicieli, którzy zbudowali dwie ufortyfikowane rezydencje. W 1464 majątek został nabyty przez rodzinę rycerską Darnovskich, którzy przekształcili jedną z fortyfikacji w renesansowy pałac. Budynek był usytuowany na wzgórzu z widokiem na wieś, a lordowie Rájca korzystali z tej rezydencji do 1757 roku, kiedy to budynek został zniszczony w wyniku pożaru. W tym czasie zamek znajdował się w posiadaniu Caroline of Roggendorf, która wszystkie swoje środki zainwestowała w budowę kościoła w niedaleko położonej miejscowości Sloup. W 1763 roku właścicielami obiektu została rodzina Salm- Reifferscheidt-Ratz, która to zainicjowała odbudowę zamku w Rajcu. Rekonstrukcja budynku rozpoczęła się od wykorzystania materiału odzyskanego ze spalonego palacu. Nad odbudową zamku czuwał francuski architekt Isidor Canevale, który wykorzystał najnowsze trendy architektury francuskiej. Canevale zaprojektował dom w stylu „Maison de plaisance” (fr. Dom przyjemności) z centralnym przedpokojem i holem, wokół którego zorganizowane są pozostałe pokoje w symetryczny sposób. Budowa palacu została zakończona w 1769 roku. Isidor Canevale był także architektem ogrodu, otaczającego zamek. Pomimo, że w XIX wieku zamek został ponownie zrekonstruowany, do dzisiaj zachowała się większość elementów zaproponowanych przez francuskiego architekta.

Po zakończeniu II wojny światowej pałac został skonfiskowany przez państwo czechosłowackie. Do chwili obecnej obiekt jest w rękach państwa.

Kiedy zwiedzać?

Zamek jest otwarty do zwiedzania od kwietnia do końca marca do końca października. Szczegółowe godziny otwarcia dostępne są na stronie: https://www.zamek-rajec.cz/en/plan-your-visit/opening-hours. Wejście na zamek możliwe jest tylko z przewodnikiem. My przyjechaliśmy do zamku spontanicznie. Musieliśmy zaczekać kilkanaście minut, aby wejść do środka. Trafiliśmy na przewodnika w języku czeskim, ale nie było problemów ze zrozumieniem. Jeśli czegoś nie zrozumieliśmy pani przewodnik chętnie wyjaśniała nam różne kwestie po angielsku. Ponadto, przy zakupie biletu otrzymaliśmy przewodnik w języku angielskim z opisem obiektu.

Cennik dostępny jest na stronie: https://www.zamek-rajec.cz/en/plan-your-visit/admission. Można płacić gotówką oraz kartą.

Co warto zwiedzić?

Już sam ogród otaczający pałac robi wrażenie. Został przepięknie zaprojektowany. Jest dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Jednymi z najbardziej znanych ogrodników odpowiedzialnych za dbałość o ogród był Františka Bárty i jego następca Jan Dvořák. Oni sprowadzili większość niespotykanych w rejonie gatunków roślin, które są uprawiane do dnia dzisiejszego. Największym atutem tutejszego ogrodu są kamelie, które można podziwiać od lutego do marca.

Wnętrze zamku również zachwyca. Można tutaj zobaczyć orientalną porcelanę oraz słynną bibliotekę zamkową złożoną z 60 tys. zbiorów (najstarsze rękopisy pochodzą z XIV wieku). Na pierwszym piętrze podziwiać można kolekcję malarstwa Salmy, złożonej z dzieł mistrzów holenderskich oraz flamandzkich.

Zamek Rájec nad Svitavou to jeden z piękniejszych zamków, jakie widzieliśmy na Morawach. Spędziliśmy tutaj kilka godzin. W przypałacowym ogrodzie zrobiliśmy sobie piknik. Nie chciało nam się opuszczać tego miejsca.

Dzisiaj chciałabym się podzielić swoimi refleksjami na temat rozszerzania diety Kajci. A nie była to sprawa łatwa…Z Hubercikiem rozszerzanie diety przebiegało książkowo. Robiliśmy to zgodnie z zalecanym schematem, a Hubercik zajadał się wszystkim, co mu daliśmy do jedzenia. Uwielbiał warzywa, chętnie konsumował owoce, pił wodę…jednym słowem bajka.

Myślałam, że z Kajcią będzie podobnie. Od szóstego miesiąca zaczęłam jej podawać różne rzeczy do spróbowania (pierwsze próby zapoznawania Kajci ze smakami innymi niż mleko matki zaczęliśmy nawet pod koniec 4 miesiąca, ale nie była tym zainteresowana) i okazało się, że rozszerzanie diety z moją córcią to prawdziwa męka.

Zaczęliśmy od warzyw (tak, jak zalecają dietetycy dziecięcy). Kajcia nie chciała nawet na nie patrzeć. Czy sama jej gotowałam obiadki czy dawałam jej słoiczki- nie miało to znaczenia. Wszystko lądowało na ubraniu lub podłodze. Próbowałam papek oraz metodę BLW- również nie miało to znaczenia. Miała natomiast swoje ulubione smaki. Chętniej jadła jajko czy chlebek. Paradoksalnie wolała rzeczy bardziej słone (np. uwielbiała ogórki kiszone). Do owoców też podchodziła sceptycznie, ale po kilku próbach zafascynowała się malinami i borówkami. Próbowaliśmy jej dawać kaszki, ale tutaj też miała swoje preferencje. Tak naprawdę upatrzyła sobie kaszkę jednej firmy, ale nie będę pisała jaką, żeby nie było, że to wpis marketingowy. Muszę przyznać, że przeżywałam wielokrotnie frustracje z tego powodu. Z zachwytem patrzyłam, jak rówieśnicy w jej wieku pięknie konsumują podawane im posiłki. A Kajcia zawsze chwytała paluszkami wybraną rzecz, wsadzała do buzi i pod dwóch kęsach kończył się posiłek. W zasadzie jeszcze w 10 miesiącu po każdym posiłku musiała popić mlekiem, bo nie była w stanie najeść się pokarmem stałym. Moja córcia rzadko kiedy sama domagała się jedzenia. Picie wody też nie było jej mocną stroną. Po kilku łykach zaczynała pluć albo bawić się butelką.

Mimo wszystko nie zniechęcałam się…Wytrwale szykowałam jej różne dania. Co jakiś czas kupowałam słoiczek, aby sprawdzić, czy jej preferencje nie są nakierowane na inne smaki. I nagle po skończeniu 11 miesiąca nastąpił cud. Kajcia zaczęła wyrywać nam jedzenie, które my konsumowaliśmy. Zaczęła krzyczeć na warzywa/owoce, które zna i które jej smakują. Chętnie próbuje nowych rzeczy. Jak coś jej nie smakuje to pluje, jak coś ją zachwyci to napcha sobie całą buzię. W kwestii żywienia Kajcia jest stanowcza i nie ma takiej siły, która przekonałaby ją do zmiany preferencji.

Kajcia nigdy nie usiedziała w foteliku dłużej niż 5 minut. Po kilku minutach wrzeszczała i trzeba było ją z niego wyciągnąć. Karmienie do dzisiaj wygląda u nas tak, że ona biega albo się bawi, a ja podtykam jej jedzenie. Porady typu „zostaw ją, a jak zgłodnieje to przyjdzie sama po jedzenie” u nas nie działały. Owszem jak jest bardzo głodna to zje tyle, aby zaspokoić pierwszy głód i traci zainteresowanie jedzeniem. Chcąc więc wyjść na dwór czy aby zająć się czymś innym wolę ją nakarmić i mieć święty spokój, niż czekać aż moja księżniczka pół dnia będzie jadła jedno danie.

W przypadku Kajci więc wszelkie schematy żywienia nie sprawdziły się. Po wielu frustracjach musiałyśmy wypracować swój system karmienia. Póki co sprawdza się i obie jesteśmy zadowolone. Ważne jest jednak, aby nie ulegać wpływom tych wszystkich „złotych” porad, które słyszymy naokoło czy czytamy w Internecie. Aby nie zwariować konieczne jest wsłuchanie się w potrzeby swojego dziecka i uwzględnienie jego własnych preferencji.

Morawy dostarczyły nam naprawdę mnóstwo wrażeń i materiału do opisania na bloga. Długo zastanawiałam się od czego zacząć. I wybór padł na piękne miasteczko Boskovice...

Dlaczego warto tutaj przyjechać?

Jest to miasteczko z bogatą historią. Dawniej było to miasteczko żydowskie. Pierwsze wzmianki o pojawieniu się społeczności żydowskiej sięgają XIV wieku. Jednak dokładna historia ich osiedlenie w tych rejonach nie jest znana (wiadomo jest, że część osiadłych tutaj Żydów to osoby wypędzone z Brna wieku). Boskovice zamieszkiwała jedna z największych społeczności żydowskich na Morawach, a miasteczko uchodziło za centrum talmudystycznych uczonych. W miasteczku zamieszkiwała ludność żydowska, obok chrześcijańskiej. Żydzi żyli jednak w specjalnie wydzielonym dla nich getcie i nie byli akceptowani przez chrześcijan. Dzielnica żydowska była kilkakrotnie podpalana, a dzisiejsze zabytki pochodzą w większości z odbudowy po pożarze w 1823 roku. Od lat 60. XIX wieku liczba Żydów w miasteczku sukcesywnie malała. Zaczęli przenosić się do większych miejscowości – do Brna i do Wiednia. A ci co pozostali zginęli w Holocauście.

Kościół św. Jakuba

Współcześnie jest to bardzo urokliwe miejsce, z piękną architekturą, klimatycznymi uliczkami, ciekawym zamkiem oraz ruinami starego zamku. Na dodatek miasteczko przyciąga rodziny z dziećmi atrakcją, jaką jest westernowe miasteczko.

Jedna z uliczek w miasteczku

Jak dojechać?

Boskovice położone są na Morawach, około 35 km od Brna, a niecałe 20 km od jaskiń Morawskiego Krasu.

Ruiny zamku w Boskovicach

Na wysokości 460 m n.p.m wznoszą się ruiny gotycko-renesansowego zamku Boskovice. Zamek wita przybyszów okrągłą wieżą z renesansowymi blankami. Z ruin roztacza się imponujący widok na malowniczy krajobraz.

Historia zamku sięga XIII wieku, kiedy to należał do bogatej rodziny z Boskovic. Niestety nie ma żadnych dokładnych informacji na temat tego kto i kiedy dokładnie zbudował obiekt. Na przestrzeni wieków zamek był w posiadaniu 6 rodów szlacheckich i kilku indywidualnych właścicieli, którzy to przeprowadzali liczne przebudowy. Dlatego też zamek łączy kilka stylów architektonicznych.

Ruiny starego zamku

Pod koniec XVII wieku został zbudowany nowy zamek w Boskovicach, a ten zaczął tracić na znaczeniu. Jego stan zaczął się pogarszać, tym bardziej, że był on stopniowo rozbierany przez miejscową ludność, a materiały budowlane z tego zamku wykorzystano do budowy boskovickich posiadłości.

Ruiny starego zamku

Dzięki stopniowej przebudowie większa część zamku jest dostępna dla zwiedzających. Podczas spaceru po zamku można poznać historię zamku czy herby rodzin, które nim zarządzały. Można także zobaczyć piwnice czy studnię o głębokości 26 metrów.

Ruiny starego zamku

Aktualny cennik dostępny jest na stronie: http://www.hradboskovice.cz/vstupne

Zamek w Boskovicach

Jego powstanie datuje się w XVII wieku. Na terenie obecnego zamku zbudowany wówczas został klasztor dominikański. Rodzina Dietrichsteinów, która w XVIII wieku zakupiła ów obiekt, zainicjowała przebudowę klasztoru na wspaniały dwór. Nie jest jednak wiadomo, kto był autorem tej rekonstrukcji.

Nowy zamek w Boskovicach

Obecnie właścicielem zamku jest hrabia Mensdorf-Pouilly. Zamek jest usytuowany w przepięknym parku w stylu angielskim i ogrodzie na wzgórzu.

Nowy zamek w Boskovicach
Ogród przed zamkiem w Boskovicach
Widok z zamku

Westernowe miasteczko

Western City

Miasteczko jest czynne codziennie od 29 czerwca do 1 września. Aby skorzystać z atrakcji oferowanych w western city należy uiścić opłatę wstępną. Dodatkowo każda atrakcja na terenie miasteczka jest dodatkowo płatna. Cena za bilet wstępu uzależniona jest od godziny wejścia. Szczegółowe ceny znajdziesz tutaj: http://www.westernove-mestecko.cz/vstupne. Z tego względu, że ceny są dość wysokie zdecydowaliśmy się na wejście po godzinie 15. W ramach biletu można zobaczyć  show na koniu (taniec z końmi). Za wstęp można zapłacić kartą lub gotówką. Za dodatkowe atrakcje płaci się specjalną walutową – boskovickimi dolarami, które wymienia się 1:1 (1Kc=1 BD). Pieniądze można wymienić w kasie, salonie na terenie miasteczka lub bankach na terenie miasteczka.

Dolary boskovickie- BD
Western City- show na koniu

Dla dzieci dostępne są następujące atrakcje:

  • Plac zabaw dla młodszych dzieci (karuzela, huśtawka)- dodatkowo płatne 20 BD
Western City
  • Trampolina- dodatkowo płatna 40 BD
  • Wypożyczenie kozy na spacer- 100 BD za 20 min
Western City
  • Strzelanie z łuku pod okiem wykwalifikowanego Indianina- 50 BD
  • Malowanie twarzy i ciała- cena za 1 tatuaż 60 BD
  • Przejażdżka na koniu – 5 minut kosztuje 100 BD, 10 minut kosztuje 150 BD
  • Park linowy- cennik parku dostępny jest na stronie: http://www.westernove-mestecko.cz/atrakce/lanove-centrum
  • Sporej wielkości piaskownica dla dzieci. Dzieci i dorośli mogą za 70 BD/osoby przez 20 minut szukać ukrytych tutaj skarbów (klejnoty, bursztyny, stare wina, muszle i inne). To, co się znajdzie staje się własnością znalazcy
  • Strzelnica- pod okiem doświadczonego strzelca można postrzelać m.in. z legendarnego karabinu Winchester. My nie korzystaliśmy z tej atrakcji, bo chwilowo strzelnica była zamknięta. Na stronie nie ma informacji ile ta atrakcja kosztuje.

Dodatkowo na terenie miasteczka znajdują się restauracje i bary. Można kupić także tutaj biżuterię i akcesoria w stylu Boho.

Wizyta w Western City nie jest tanią atrakcją i miałam mieszane uczucia czy cena jest adekwatna do oferowanych atrakcji. Nie mniej jednak Hubercik był bardzo zadowolony z wizyty w tym miejscu. Przez kilka dni opowiadał o tym, czego tam doświadczył. Patrząc więc przez pryzmat zadowolenia dziecka, uważam, że warto się tam udać.

Arboretum Boskovice

Arboretum usytuowane jest na wysokości 375-425 m n.p.m i obejmuje niemal 9 ha. Można tutaj podziwiać wiele gatunków drzew i krzewów iglastych, liściastych, pnącza, wrzosowiska, mokradła, trawy ozdobne i byliny, a także drzewa owocowe.

Na terenie Arboretum odbywają się liczne imprezy m.in. Dzień Dziecka, coroczna wystawa owoców, warzyw i sprzętu ogrodniczego czy wystawa aranżacji Bożonarodzeniowych.

Arboretum nie zdążyliśmy dotrzeć. Zrobiło się późno, a dzieci były zmęczone całodniowymi atrakcjami. Od mieszkańców Moraw słyszeliśmy jednak, że warto tutaj zajrzeć. Może następnym razem...

Muszę przyznać, że Boskovice zachwyciły mnie pod każdym względem. To był jeden z najbardziej udanych dni podczas zwiedzania Moraw. Na pewno miasteczko pozostanie na długo w mojej pamięci.

Niecałe 60 km od Wrocławia znajduje się Ruda Sułowska. Jest to ciekawe miejsce rekreacyjne dla rodzin z dziećmi. Kompleks obejmuje 3-gwiazdkowy hotel usytuowany w Parku Krajobrazowym „Dolina Baryczy” i w Rezerwacie „Stawy Milickie”, Muzeum Tradycji Rybactwa, Staw pokazowy, Płuczkę, Zwierzyniec, Edukacyjny Plac Zabaw oraz ścieżkę zmysłów.

Muzeum Tradycji Rybactwa

W Muzeum można zobaczyć eksponaty związane z gospodarką stawową (sieci, misy, wędki itp.). W środku znajduje się również duże akwarium, stanowiące atrakcję dla dzieci. Obok znajduje się Dom Rybaka, gdzie można zobaczyć w jakich warunkach żyli dawniej rybacy. Wejście do muzeum jest bezpłatne.

Staw pokazowy

W miejscu tym prezentowane są techniki połowu stosowane przez rybaków Stawów Milickich

Płuczka

Płuczka to ostatni etap procesu hodowli ryb. Dzięki specjalnej komorze o regularnym przepływie czystej i dobrze natlenionej wody, ryby poddawane są procesowi płukania, dzięki czemu tracą nieprzyjemny błotny zapach i smak. W płuczce można zobaczyć także gatunki ryb słodkowodnych występujących w Stawach Milickich. Wstęp do płuczki jest bezpłatny.

Zwierzyniec

Zwierzyniec to przestronna zagroda, w której spotkać można osła, owce, konie, kozy, kury, indyki, kaczki i gęsi. Zwierzyniec można podziwiać bezpłatnie.

Edukacyjny Plac Zabaw

Czynny jest codziennie od 9 do 19. Cały jest wykonany z drewna. Można tutaj znaleźć kilka huśtawek, łódź drewnianą z wiosłami, mosty oraz pnie, po których dzieci mogą przechodzić. Plac zabaw znajduje się w słońcu, więc w upalny dzień trudno tutaj o kawałek cienia. Obok placu znajdują się ławki pod parasolami, gdzie rodzice mogą obserwować swoje pociechy. W pobliżu placu zabaw stoi food truck, w którym można zjeść rybę, frytki oraz napić się coś zimnego. Plac zabaw jest również bezpłatny.

Ścieżka zmysłów

Ścieżka zmysłów została zaprojektowana z myślą o najbliższych, aby pobudzić u nich zmysły pozawzrokowe (dotyk, zapach i dźwięk). W pierwszej części dzieci mogą gołą stopą dotknąć drewna, kamieni, liści, pasku i szyszek. W drugiej części najmłodsi mogą rękami dotknąć mchu, kory oraz szyszek. Wszystkie dary lasu można powąchać, aby uaktywnić zmysł węchu. W trzeciej części można zagrać na drewnie i usłyszeń jego dźwięk. Ponadto, znaleźć można tutaj tablice, dzięki którym poznać można różne gatunki ryb, ptaków i drzew występujących w Dolinie Baryczy.

Fotosafari

Fotosafari to godzinna przejażdżka bryczką połączona z wykładem pana ornitologa i zarazem pracownika Stawów Milickich. Podróż bryczką obejmuje tereny nie dostępne dla swobodnego ruchu turystycznego. Obszar jest ograniczony szlabanami i wejście na jego teren grozi karą grzywny. Wjeżdżając do Rezerwatu Stawy Milickie udajesz się w niezwykłą podróż, bo sięgającą 800-letniej tradycji rybołówstwa, zapoczątkowaną przez mnichów cysterskich. Z wykładu pana ornitologa można dowiedzieć się o powierzchni stawów, poznać proces hodowlany różnych gatunków ryb, problemy z jakimi borykają się hodowcy (m.in. duża ilość przybywającego ptactwa z różnych rejonów Europy, która żywi się rybami) i sposoby radzenia sobie z nimi.

Podczas prelekcji można także dowiedzieć się, że Stawy Milickie jest to największy kompleks stawów nie tylko w Polsce, ale w Europie. Przejazd bryczką obejmuje staw „Duża Mewa”, który jest jednym z największych stawów hodowlanych w Europie.

Dla dzieci atrakcją jest już sama przejażdżka bryczką. Dodatkowo, podczas jednego z postojów najmłodsi mogli pogłaskać konie i dowiedzieć się o historii tych zwierząt. Co więcej, można było za pomocą lornetek wypatrywać ptactwo zamieszkujące okoliczne stawy.

Koszt fotosafari to 35 zł dla osób dorosłych i 25 zł dla dzieci od lat 4 (do lat 4 przejazd jest bezpłatny). Aby skorzystać z przejażdżki trzeba wcześniej zarezerwować sobie miejsce, co nie jest sprawą łatwą. Musi utworzyć się grupa min. 6 osób, aby wycieczka doszła do skutku. W upalne dni (kiedy temperatura jest powyżej 30 stopni) wycieczki się nie odbywają. My robiliśmy kilka podejść do tego, aby  skorzystać z fotosafari i w końcu się udało. Muszę przyznać, że naprawdę warto było czekać.

Prowadzenie bloga zainspirowało mnie do poszukania nieco więcej informacji na temat pewnego miejsca… Między miejscowością Lędzina (gmina Krośnice) a Olszówka (gmina Twardogóra)  znajdują się dwa stawy, otoczone piękną roślinnością. Dokładną lokalizację znajdziesz tutaj. Przez te stawy prowadzi szlak rowerowy. Miejsce jest magiczne. Roślinność rośnie tutaj swobodnie bez ingerencji człowieka.  Zachowała się przepiękna aleja dębów. Słychać śpiew ptaków i odgłosy żab. Ponadto, miejsce to jest znane w zasadzie tylko mieszkańcom okolicznych miejscowości. Nie ma więc tutaj tłumów turystów. W niedzielny poranek wybraliśmy się na długi spacer i w ciągu kilku godzin nie spotkaliśmy żadnego człowieka. Jedyne co mnie zdziwiło to fakt, że nie ma tutaj żadnej tablicy informacyjnej/edukacyjnej na temat tego miejsca. Zaczęłam więc szukać informacji na ten temat w Internecie. Niestety nic nie znalazłam (zdumiał mnie ten fakt, ponieważ wujek Google wie przecież wszystko). Postanowiłam więc sprawdzić kto zarządza tym miejscem i bezpośrednio zwrócić się z prośbą do zarządcy o udzielenie informacji na temat tego tajemniczego miejsca. Okazało się, że teren jest pod nadzorem Spółki Stawy Milickie S.A w Rudzie Sułowskiej. Zadzwoniłam do tej spółki i tam przesympatyczna Pani, zajmująca się ochroną środowiska, zaspokoiła moją ciekawość.

Okazało się, że mniejszy staw to staw Piaskowy (inaczej zwany stawem Długim, Dłużyńcem). Nazwa pochodzi od niemieckiego określenia Sand Teich (czyli Piaskowy Staw).  Jego powierzchnia ogroblowana wynosi 16,64 ha. Większy staw nazywany jest stawem Soczewica (od niemieckiej nazwy Linse Teich) lub Lędzińskim, a jego powierzchnia ogroblowana wynosi 39,24 ha. Przed wojną oba zbiorniki miały inny kształt, ale zostały przebudowane ponad 40 lat temu.

Oba stawy nie są objęte ochroną rezerwatową. Dziwi mnie ten fakt, ponieważ zbiorniki są usytuowane w Dolinie Baryczy. Można tutaj spotkać wiele gatunków ptactwa i ciekawe gatunki roślin. Aż się prosi, aby w takim miejscu utworzyć rezerwat. Jednakże w obu zbiornikach prowadzona jest hodowla ryb przez Spółkę Stawy Milickie S.A w Rudzie Sułowskiej oraz Zakład Rybacki Krośnice. Prowadzona jest na nich hodowla narybku czyli ryb w pierwszym roku życia z gatunków: karp, sum i okoń.

Przy mniejszym stawie jest wydzielone miejsce na ognisko. Zapytałam więc Spółkę Stawy Milickie czy można legalnie palić w tym miejscu ogniska. Okazało się, że ponieważ jest to obiekt, na którym zgodnie z ustawą o rybactwie śródlądowym utworzony jest obręb hodowlany nie można tam palić ognisk, rozbijać namiotów czy łowić ryb, a także pływać łodziami dla celów rekreacyjnych. Mimo tych ograniczeń jest to bardzo fajne miejsce na spacer, jazdę rowerem czy rodzinny piknik. Fajnie, że są jeszcze takie miejsca nie odkryte na wyciągnięcie ręki. Tutaj czas zatrzymał się w miejscu. Można nacieszyć się ciszą i spokojem. Wszędzie słychać śpiew ptaków i szum drzew.

Ciekawym odkryciem tego weekendu był Part Wodny Krośnicka Przystań. Przejeżdżaliśmy koło niego kilka razy, ale nigdy nie mieliśmy okazji z niego skorzystać. Zazwyczaj jeździmy na basen do Trzebnicy lub do Oleśnicy. Tym razem postanowiliśmy popływać w Parku Wodnym w Krośnicach. Sprawdziliśmy na Internecie godziny otwarcia i udaliśmy się w sobotę o godzinie 10 do Krośnickiej Przystani. Na miejscu okazało się, że podczas wakacji zmieniły się godziny otwarcia basenu, ale na stronie internetowej nikt tego nie zaktualizował. W rzeczywistości Park Wodny otwarty jest od godziny 11 do 21.

Nie chcieliśmy z dziećmi czekać godzinę, więc pojechaliśmy do babci, która mieszka w niedalekiej odległości od Krośnic. Ale w związku z tym, że Hubercikowi obiecaliśmy, że pokąpie się w basenie, popołudniu zrobiliśmy drugie podejście. Tym razem Grzesiu z Hubercikiem zrobili sobie męski wypad na basen, bo Kajcia była wymęczona upałem. Poza tym Kajcia nie jest miłośniczką większych akwenów wodnych (ona respektuje tylko kąpiel w wannie, każdy inny zbiornik poza wanną budzi jej wrodzoną niechęć). Kiedy chłopaki chłodzili się w basenie, my wybrałyśmy spacer okolicznymi ścieżkami.

Part Wodny Krośnicka Przystań obejmuje dwa baseny sportowe, 15-metrowy basen rekreacyjny ze zjeżdżalniami (jedna zjeżdżalnia rurowa i druga zjeżdżalnia typu cebula), biczami i leżankami wodnymi, małe jacuzzi oraz brodzik dla najmłodszych. Na uwagę zasługuje fakt, że basen pływacki 25x16m ma ruchome dno, dzięki czemu basen może się zmienić w wielofunkcyjną nieckę odpowiednią do nauki pływania dla dzieci, aquaaerobiku czy zajęć rehabilitacyjnych. Jest to jedyny taki obiekt na Dolnym Śląsku. Na terenie obiektu znajduje się również siłownia, sala fitness i saunarium.

Basen jest kameralny. Nie ma tutaj tłumów jak we Wrocławiu. Byliśmy tam w sobotę w godzinach popołudniowych i była zaledwie garstka ludzi. Basen rekreacyjny jest bardzo przyjazny maluchom, ponieważ woda jest dobrze nagrzana. Co więcej, cena jest atrakcyjna. Cennik dostępny jest na stronie: https://www.krosnice.pl/asp/pl_start.asptyp=14&sub=275&subsub=324&menu=324&strona=1. Od 29 czerwca do 15 września obowiązuje promocja „godzinka plus” (dwie godziny w cenie jednej). Ponadto, Pani jeszcze dodatkowo naliczyła nam jakąś inną promocję i za dwie godziny pływania za jedną osobę dorosłą i dziecko zapłaciliśmy 14 zł. Muszę przyznać, że cena zrobiła na mnie wrażenie. A zważywszy na fajny basen i kameralne warunki na pewno będziemy tutaj częstymi gośćmi.

Wyjazd na basen do Krośnic można połączyć z przejażdżką kolejką wąskotorową. W okolicach kolejki można pobawić się na placu zabaw, udać się na długi spacer wyznaczonymi ścieżkami pieszymi rowerowymi, pogrillować lub popływać na łódce czy rowerku wodnym.

 

  • Obywatele polscy zamierzający odwiedzić Wietnam muszą mieć ważny dokument podróży oraz wizę uprawniającą do wjazdu na terytorium tego kraju. Aby wiza mogła być wydana paszport obywatela RP musi być ważny przez co najmniej 6 miesięcy po planowanej dacie opuszczenia terytorium Wietnamu. O wizę do Wietnamu można ubiegać się w urzędach konsularnych tego kraju. Możliwe jest również otrzymanie jej na niektórych przejściach granicznych, ale po uprzednim uzyskaniu promesy wizowej, którą oferują biura podróży i agencje turystyczne. Wizę można otrzymać również przez system online
  • Władze wietnamskie nie uznają polskiego prawa jazdy, a możliwość posługiwania się międzynarodowym prawem jazdy przez obcokrajowców w praktyce jest problematyczna. Możliwe jest uzyskanie wietnamskiego prawa jazdy na podstawie polskiego w przypadku rezydentów. W Wietnamie obowiązuje ruch prawostronny.
  • Dni wolne od pracy to: 1 stycznia, 30 kwietnia - Dzień Wyzwolenia Sajgonu, 1 maja - Święto Pracy, 2 września - Święto Narodowe. Nowy Rok Księżycowy Tet obchodzony jest w stycz­niu lub lutym (w zależności od kalendarza księżycowego); czas wolny od pracy rozpoczyna się w ostatnich dniach starego roku i trwa przez kolejne trzy dni księżycowego Nowego Roku. W okresie świąt księżycowego Nowego Roku nieczynnych jest większość sklepów, punktów usługowych i restauracji. Dodatkowo ceny w tym okresie znacznie wzrastają. Transport publiczny na znaczne odległości jest utrudniony - bardzo dużo osób w tym czasie podróżuje.

  • Różnica czasu między Wietnamem a Polską to +6 godzin w czasie zimowym, +5 godzin w czasie letnim (w Wietnamie nie ma zmiany czasu z zimowego na letni).
  • Pomimo aktywnych usług roamingowych polskich operatorów, komunikacja za pomocą polskich telefonów może być utrudniona lub niemożliwa. Nie wszyscy polscy operatorzy telefonii komórkowej posiadają umowy roamingowe z sieciami wietnamskimi. W związku z tym wskazane jest wykupienie karty miejscowego operatora. Karty te podlegają rejestracji – przy zakupie konieczne może być okazanie paszportu.
  • Bankomaty są szeroko dostępne w większych miastach w kraju. Nie wszystkie jednak obsługują karty debetowe i kredytowe polskich banków.
  • W okolicach popularnych turystycznie w wielu lokalach można płacić w dolarach, jednak ich przelicznik na miejscową walutę najczęściej wówczas jest mniej korzystny, niż gdy posługujemy się miejscowymi pieniędzmi wymienionymi w banku.
  • Walutę (dolary, euro) można wymienić w banku, hotelu lub na lotnisku.
  • Najważniejszym szczepieniem w Wietnamie jest szczepionka przeciwko WZW typu A, czyli tzw. chorobie brudnych rąk. Poza tym zalecane szczepienia to przeciwko błonicy i tężcowi oraz WZW typu B. Jeśli wyjeżdżamy też na dłużej, dobrze zaszczepić się przeciwko durowi brzusznemu.
  • Warto zaopatrzyć się w środki przeciw komarom (ze środkiem DEET)
  • W Wietnamie obserwowalne są znaczne różnice pomiędzy północną i południową częścią kraju:
    • Na południu życie rozpoczyna się około 5 rano. Im dalej na północ tym życie zaczyna się później (w Sapa około 7 rano)
    • Im bardziej z południa na północ tym lepszy jest smak herbaty
    • Na południu popularnym trunkiem alkoholowym jest piwo, na północy wódka ryżowa
    • Mieszkańcy północy posługują się odmiennymi dialektami niż mieszkańcy południa
    • Południe jest bardziej gościnne i otwarte na obcokrajowców. Północ jest bardziej powściągliwa.
    • Wraz z przemieszczaniem się w stronę północną, pogarszają się warunki drogowe
    • Na północy temperatura jest niższa, a pogoda bardziej kapryśna

Psie Pole to miejsce przyjazne rodzinom z dziećmi z wielu powodów. Jednym z nich jest fakt, że mamy tutaj Milu Malu (zlokalizowane przy ulicy Sycowskiej 6). Pamiętam, jak Hubercik miał kilka miesięcy i chciałam się umówić z koleżanką na kawę w kawiarni/ restauracji, gdzie jest miejsce dla raczkujących niemowląt. Wtedy takich kawiarenek w całym Wrocławiu było jak na lekarstwo. Wszystkie też były oddalone od mojego miejsca zamieszkania. Kiedy przyszła na świat Kajcia wiele się zmieniło. Przede wszystkim to, że mamy  fantastyczne miejsce blisko domu.

Milu Malu ma wiele zalet, do których niewątpliwie należą:

  • Duża przestrzeń dla dzieci w każdym wieku- niemowlaki mogą swobodnie poruszać się po sporej powierzchni, wyłożonej dywanem. Starsze dzieci mogą skorzystać z basenu z kulkami czy z małpiego gaju. Wysokość opłaty za wstęp uzależniony jest od dnia tygodnia: od poniedziałku do czwartku zapłacimy 9.90 zł za godzinę; 16,90 zł za 2 godziny; 22,90 zł za cały dzień.  W weekendy i święta ceny są odpowiednio wyższe: 11.90 zł za godzinę; 18,90 zł za 2 godziny; 24,90 zł za cały dzień.

  • Mnóstwo zabawek i książeczek dla dzieci w każdym wieku

  • Rodzice mogą zasiąść na wygodnych sofach, relaksując się przy kawie czy dobrym cieście

  • Głodne pociechy mogą zjeść coś konkretnego np. pierogi czy zupę pomidorową
  • Smaczne jedzenie i fantastyczne ciasta w przyjaznych cenach
  • Zajęcia dodatkowe np. piątkowe zajęcia z wujkiem Mateuszem dla dzieci 0-1,5 roku oraz 1,5-3 lata. Koszt zajęć to 30 złotych, karnet na 4 wejścia 100 złotych.
  • Możliwość zorganizowania urodzin (ceny uzależnione są od zakresu świadczonych usług)
  • Osobny pokój dla matek karmiących
  • Dostępny przewijak

W poniedziałki Milu Malu jest zamknięte. Od wtorku do czwartku sala zabaw czynna jest od 11 do 19.15. W piątki lokal otwarty jest od 12 do 19.15, z tym, że od godziny 10 odbywają się zajęcia zorganizowane (płatne).

Lubimy tutaj przychodzić z naszymi pociechami, ponieważ panuje bardzo przyjazna atmosfera. Właściciele to przesympatyczni ludzie, zawsze uśmiechnięci i serdeczni. Jest to bardzo fajne miejsce, w którym można spotkać się ze znajomymi i spokojnie porozmawiać, podczas gdy dzieci w najlepsze korzystają z dostępnych atrakcji. Milu Malu to także miejsce wymiany doświadczeń. Można spotkać tutaj rodziców, którzy chętnie porozmawiają o własnych przeżyciach związanych z rodzicielstwem.